Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 16 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CCIX

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

‹Relax #27›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRelax #27
Data wydania1980
CyklRelax
Gatunekantologia, sensacja, SF
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk

Czar „Relaksu” #27: UFO nad Polską i seksowne blondynki
[„Relax #27” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Dwudziesty siódmy „Relaks” zaskakiwał pozytywnie przede wszystkim dwoma komiksami. Nowym fantastycznonaukowym, choć z domieszką satyry społecznej, one-shotem Grzegorza Rosińskiego do scenariusza Henryka Kurty („Spotkanie”) oraz pierwszą częścią węgierskiej serii science fiction „Lana w kosmosie”. Niestety, redaktorzy udowodnili przy okazji również, że „polska język – trudna język”. Także dla samych Polaków.

Sebastian Chosiński

Czar „Relaksu” #27: UFO nad Polską i seksowne blondynki
[„Relax #27” - recenzja]

Dwudziesty siódmy „Relaks” zaskakiwał pozytywnie przede wszystkim dwoma komiksami. Nowym fantastycznonaukowym, choć z domieszką satyry społecznej, one-shotem Grzegorza Rosińskiego do scenariusza Henryka Kurty („Spotkanie”) oraz pierwszą częścią węgierskiej serii science fiction „Lana w kosmosie”. Niestety, redaktorzy udowodnili przy okazji również, że „polska język – trudna język”. Także dla samych Polaków.

‹Relax #27›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRelax #27
Data wydania1980
CyklRelax
Gatunekantologia, sensacja, SF
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
O tym, co działo się w Polsce w pamiętnym 1980 roku można by pisać długo i namiętnie. W każdym razie kraj pogrążał się w kryzysie ekonomicznym i polityczno-społecznym, co z jednej strony przejawiało się w pustoszejących w zastraszającym tempie półkach sklepowych, z drugiej – w narastającym konflikcie pomiędzy społeczeństwem a władzą, wciąż jeszcze reprezentowaną przez ekipę coraz bardziej skompromitowanego Edwarda Gierka. Dramatyczna sytuacja odbiła się również na kondycji „Relaksu”, choć ta pogorszyła się już w poprzednim roku, kiedy to, zamiast dwunastu, ukazały się zaledwie trzy numery czasopisma. Nie inaczej było w roku 1980. Na niebieskiej okładce dwudziestego siódmego numeru magazynu widnieje pomarańczowe logo oraz duży kadr z komiksu Jerzego Wróblewskiego „Ślad wiedzie w przeszłość”, na którym widać parkę nastolatków. Uwagę przekuwała nade wszystko długowłosa blond lolitka w białej koszulce na naramkach i dżinsowej spódniczce. Nie da się ukryć, że dziewczyna wyglądała oszałamiająco, tym bardziej że miała na dodatek wydatne zmysłowe usta. Tego wrażenia nie mogły popsuć nawet nieco mniej szczęśliwie dobrane rysuneczki w ramkach po lewej stronie głównego kadru (na jednym widzimy kosmitów ze „Spotkania”, na następnym – mocno podenerwowanego Gucka, na ostatnim zaś – bananowogłowego Jurka i jego uszatego psa Burka z pasków komiksowych Serba Velizara Dinicia). Na drugiej stronie w rubryce z listami od czytelników dobrano tym razem epistoły autorstwa młodych rysowników, którzy marzyli o tym, aby w przyszłości pójść w ślady panów Rosińskiego, Wróblewskiego czy Christy. Podziękowano im za nadesłane prace (Mieczysławowi Lebelowi, uczniowi Liceum Sztuk Plastycznych w Jarosławiu, za historyjkę science fiction, Jarosławowi Susce z Białegostoku za drobne żarty rysunkowe, Robertowi Jawieniowi z Gdyni za opowieść o… węgorzu elektrycznym, natomiast Dariuszowi Pietrzakowi z Damnicy za opowiadanko o rekinie), jednocześnie sugerując delikatnie, by wciąż jeszcze doskonali warsztat i rysowali, rysowali i rysowali, bo przecież tylko intensywny trening czyni mistrza.
Część komiksową pierwszego „Relaksu” z 1980 roku otworzył drugi odcinek serii pana Chmielewskiego (scenariusz) i Jerzego Wróblewskiego (grafika) „Ślad wiedzie w przeszłość”. Otrzymał on tytuł „Dziwni turyści”. Dziadek Maćka, dowiedziawszy się o kłopotach wnuka, postanawia interweniować. Odwiedza więc Maruchów, aby dowiedzieć się, kto kupił od nich srebrną cukiernicę; ci jednak – jak wyraża się starszy pan – „nabrali wody w usta” i zdecydowali się nie służyć mu żadnymi informacjami. Tymczasem wielkimi krokami nadchodzą wakacje. Maciek, bojkotowany przez kolegów harcerzy, spędza czas samotnie, bądź to nadrabiając zaległości w nauce, bądź spacerując po okolicznym lesie. I właśnie podczas takiej romantycznej eskapady trafia na dziwnego mężczyznę. Wygląd nieznajomego nie pozostawia wątpliwości, że jest on turystą i to na dodatek z Niemiec Zachodnich lub Austrii (czytaj: z Bawarii albo Tyrolu). W lesie interesują go przede wszystkim stare bunkry. Maciek, zaaferowany, pędzi do dziadka, który ma właśnie szacownego gościa ze stolicy – docenta Kałużnego, syna profesora, który tuż po wojnie zajmował się sprawą zaginionych skarbów hrabiego Łaszcza. We trójkę panowie planują dalsze działania. Ich elementem okazuje się zbliżenie Maćka do pięknej Iwony, córki kobiety (na dodatek Polki), która przyjechała do kraju przodków razem z tajemniczym panem Westphalem. Gdy dowiaduje się o tym Bożena, koleżanka chłopaka z drużyny harcerskiej, zaiskrzy jeszcze bardziej, bo przecież dziewczyna, nawet nastoletnia, swoją godność ma i nie pozwoli, by inna podebrała jej „ciacho”, na które ma chrapkę… „Dziwni turyści” nie grzeszą przesadnie skomplikowaną fabułą, ale czy należy tego oczekiwać od komiksu, którego podstawową grupą docelową są piętnastolatkowie? I który na dodatek miał za zadanie przemycić wątki propagandowe z obrazem paskudnych byłych hitlerowców i wiernie im służących eksżołnierzy polskich zbrojnych band na czele…
Interesująco wypadł znajdujący się na stronie dziewiątej kącik filatelistyczny, który Stanisław Koliński poświęcił tym razem „Dzieciom na polskich znaczkach”. Z perspektywy czasu dobór marek intryguje jeszcze bardziej, ponieważ na przykład obok Bolesława Bieruta w otoczeniu grupy dzieci (znaczek ten wydano z okazji święta 1 czerwca w 1952 roku) zaprezentowano znaczki z pomnikiem w Chełmnie nad Nerem (gdzie hitlerowcy pomordowali dzieci z Lidic pod Pragą, co było zemstą za udany zamach czeskich cichociemnych na Reinharda Heydricha), podobizną małego powstańca warszawskiego oraz reprodukcjami kilku obrazów mistrzów malarstwa polskiego XIX i XX wieku (między innymi Stanisława Wyspiańskiego, Aleksandra Gierymskiego i Piotra Michałowskiego)… Zaraz potem czytelnicy „Relaksu” otrzymali pierwszą (z dwóch w tym numerze) porcję fantastyki naukowej. Scenariusz czteroplanszowego „Spotkania” wyszedł spod pióra redaktora naczelnego magazynu Henryka Kurty („Tajemnica głębin)”), zaś historyjkę tę zilustrował Grzegorz Rosiński. Opowiada ona o wydarzeniu, które miało miejsce wiosną (w maju) 1978 roku pod Lublinem, kiedy to siedemdziesięciojednoletni rolnik Jan Wolski w czasie drogi powrotnej przez las do domu został „zaproszony” przez zielonoskórych kosmitów do ich statku-autobusu „zaparkowanego” nad leśną polaną. Goście z kosmosu przeprowadzają na nim kompleksowe badania, po czym wypuszczają i odlatują. Ot, ciekawostka, będąca jednak odzwierciedleniem rzeczywistego zainteresowania Polaków tematyką ufologiczną w tamtych czasach. Dość powiedzieć, że właśnie na początku 1978 roku dokonano na terenie Polski najliczniejszych obserwacji niezidentyfikowanych obiektów latających. Co prawda, pojawiały się one głównie, jeśli wierzyć świadkom, nad Polską zachodnią (od Zielonej Góry przez Krosno Odrzańskie i Głogów po Szczecin), nie zaś, jak chciał Kurta, w okolicach Lublina, ale to przecież tylko mało istotny szczegół. Zgodnie z relacjami opublikowanymi w regionalnej „Gazecie Lubuskiej” obiekty te miały kształt zbliżony do sterowców Zeppelina i potrafiły przez ponad godzinę utrzymywać się nieruchomo w jednym punkcie na niebie. Sprawą zajął się później między innymi znany popularyzator paleoastronautyki Lucjan Znicz (a naprawdę Sawicki), który w latach 1980-1991 opublikował sześć tomów cyklu „Goście z kosmosu” (książki te wychodziły w Krajowej Agencji Wydawniczej – tej samej, która odpowiadała za „Relax”).
Przedostatnia (piąta) część „Tajemnicy kipu” zatytułowana była „Czarny cień”. Wydarzenia zdecydowanie nabrały rozpędu, na czym jednak straciła fabuła, ponieważ kilka bardzo interesujących wątków autorzy musieli potraktować nad wyraz skrótowo. Po śmierci Teticy (jeszcze w Peru) Sebastian Berzewiczy z córką Uminą i Tupakiem Amaru (siostrzeńcem Josego Gabriela i jednocześnie dziedzicem tronu Inków) uciekają do Europy. Szlak ich wędrówki wiedzie przez hiszpański Kadyks, italską Wenecję, aż po Niedzicę. Wszędzie po piętach depczą im skrytobójcy, którzy pragną dopaść w swoje ręce nominalnego władcę inkaskiego imperium, co w końcu im się udaje. Przeżywa jednak syn Uminy, którego dziadek, czyli Sebastian Berzewiczy, postanawia ukryć w majątku swego siostrzeńca Wacława na Morawach. Zgodnie z umową, Antonio ma się dowiedzieć, kim jest, dopiero w chwili osiągnięcia pełnoletności. Historia tym samym powoli zbliżała się do końca, a szkoda, bo „Tajemnica kipu” była jedną z najbardziej interesujących „relaksowych” serii (która na dodatek nie doczekała się oddzielnego wydania albumowego). Na stronie dwudziestej autorzy, nie wiedzieć czemu (bo nikt tego nie wyjaśnił), ni stąd, ni zowąd zaprezentowali paski komiksowe jugosłowiańskiego satyryka Velizara Dinicia, opowiadające o perypetiach bananowogłowego i mało rozgarniętego Jurka oraz jego psa Burka (znacznie bardziej rezolutnego od swego pana). Porównując te minikomiksy z publikowanymi przez wiele lat na łamach krakowskiego (a następnie warszawskiego) „Przekroju” perypetiami profesora Filutka i jego psa Fafika, paski Serba wypadają bardzo blado i… plebejsko. Jednak z drugiej strony trudno się temu dziwić, bo przecież Zbigniew Lengren, podobnie jak stworzeni przez niego bohaterowie, byli jedyni i niepowtarzalni.
W dwudziestym siódmym „Relaksie” seria Janusza Christy „Kurs na Półwysep Jork” dobiła półmetka. Gucek, któremu udało się wydostać z wulkanicznego krateru, dowiaduje się coraz więcej na temat przestępczej działalności bandy, trafia bowiem na ukryte pomiędzy uprawami agawy sizalowej pola makowe. Nie ma więc wątpliwości, że biali bandyci zajmują się również produkcją i przemytem opium. Na dodatek bezwzględnie wykorzystują do tego miejscowych, takich chociażby jak Burui, strażnik plantacji, na którego wpada nieostrożny Gucek. Po pierwszych nieporozumieniach obu panom udaje się jednak osiągnąć kompromis, w efekcie którego Malaj postanawia pomóc Europejczykowi w uwolnieniu doktor Anny. I tu pojawia się problem, ponieważ pod nieobecność naszego bohatera szef bandy sprzedał uroczą brunetkę kacykowi plemienia Papuasów Taratajowi (za dziesięciu niewolników zresztą). Chcąc ją odnaleźć, połączeni teraz więzami braterstwa Gucek i tubylec muszą stawić czoła paskudnym oprychom. „Przyjaciel Burui” (taki tytuł nosi czwarta część serii) to klasyczny komiks akcji – nie brakuje w nim ani strzelanin, ani pościgów. Na dodatek wszystko, co dla Christy nie było przecież typowe, przedstawione zostało na poważnie. Omawiany numer magazynu zamknął pierwszy odcinek nowego węgierskiego cyklu „Lana w kosmosie” autorstwa rysownika Ernő Zorada („Akcja Labirynt”, „Kordzik”) oraz scenarzysty Tibora Cs. Horvatha (poza wspomnianymi wcześniej, również „Świątynia Słońca” i „Biały Kieł”). Ta fantastycznonaukowa historia była adaptacją powieści klasyka węgierskiego science fiction, żyjącego w latach 1923-1999, Petera Kuczki. Był on nie tylko prozaikiem, ale także poetą, eseistą, publicystą, scenarzystą filmowym1) i wydawcą (odpowiadał między innymi za bardzo popularną u Madziarów serię wydawniczą „Kosmiczne książki fantastyczne”, jak również był założycielem czasopisma „Galaktika”, będącego dużo starszym odpowiednikiem nadwiślańskiej „Fantastyki”). W Polsce nie jest on szczególnie znany. Jeden z jego socrealistycznych tekstów znalazł się w wydanej w 1953 roku antologii „walczącej poezji i prozy węgierskiej” „Wolność”, drugi – opowiadanie „Anielskie włosy” – w opublikowanym przez Wydawnictwo Poznańskie przed trzema dekadami zbiorze „Gwiazdy galaktyki”.
Wersja komiksowa „Lany w kosmosie” powstała w 1969 roku. Z pierwszego odcinka cyklu niewiele się jeszcze dowiadujemy. Ot, złożona z pięciu statków kosmiczna ekspedycja od ponad stu siedemdziesięciu dni przemierza Wszechświat, aby dotrzeć i rozpoznać system planetarny Procyon. Część załogi czuwa (a raczej nudzi się, grając permanentnie w brydża), część zaś odpoczywa w hibernatorach. Nagle jednak jeden z okrętów składowych zostaje wytrącony z kursu i znika gdzieś w przestrzeni, co jest powodem wszczęcia alarmu przez system nadzorujący całą wyprawę. W takiej sytuacji nie ma wyjścia i trzeba obudzić śpiących astronautów. Tym bardziej że jest wśród nich Lana, kapitan ekipy – nadzwyczaj seksowna blondynka (dużo ich było w tej edycji „Relaksu”!) o wyrazistym jasnobłękitnym kolorze oczu i nader przenikliwym spojrzeniu… Ocena omawianego numeru magazynu byłaby zapewne jeszcze wyższa – bo przecież Rosiński, Christa i Wróblewski – gdyby nie ewidentne wpadki ortograficzne i językowe, które w piśmie dla młodzieży na pewno zdarzać się nie powinny. Na stronie ósmej (w komiksie „Ślad wiedzie w przeszłość”) z ust docenta Kałużnego pada na przykład słowo „kamuflarz”. Z kolei na ostatniej stronie (czyli w „Lanie…”) czytamy, że statek pomocniczy po odłączeniu się od korpusu zaczyna – uwaga! – „zchodzić w dół” (ciekawe, czy dałoby się także „zchodzić w górę”?). Nie popisał się także scenarzysta „Spotkania”, który starając się naśladować mowę polskiego chłopa spod Lublina, stworzył tak sztuczną formę ludowej polszczyzny, że osiągnął tym samym niezamierzony efekt komiczny.
koniec
17 grudnia 2011
1) W latach 1967-1981 Peter Kuczka współpracował – jako scenarzysta – przy powstaniu czterech filmów fabularnych: „Változó felhözet” (1967) Mártona Keletiego, „Halló, ez fantasztikus” (1970) Lajosa Pauló, „Az idö ablakai” (1973) Tamása Fejéra i „A transzport” (1981) Andrása Szurdiego.

Komentarze

25 XII 2011   21:27:14

Erratum: pies profesora Filutka wabił się Filuś (i to nieoficjalnie), a nie Fafik. Fafik to pies z zupełnie innej parafii, choć też powiązany z "Przekrojem".

26 XII 2011   19:23:17

fajne czasopismo, jako dzieciak wychowywałem się na nim.. :)

28 XII 2011   13:50:23

No tak, Fafik to był pies Mariana Eilego, wieloletnim redaktorem naczelnym "Przekroju".

28 XII 2011   13:50:50

*No tak, Fafik to był pies Mariana Eilego, wieloletniego redaktora naczelnego "Przekroju".

17 III 2012   07:23:24

Erratum raz jeszcze: "Spotkanie" nie jest tworem fantazji Kurty, a komiksową opowieścią o tzw. Zdarzeniu w Emilcinie:
http://pl.wikipedia.org/wiki/UFO_w_Emilcinie
(Który to Emilcin faktycznie leży na Lubelszczyźnie. Wolski i inne występujące w komiksie postacie - przynajmniej te "z tej ziemi" ;-) - to autentyczne osoby.)

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

„MAX” ale na wesoło
Marcin Knyszyński

15 X 2021

Przy okazji pierwszego tomu „Punisher MAX” od Egmontu wspomniałem o pewnej inicjatywie Marvela z roku 1998. „Marvel Knights”, forpoczta imprintu „MAX”, nowa linia wydawnicza, której głównym zadaniem był dryf ku o wiele bardziej poważnym i wymagającym fabułom, przedstawiła wybranych bohaterów Marvela w nieco innym, dojrzalszym wydaniu. Między innymi Punishera – oto przybywają Garth Ennis i Steve Dillon, niesieni falą sukcesu „Kaznodziei”. (...)

więcej »

Prawdziwy Venom, to ten z Eddiem Brockiem!
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

14 X 2021

Po latach zawirowań, symbiont z kosmosu i Eddie Brock znów połączyli się w Venoma. I wszystko jest po staremu. No, prawie… o tym opowiada pierwszy tom serii „Venom”.

więcej »

Extraordinary Moore: Pastisz pełen ambicji
Marcin Knyszyński

13 X 2021

W 1898 roku „Liga Niezwykłych Dżentelmenów” (czyli Mina Murray, Kapitan Nemo, Mr Hyde i Allan Quatermain) wzięła udział w niesamowitych wydarzeniach. Zdradzeni przez jednego ze swoich, pomogli powtrzymać „marsjańską” inwazję i ocalić naszą planetę – Mr Hyde musiał poświęcić swoje życie. Gdy kapitan Nemo odszedł z drużyny w tylko sobie znanym kierunku, Mina i Allan pozostali jedynymi aktywnymi członkami Ligi.

więcej »

Polecamy

Łatwe trudnego początki

Polscy podróżnicy:

Łatwe trudnego początki
— Marcin Osuch

Kumpel Mickiewicza
— Marcin Osuch

Prototyp Zagłoby
— Marcin Osuch

Wspomnienia jak żyła złota
— Marcin Osuch

Być jak Kmicic
— Marcin Osuch

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.