Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CCX

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

‹Relax #26›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRelax #26
Data wydania1979
CyklRelax
Gatunekantologia, sensacja, SF
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk

Czar „Relaksu” #26: Banda „Sokoła” i Rosjanie na Oceanie
[„Relax #26” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 »
Poza seriami kontynuowanymi z poprzednich numerów (czytaj: „Tajemnica kipu” oraz „Kurs na Półwysep Jork”) w dwudziestym szóstym numerze „Relaksu” pojawiły się dwa nowe komiksy narysowane przez Jerzego Wróblewskiego: propagandowy one-shot „Czterej na drodze śmierci” oraz silnie moralizująco-wychowawczy pierwszy odcinek „Ślad wiedzie w przeszłość”. Co może wydać się zaskakujące, oba prezentowały się całkiem przyzwoicie.

Sebastian Chosiński

Czar „Relaksu” #26: Banda „Sokoła” i Rosjanie na Oceanie
[„Relax #26” - recenzja]

Poza seriami kontynuowanymi z poprzednich numerów (czytaj: „Tajemnica kipu” oraz „Kurs na Półwysep Jork”) w dwudziestym szóstym numerze „Relaksu” pojawiły się dwa nowe komiksy narysowane przez Jerzego Wróblewskiego: propagandowy one-shot „Czterej na drodze śmierci” oraz silnie moralizująco-wychowawczy pierwszy odcinek „Ślad wiedzie w przeszłość”. Co może wydać się zaskakujące, oba prezentowały się całkiem przyzwoicie.

‹Relax #26›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRelax #26
Data wydania1979
CyklRelax
Gatunekantologia, sensacja, SF
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Tradycyjnie zaczniemy od okładki. Tło znowu wybrano (jasno)niebieskie, winietę natomiast zabarwiono tym razem na brąz, co pasowało do siebie – mówiąc delikatnie – średnio. Jako główny kadr wybrano po raz trzeci z rzędu (i zarazem ostatni) rysunek Marka Szyszki z „Tajemnicy kipu”. Musiał za tym stać jakiś wielki wielbiciel hippiki, ponieważ znowu dominującym elementem są w tej grafice konie, a mówiąc dokładniej – ich dwa łby i cztery (nieco gorzej widoczne) zady. Z małych kwadracików po lewej stronie spogląda zaś na nas bardzo intrygująco dobrane towarzystwo: bohaterski żołnierz Armii Radzieckiej z czerwoną gwiazdą na czapce uszatce (to reklama „Czterech na drodze śmierci”), nastoletni młodzian, który znalazł się na najlepszej drodze, aby przeistoczyć się z harcerza w chuligana (w seryjnym komiksie „Ślad wiedzie w przeszłość”), oraz głupawa blondynka ze zmierzwionymi włosami, która… Wybaczcie, że nie dokończymy, ponieważ historyjka, którą zapowiada ten rysuneczek, czyli „Lekcja tenisa”, to kryminał, a zdradzanie jego puenty byłoby zwykłą niegodziwością. Oceniając po stronie tytułowej, trzeci i jednocześnie ostatni w 1979 roku numer „Relaksu” zapowiadał się więc całkiem interesująco. Po wielu miesiącach oczekiwania na stronę drugą magazynu powróciła wreszcie rubryka z listami od czytelników z prawdziwego zdarzenia. Na dodatek redakcja dobrała w niej epistoły, które zawierały – przyznajmy, jak najbardziej uzasadnione – słowa krytyki pod adresem zamieszczonych w poprzednich numerach opowieści.
kliknij aby powiększyć
kliknij aby powiększyć
I tak: Maciej Krzywicki z Warszawy (wypowiadający się również, jak sam zaznaczył, w imieniu swoich kolegów, absolwentów Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej) poddał krytyce „Bionik Jagę”, uznając dziełko Karmowskiego i Roczka za „antykomiks”. Szkoda tylko, że nie przytoczono jego – względnie ich – argumentów. Z kolei Jacek (nie Jan!) Kochanowski z Poznania przejechał się po historyjkach węgierskich: „Akcji Labirynt” i „Białym Kle”. I choć ponownie nie dowiedzieliśmy się, w jaki sposób Wielkopolanin uzasadnił swoją niechęć do prac bratanków z Budapesztu, nie sposób – nawet (a może przede wszystkim) z perspektywy czasu – nie przyznać mu racji. Korzystając z okazji, pan Jacek przedłożył również kilka konstruktywnych propozycji. Po pierwsze zasugerował, aby pismo użyczyło swoich łamów Bogusławowi Polchowi, który do tej pory zagościł w „Relaksie” tylko raz i to na samym początku jego publikacji – vide fantastycznonaukowe „Spotkanie” (uznanie więc przyszłego autora komiksowej wersji „Wiedźmina” za „wielkiego nieobecnego” w Magazynie Opowieści Rysunkowych jest chyba jak najbardziej uzasadnione). Po drugie rzucił pomysł, aby sięgnąć po „dawne komiksy polskie”, co wydawało się – i wówczas, i teraz – bardzo rozsądną supozycją, pozwoliłoby bowiem ocalić je od zapomnienia i zachować dla potomności. Redakcja odpowiedziała: „Już niedługo usatysfakcjonujemy naszego Czytelnika, ponieważ myślimy o opracowaniu historii komiksu i to zarówno polskiego jak i obcego” (uwaga! pisownia oryginalna). Oczywiście nigdy do tego nie doszło, albowiem dwa lata później, po wydaniu jeszcze zaledwie pięciu numerów, „Relax” – nomen omen – sam przeszedł do historii. W kąciku filatelistycznym zaprezentowano znaczki wydane przez UNICEF, czyli założony w grudniu 1946 roku z inicjatywy pochodzącego z Polski Żyda Ludwika Rajchmana Fundusz Narodów Zjednoczonych na Rzecz Dzieci. Wydrukowano je z powodu ogłoszenia roku 1979 Międzynarodowym Rokiem Dziecka. Redakcja „Relaksu” przedstawiła reprodukcje marek z Kuby, Włoch, Algierii oraz Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Czy fakt ten można jednocześnie potraktować za trop wskazujący, że dwudziesta szósta edycja magazynu miała trafić (bądź trafiła) do sprzedaży w czerwcu 1979 roku – trudno stwierdzić. Z drugiej jednak strony wcześniej wielokrotnie teksty okolicznościowe pojawiały się właśnie z powodu konkretnych rocznic.
kliknij aby powiększyć
kliknij aby powiększyć
Na otwarcie części komiksowej pisma wybrano „Czterech na drodze śmierci” – sześcioplanszową, opartą na faktach historię autorstwa scenarzysty Wacława Gluth-Nowowiejskiego i rysownika Jerzego Wróblewskiego (tandemu znanego już z „Rzeczpospolitej gruzów”). Akcja tej dramatycznej opowieści rozgrywa się w ciągu dwóch miesięcy (między styczniem a marcem) 1960 roku. W pobliżu Wysp Kurylskich na Dalekim Wschodzie pływa radziecka barka wojskowa, której załogę stanowi czterech młodych marynarzy: Aschat Ziganszin, Iwan Fiedotow, Filip Popławski oraz Anatol Kruczkowski. W jednej z zatok czekają na statek, który ma przybyć do nich z – bliżej nieokreślonym – ładunkiem. Pewnego styczniowego dnia w czasie potężnego sztormu pękają liny, a łódź zostaje najpierw pchnięta na skały, a następnie zniesiona w stronę otwartego morza (i Oceanu Spokojnego). Nie działają żadne przyrządy, co oznacza, że żołnierze nie dość, iż nie są w stanie określić własnego położenia, to na dodatek nie mają możliwości skontaktowania się z kimkolwiek, kto mógłby przyjść im z pomocą. Z biegiem czasu zaczyna brakować nie tylko wody pitnej, ale i jedzenia. Akcja ratunkowa zaś nie przynosi rezultatów… Spieszymy jednak z uspokojeniem zestresowanych czytelników „Esensji” – ostatecznie wszystko (i w życiu, i w komiksie) zakończyło się happy endem, o czym z nieskrywaną dumą powiadomił mieszkańców Związku Radzieckiego naczelny organ partii komunistycznej „Prawda”. Od strony graficznej trudno byłoby się do czegoś przyczepić, ale też trudno za cokolwiek autora rysunków pochwalić. Wróblewski tradycyjnie wykonał swoją pracę rzetelnie, choć tym razem obyło się bez fajerwerków. Jedno jest pewne: stać go było na znacznie więcej, co już zresztą udowadniał niejednokrotnie, także na łamach „Relaksu”. Scenariusz też niczym szczególnym nie zachwycał – ot, klasyczna, wręcz schematyczna opowieść o ludziach, którzy znaleźli się w sytuacji ekstremalnej i zdołali przetrwać. Szkoda tylko – choć z drugiej strony jest to całkowicie zrozumiałe, biorąc pod uwagę charakter pisma, jakim był „Relax” – że Gluth-Nowowiejski kompletnie pominął kwestie załamania psychicznego załogi barki, które w pewnym momencie musiało nastąpić, i wiążącego się z tym pogorszenia relacji międzyludzkich.
kliknij aby powiększyć
kliknij aby powiększyć
O ile „Czterej na drodze śmierci” adresowani byli raczej do starszych czytelników magazynu, o tyle pierwsza odsłona czteroczęściowej serii „Domicela wzywa pomocy” powstała z myślą o najmłodszych adeptach komiksu. Opowieść ta, narysowana przez niejakiego Orlińskiego (imienia ponownie redakcja nie raczyła podać), powstała na podstawie scenariusza Jerzego Ławickiego i była adaptacją animowanego filmu Piotra Szpakowicza „U Domiceli” (1969). Ławicki był w latach 60. ubiegłego wieku stałym współpracownikiem warszawskiego Studia Miniatur Filmowych; według jego tekstów zrealizowano kilka krótkometrażowych obrazów animowanych i lalkowych dla dzieci, które swoimi nazwiskami podpisały Teresa Badzian („Żyrafiątko”, 1960; „Niespodzianka”, 1965; „Gra”, 1966; „Mały wyścig”, 1967; „Klocki”, 1967) oraz Zofia Ołdak („O grzebieniu, który nie chciał myć zębów”, 1966). Głównymi bohaterami komiksu są żyrafa Klementyna oraz słoń Pankracy, do których pewnego dnia od zaprzyjaźnionej z nimi Domiceli (w pierwszym odcinku nie dowiadujemy się jeszcze, jaka jest zwierzęca postać tytułowej figury) dociera telegram z dramatycznym wezwaniem na pomoc. Nie zwlekając ani chwili, Klementyna i Pankracy wsiadają na skuter i ruszają w miasto. Jak się jednak szybko okazuje, czekają ich tam mało zabawne perypetie związane z nieprzestrzeganiem przepisów ruchu drogowego przez nieuważnych przechodniów – w tym konkretnym przypadku przez… hipopotama. Rysunki Orlińskiego świetnie wpasowały się w przedszkolną konwencję opowieści i zapewne podobały się dzieciom, które przy okazji mogły dowiedzieć się jeszcze co nieco o konieczności zachowania ostrożności podczas przechodzenia przez jezdnię. Gorzej, że na bliżej nieokreślony czas – bo kto mógł wtedy wiedzieć, kiedy pojawi się następny numer „Relaksu” – pozostawiono maluchy w ogromnej niepewności, czy Domicela doczeka się w końcu pomocy, czy też nadejdzie już ona za późno.
kliknij aby powiększyć
kliknij aby powiększyć
W czwartej odsłonie „Tajemnicy kipu” (zatytułowanej „Skarby Inków”) Dobrzyńska i Szyszko doprowadzają wreszcie akcję do momentu przełomowego. Od zakończenia „Zasadzki” minęło kilkanaście lat. Marcin Poraj wrócił do Europy, jednak bez swego przyjaciela, Sebastian Berzewiczy postanowił bowiem pozostać w Peru i ożenić się z piękną Teticą. Krótko po ślubie urodziła im się córka – teraz już osiemnastoletnia, nie mniej urodziwa od matki, Umina, do której umizguje się siostrzeniec Josego Gabriela. W 1780 roku Indianie chwytają za broń przeciw Hiszpanom, a do walki prowadzi ich właśnie Jose Gabriel, a raczej – Tupak Amaru II. Niestety, powstanie nie przynosi pożądanego efektu i kończy się rozlewem inkaskiej krwi; przywódca buntowników trafia zaś do niewoli. Wcześniej jednak wysyła umyślnego do Sebastiana i powierza mu wielce odpowiedzialne zadanie – Europejczyk ma zaopiekować się jego siostrzeńcem, który teraz jest jedynym dziedzicem tronu. Berzewiczy wpada na pomysł, by przed gniewem Hiszpanów umknąć na Stary Kontynent, ale zanim wsiądzie z całą – no, może prawie całą – rodziną na statek odpływający za Atlantyk, musi wypełnić jeszcze jeden rozkaz – pomóc swoim inkaskim przyjaciołom w ukryciu ich skarbów. Co nie jest wcale takie łatwe, ponieważ przez cały czas po piętach depczą im poddani króla Karola III Burbona… Kto chciałby dowiedzieć się nieco więcej – i to z nad wyraz wiarygodnego źródła – na temat przedstawionych powyżej wydarzeń, powinien sięgnąć po opublikowaną przed czterema laty przez oficynę Attyka książkę warszawskiego historyka Jarosława Wojtczaka „Powstanie Tupaka Amaru”. Proszę jednak nie oczekiwać od niej wyjaśnienia sekretów, które posłużyły pani Dobrzyńskiej za kanwę „Tajemnicy kipu”.
1 2 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Podwodne wykopywanie przybysza z kosmosu
Konrad Wągrowski

17 X 2021

Jeśli narzekałem nieco na jakość scenariusza „Bogów z gwiazdozbioru Aquariusa”, to muszę przyznać, że w porównaniu do kolejnego dwuodcinkowca fantastycznonaukowego z rysunkami Zbigniewa Kasprzaka z lat 80., tamten scenariusz to majstersztyk. Seria złożona z zeszytów „Gość z kosmosu” i „Zbuntowana”, choć ładnie narysowana, pod względem skryptu razi banałem i naiwnością.

więcej »

Pęknięta porcelana
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

16 X 2021

Nie ważne, jak mężczyzna (a w zasadzie dwóch) zaczyna, ale jak kończy. Trzeci, ostatni, tom cyklu „Porcelana” z podtytułem „Wieża z kości słoniowej”, to zarazem najlepsza, jak i najbardziej wstrząsająca odsłona trylogii.

więcej »

„MAX” ale na wesoło
Marcin Knyszyński

15 X 2021

Przy okazji pierwszego tomu „Punisher MAX” od Egmontu wspomniałem o pewnej inicjatywie Marvela z roku 1998. „Marvel Knights”, forpoczta imprintu „MAX”, nowa linia wydawnicza, której głównym zadaniem był dryf ku o wiele bardziej poważnym i wymagającym fabułom, przedstawiła wybranych bohaterów Marvela w nieco innym, dojrzalszym wydaniu. Między innymi Punishera – oto przybywają Garth Ennis i Steve Dillon, niesieni falą sukcesu „Kaznodziei”. (...)

więcej »

Polecamy

Łatwe trudnego początki

Polscy podróżnicy:

Łatwe trudnego początki
— Marcin Osuch

Kumpel Mickiewicza
— Marcin Osuch

Prototyp Zagłoby
— Marcin Osuch

Wspomnienia jak żyła złota
— Marcin Osuch

Być jak Kmicic
— Marcin Osuch

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.