Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 24 września 2020
w Esensji w Esensjopedii

Jason Lutes
‹Berlin. Miasto dymu›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBerlin. Miasto dymu
Scenariusz
Data wydaniamaj 2011
RysunkiJason Lutes
Wydawca Kultura Gniewu
CyklBerlin
Gatunekhistoryczny
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk

Historia w obrazkach: Bohaterowie na rozdrożu
[Jason Lutes „Berlin. Miasto dymu” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Panuje przekonanie, że środkowa część każdej trylogii – czy to literackiej, czy filmowej – jest zawsze elementem najsłabszym. Z jednej strony dzieło traci bowiem na świeżości, ponieważ znamy już jego głównych bohaterów, z drugiej – nie niesie ze sobą dreszczyku emocji, który wiąże się z oczekiwaniem na ostateczne zakończenie. „Miasto dymu” Jasona Lutesa zdaje się teorię tę potwierdzać.

Sebastian Chosiński

Historia w obrazkach: Bohaterowie na rozdrożu
[Jason Lutes „Berlin. Miasto dymu” - recenzja]

Panuje przekonanie, że środkowa część każdej trylogii – czy to literackiej, czy filmowej – jest zawsze elementem najsłabszym. Z jednej strony dzieło traci bowiem na świeżości, ponieważ znamy już jego głównych bohaterów, z drugiej – nie niesie ze sobą dreszczyku emocji, który wiąże się z oczekiwaniem na ostateczne zakończenie. „Miasto dymu” Jasona Lutesa zdaje się teorię tę potwierdzać.

Jason Lutes
‹Berlin. Miasto dymu›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBerlin. Miasto dymu
Scenariusz
Data wydaniamaj 2011
RysunkiJason Lutes
Wydawca Kultura Gniewu
CyklBerlin
Gatunekhistoryczny
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Trylogia „Berlin” Amerykanina Jasona Lutesa powstaje nieprzerwanie (i systematycznie) od piętnastu lat. Gdy zebrała się już odpowiednia ilość materiału, wydawca komiksu postanowił opublikować go w osobnych, całkiem zresztą opasłych, tomach – tym sposobem w 2000 roku ukazało się „Miasto kamieni”, a osiem lat później – dostarczone właśnie na polski rynek dzięki Kulturze Gniewu – „Miasto dymu”. Akcja pierwszej części rozpięta została pomiędzy wrześniem 1928 a majem 1929 roku; klamrą spinającą opowiedzianą w niej historię stały się z jednej strony przybycie do Berlina skromnej prowincjuszki z Kolonii, Marthe Müller, która w takim samym stopniu zapragnęła podjąć studia artystyczne w stolicy Republiki Weimarskiej, co wyrwać się spod opieki despotycznego ojca, z drugiej – bardzo sugestywnie przedstawione przez autora wydarzenia „Krwawego maja”, kiedy to policja rozpędziła zorganizowany przez Komunistyczną Partię Niemiec pochód pierwszomajowy, zabijając ponad trzydziestu, raniąc zaś około osiemdziesięciu lewicowych demonstrantów. Jedną z ofiar tej masakry była także komunistka Gudrun Braun – kto wie, czy nie najtragiczniejsza postać pierwszego tomu „Berlina”.
Fabuła „Miasta dymu” jest bezpośrednią kontynuacją wcześniejszej historii. W czerwcu 1929 roku stolica Niemiec liże jeszcze rany po tragedii sprzed miesiąca. Przedstawienie musi jednak trwać dalej, dlatego też wspomnienie o ofiarach szybko zaciera się w ludzkiej pamięci. Osierocona przez matkę Sylwia Braun dzięki pomocy pani Fischer ucieka policjantom, którzy chcą zamknąć ją, podobnie jak młodszą siostrę Elgę, w domu dziecka. Od tej pory dziewczyna włóczy się po ulicach, zdana na łaskę (rzadziej) bądź niełaskę (znacznie częściej) innych. Nie chce pomocy od Ottona Schmidta, przyjaciela Gudrun, którego oskarża o to, że zaciągnął matkę na manifestację i tym samym przyczynił się do jej śmierci; przyjmuje ją za to od bezdomnego Żyda Pawła, który de facto ratuje ją przed koniecznością prostytuowania się. Z biegiem czasu losy Sylwii przecinają się również z losami młodego Dawida Schwartza, którego ojciec, szanowany żydowski przedsiębiorca, stara się odwieść od sympatii komunistycznych, mając nadzieję, że kiedy chłopak zainteresuje się rówieśniczką, polityka szybko wywietrzeje mu z głowy. Czy tak będzie w rzeczywistości, przekonamy się zapewne dopiero w tomie trzecim.
W „Mieście dymu” nie mogło oczywiście zabraknąć także miejsca dla głównych postaci pierwszego tomu – dziennikarza Kurta Severinga i jego młodej przyjaciółki i kochanki Marthe Müller. Lutes pokazuje ich skomplikowane relacje w sposób bardzo realistyczny, szczęśliwie unikając przesadnej ckliwości. Ich związek przeżywa więc wzloty i upadki. Z jednej strony Marthe towarzyszy Kurtowi w czasie jego rozmów z uczestnikami „Krwawego maja”, których zadaniem jest udokumentowanie tamtej tragedii, z drugiej – gdy Severing wraz ze swoimi przełożonymi wyjeżdża do Lipska (co ma związek z oskarżeniem gazety o zdradę stanu i wytoczeniem jej procesu sądowego), kobieta bez większych oporów rzuca się w wir berlińskiego nocnego życia. Za towarzyszki tych dekadenckich wypraw – znaczonych nieskrępowanym seksem, alkoholem, kokainą i sączącym się z każdego zakamarka jazzem – ma dawną kochankę Kurta, Margarethe, oraz swą przyjaciółkę Annę (notabene zdeklarowaną lesbijkę). I właśnie z uwagi na tę wszechobecność muzyki jazzowej konieczne stało się wprowadzenie na karty komiksu zupełnie nowych bohaterów – dixielandowego murzyńskiego zespołu Cocoa Kids, który latem 1929 roku przyjeżdża na występy do Berlina. Nieco bliżej poznajemy zwłaszcza losy jednego z jego członków – Tiny’ego, który zakochuje się w występującej w „Podbrzuszu” (to mało zmysłowa nazwa klubu nocnego) niezbyt zdolnej szansonistce Poli.
Losy wszystkich bohaterów zostały oczywiście odmalowane na bardzo konkretnym tle historycznym. Jason Lutes, choć skupia się głównie na perypetiach – powiedzmy, w pewnym uproszczeniu – obyczajowych, jakie przeżywają poszczególne dramatis personae, nie zapomina jednak o tym, co kształtuje ich postawy, a więc o wydarzeniach z pogranicza wielkiej polityki i gospodarki. Mieszkańcom Berlina – zarówno tym z dziada pradziada, jak i zupełnie nowym – daje się już bowiem we znaki Wielki Kryzys; z kolei pogarszająca się sytuacja ekonomiczna prowadzi do tego, że coraz większe poparcie społeczne zyskują ugrupowania ekstremistyczne – w tym konkretnym przypadku narodowi-socjaliści (w większym) i komuniści (w mniejszym stopniu). Pojawiają się też oznaki nadchodzącego tąpnięcia politycznego. Gdy w październiku 1929 roku umiera były kanclerz (1923), a obecnie minister spraw zagranicznych Republiki Weimarskiej Gustav Stresemann, nie brak głosów, że powoli kończy się pewna epoka w powojennej historii Niemiec. Zapowiedzią znacznie dramatyczniejszych wydarzeń jest jednak to, co miało miejsce w styczniu 1930 roku, kiedy to z ręki komunisty-kryminalisty został postrzelony (w wyniku czego później zmarł) dwudziestotrzyletni działacz SA Horst Wessel. Lutes wiernie odtwarza okoliczności tego zabójstwa, skłaniając się – podobnie zresztą jak i wielu historyków – ku przekonaniu, że nie miało ono podłoża stricte politycznego. Akcja „Miasta dymu” zostaje doprowadzona do września 1930 roku, a zamyka ją informacja o wyborach do Reichstagu, które przynoszą znaczący wzrost znaczenia NSDAP.
Jak to często bywa w przypadku trylogii, w części środkowej historii niewiele jest rzeczy, które mogą nas w jakiś szczególny sposób zaskoczyć. Intrygujący bohaterowie, świetnie odmalowane tło historyczno-obyczajowe epoki, wreszcie domieszka typowej dla tamtych czasów i tamtego miejsca dekadencji – to otrzymaliśmy już w pokaźnej porcji w „Mieście kamieni”. W ciągu dalszym „Berlina” podstawowym zadaniem Lutesa było więc przede wszystkim nie popsuć bardzo dobrego wrażenia, jakie pozostawił po sobie poprzedni tom. I z tego zadania Amerykanin wyszedł obronną ręką. Pewne zastrzeżenia można mieć jednak co do samej fabuły, która nie jest już tak ekscytująca. Głównie dlatego, że prezentuje bohaterów na życiowym rozdrożu, docierających dopiero do granicy, której przekroczenie będzie wymagało od nich podjęcia konkretnych, rzutujących na ich bliższą i dalszą przyszłość, decyzji. W „Mieście dymu” pada więc znacznie więcej pytań, aniżeli pojawia się odpowiedzi. Na te przyjdzie czas w albumie ostatnim. W każdym razie Lutes umiejętnie zadbał o to, aby podgrzać atmosferę i wywołać zaniepokojenie, dzięki któremu czytelnicy będą z niecierpliwością oczekiwali na domknięcie serii. Bo choć przecież wszyscy wiedzą, czym ta historia się zakończyła (vide dojście nazistów do władzy w końcu stycznia 1933 roku i wynikające z tego konsekwencje dla społeczeństwa niemieckiego), najbardziej zajmujące będą mimo wszystko dalsze losy nie tych wielkich (na przykład parokrotnie eksponowanego w komiksie gauleitera Berlina Josepha Goebbelsa), ale maluczkich – Kurta Severinga, Marthe Müller, Sylwii Braun i Dawida Schwartza. Dzisiaj możemy się tylko domyślać, że to, co ich czeka, nie będzie należało do przyjemności.
koniec
27 lipca 2011

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Karola los wzniosły, los podły
Tomasz Nowak

24 IX 2020

Pamiętacie Johnhny′ego Rottena wykrzykującego dramatyczne pytanie: Kto zabił Bambi? Okazuje się, że to nie jedyne prawdziwie dramatyczne pytanie popkultury. Jest choćby taki Karol. Ba, powstał poświęcony mu w całości komiks! Ale jedyna wiedza o nim pochodzi z tytułu „Mówili na niego Karol”. Nadal więc pytamy, kim on właściwie jest? A odpowiedź, że to trup wcale nas nie zadowala.

więcej »

Wracamy do Teksasu, tam nie ma ropy
Marcin Osuch

23 IX 2020

Prawie dziesięć lat temu, przy okazji serii zbiorczych „Lucky Luke’ów” w rozmiarze szkolnych zeszytów, wyraziłem nadzieję, że przyjdzie czas, gdy wszystkie te historie zostaną wydane tak jak zostały do tego stworzone, w formacie A4. Od kilku lat Egmont wznawia całą serię właśnie w tym kształcie i ostatnio przyszedł czas na tom osiemnasty – „W cieniu wież wiertniczych”.

więcej »

Cokolwiek ci zrobi, nie krzycz
Marcin Knyszyński

22 IX 2020

Dziś znowu czytamy „Sin City”. Poznaliśmy już brutalnego Marva i poharatanego psychicznie Dwighta. Obaj byli antybohaterami pełną gębą, nie różnili się zbytnio od bandziorów, którym stawiali czoła. Dziś spotkamy Johna Hartigana, pierwszego jednoznacznie pozytywnego mieszkańca Miasta Grzechu – zdecydowanie najmniej cynicznego i zepsutego. Być może dlatego cierpi najbardziej.

więcej »

Polecamy

Komiks, którego nie było

Podziemny front:

Komiks, którego nie było
— Konrad Wągrowski

Bitwa o szyny
— Konrad Wągrowski

Dobry Niemiec
— Konrad Wągrowski

Granat do studzienki, czyli najśmielsza akcja bojowa
— Konrad Wągrowski

Po twarzy poznasz konfidenta
— Konrad Wągrowski

Wybuch w burdelu
— Konrad Wągrowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.