Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 stycznia 2019
w Esensji w Esensjopedii

‹Relax #19›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRelax #19
Data wydania1978
CyklRelax
Gatunekantologia, sensacja, SF
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk

Czar „Relaksu” #19: „Narodziny” Thorgala i porwanie Kazimierza Deyny

Esensja.pl
Esensja.pl
Jest takie powiedzenie, że nie ma tego złego, co by na dobre wyszło. Bez wahania można je odnieść do dziewiętnastego numeru „Relaksu”. W dwóch poprzednich wydaniach czasopisma pożegnaliśmy kilka bardzo lubianych serii komiksowych, ale za to jakim nowym cyklom ustąpiły one miejsca! Wystarczy wymienić tytuły i autorów, by serce zabiło mocniej – „Thorgalowi” Grzegorza Rosińskiego oraz „Tajemniczemu rejsowi” Janusza Christy.

Sebastian Chosiński

Czar „Relaksu” #19: „Narodziny” Thorgala i porwanie Kazimierza Deyny

Jest takie powiedzenie, że nie ma tego złego, co by na dobre wyszło. Bez wahania można je odnieść do dziewiętnastego numeru „Relaksu”. W dwóch poprzednich wydaniach czasopisma pożegnaliśmy kilka bardzo lubianych serii komiksowych, ale za to jakim nowym cyklom ustąpiły one miejsca! Wystarczy wymienić tytuły i autorów, by serce zabiło mocniej – „Thorgalowi” Grzegorza Rosińskiego oraz „Tajemniczemu rejsowi” Janusza Christy.

‹Relax #19›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRelax #19
Data wydania1978
CyklRelax
Gatunekantologia, sensacja, SF
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Przez cały 1977 rok Magazyn Opowieści Rysunkowych „Relax” ukazywał się z zaskakującą regularnością – raz w miesiącu. Co świadczyć może o dwóch rzeczach: że pismo, choć wciąż jeszcze bardzo młode, na dobre usadowiło się na rynku prasowym oraz że Krajowa Agencja Wydawnicza nie traktowała jego publikacji po macoszemu. Niestety, w roku następnym sytuacja zaczęła się stopniowo pogarszać – i to wcale nie w redakcji (bo tam, jak można sądzić z zawartości kolejnych numerów, działo się coraz ciekawiej), lecz ogólnie w kraju. Odbiło się to również na systematyczności w wydawaniu „Relaksu”. Na szósty w 1978 roku numer trzeba było czekać miesiąc dłużej niż zwykle – podpisano go do druku w czerwcu, ukazał się natomiast w pierwszym miesiącu wakacji. Okładka kolorystycznie nie zachwycała – jasnozielone logo na brązowawym (by nie rzec dosadniej) tle prezentowało się dość kiepsko. Szczęśliwie mogły się za to podobać wybrane kadry. Głównym po raz drugi z rzędu został wybrany rysunek Marka Szyszki „wycięty” z „Pięciu kroków wstecz”. Zatłoczona ulica średniowiecznego Krakowa zapewne prezentowałaby się jeszcze ciekawiej i atrakcyjniej, gdyby peerelowska poligrafia stała na nieco wyższym poziomie. Ale i tak narzekać nie ma na co. Tym bardziej że na pasku poniżej otrzymaliśmy rysunki dwóch gigantów polskiego komiksu – Jerzego Wróblewskiego, który zachęcał do przeczytania kolejnej części „Vahanary”, oraz Grzegorza Rosińskiego, który reklamował w ten sposób początek nowej serii swego autorstwa, czyli legendarnego już dzisiaj „Thorgala”.
W rubryce zawierającej listy od czytelników zamieszczono tym razem prawdziwy misz-masz. Niejaki S. (Stefan? Stanisław? Sebastian?) Rutkowski w swojej epistole zwracał uwagę na „nieudolnie pokolorowane” komiksy węgierskie, mając zapewne na myśli „Akcję Labirynt” oraz „Białego Kła”, na co redakcja odpowiedziała – zgodnie zresztą z prawdą – że to wina drukarni i maszyn. Mieszkanka podwarszawskiego Ursusa Ewa Lubaczewska zapewniała z kolei, że czyta magazyn wraz ze swoim mężem i że jest on dla obojga „prawdziwym relaksem”. Największą kreatywnością popisał się natomiast Marian Rączka z Makowa Podhalańskiego, który przedstawił kilka – przyznajmy – dość kontrowersyjnych propozycji. Między innymi podpowiedział redakcji, że „oprócz opowieści rysunkowych warto zamieszczać opowiadania, nowele i powieści o tematyce sensacyjnej i przygodowej”. Większość czytelników zapewne najchętniej by go za to, podobnie jak sławnego Azję Tuhajbejowicza, wbiła na pal; zwłaszcza gdyby się okazało, że proza miałaby być drukowana kosztem komiksów. Drugi z dziwnych wniosków dotyczył tytułu pisma. „Proponuję zmianę tytułu na ŚWIAT PRZYGÓD lub PRZYGODA, to byłoby bardziej adekwatne do treści” – napisał pan Marian. Argument, że nazwa „Relax” już na trwałe zapisała się w świadomości czytelników chyba nie przyszedł mu wcale do głowy. Najlogiczniejszy był trzeci projekt, czyli prośba o przedstawienie członków redakcji. Niestety, i ona nie została nigdy spełniona – może z braku czasu (wszak magazyn zniknął z rynku niespełna trzy lata później), a może jakieś inne przyczyny spowodowały, że jego twórcy nigdy nie zaprezentowali się swoim czytelnikom. Co uznać trzeba nie tylko za dziwne, ale wręcz niegrzeczne.
kliknij aby powiększyć
kliknij aby powiększyć
Przejdźmy jednak wreszcie do zawartości dziewiętnastej odsłony czasopisma. Otwarcie okazało się, zaiste, porażające! Na dzień dobry czytelnicy otrzymali bowiem, importowaną z Zachodu, a konkretnie z belgijskiego magazynu komiksowego „Tintin”, pierwszą część „Thorgala”, za którego odpowiadali: wtedy jeszcze niespełna czterdziestoletni scenarzysta Jean Van Hamme oraz młodszy od niego o dwa lata, doskonale już znany czytelnikom „Relaksu”, rysownik Grzegorz Rosiński („Dziewięciu z nieba”, „Klęska Wikinga”, „Zasadzka”, „Bolesławowe słupy”, „Zdrada”, „Najdłuższa podróż”). Pierwszy (z pięciu) sześcioplanszowy odcinek zatytułowany został „Syn burzy”. W wersji albumowej całość ukazała się we Francji dwa lata później jako „Zdradzona czarodziejka” (do historii znanej już z łamów „Relaksu” dołączono tam jeszcze jedną opowieść, „Rajską grotę”, którą polscy wielbiciele serii poznali dopiero w 1988 roku). Początek jest niezwykle emocjonujący, ponieważ scenarzysta wrzuca czytelnika w sam środek dramatycznych wydarzeń. Thorgal Aegirsson, pojmany przez króla Wikingów Północy Gandalfa Szalonego, zostaje przykuty przezeń do skalnej ściany smaganej lodowatym wiatrem i falami morskimi. Z oddali patrzy na to bezsilnie córka Gandalfa, Aaricia, która doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że Thorgal cierpi tak z jej powodu – ośmieliła się ona bowiem pokochać tego nędznika. Gdy król odchodzi w morze ku swojemu drakkarowi, skazany na pewną śmierć nieszczęśnik poprzysięga mu zemstę. Czy będzie miał jednak okazję jej dokonać? Jak się niespodziewanie okazuje – tak. Thorgala wkrótce bowiem uwalnia tajemnicza kobieta o długich czerwonych włosach z wilkiem u boku. Nie robi tego jednak bezinteresownie. Dzięki niej otrzymujemy także pierwsze, jeszcze bardzo szczątkowe, informacje na temat głównego bohatera serii. Chociażby taką: „Nikt nie wie, skąd przybywasz, nawet ty sam, ale mówią, że jesteś synem Aegira, olbrzyma, który żyje pod wodami morza…”. Oraz taką: „Nazywają cię też Synem burzy, bo wzniecasz burze, gniew i zgiełk”. Trzeba przyznać, że Van Hamme wiedział, jak wzbudzić zainteresowanie czytelnika, jak zbudować napięcie. Nieźle wypadł też Rosiński, choć trzeba przyznać, że w porównaniu z niektórymi wcześniejszymi jego pracami prezentowanymi w „Relaksie” „Syn burzy” wcale nie oznaczał znaczącego skoku jakościowego; znać było jeszcze niepewność kreski. Ale to w końcu nic dziwnego. Legenda przecież dopiero rodziła się na naszych oczach.
kliknij aby powiększyć
kliknij aby powiększyć
Po „Thorgalu” przyszła kolej na następną premierę. W poprzednim numerze pożegnaliśmy „Bajki dla dorosłych” oraz „Kajka i Kokosza” Janusza Christy; teraz natomiast powitaliśmy zupełnie nowych bohaterów stworzonych przez tego wielce zasłużonego dla polskiego komiksu scenarzystę i rysownika – dwóch sympatycznych marynarzy i obieżyświatów Gucka i Rocha. Nowa historia nosiła tytuł „Tajemniczy rejs”, a jej pierwszy (również z pięciu) odcinek – „Profesor Mixtur w niebezpieczeństwie”. Warto dodać, że w 1986 roku opowieść ta ukazała się w wersji albumowej; niedawno natomiast przypomniał ją również – w tomie „Kajtek i Koko i inni” – Egmont (choć ta edycja, z powodu zaginięcia oryginalnych autorskich plansz, wydrukowana została w czerni i bieli). Gucek i Roch, dwaj przyjaciele, wracają do Gdańska z dalekiego rejsu. Cieszą się bardzo, że zejdą wreszcie na ląd i będą mogli odwiedzić nieco szalonego profesora Mixtura. Uczony pracuje samotnie w swojej willi na przedmieściach miasta nad tajemniczym aparatem, który sam nazwał psychograjem. Problem polega na tym, że choć autor wynalazku nie ma wątpliwości, że będzie on odkryciem niezwykłej wagi, to jednak wciąż jeszcze nie wie, czemu miałby służyć. Postępami Mixtura spore zainteresowanie wykazują także nieznani mężczyźni, którzy z rosnącego nieopodal willi profesora drzewa przez cały czas obserwują, co badacz wyczynia. Los sprawia, że wpadają na nich i przeganiają – co prawda, na krótko – idący odwiedzić uczonego Gucek i Roch. Niebawem też dowiadujemy się, jakie – całkowicie zaskakujące i nieoczekiwane – właściwości ma niezwykły aparat. A potem… potem ma już miejsce prawdziwe trzęsienie ziemi. „Tajemniczy rejs” zaczyna się jak klasyczna historia sensacyjno-szpiegowska i taką też pozostanie do samego końca, choć z biegiem czasu coraz ważniejszą rolę będą odgrywać też wątki przygodowo-awanturnicze. Co intrygujące, jako scenarzysta komiksu podany został Adam Kołodziejczyk, ówczesny redaktor naczelny KAW-u; tak naprawdę tekst wyszedł jednak spod pióra samego Christy. Cała maskarada miała zaś służyć, jak przed śmiercią zdążył wyjaśnić w jednym z wywiadów autor, zaspokojeniu ambicji Kołodziejczyka, który zapragnął zostać… literatem.
kliknij aby powiększyć
kliknij aby powiększyć
Trzecim komiksem w dziewiętnastym „Relaksie” była, rozpisana na cztery strony, druga odsłona „Bionik Jagi” Karmowskiego i Roczka (zatytułowana „Szklana śmierć”). Tym razem pracująca dla organizacji pokojowej młoda pani naukowiec zostaje wysłana do tajemniczej stacji z zadaniem, którego… jeszcze nie zna. W wyprawie towarzyszą jej myślące szczury, które, jak się później okaże, odegrają niezwykle ważną rolę. Z upływem czasu co nieco się wyjaśnia, ale cała opowieść pozostawia po sobie mimo wszystko znacznie więcej pytań, niż daje odpowiedzi. O ile pierwszy odcinek serii, „Ruby”, intrygował, drugi już zdecydowanie irytuje. Wciąż bardzo toporne rysunki i pseudonaukowy bełkot, który ukryć ma scenariuszowe dziwactwa i niedoróbki – sprawiają spory zawód. Znacznie ciekawiej prezentuje się natomiast druga (i zarazem ostatnia) część „Pięciu kroków wstecz” Marka Syszki (rysunki) i Zofii Chmurowej (oryginał literacki). Obdarowany niezwykłą kolekcją zabytkowych i, jak się okazało, również magicznych butów, harcerz ponownie podróżuje w czasie – a to przenosi się w okres wojen polsko-szwedzkich, a to trafia do średniowiecznego Krakowa, by ostatecznie wylądować w starożytności i spotkać kupców rzymskich wiozących znad Bałtyku bursztyn. Niestety, opowieść urywa się nagle, nie doczekawszy się ani kontynuacji, ani tym bardziej logicznego zwieńczenia. A szkoda, bo z tej historii na pewno dałoby się wycisnąć znacznie, znacznie więcej.
kliknij aby powiększyć
kliknij aby powiększyć
Rok 1978 w sporcie upłynął pod znakiem odbywających się w rządzonej przez juntę wojskową Argentynie kolejnych mistrzostw świata w piłce nożnej. Polska drużyna, trenowana wówczas przez Jacka Gmocha i zaliczana do faworytów imprezy, leciała za Atlantyk z wielkimi nadziejami. Sam szkoleniowiec podgrzewał zresztą nastroje kibiców, zapewniając, że bez medalu Polacy na pewno nie wrócą. Niestety, wrócili. Wywalczone w przyzwoitym stylu piąte miejsce uznano w kraju za porażkę (sic!), a najpotężniejsze gromy spadły na głowę nieszczęsnego Kazimierza Deyny, kapitana drużyny, który w spotkaniu przeciwko gospodarzom mundialu nie wykorzystał rzutu karnego. Zamieszanie związane z mistrzostwami starali się zdyskontować także twórcy „Relaksu”, którzy zamówili u słynnego plastyka i karykaturzysty Edwarda Lutczyna poświęconą futbolowi historyjkę obrazkową; pod jej scenariuszem podpisała się osoba posługująca się pseudonimem Zakasz. Pomysł, nie da się ukryć, był całkiem, całkiem. Oto pewnego dnia zewsząd – czytaj: z Rzymu, Monachium i Warszawy – zaczynają docierać informacje o porwaniach najsłynniejszych piłkarzy świata. Podnosi się rwetes, a niektóre z federacji domagają się nawet odwołania zawodów. FIFA jest jednak nieugięta. W finale cała zagadka zostaje oczywiście wyjaśniona. Czy w sposób satysfakcjonujący czytelnika – to już zupełnie inna sprawa. Warto zwrócić uwagę zwłaszcza na stronę graficzną opowieści; charakterystyczna kreska Lutczyna różniła się bowiem zdecydowanie od tego, co proponowali inny autorzy „Relaksu”. I mniej istotne pozostaje, czy była lepsza, czy gorsza – najważniejsze, że była… inna.
Na zakończenie wielbicielom magazynu zafundowano drugi odcinek „Vahanary” Jerzego Wróblewskiego (rysunki) i Mieczysława Derbienia (scenariusz). „Wróg przystępuje do akcji” wnosi do całej opowieści wiele nowego. Otóż flota kierowanej przez Stefanottiego Sekcji Alarmowej Naczelnej Dyrekcji Spraw Kosmicznych odkrywa nieznanego satelitę Westy, czyli planetoidy krążącej w przestrzeni gdzieś pomiędzy Marsem a Jowiszem. To na niej pod gigantyczną szklaną kopułą krąży zdezorientowany Paul Valros, kosmonauta szukający zaginionych załóg. W tym samym czasie na Cererze Sarotti odkrywa uprowadzone statki – po wysłaniu rakiety zwiadowczej dowiaduje się, że ich luki są zamknięte, a w środku nikogo nie ma. Gdzie zatem podziali się wszyscy astronauci? Częściową odpowiedź przynosi pojawienie się na Ziemi Claude’a Gaillarda – jednego z zaginionych – który w Lozannie uprowadza Van Hulsena, przedstawiając mu się jako… Vahanara. O całej serii wciąż niewiele jeszcze dało się powiedzieć, poza tym chyba, że rozwijała się interesująco. I że Gaillarda można było spokojnie dołączyć do całkiem już pokaźnej galerii fizycznych klonów kapitana Żbika… Dziewiętnasty „Relax” był, nie licząc rubryki z listami od czytelników, w całości komiksowy. Tym samym zabrakło w nim miejsca dla innych stałych rubryk – „Barwy i broni żołnierza polskiego”, łamigłówek oraz kącika filatelistycznego. Jednego możemy być chyba jednak pewni – nikt tego nie żałował.
koniec
22 października 2011

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Zło dobrem zwyciężać
Paweł Ciołkiewicz

18 I 2019

Czwarty tom „Głębi” nieco rozczarowuje. Po śmierci Stel Caine akcja zwalnia i zdecydowanie za bardzo brnie w psychologiczne zawiłości. Opowieść o poszukiwaniu nadziei zawsze była nimi przesycona, ale do tej pory doskonale to komponowało się z akcją. Teraz wydaje się, że Rick Remender snuje swoją opowieść jakby z mniejszym przekonaniem.

więcej »

Inspektor Ishida na tropie
Agnieszka ‘Achika’ Szady

17 I 2019

Ten malutki (nawet w sandałach geta na koturnie jest sporo niższy od Usgiego) policjant jest jedną z moich ulubionych postaci w cyklu. Nic więc dziwnego, że z niecierpliwością czekałam na tom „Tajemnice”, w którym pojawia się on w każdej ważniejszej historyjce. Dlaczego „ważniejszej” i które są nieważne?

więcej »

Ciekawe, co na to mama Goliata…
Marcin Osuch

16 I 2019

Nad tym właśnie zastanawiała się siostra Chucka, dowiedziawszy się, że Goliat przegrał uderzony kamieniem w głowę. Urocze, prawda? Jak całe najnowsze „Fistaszki”.

więcej »

Polecamy

Dwa, może trzy

Kadr, który…:

Dwa, może trzy
— Wojciech Gołąbowski

Kadry odnalezione #2
— Marcin Osuch

Nerd w świecie fantasy
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Minki dziewczynki i twarze gliniarzy
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Mary Jane, kocham cię!
— Marcin Knyszyński

Dłonie i łapki
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Cały we krwi!
— Marcin Knyszyński

Trach! Łup! Aaargh!
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Co Kropelka sklei…
— Jacek „Korodzik” Dobrzyniecki

Pola śmierci
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.