Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 stycznia 2019
w Esensji w Esensjopedii

‹Relax #24›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRelax #24
Data wydania1979
CyklRelax
Gatunekantologia, sensacja, SF
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk

Czar „Relaksu” #24: Hiszpan - rasista i chemiczna superbroń

Esensja.pl
Esensja.pl
Od tej pory już nic nie było takie jak wcześniej. Przede wszystkim na dwudziesty czwarty numer „Relaksu” czytelnicy musieli czekać przez cztery miesiące – do marca 1979 roku. Na okładce pojawiło się zupełnie nowe logo – lepsze czy gorsze od poprzedniego pozostaje kwestią gustu. Okazało się również, że zakończony w poprzednim numerze „Tajemniczy rejs” Janusza Christy będzie miał kontynuację pod postacią „Kursu na Półwysep Jork”.

Sebastian Chosiński

Czar „Relaksu” #24: Hiszpan - rasista i chemiczna superbroń

Od tej pory już nic nie było takie jak wcześniej. Przede wszystkim na dwudziesty czwarty numer „Relaksu” czytelnicy musieli czekać przez cztery miesiące – do marca 1979 roku. Na okładce pojawiło się zupełnie nowe logo – lepsze czy gorsze od poprzedniego pozostaje kwestią gustu. Okazało się również, że zakończony w poprzednim numerze „Tajemniczy rejs” Janusza Christy będzie miał kontynuację pod postacią „Kursu na Półwysep Jork”.

‹Relax #24›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRelax #24
Data wydania1979
CyklRelax
Gatunekantologia, sensacja, SF
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Już w 1978 roku przytrafiły się wydawcom „Relaksu” dwie wpadki, czyli miesiące, w których magazyn powinien się pojawić, ale do sprzedaży nie trafił. Nie były one jednak jakoś szczególnie dotkliwe, ponieważ z dwunastu planowanych numerów ukazało się w sumie dziesięć. Tyle że z biegiem czasu problemy z regularnością stały się, niestety, permanentne. Pierwszy zeszyt datowany „1979” ukazał się dopiero w marcu, to jest po czterech miesiącach przerwy, a później już w ogóle przestano podawać informację o tym, kiedy dany numer skierowano do druku (bo kto to mógł przewidzieć?). Do końca roku ukazały się jeszcze tylko dwie edycje. Zamiast dwunastu! Zaległości były więc olbrzymie. Pismo powoli dogorywało, by ostatecznie skonać w pamiętnym z zupełnie innych powodów 1981 roku. Ale do tego przykrego wydarzenia dojdziemy dopiero za kilka tygodni. Na razie czekała wiernych czytelników „Relaksu” dodatkowa niespodzianka w postaci nowego – stałego już do końca publikacji magazynu – układu strony tytułowej oraz nowego logo. W przypadku tego drugiego odczucia można mieć mieszane. Bo choć sama winieta nie prezentowała się jeszcze najgorzej (litery stylizowane były na wykonane w drewnie), to cały efekt psuła przyczepiona do „A” główka Kajka z komiksu Janusza Christy i prowadzący do niej „dymek”, w którym umieszczono napis: „magazyn opowieści rysunkowych” (dlaczego małymi literami, trudno stwierdzić). W każdym razie wyglądało to, delikatnie mówiąc, niezbyt szczęśliwie.
Także makieta okładki na kolana nie powalała. Obok dużego kadru, zajmującego trzy czwarte strony (tym razem wybrano rysunek wycięty z „Tajemnicy kipu”), pojawiły się cztery malutkie czarno-białe grafiki, w których umieszczono: rok wydania zeszytu (u góry) oraz – poniżej – fragmenty scen z komiksów znajdujących się wewnątrz numeru. Cóż, całość zdecydowanie nie była dziełem sztuki. Na stronie drugiej po raz drugi z rzędu (a trzeci w ogóle) pojawił się „kącik wymiany” (kupna i sprzedaży) komiksów. Może się to wydawać o tyle zaskakujące, że we wstępie redakcja wspomina o „obfitej korespondencji”, którą jednak dopiero „omówi w następnych zeszytach”. Okazało się przy okazji, że cztery miesiące to zbyt krótki czas na to, by wybrać kilka nadających się do publikacji listów od czytelników. Poniżej ponownie znalazł swoje miejsce kącik filatelistyczny, w którym tym razem zaprezentowano znaczki mające uświetnić sześćdziesiątą pierwszą rocznicę wybuchu… Wielkiej Socjalistycznej Rewolucji Październikowej. Tak, to nie pomyłka. A świadczy to tylko o tym, że dwudziesty czwarty „Relax” najprawdopodobniej ukazać się miał pierwotnie w listopadzie (a najpóźniej w grudniu) 1978 roku. Stąd seria marek przedstawiająca legendarne radzieckie krążowniki pancerne, którą otwiera ten najbardziej znany – „Aurora”. Stąd też zapewne publikacja rewolucyjnego „Kordzika”, którego pierwsza część pojawiła się w zeszycie poprzednim, a dokończenie w obecnym.
kliknij aby powiększyć
kliknij aby powiększyć
I właśnie węgierski, choć oparty na powieści Rosjanina Anatolija Rybakowa, „Kordzik” (autorstwa Tibora Cs. Horvatha – scenariusz i Ernö Zorada – rysunki) otwiera dwudziestą czwartą odsłonę pisma. Akcja drugiej części komiksu rozgrywa się w Moskwie dwa lata po wydarzeniach przedstawionych w odcinku pierwszym, to jest w 1923 roku. Wojna domowa i obca interwencja praktycznie się już zakończyły, mimo to Polewoj nie wrócił jeszcze z frontu. Misza tymczasem mieszka z matką i strzeże noża, który otrzymał na przechowanie od dzielnego marynarza-komunisty. Nie chce być jednak tylko obserwatorem zdarzeń rozgrywających się w Związku Radzieckim (taką nazwę kraj przyjął w grudniu 1922 roku), pragnie włączyć się w nurt przemian i budować socjalizm. Dlatego też przystępuje do pionierów i – jak na w pełni świadomego bolszewika przystało – bierze udział w resocjalizacji bezdomnego chłopca Siemiona Korowina, którego razem ze swoim przyjacielem Gienką przyłapał pewnego dnia na próbie kradzieży portfela przechodniowi na ulicy. We trójkę tworzą teraz bardzo zgraną paczkę. Życie chłopców płynie spokojnie jednak tylko do pewnego momentu. Któregoś dnia zupełnie przypadkowo Misza „spotyka” starego znajomego – Nikitskiego. Podsłuchuje rozmowę bandyty z kupcem Filinem i dowiaduje się z niej, że obu panów łączą nieczyste interesy. Chłopiec zaczyna też kojarzyć pewne fakty i wpada na pomysł, gdzie szukać brakującej pochwy do kordzika, która powinna zawierać pozostałą część zaszyfrowanej inskrypcji. Jak na klasyczną socrealistyczną opowieść, w pewnym momencie pojawiają się w niej również bohaterscy czekiści, którzy najpierw robią porządek z przestępcami, a następnie pomagają pionierom odnaleźć skarb. Wszystko kończy się więc najlepiej, jak tylko jest to możliwe. Historia wymyślona przez Rybakowa ma wszystkie grzechy główne tego typu literatury, a węgierski scenarzysta zdecydował się na zaadaptowanie ich wszystkich. Jest zatem naiwnie, nierealistycznie, schematycznie i kłamliwie, słowem – do bólu propagandowo! Jakby tego było mało, w porównaniu z pierwowzorem książkowym Horvath dokonał wielu skrótów i z tego też powodu nie zawsze udało mu się ukryć miejsca, w których ciął i sztukował. Od strony graficznej ma „Kordzik”, co prawda, swój urok, ale już wtedy – w końcu lat 70. ubiegłego wieku – sprawiał wrażenie mocno staroświeckiego. Dzisiaj odczucie to jest jeszcze głębsze.
kliknij aby powiększyć
kliknij aby powiększyć
Na drugi komiks w numerze redakcja wybrała „Tajemnicę kipu” Marka Szyszki (rysunki) i pani Dobrzyńskiej (scenariusz), pozostając tym samym przy tematyce historycznej. Tyle że z wieku dwudziestego czytelnicy przenieśli się teraz o trzy stulecia wcześniej. W rozpisanym na sześć plansz odcinku (drugim z sześciu) zatytułowanym „Droga” główni bohaterowie, czyli Sebastian Berzewiczy (pan na Niedzicy) oraz jego przyjaciel Marcin Poraj, docierają do południowoamerykańskiego (peruwiańskiego) portu Callao, by stamtąd udać się następnie do legendarnego miasta Cuzco. W drodze towarzyszy im Indianin Hunian, zarządca majątków Don Diega, którego polecił im odnaleźć stryj Sebastiana, Andreas. Dawna stolica inkaskiego imperium w niczym już nie przypomina grodu sprzed dwóch wieków, gdy była prawdziwym Złotym Miastem – teraz niczym nie różni się od dziesiątek opanowanych przez Hiszpanów osad. W posiadłościach Don Diega Europejczycy spotykają piękną Tetikę, bratanicę Huniana, która zostaje im przedstawiona jako prawdziwa indiańska księżniczka. Czy powinno nas dziwić, że Sebastian zakochuje się w niej niemal od pierwszego wejrzenia? Ma jednak groźnego konkurenta – podstępnego i okrutnego Carlosa, właściciela kopalni srebra i miedzi, z którym Berzewiczy ma podpisać lukratywny kontrakt na dostawę tych surowców na Stary Kontynent. Zaskakujący może jednak wydać się fakt, że Hiszpan tak naprawdę nienawidzi Indian, uważa ich za niewolników. Co więc jest prawdziwym powodem jego „miłości” do księżniczki? Chyba nietrudno się domyśleć… Akcja komiksu rozwija się bardzo interesująco, scenariusz zaś wiele obiecuje. Dobrzyńska umiejętnie wplata nowe wątki i podsyca tlący się w sercach bohaterów ogień. W zakończeniu „Drogi” otrzymujemy też sygnał, że już za chwilę zaczną się dziać rzeczy bardzo dramatyczne. A to z kolei skutecznie wzmagało apetyt na ciąg dalszy.
kliknij aby powiększyć
kliknij aby powiększyć
Po wyprawie na drugi kontynent w trzeciej opowieści czytelnicy zostali na powrót przeniesieni do Europy, ba! nawet do Polski. I ponownie znaleźli się w wieku dwudziestym. Pięciostronicowe „Okno na świat” – wymyślone przez panią o nazwisku Kozłowska, a narysowane przez niezastąpionego w takich sytuacjach Jerzego Wróblewskiego – to krótka historia budowy (a potem jeszcze odbudowy) portu i miasta w Gdyni. Autorka rozpoczyna narrację w 1920 roku, kiedy to Gdynia była jeszcze małą rybacką wioską położoną kilkanaście kilometrów od znajdującego się już poza granicami II Rzeczypospolitej Gdańska. W ten fragment wplata też, za co jej chwała, dwie postaci historyczne – późniejszego (po zamachu majowym) ministra przemysłu i handlu Eugeniusza Kwiatkowskiego oraz inżyniera Tadeusza Wendę – bez osobistego zaangażowania których ani port, ani miasto zapewne by nie powstały. Nie oni jednak są w tej opowieści najważniejsi; głównym bohaterem jest młody Marcin, syn rybaka, który znajduje pracę przy wznoszeniu portu. Później także i chłopak zostaje w nim zatrudniony. Historia zostaje doprowadzona do czasów współczesnych autorom komiksu – wszystko oczywiście po to, aby przedstawić Gdynię epoki Gierkowskiej, rosnącą w siłę i piękniejącą z każdym dniem. Przy okazji dowiadujemy się także o sztafecie pokoleń. Marcin jest już, co prawda, zacnym emerytem, ale za to jego syn pływa jako kapitan na flagowym w tamtym czasie statku pasażerskim Polskich Linii Oceanicznych „Stefanie Batorym”. Od strony graficznej Jerzy Wróblewski niczym czytelników nie zaskoczył, ale też chyba nikt tego od niego nie oczekiwał; poza tym jego rzetelna, realistyczna kreska świetnie sprawdziła się w opowieści o twardych ludziach morza.
kliknij aby powiększyć
kliknij aby powiększyć
W dwudziestym trzecim „Relaksie” z żalem pożegnaliśmy dwóch innych marynarzy – odważnego i sprytnego Gucka oraz przesympatycznego w swej fajtłapowatości Rocha, bohaterów znakomitego „Tajemniczego rejsu” Janusza Christy. Wtedy jeszcze nikt, oczywiście poza twórcami magazynu, nie wiedział, że będzie to tylko chwilowe pożegnanie, obaj panowie powrócili bowiem już w następnym numerze w drugiej – i, niestety, zarazem ostatniej – odsłonie swoich przygód, czyli „Kursie na Półwysep Jork”. Podobnie jak w przypadku „Tajemniczego rejsu”, także teraz jako scenarzysta podpisany został Adam Kołodziejczyk, co znów było nieprawdą (okoliczności tego przekłamania wyjaśniliśmy już wcześniej). Pierwszą część nowej opowieści – notabene znacznie dłuższej od poprzedniej – Christa zatytułował „Niebezpieczny pasażer”. W poprzedniej historii losy powiodły bohaterów na kontynent południowoamerykański (do Brazylii), natomiast tym razem autor wysłał ich na Antypody. Ale po kolei… Znany nam już drobnicowiec „Wodołaz” z Guckiem i Rochem na pokładzie wypływa właśnie z Japonii do australijskiego portu Cairns; po drodze mija Archipelag Malajski, gdzie statek zatrzymuje się w pobliżu jednej z wysp, aby załoga mogła przyjrzeć się z bliska poławiaczom pereł. Patrząc z boku, wszystko wydaje się takie piękne i sielankowe; Europejczycy nie widzą jednak tego, co najistotniejsze – że tubylczy nurkowie traktowani są jak niewolnicy przez bandę bezwzględnych oprychów, którzy wymuszają posłuszeństwo lufami karabinów. W czasie rekreacyjnego nurkowania Gucek ratuje jednego z poławiaczy przed atakiem rekina, ten odwdzięcza się później polskiemu marynarzowi w dość nietypowy sposób – przesyła mu informację o grożącym załodze „śmiertelnym niebezpieczeństwie”. Kapitan „Wodołaza” traktuje ostrzeżenie nad wyraz poważnie i podejmuje decyzję o wypłynięciu w morze; nie wie wtedy jeszcze, że na pokład okrętu wtargnął nieproszony gość. Początkowi „Kursu na Półwysep Jork” trudno cokolwiek zarzucić. Egzotyczne miejsce akcji, spora garść sensacji, dramatyczne sceny w finale debiutanckiego odcinka – wszystko to znakomicie wróżyło na przyszłość. Tylko rysunkom jakby miejscami brakowało wykończenia – vide pozbawione szczegółów tło – ale można to też wytłumaczyć niechęcią Christy do wgłębiania się w fakturę pozbawionego przecież chmur nieba.
kliknij aby powiększyć
kliknij aby powiększyć
Na komiks wieńczący dwudziesty czwarty „Relaks” wybrano czwartą (i przedostatnią) część „Czarnej róży” Wróblewskiego i Weinfelda. W „Akcji Czyste Niebo” Bygocki ma wrócić wreszcie do Londynu, co nie udało mu się od samego początku serii i teraz też zresztą mu się nie uda. Wszystko przez Eryka – bohaterskiego agenta oddziału do zwalczania szpiegostwa przemysłowego – który proponuje Piotrowi udział w tajnej akcji przeciwko bandytom mającym na koncie włamanie do laboratorium. Najciekawszy zaś jest fakt, że przeznaczył on dziennikarzowi bardzo „atrakcyjną” rolę – przynęty. Wbrew zdrowemu rozsądkowi, Polak (z pochodzenia, nie z obywatelstwa) wyraża zgodę i w dalszej części opowieści obserwujemy, do czego to prowadzi. Intryguje jednak inna rzecz. Pod koniec odcinka okazuje się, że bandyci skradli z ośrodka naukowego pojemnik z niezwykle toksyczną substancją C2X („wystarczy litr, aby zatruć milionowe miasto”). Skoro to taka śmiertelna broń, dlaczego dowiadujemy się o jej zniknięciu dopiero teraz? Wcześniej niczego nie zauważyli? Niby drobiazg, ale za to istotny i znacznie podważający wiarygodność fabuły. Nawet tak nierealistycznej jak w „Czarnej róży”.
koniec
26 listopada 2011

Komentarze

26 XI 2011   16:28:11

Warto zwrócić uwagę na to, że "Kurs na Półwysep York" odróżnienia od "Tajemniczego rejsu" nieco inna kreska, bardziej realistyczna. Będzie to szczególnie widoczne w kolejnych odcinkach.No i scenariusz też bardziej na serio.

27 XI 2011   20:02:04



Sorki, to jest cytata z recenzji 16 numeru. Wrzucam to tutaj bo chcę zapytać o coś ponadnumerowego :) Poza tym nie jestem pewien czy komentarz do tamtego numeru byłby zauważony. Zainteresowało mnie skąd właściwie Ci wiadomo jaki był odbiór kolejnych komiksów. W uwagach od czytelników jakoś tego nie widziałem, mało dziwne zresztą, parę wybranych listów z setek, może więcej przesłanych do redakcji. Z grubsza pamiętam, że usenetu i innych forów za wiele w okolicy nie było :) Zakładam też, że nie jest to tylko Twoje osobiste wrażenie. Jakieś osobiste kontakty z czytelnikami? Czy coś jeszcze innego? A może prozaicznie jakieś dużo późniejsze komentarze wyczytane w sieci? Gdybyś mógł Szanowny Autorze zaspokoić moją ciekawość będę wdzięczny :)
I tak w ogóle to bardzo mi się cykl podoba i z dziką przyjemnością go czytam. Pozdrawiam.

27 XI 2011   20:03:04

Kurcze, dałem znaki większości i mniejszości i cytatę szlag trafił. Już zamieszczam :(

Od dłuższego już czasu wydawcy „Relaksu” mieli kłopot z utrzymaniem odpowiedniego poziomu magazynu. Nie ułatwiały tego zazwyczaj źle oceniane przez czytelników serie „Biały Kieł” i „Konus”; mieszane uczucia budziły „Opowieści nie z tej Ziemi”.

28 XI 2011   13:44:26

Tak naprawdę z autopsji. Każdy "Relax" był szeroko omawiany w gronie znajomych. Także po latach niejednokrotnie wracałem do rozmów na jego temat z osobami, których wtedy nie znałem, a które, jak się okazały, podobnie jak ja, na "Relaksie" się wychowywały. Nie mam więc oczywiście podkładek statystycznych pod te twierdzenia, choć starałem się, aby były obiektywne.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Zło dobrem zwyciężać
Paweł Ciołkiewicz

18 I 2019

Czwarty tom „Głębi” nieco rozczarowuje. Po śmierci Stel Caine akcja zwalnia i zdecydowanie za bardzo brnie w psychologiczne zawiłości. Opowieść o poszukiwaniu nadziei zawsze była nimi przesycona, ale do tej pory doskonale to komponowało się z akcją. Teraz wydaje się, że Rick Remender snuje swoją opowieść jakby z mniejszym przekonaniem.

więcej »

Inspektor Ishida na tropie
Agnieszka ‘Achika’ Szady

17 I 2019

Ten malutki (nawet w sandałach geta na koturnie jest sporo niższy od Usgiego) policjant jest jedną z moich ulubionych postaci w cyklu. Nic więc dziwnego, że z niecierpliwością czekałam na tom „Tajemnice”, w którym pojawia się on w każdej ważniejszej historyjce. Dlaczego „ważniejszej” i które są nieważne?

więcej »

Ciekawe, co na to mama Goliata…
Marcin Osuch

16 I 2019

Nad tym właśnie zastanawiała się siostra Chucka, dowiedziawszy się, że Goliat przegrał uderzony kamieniem w głowę. Urocze, prawda? Jak całe najnowsze „Fistaszki”.

więcej »

Polecamy

Dwa, może trzy

Kadr, który…:

Dwa, może trzy
— Wojciech Gołąbowski

Kadry odnalezione #2
— Marcin Osuch

Nerd w świecie fantasy
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Minki dziewczynki i twarze gliniarzy
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Mary Jane, kocham cię!
— Marcin Knyszyński

Dłonie i łapki
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Cały we krwi!
— Marcin Knyszyński

Trach! Łup! Aaargh!
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Co Kropelka sklei…
— Jacek „Korodzik” Dobrzyniecki

Pola śmierci
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.