Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 lutego 2020
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CXCIII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe (wybrane)

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe (wybrane)

więcej »

‹Relax #25›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRelax #25
Data wydania1979
CyklRelax
Gatunekantologia, sensacja, SF
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk

Czar „Relaksu” #25: Ruiny Warszawy i won z tym psem
[„Relax #25” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Począwszy od dwudziestej piątej edycji „Relaksu”, redakcja przestała informować czytelników, kiedy pismo kierowane było do druku. Po latach, bez dostępu do faktur Krajowej Agencji Wydawniczej (lub dokumentów „Ruchu”), praktycznie uniemożliwia to stwierdzenie, kiedy kolejny numer magazynu znalazł się w sprzedaży (a pamięć ludzka jest przecież zawodna). Wiadomo w zasadzie tylko jedno – że w 1979 roku.

Sebastian Chosiński

Czar „Relaksu” #25: Ruiny Warszawy i won z tym psem
[„Relax #25” - recenzja]

Począwszy od dwudziestej piątej edycji „Relaksu”, redakcja przestała informować czytelników, kiedy pismo kierowane było do druku. Po latach, bez dostępu do faktur Krajowej Agencji Wydawniczej (lub dokumentów „Ruchu”), praktycznie uniemożliwia to stwierdzenie, kiedy kolejny numer magazynu znalazł się w sprzedaży (a pamięć ludzka jest przecież zawodna). Wiadomo w zasadzie tylko jedno – że w 1979 roku.

‹Relax #25›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRelax #25
Data wydania1979
CyklRelax
Gatunekantologia, sensacja, SF
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Okładkę jubileuszowej, dwudziestej piątej edycji Magazynu Opowieści Rysunkowych trudno było uznać za szczególnie udaną. Niebieskie logo „Relaksu” było słabo widoczne na wydrukowanym w tym samym kolorze tle. Na dodatek, jakby mało było tego błękitu i jego odcieni, niebieskością skrzyły się również oczy Kajtka (z jego odrąbanej i przybitej do „A” głowy), rok wydania (w ramce po lewej stronie) oraz główny kadr, po raz drugi z rzędu zaczerpnięty z „Tajemnicy kipu” (i zresztą bliźniaczo podobny do tego z poprzedniego numeru). Kiepsko wypadały też rysuneczki reklamujące pozostałe historie, jak chociażby zaledwie szkic przedstawiający Gucka i Rocha. Na drugiej stronie, wbrew wcześniejszym zapowiedziom o „obfitej korespondencji”, która miała zostać wkrótce przedstawiona na łamach czasopisma, znów wydrukowano jedynie „Kącik wymiany”. W efekcie czytelnicy już od dłuższego czasu pozbawieni byli kontaktu z redakcją i mogli odnieść wrażenie, że ich uwagi – zarówno te pochwalne, jak i krytyczne – trafiają w próżnię. Za kuriozalną ciekawostkę można z kolei uznać zawartość kącika filatelistycznego, w którym zaprezentowano wydane przez pocztę węgierską i radziecką znaczki… noworoczne. Na podstawie tej rubryki można zatem wnioskować, że numer dwudziesty piąty miał pojawić się w sprzedaży w grudniu 1978 roku bądź najpóźniej w styczniu roku następnego. Kiedy zaś się pojawił? Na pewno nie wcześniej niż późną wiosną, względnie latem 1979. Wielbiciele „Relaksu” musieli więc z ogromnym zdziwieniem przecierać oczy, widząc bombki, śnieżynki i gwiazdę (obowiązkowo czerwoną) na tle Kremla. Szczęśliwie, zawartość magazynu rekompensowała długie nań oczekiwanie i inne – w tym kontekście już mniej irytujące – wpadki.
kliknij aby powiększyć
kliknij aby powiększyć
Część komiksową pisma otwierała, nosząca tytuł „Zasadzka”, trzecia odsłona wciąż trzymającej wysoki poziom „Tajemnicy kipu” Marka Szyszki (rysunki) i pani Dobrzyńskiej (scenariusz). Przebywający w peruwiańskim Cuzco Sebastian Berzewiczy (niestety, autorka scenariusza nie zachowywała konsekwencji w pisowni tego nazwiska, dlatego też w omawianym numerze pojawia się, nie wiedzieć czemu, wersja „Berzeviczy”) i jego przyjaciel Marcin Poraj coraz bardziej angażują się w sprawy miejscowej ludności. Zresztą trudno się temu dziwić, skoro „pan na Niedzicy” zakochał się po uszy w pięknej Teticy, którą – o tym zapominać nie możemy – ma na celowniku również obmierzły Carlos (choć obaj z zupełnie odmiennych powodów). Inkaska księżniczka nie ma jednak najmniejszych wątpliwości co do paskudnych intencji Hiszpana, dlatego też z niejakim Jose Gabrielem obmyśla podstępny plan, który ma na celu pozbycie się okrutnego zarządcy kopalń. Wszystko przebiega zgodnie z planem, tyle że fabuła w jednym miejscu dość poważnie skrzeczy. Inkowie postanowili bowiem, wykorzystując pazerność Carlosa, wciągnąć go w pułapkę; dlatego też pozwolili, aby strażnicy hacjendy Hiszpana „przypadkiem” zatrzymali wałęsających się przy jego domostwie dwóch Indian. Przy jednym z nich zostaje znaleziona kunsztowna ozdoba ze złota. Inwigilowany przez Europejczyka tubylec zgadza się wskazać mu następnego dnia jaskinię, w której znajduje się więcej skarbów, po czym… zostaje wypuszczony na wolność. Pani Dobrzyńskiej naprawdę nie przyszło do głowy, aby podejrzliwego i pełnego nieufności Carlosa obdarzyć przynajmniej szczyptą inteligencji? Indianin Manco, co prawda, pojawia się następnego dnia, by odegrać rolę przewodnika, ale tylko dlatego, że otrzymał zadanie wciągnięcia Hiszpana w zasadzkę. Ten jednak nie mógł przecież o tym wiedzieć. W dalszej części komiksu Sebastianowi jest dane stanąć przed obliczem potomka samego Tupaka Amaru, co w bardzo istotny sposób wpływa na późniejsze plany życiowe głównego bohatera… Pomimo wspomnianego powyżej zgrzytu, historia opowiedziana w „Tajemnicy kipu” wciąż robi świetne wrażenie; z odcinka na odcinek rzuca się także w oczy coraz większy kunszt rysownika. A przypomnijcie sobie, jak Szyszko nieporadnie zaczynał (vide („Na surowym korzeniu”, „W mocy Wielkiej Bogini”)!
kliknij aby powiększyć
kliknij aby powiększyć
Kolejna z opowieści rysunkowych też zdaje się, podobnie jak omówiony już kącik filatelistyczny, potwierdzać, że publikacja dwudziestego piątego „Relaksu” przewidziana była na przełom lat 1978/79. Dlaczego? Ponieważ jednym z tematów „Rzeczpospolitej gruzów” jest „wyzwolenie” Warszawy przez Armię Czerwoną w styczniu 1945 roku. Autorem rysunków do tego sześciostronicowego komiksu był Jerzy Wróblewski, scenariusz wyszedł natomiast spod pióra Wacława Glutha(-Nowowiejskiego). Gluth urodził się w 1926 roku w stolicy; jego ojciec, Alojzy, był przed 1914 rokiem członkiem „Strzelca”, a po wybuchu pierwszej wojny światowej wstąpił do Legionów Polskich Piłsudskiego – wtedy też, na cześć jednego z bohaterów „Pana Wołodyjowskiego” Henryka Sienkiewicza, dopisał sobie do nazwiska drugi człon: „Nowowiejski”. Wacław w czasie okupacji hitlerowskiej wstąpił do Armii Krajowej i walczył w powstaniu warszawskim na Żoliborzu jako dowódca jednej z drużyn zgrupowania „Żmija”. Ranny trafił do powstańczego szpitala na Marymoncie, który we wrześniu 1944 roku został zlikwidowany przez Niemców. Osiemnastoletni żołnierz AK zdołał jednak, co uznać należy za wyjątkowe zrządzenie losu, ujść z życiem. Od tamtej pory ukrywał się w ruinach miasta, dzieląc tym samym los Władysława Szpilmana i setek innych „warszawskich Robinsonów”. Po wojnie Gluth-Nowowiejski trafił na pięć lat do więzienia, które opuścił w roku śmierci Józefa Stalina. Jako autor wspomnień i w dużej mierze autobiograficznych opowiadań zadebiutował w połowie lat 70. ubiegłego wieku, wydając w KAW-ie „Nie umieraj do jutra” (1975) oraz „Śmierć poczeka” (1977). „Rzeczpospolita gruzów” jest właśnie rysunkową adaptacją jednej z nowel z debiutanckiego zbiorku. W następnej dekadzie były akowiec wziął natomiast udział w realizacji trzech filmów dokumentalnych Tadeusza Makarczyńskiego o powstaniu, w którym brał udział („Sceny z powstania warszawskiego”, 1983; „Exodus”, 1984; „Powrót”, 1985).
Akcja komiksu narysowanego przez Wróblewskiego ciągnie się od początku października 1944 do stycznia 1945 roku. Po upadku powstania generał SS Erich von dem Bach-Zelewski (mający prawdopodobnie polskie korzenie, choć się ich wypierał) wydaje rozkaz zrównania lewobrzeżnej Warszawy z ziemią. W tym celu miasto ma zostać całkowicie opróżnione z mieszkańców. Nie wszyscy jednak decydują się na jego opuszczenie. Dwóch Polaków postanawia pozostać w ruinach, a przyłącza się do nich zbiegły z niemieckiej niewoli czerwonoarmista Wania. Dzięki sile woli i samozaparciu udaje im się przetrwać do siedemnastego stycznia, kiedy to na zrujnowanych ulicach wykwitają jak pąki róż (mimo że to zima) sowieckie czołgi. Komiks, mimo oparcia go na faktach historycznych, ma przede wszystkim wydźwięk propagandowy. Dość powiedzieć, że autor scenariusza ani razu nie zająknął się na temat Armii Krajowej, choć trzeba jednocześnie przyznać, że ukrywający się żołnierz ma na wojskowym berecie orzełka z koroną. Intryguje też postać pięknej blondynki Marysi, która pewnego dnia przyłącza się do trójki mężczyzn; dziwi zaś głównie to, że po kilku miesiącach przebywania w skrajnie trudnych i niehigienicznych warunkach jej cera jaśnieje, a włosy wyglądają tak, jakby kobieta opuściła właśnie zakład fryzjerski. Na rozpromienionej twarzy nie widać zaś nawet śladu zwątpienia czy niedożywienia. Grany przez Adriena Brody’ego w „Pianiście” Romana Polańskiego Szpilman wyglądał jednak zupełnie inaczej.
kliknij aby powiększyć
kliknij aby powiększyć
Druga (z ośmiu) odsłon „Kursu na Półwysep Jork” Janusza Christy otrzymała tytuł „Pułapka” (nie mylić z „Zasadzką” z „Tajemnicy kipu”!). Po tajfunie, który autor zafundował bohaterom na finał debiutanckiego odcinka, nastaje teraz piękna, słoneczna pogoda. Z pokładu „Wodołaza” widać jednak wyraźnie, że nie wszystkim udało się przetrwać wichurę w nienaruszonym stanie; oczom marynarzy ukazuje się bowiem uszkodzona dżonka (na wpół zatopiona ze złamanymi masztami). Kapitan podejmuje oczywiście decyzję o udzieleniu pomocy pechowym właścicielom łodzi. Jak się szybko okazuje, jest to decyzja więcej niż fatalna w skutkach, ponieważ łajba należy do gangu handlarzy narkotykami, którzy najpierw biorą jako zakładników wysłaną im na pomoc ekipę, a następnie przejmują kontrolę nad „Wodołazem”. Po przeładunku towaru drobnicowiec odpływa w nieznanym kierunku. Nie ma już jednak wtedy na jego pokładzie ani Gucka, ani ślicznej doktor Anny, których szef bandy kazał wywieźć na znajdującą się w jego posiadaniu plantację agawy. Gucek podejrzewa, że mogą już nigdy nie zobaczyć swoich towarzyszy podróży, dlatego też decyduje się na ryzykowny krok… W przeciwieństwie do „Tajemniczego rejsu”, w którym ważną rolę odgrywał humor sytuacyjny i gagi, „Kurs na Półwysep Jork” zrobiony jest na poważnie. Czarne charaktery są wyjątkowo paskudne i piekielnie daleko im do karykaturalności, z jaką Christa odmalował porywaczy profesora Mixtura. Można tym samym odnieść wrażenie, że druga odsłona przygód Gucka i Rocha stworzona została z myślą o nieco starszych czytelnikach „Relaksu”.
kliknij aby powiększyć
kliknij aby powiększyć
Zupełnie inaczej rzecz się z kolei miała z przeznaczonym dla dzieci czteroplanszowym „Rebusem”, pod którym podpisali się bliżej nam nieznani pan W. Michalak (rysunki) oraz pani Mieszkowska (scenariusz). Że nie zrobili oni później kariery w komiksowym światku, dziwić nie powinno, ponieważ praca, którą zamieścili w „Relaksie”, poza pewnymi walorami wychowawczymi, nie posiada żadnych zalet. Tytułowy Rebus to czarny pudelek, którego pewnego dnia na prośbę młodziutkiej Baśki kupuje na targu ulicznym jej mama. Dziewczynka początkowo zafascynowana jest psiakiem, ale jej zainteresowanie i chęć wypełniania codziennych obowiązków wobec zwierzaka szybko mijają. Na dodatek zbliżają się wakacje, rodzina szykuje się do wyjazdu i wtedy też zapada decyzja – trzeba się Rebusa pozbyć. Od tego momentu obserwujemy dramatyczne losy sympatycznego pudelka… Na szczęście wszystko kończy się dobrze; ostatecznie czworonóg trafia do nowych właścicieli, którzy już na pewno będą o niego dbać. Opowieść Mieszkowskiej zachowuje aktualność, niestety, po dziś dzień. Pod tym względem komiks się nie zestarzał i warto byłoby go wciąż przypominać uczniom szkół podstawowych, gdyby nie – no właśnie – fatalne rysunki. Pan Michalak odrobił swoje zadanie „na kolanie”, rysowane przez niego postaci są wyjątkowo grubo ciosane, nie zawracał też sobie głowy szczegółami tła. A szkoda, bo historyjka miała swój urok… Po „Rebusie” twórcy „Relaksu” umieścili ostatnią, jak się okazało, odsłonę „Barwy i broni żołnierza polskiego”. Ten odcinek Henryk Wielecki (tekst) i Ryszard Morawski (rysunki) poświęcili „Adiutantom w wojsku Księstwa Warszawskiego”. Wielkość czcionki w opisie na stronie dwudziestej szóstej dowodzi, że albo Wieleckiemu wyszedł artykuł zdecydowanie krótszy od pierwotnie przewidywanego, albo w ostatniej chwili coś wypadło z łam magazynu i trzeba było na siłę zapełnić szpalty.
kliknij aby powiększyć
kliknij aby powiększyć
Komiksem zamykającym dwudziesty piąty numer magazynu był piąty i zarazem ostatni fragment „Czarnej róży” Jerzego Wróblewskiego i Stefana Weinfelda, zatytułowany dramatycznie „Dzień przed sobotą”. Na samym początku dowiadujemy się wreszcie, kto jest sprawcą wszystkich nieszczęść opisanych w tej historii – to anarchistyczna Frakcja Walki Zbrojnej (nawiązanie do Frakcji Czerwonej Armii nie jest chyba przypadkowe), której przedstawiciel nawiązuje kontakt z redakcją prestiżowej gazety i oznajmia, że jeżeli nie zostaną spełnione ich warunki, to oni zniszczą jedno z „tłustych miast”. A jakie to warunki? Uwolnienie z więzień jedenastu terrorystów oraz dziesięć milionów – czego: dolarów, funtów czy marek? – okupu. Informacja o stawianych żądaniach trafia oczywiście natychmiast do władz, które powołują sztab kryzysowy. Od tej pory policja rozpoczyna z bandytami prawdziwą wojnę nerwów, dzięki czemu akcja pędzi na złamanie karku. Po raz kolejny w walkę z przestępcami zostaje też wciągnięty nasz stary znajomy – dziennikarz Piotr Bygocki, który chcąc pomóc służbom specjalnym, pozwala się nawet… zahipnotyzować. Co zresztą przynosi pożądany efekt. Widać, że Weinfeld odrobił zadanie domowe, to znaczy zapoznał się – nawet pobieżnie – z ówczesną literaturą i kinematografią zachodnią, które podejmowały temat terroryzmu. I choć wiele rozwiązań fabularnych powielił dość schematycznie, polscy czytelnicy nie mieli większej szansy na wytknięcie mu tego, ponieważ zwyczajnie nie mieli dostępu do dzieł traktujących o wspomnianych zagadnieniach. Szkoda tylko, że dobre wrażenie z lektury całości psuje wyjątkowo spłycone zakończenie. Dotarłszy do finału, można bowiem zachodzić w głowę, jakim cudem bojownikom z Frakcji Walki Zbrojnej tak długo udawało się wodzić za nos policję, skoro na koniec okazali się tak naiwni i nieostrożni. I jeszcze jedno: Czy aby na pewno da się wytruć milionowe miasto, wlewając – choćby i najbardziej toksyczną – trującą substancję do ścieku? Jeśli ktoś ma na ten temat fachową wiedzę, prosimy o rozstrzygnięcie wątpliwości.
koniec
3 grudnia 2011

Komentarze

04 XII 2011   18:19:14

Taka mała uwaga - rysunek na okładce z "Tajemnic kipu" nie pochodzi z odcinka "Zasadzka", ale z kolejnego zatytułowanego "Skarby Inków".

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Fazy Napoleona w Egipcie
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

21 II 2020

„Rycerze Heliopolis” to kolejna zabawa historią kultowego scenarzysty Alejandro Jodorowsky′ego (tym razem dotyczy przełomu XVIII i XIX wieku). Jej przykład mieliśmy w pierwszym tomie cyklu. Jego kontynuacja „Albedo, faza bielenia” idzie pod tym względem jeszcze dalej.

więcej »

Pomścić córkę!
Konrad Wągrowski

20 II 2020

W drugim zeszycie z komiksowymi opowiadankami o błędach wychowawczych pewnego ojca otrzymujemy mniej więcej to samo, co w pierwszym. I są to nadal historyjki życiowe i zabawne.

więcej »

Czas na przygodę
Paweł Ciołkiewicz

19 II 2020

„Donżon” to zaprojektowana z rozmachem opowieść fantasy, stanowiąca zarazem błyskotliwy pastisz oraz wnikliwe studium tego gatunku. Pomysłodawcy projektu – Joann Sfar oraz Lewis Trondheim – postawili sobie bardzo ambitny cel, a pierwszy tom zbiorczego wydania tej serii stanowi wstęp do jego realizacji.

więcej »

Polecamy

Komiks nadmiaru

Niekoniecznie jasno pisane:

Komiks nadmiaru
— Marcin Knyszyński

Śledztwo trwa!
— Marcin Knyszyński

Głębokie rozczarowanie
— Marcin Knyszyński

Roślinny kryzys tożsamości
— Marcin Knyszyński

No to łups, Asteriksie? No to łups, Obeliksie!
— Marcin Knyszyński

Siła symbolu
— Marcin Knyszyński

Pajęcze lata Todda McFarlane’a
— Marcin Knyszyński

Bilety w pierwszym rzędzie na koniec wszechświata
— Marcin Knyszyński

Wszystko jest złudzeniem
— Marcin Knyszyński

Wystarczy uwierzyć
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.