Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 23 maja 2022
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CCXVI

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

‹Relax #21›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRelax #21
Data wydania1978
CyklRelax
Gatunekantologia, sensacja, SF
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk

Czar „Relaksu” #21: Gandalf na kolanach i międzynarodówka terrorystyczna w akcji
[„Relax #21” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
W dwudziestym pierwszym numerze „Relaksu” pożegnaliśmy dwie serie science fiction – mało udaną, choć na początku rokującą duże nadzieje, „Bionik Jagę” oraz znacznie od niej ciekawszą, choć potraktowaną nazbyt skrótowo i z tego powodu też przegadaną, „Vahanarę”. Powitaliśmy natomiast sensacyjną „Czarną różę”, co oznacza tyle, że wielbiciele Jerzego Wróblewskiego wciąż mogli czuć się usatysfakcjonowani.

Sebastian Chosiński

Czar „Relaksu” #21: Gandalf na kolanach i międzynarodówka terrorystyczna w akcji
[„Relax #21” - recenzja]

W dwudziestym pierwszym numerze „Relaksu” pożegnaliśmy dwie serie science fiction – mało udaną, choć na początku rokującą duże nadzieje, „Bionik Jagę” oraz znacznie od niej ciekawszą, choć potraktowaną nazbyt skrótowo i z tego powodu też przegadaną, „Vahanarę”. Powitaliśmy natomiast sensacyjną „Czarną różę”, co oznacza tyle, że wielbiciele Jerzego Wróblewskiego wciąż mogli czuć się usatysfakcjonowani.

‹Relax #21›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRelax #21
Data wydania1978
CyklRelax
Gatunekantologia, sensacja, SF
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Naprawdę nie sposób zrozumieć, co kierowało twórcami „Relaksu”, którzy przy okazji publikacji dwudziestego pierwszego numeru czasopisma zdecydowali się na zastosowanie tak karkołomnego zestawu kolorystycznego na okładce. Co prawda, biła ona dzięki temu mocno po oczach, ale nie zmienia to faktu, że żółte tło i jasnopomarańczowe logo niemal idealnie zlewało się w jedno. Na szczęście zamieszczone pod spodem rysunki nie pozostawiały wątpliwości, z jakim magazynem mamy do czynienia – i chyba tylko z tego powodu, wierząc w inteligencję swoich czytelników, redakcja zdecydowała się na zastosowanie podobnego zabiegu. Układ kadrów reklamujących zawartość ściągnięto z poprzedniego numeru: Po prawej stronie zamieszczono (w pionie) scenkę z „Thorgala”, natomiast po lewej – u góry – obrysowane postaci Gucka i Rocha, a pod spodem – zamiast rysunku z „Vahanary” – kadr z nowego komiksu Jerzego Wróblewskiego „Czarna róża”. Zaskakującym elementem był za to wiszący nad głowami bohaterów „Tajemniczego rejsu” samolot bojowy z biało-czerwoną szachownicą na przedzie i… czerwoną gwiazdą na ogonie. Dlaczego go tam umieszczono – trudno zrozumieć, tym bardziej że pasował jak wół do karety.
Po miesięcznej przerwie na drugą stronę magazynu powróciła rubryka zawierająca listy od czytelników, a raczej – tym razem wyjątkowo – od jednego tylko czytelnika – ucznia siódmej klasy szkoły podstawowej w Puławach Mariusza Mazurka. Nastoletni Mariusz przyznawał się w nim, że pod wpływem ukazującego się już od ponad roku „Relaksu” sam zaczął rysować krótkie komiksy. Jedną ze stworzonych przez siebie historyjek zdecydował się wysłać do redakcji magazynu, a jego twórcy postanowili ją opublikować. Przyznać trzeba, że zarówno jakość wykonania, jak i tematyka (bohaterem miniatury autor uczynił pochodzącego z Anatolii Hodżę Nasreddina, postać z wielu legend bliskowschodnich i bałkańskich) – zaskakiwały pozytywnie. Swój list Mazurek kończy następującą prośbo-pytaniem: „(…) chciałbym dowiedzieć się, czy jego poziom świadczy o tym, że mógłbym w przyszłości zostać rysownikiem komiksów…”. Zapewne o tym właśnie świadczył, ale – jak możemy domniemywać – przyszłość pana Mariusza musiała ułożyć się zupełnie inaczej, ponieważ nie kojarzymy takiego autora opowieści rysunkowych. A szkoda.
kliknij aby powiększyć
kliknij aby powiększyć
Część komiksową dwudziestego pierwszego „Relaksu” otwiera trzecia odsłona „Zdradzonej czarodziejki” Grzegorza Rosińskiego i Jeana Van Hamme’a, zatytułowana „Święto Jøll”. Tytułowe święto odbywa się raz do roku, w jego trakcie Wikingowie Północy nie tylko hulają, ile sił i zdrowia im starczy, ale odbywa się również tradycyjne ujeżdżanie dzikich koni. Tym razem zwierzęciem mającym stawić opór najlepszym jeźdźcom jest Fural, należący niegdyś do ukaranego przez króla Gandalfa Szalonego Thorgala Aegirssona. Nikt nie potrafi poskromić tego konia, nawet pewny siebie stary wędrowiec o długich siwych włosach i jeszcze dłuższej, nie mniej siwej, brodzie. Upadłszy na ziemię, jako przegrany, musi wręczyć Gandalfowi fant, którym okazuje się złota bransoleta. Uradowany król zakłada ją na prawą rękę i wtedy… wychodzi szydło z worka. Jedno jest pewne, gdyby zdradziecki Wiking wiedział, jaką pułapkę (i kto) na niego zastawiono, na pewno nie urządzałby w tym roku święta Jøll. Powiedzieć, że akcja „Thorgala” rozwija się znakomicie – to zdecydowanie zbyt mało. Van Hamme doskonale wie, jak budować napięcie, jak wprowadzać kolejne elementy, które popychają, co prawda, fabułę do przodu, ale jednocześnie podtrzymują tajemnicę na temat pochodzenia głównych bohaterów. Pytanie: Kim jest jednooka kobieta o ogniście czerwonych włosach, która uratowała syna Aegira od pewnej śmierci, stawało się coraz bardziej intrygujące. Na odpowiedź trzeba będzie jednak jeszcze trochę poczekać.
kliknij aby powiększyć
kliknij aby powiększyć
W trzecim odcinku „Tajemniczego rejsu”, który otrzymał tytuł „Porucznik Ewicz”, Janusz Christa skorygował przede wszystkim błąd, który wdarł się do fabuły przed miesiącem. Otóż okazało się, że portem, do którego zawinął „Wodołaz” z Guckiem i Rochem na pokładzie, nie jest katalońska Barcelona, ale portugalska Lizbona (co zresztą wychwycono, przygotowując Egmontowskie wydanie albumu „Kajtek, Koko i inni”). Poza tym czytelnicy otrzymali kolejną porcję świetnej sensacyjno-szpiegowskiej opowieści. Czegóż bowiem w niej nie ma?! A raczej – co jest! Mamy więc brawurową ucieczkę głównych bohaterów z pokładu „Pelikana”, mamy prowadzone przez nich prywatne śledztwo w portowych spelunkach, mamy wreszcie pojawienie się tytułowego porucznika Ewicza – milicjanta z kraju, który przysłany został do Brazylii (tam bowiem zdążyła przenieść się akcja komiksu), by pomóc głównym bohaterom. Że nie pomoże, a zaszkodzi – to już inna sprawa. Chriście wciąż udawało się idealnie mieszać proporcje opowieści – tyle jest bowiem w „Tajemniczym rejsie” humoru, ile sensacji – co czyniło ją doskonałą lekturą zarówno dla nastoletnich czytelników „Relaksu”, jak i ich rodziców. Jeszcze większym zaskoczeniem może być natomiast fakt, że i dzisiaj, po ponad trzydziestu latach, historia ta w niczym nie traci na atrakcyjności. Wciąż śmieszy i wciąż trzyma w napięciu.
kliknij aby powiększyć
kliknij aby powiększyć
Na zakończenie czteroczęściowej miniserii o „Bionik Jadze” panowie Karmowski i Roczek wybrali epizod, któremu nadali intrygujący tytuł „Fabryka sobowtórów”. Tym razem dzielna badaczka zostaje wysłana do szpitala, w którym – jak podejrzewają jej mocodawcy – prowadzone są niedopuszczalne eksperymenty medyczne na ludziach. Jaga ma wyjaśnić, czy tak jest w rzeczywistości, czyli dociec charakteru tych doświadczeń. Oczywiście agentka nie ma najmniejszych problemów z przedostaniem się do placówki, co może świadczyć tylko o tym, że w świecie pani bionik najsłabiej strzeżone były ośrodki zajmujące się tym, co najbardziej zakazane. Tradycyjnie też natychmiast wpada ona w poważne tarapaty, tym razem mając przeciwko sobie nie tylko szalonego profesora, ale również stworzoną przez niego armię – no dobrze, niech będzie, mały oddzialik, armia miała dopiero powstać – sobowtórów. Nie trzeba chyba dodawać, że i z nimi, dzięki własnej inteligencji i zdolnościom, Jaga się upora. Po lekturze wszystkich części komiksu można dostrzec, że autorzy za każdym razem posługiwali się dokładnie tym samym schematem fabularnym: 1) bohaterka dostaje się do tajemniczej bazy (szpitala, ośrodka itp.), gdzie dzieją się rzeczy niedozwolone i zagrażające pokojowi na planecie, 2) odkrywszy prawdziwą naturę przeprowadzanych tam eksperymentów, zostaje zdekonspirowana i jej życiu zagraża poważne niebezpieczeństwo, 3) nadchodzi pomoc, w którą zaangażowany jest ktoś z wewnątrz – targany wyrzutami sumienia, nawrócony grzesznik, względnie „przebudzony” przez Jagę obiekt doświadczeń. Jeśli twórcy komiksu mieliby ciągnąć ten schemat w nieskończoność, a na to właśnie się zanosiło, dobrze się stało, że zakazano im tego po zaledwie czterech odsłonach. Podsumowując: Karmowski i Roczek mieli świetny pomysł, ale zdecydowanie zabrakło im talentu.
W omawianym „Relaksie” po dłuższej przerwie powróciła na łamy czasopisma rubryka, która towarzyszyła magazynowi od początku jego publikacji – „Broń i barwa żołnierza polskiego”. Jej autorzy – Henryk Wielecki (tekst) i Ryszard Morawski (rysunki) – na zwieńczenie cyklu (za kilka miesięcy pojawi się jeszcze jedna, ostatnia odsłona) zdecydowali się zaprezentować postać ministra wojny i naczelnego wodza armii Księstwa Warszawskiego księcia Józefa Poniatowskiego. W tym samym klimacie utrzymany był artykuł „Grigoriewskoje, Warka”, w którym niejaki Jońca przedstawił eskadrę lotniczą utworzoną przy I Dywizji Piechoty imienia Tadeusza Kościuszki, która dała początek kawalerii powietrznej Ludowego Wojska Polskiego. Mowa jest w nim również o obchodzonym w PRL-u 23 sierpnia Święcie Lotnictwa, które zadekretowano w rocznicę chrztu bojowego tej formacji (w czasie walk w okolicach Warki w 1944 roku). Warto jednak dodać, że dzisiaj – a jest tak od 1993 roku – polscy lotnicy obchodzą swoje święto 28 sierpnia – na cześć wielkiego sukcesu słynnych pilotów Franciszka Żwirki i Stanisława Wigury, którzy właśnie tego dnia ostatecznie triumfowali w odbywających się w Berlinie międzynarodowych zawodach samolotów turystycznych Challenge 1932.
kliknij aby powiększyć
kliknij aby powiększyć
Kolejną nowością, tym razem jednak już stricte komiksową, była „Czarna róża” – następne, po „Polakach na biegunie południowym”, wspólne dzieło rysownika Jerzego Wróblewskiego i scenarzysty Stefana Weinfelda. Powstało ono na fali zainteresowania światowych mediów zjawiskiem terroryzmu, które w czasach przed-Al-Kaidowych przeżywało swoje apogeum właśnie w latach 70. XX wieku. To wtedy swoją ponurą sławę zdobyły takie organizacje, jak palestyński Czarny Wrzesień (odpowiedzialny między innymi za zamach na sportowców izraelskich podczas Letnich Igrzysk Olimpijskich w Monachium), niemieckie Frakcja Czerwonej Armii (RAF) i stanowiąca jej część składową grupa Baader-Meinhoff, włoskie Czerwone Brygady, baskijska Baskonia i Wolność (ETA), wreszcie Irlandzka Armia Republikańska (IRA). Czy zatem można się dziwić, że temat ten trafił także do komiksu? W „Locie w nieznane” – pierwszym odcinku „Czarnej Róży” – poznajemy Piotra Bygockiego, mieszkającego na Wyspach Brytyjskich dziennikarza polskiego pochodzenia, który po urlopie spędzonym w kraju przodków udaje się via Frankfurt nad Menem do Londynu. Pech chce, że samolot, którym leci, zostaje uprowadzony do jednego z krajów arabskich, a porywacze – o typowo europejskiej fizjonomii – żądają zwolnienia z zachodnich więzień jedenastu swoich towarzyszy oraz dodatkowo dziesięciomilionowego okupu (choć nie jest powiedziane, w jakiej walucie i od kogo domagają się tak niebagatelnej kwoty). Rząd – jaki? czyj? – początkowo nie ma ochoty na ustępowanie szantażystom, ale ostatecznie bierze pod uwagę życie zakładników i przygotowuje się do wymiany. Jednocześnie jednak szykuje się do akcji odbicia porwanych pasażerów.
kliknij aby powiększyć
kliknij aby powiększyć
Historia, chciałoby się powiedzieć, jakich wtedy wiele – dobrze pomyślana i nieźle narysowana. Problem w tym, że przy okazji wdarło się do scenariusza trochę naiwności i nieprawdopodobieństw. Bo jakim cudem zamachowcom udało się przemycić w torbie na pokład samolotu pokaźnych rozmiarów karabin maszynowy? Zastanawia także wygląd korytarzy i toalet w maszynie. Choć to może równie dobrze wynikać z faktu, że Wróblewski nigdy wcześniej nie leciał samolotem. W innym przypadku nie narysowałby ich chyba w taki sposób – jako dużych i przestronnych pomieszczeń. „Czarna róża” stała się początkiem długiej i owocnej współpracy uznanego rysownika ze zdobywającym coraz większą popularność autorem książek i scenariuszy komiksowych. W latach 80. podpiszą oni swoimi nazwiskami jeszcze kilka krótszych i dłuższych opowieści, które przeszły do historii polskiego komiksu, jak chociażby „Kryptonim Tytania” (1983), „Szklana kula” (1983), „Hernan Cortes i podbój Meksyku” (1986), „Figurki z Tilos” (1988), „Sam w afrykańskim pustkowiu. O Antonim Rehmanie” (1988), „Gdy ziemia drży. O Ignacym Domeyce” (1988) oraz „Legendy Wyspy Labiryntu” (1989). Tę znakomicie układającą się współpracę przerwała w 1990 roku śmierć siedemdziesięcioletniego pisarza i publicysty. Co ciekawe, Wróblewski przeżył go zaledwie o rok (tyle że w chwili swojego odejścia miał zaledwie pięćdziesiąt lat).
Ostatnie trzy strony dwudziestej pierwszej odsłony „Relaksu” poświęcono na dokończenie „Vahanary”; ten króciutki epizodzik zatytułowano optymistycznie „Zwycięstwo człowieka”. I rzeczywiście, do tytułu tego niewiele da się już dodać. Odkrywszy, czym – bo przecież nie „kim” – jest Vahanara, Stefanotti decyduje się na ostateczne zniszczenie przeciwnika, dzięki czemu uwolnieni od wpływu tajemniczej siły członkowie zaginionych załóg (w tym towarzyszący nam w poprzednich odcinkach Claude Gaillard) odzyskują pełnię świadomości i wolność. Nie da się ukryć, że finał tej historii rozczarowuje i żałować tylko można, że scenarzysta Mieczysław Derbień nie zdecydował się na lekkie podretuszowanie powieści Georges’a Murciego. No właśnie, ale czy „lekkie” by wystarczyło? Bo płycizna tak naprawdę kryła się już w samym założeniu, skąd pochodzi Vahanara…
koniec
5 listopada 2011

Komentarze

02 II 2012   12:06:16

"samolot bojowy z biało-czerwoną szachownicą na przedzie i… czerwoną gwiazdą na ogonie"

Nie ma się co dziwić. To nie jest błąd artysty, takie naprawdę było malowanie samolotów LWP w pierwszym okresie istnienia.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Gęsta zupa
Marcin Knyszyński

23 V 2022

W kwietniu pojawił się na naszym rynku jeden z najbardziej specyficznych komiksów roku 2022. Non Stop Comics wydało „Heavy Liquid”, napisany i narysowany przez Paula Pope’a, komiks-psychodelik nie dbający o komfort czytelnika. Znaczy – fajna rzecz.

więcej »

Nowa perspektywa
Paweł Ciołkiewicz

22 V 2022

Trzeci tom „Odysei Hakima” czytany w czasie wojny za wschodnią granicą zyskuje nowe znaczenia. Losy człowieka uciekającego ze swojej rodzinnej Syrii, jakkolwiek nie utożsamialibyśmy się z jego cierpieniem, były zapewne czymś dość odległym. Dziś, gdy obserwujemy wokół nas setki uchodźców z Ukrainy, nasza perspektywa siłą rzeczy musi ulec zmianie.

więcej »

Bagno wciąga
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

21 V 2022

Aż rok musieliśmy czekać na drugi i zarazem ostatni tom „Posiadłości”. Czas ten dodatkowo się dłużył, ponieważ akcję przerwano w kulminacyjnym momencie.

więcej »

Polecamy

Łatwe trudnego początki

Polscy podróżnicy:

Łatwe trudnego początki
— Marcin Osuch

Kumpel Mickiewicza
— Marcin Osuch

Prototyp Zagłoby
— Marcin Osuch

Wspomnienia jak żyła złota
— Marcin Osuch

Być jak Kmicic
— Marcin Osuch

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.