Czar „Relaksu” #28: Bojowe środki trujące i bardzo zmysłowa Węgierka [„Relax #28” - recenzja]Esensja.pl Esensja.pl W ostatnich miesiącach istnienia „Relaksu” nic, poza coraz bardziej nieregularną publikacją magazynu, nie znamionowało zbliżających się wielkich kłopotów, które ostatecznie zakończyły się śmiercią czasopisma. „Tajemnica kipu”, „Kurs na Półwysep Jork”, „Lana w kosmosie” czy nawet „Niezwykłe wakacje” były komiksami prezentującymi bardzo przyzwoity poziom i dającymi duże nadzieje na przyszłość.
Czar „Relaksu” #28: Bojowe środki trujące i bardzo zmysłowa Węgierka [„Relax #28” - recenzja]W ostatnich miesiącach istnienia „Relaksu” nic, poza coraz bardziej nieregularną publikacją magazynu, nie znamionowało zbliżających się wielkich kłopotów, które ostatecznie zakończyły się śmiercią czasopisma. „Tajemnica kipu”, „Kurs na Półwysep Jork”, „Lana w kosmosie” czy nawet „Niezwykłe wakacje” były komiksami prezentującymi bardzo przyzwoity poziom i dającymi duże nadzieje na przyszłość.
Okładka dwudziestego ósmego numeru „Relaksu” prawie niczym nie różniła się od tej, która zdobiła numer poprzedni. „Prawie” robi jednak jakąś różnicę, inne były bowiem oczywiście rysunki ją zdobiące. Tło i logo (z obowiązkową głową Kajka) pozostały oczywiście bez zmian; na główny kadr wybrano natomiast rysunek z „Tajemnicy kipu”, tym razem zaczerpnięty ze współczesnego, czyli rozgrywającego się w XX wieku, epizodu opowieści. W ramkach po lewej znaleźli się Gucek (krępowany przez bandytów), tajemniczy inżynier z nowej serii „Niezwykłe wakacje” oraz wracający po krótkiej absencji słoń Pankracy i żyrafa Klementyna. Nie można też zapomnieć o pamiętnym roku wydania – 1980. Na stronie drugiej w rubryce z listami od czytelników ponownie zamieszczono jedynie informacje o chętnych do kupna, sprzedaży bądź wymiany starych numerów magazynu; żadnych pochwał, nagan oraz mniej lub bardziej fachowych ocen miłośników komiksów na temat swego ulubionego czasopisma. Poniżej Stanisław Koliński w kąciku filatelistycznym kontynuował prezentację znaczków poświęconych najmłodszym. I znów nie zabrakło ciekawostek: na przykład obok… Lenina wśród dzieci zamieszczono reprodukcję marki przedstawiającej młodego więźnia obozu koncentracyjnego w czeskim Terezinie. Przypomniano również kilka znaczków wydanych z okazji ćwierćwiecza Międzynarodowego Funduszu Pomocy Dzieciom przy Organizacji Narodów Zjednoczonych (to jest UNICEF-u), a pochodziły one z Polski, Indii, Algierii, Libanu i Libii. Słowem: pełen przekrój etniczny, kontynentalny i ustrojowy!  kliknij aby powiększyć Na komiks otwierający to wydanie „Relaksu” wybrano trzecią (i jednocześnie przedostatnią) część serii Jerzego Wróblewskiego i pana Chmielewskiego „Ślad wiedzie w przeszłość”, której nadano dość enigmatyczny tytuł „Gra rozpoczęta…”. Co by jednak o nim nie powiedzieć, trzeba przyznać, że krył się za nim chyba najbardziej ekscytujący epizod całej opowieści. Praktycznie każda z pięciu plansz przynosiła wydarzenia mrożące krew w żyłach. Zaczyna się od prac ziemnych prowadzonych przez tajemnicze przedsiębiorstwo budowlane w pobliżu bunkrów z czasów wojny, co stawia na nogi zarówno Maćka, jak i jego przyjaciół harcerzy. Jeszcze ważniejsze jednak dla rozwoju akcji okazuje się zniknięcie pięknej Iwony – pół-Angielki, pół-Polki, której matka, pani Choynacka-Freemantle (dowiadujemy się wreszcie, jak piękna blond lolitka się nazywa), przyjechała do kraju przodków w towarzystwie mocno podejrzanego Niemca Westphala. Maciek, mający wyjątkowo złe przeczucia, postanawia odszukać dziewczynę, a kiedy już mu się to udaje – uwolnić ją i jej matkę z rąk groźnej szajki. Wtedy też klasyczny i nieco schematyczny komiks dla młodzieży zamienia się w najprawdziwszą opowieść akcji. Dość powiedzieć, że nawet padają strzały! Jak na historię stworzoną z myślą o nastoletnich czytelnikach – całkiem nieźle.  kliknij aby powiększyć Nie mniej emocji przyniosła kolejna (piąta z ośmiu) odsłona „Kursu na Półwysep Jork” Janusza Christy zatytułowana „Stalowa skrzynia”. Bandyci, którzy pojmali Gucka i Malaja Buruiego, postanawiają ich teraz przykładnie ukarać. Na dodatek chcą to zrobić na oczach innych tubylców, aby tym przykładem odstraszyć wszystkich od spiskowania. Podwieszają ich więc na linach przerzuconych przez gałąź potężnego drzewa, a pod spodem przymierzają się do rozpalenia ogniska. Przestępców zżera jednak ciekawość, co znajduje się w skrzyni, którą Gucek wydobył z zalanego wodą wulkanicznego krateru, i jeszcze przed wymyślną egzekucją postanawiają zajrzeć do środka. Kiedy grzebią przy pokrętłach na obudowaniu, zaczyna się ulatniać trujący różowy dym – prawdopodobnie gaz bojowy wyprodukowany przez Japończyków w ostatniej fazie wojny. Na szczęście dla pozytywnych bohaterów historii bandyci padają jak muchy, a ich samych chwilę później sprowadzają na ziemię krajanie Buruiego. Uwolnieni, wsiadają do motorówki, którą chcą dotrzeć do wyspy rządzonej przez kacyka Tarataja, gdzie więziona jest doktor Anna. Problem w tym, że gaz okazuje się jedynie paraliżującym, co oznacza, że herszt gangu i jego kompani wkrótce odzyskują przytomność, po czym natychmiast ruszają śladem śmiałych uciekinierów. A to wróży nam masę ekscytacji w kolejnych odcinkach serii. Swoją drogą można było jednak odnieść denerwujące wrażenie, że scenarzysta tym razem jakby uwziął się na Gucka – piętrzy bowiem przed nim tyle przeszkód, że gdyby na miejscu sympatycznego marynarza był James Bond, pewnie machnąłby na wszystko zrezygnowany ręką i wrócił do słotnego, ale za to spokojnego Londynu.  kliknij aby powiększyć Ostatnia (szósta) część „Tajemnicy kipu” Marka Szyszki i pani Dobrzyńskiej rozgrywa się w czasach znacznie nam bliższych niż poprzednie odcinki. Akcja „Dziwnego testamentu” rozpoczyna się w Krakowie krótko po zakończeniu drugiej wojny światowej. Andrzej Benesz, o którym szerzej pisaliśmy przy okazji rozpoczęcia serii (bo przecież jest to postać autentyczna), odwiedza w stolicy Małopolski swoją babcię. Ta pokazuje mu portret przodka, pradziadka Antonia, i wyjaśnia: „Miał takie śmieszne przezwisko. Tupac Amaru”. Przeszukując starą szafę w babcinym mieszkaniu, Andrzej odnajduje zawiniątko adresowane właśnie do niego od dziadka Ernesta. Jest tam list, a w nim wiadomość o rzeczywistym, południowoamerykańskim pochodzeniu Benesza i ukrytych skarbach Inków oraz wskazówka, gdzie należy szukać kolejnych informacji – w krakowskim archiwum. Mężczyzna idzie zatem tym tropem i zgłasza się w placówce, w której otrzymuje teczkę z dokumentami. Nie wie jednak, że archiwista jest w zmowie z tajemniczymi i bezwzględnymi osobnikami. Kim oni są, tego się, niestety, nie dowiadujemy (bo i do dzisiaj nic na temat ich pochodzenia nie wiadomo). Od tej chwili życie Andrzeja znajduje się w permanentnym zagrożeniu, które zwiększa się jeszcze, gdy podczas wizyty na niedzickim zamku, dzięki wskazówkom dziadka Ernesta, odnajduje on kipu… Wieńczy tę opowieść dramatyczne wydarzenie, choć autorka scenariusza dorzuciła jeszcze względnie szczęśliwe zakończenie. Chyba niepotrzebnie, dla całej historii byłoby znacznie lepiej, gdyby nie urywała się na latach 40. ubiegłego wieku, ale doprowadzono ją do śmierci Benesza w lutym 1976 roku. Dlaczego tak nie uczyniono? Być może z przyczyn cenzuralnych (wszak okoliczności zejścia ówczesnego prezesa Stronnictwa Demokratycznego i jednego z wicemarszałków Sejmu wciąż pozostawały nie całkiem wyjaśnione), a może po prostu nie chciano w piśmie dla młodzieży epatować nadmierną przemocą? Nie wyszło to komiksowi na dobre, opowieści zabrakło bowiem mocnej puenty, a na pewno byłby nią wypadek, do którego doszło ponad trzydzieści pięć lat temu w okolicach wielkopolskiego Kutna.  kliknij aby powiększyć Tuż po zamknięciu jednej – dodajmy na marginesie: bardzo udanej (mimo zastrzeżeń do zakończenia) – serii nastąpiło od razu otwarcie nowej. „Niezwykłe wakacje” wyszły spod pióra Andrzeja Sawickiego („ Najdłuższa podróż”) i Zbigniewa Wójcickiego, za stronę plastyczną odpowiadał natomiast już tylko drugi z twórców. O ile jednak „Tajemnica kipu” skierowana była przede wszystkim do czternasto-, piętnastolatków, o tyle „Niezwykłe wakacje” zdecydowanie powstały z myślą o młodszych adeptach komiksu (dziesięcio-, maksymalnie dwunastolatkach). Głównymi bohaterami opowieści są dwaj chłopcy, Jacek i Maciek, którzy w zamian za dobre stopnie na świadectwach dostali zgodę rodziców na samodzielną wakacyjną wyprawę. Czy już samo to założenie nie brzmi fantastycznie? Słowem: taka „podróż za jeden uśmiech”, tyle że za zgodą tatusiów i mamuś. Co nie zmienia faktu, że gdyby dzisiaj do czegoś takiego doszło, beztroscy rodziciele zostaliby zapewne zlinczowani przez media i w ekspresowym tempie pozbawieni przez sąd prawa do wychowywania swoich pociech, a może nawet wylądowaliby na jakiś czas za kratkami. W każdym razie spieszymy uspokoić, że w komiksie nic takiego się nie stało (w tym) i nie stanie (w następnych odcinkach)… Chłopcom sprzyjało bowiem szczęście. Zamiast jakiegoś peerelowskiego Kuby Rozpruwacza czy chociażby tylko, eksportowanego ze Wschodu, Andrieja Czikatiło (zwanego również Rzeźnikiem z Rostowa) spotkali tajemniczego dziadka w berecie i z siwymi sumiastymi wąsami, który okazał się inżynierem-racjonalizatorem Bazylim Malinkiem. Choć chłopcy na początku biorą go za imperialistycznego – bo innych przecież wtedy jeszcze nie było – szpiega, szybko okazuje się, że to człowiek godzien zaufania, na dodatek geniusz, któremu udało się skonstruować wehikuł potrafiący przenosić ludzi nie tylko w czasie, ale i przestrzeni. Tym sposobem trójka bohaterów trafia do odległej Japonii w czasy samurajów. Mimo że komiks powstał z myślą o młodszych czytelnikach (o czym świadczą także „dziecięce” rysunki), z powodzeniem może rozbawić również dorosłych. Na pochwałę zasługuje przede wszystkim dowcip słowny, obecny w dialogach, jakie trójka Polaków toczy z samurajem Mikim Misiurą. Zamykające tę część opowieści stwierdzenie Japończyka: „Pierwszy raz widzę białych Chińczyków” – dosłownie rozkłada na łopatki.  kliknij aby powiększyć Po małej przerwie powróciła na łamy „Relaksu” przeznaczona dla uczniów pierwszych klas szkół podstawowych historyjka Jerzego Ławickiego i pana Orlińskiego „Domicela wzywa pomocy” (druga odsłona otrzymała tytuł „Katastrofa”). Spieszącym na pomoc swojej przyjaciółce słoniowi Pankracemu i żyrafie Klementynie znów staje na przeszkodzie dramatyczne zdarzenie – tym razem z udziałem tramwaju i słoniowej trąby. A Domicela wciąż czeka!… Drugi odcinek węgierskiej (scenariusz Tibor Cs. Horvath oraz rysunki Ernő Zorad) „Lany w kosmosie” dostarcza trochę materiału do przemyśleń. Wybudzona z hibernacji, dowodząca wytrąconym z zaprogramowanego toru lotu statkiem „Erebus” blondwłosa kapitan Lana, wbrew obowiązującym procedurom, wraz z kosmonautą Espritem opuszcza pokład statku, aby przyjrzeć się z bliska tajemniczemu asteroidzie, który niespodziewanie wychynął z kosmicznej pustki. Od momentu gdy stawiają stopy na twardym gruncie, zaczynają dziać się dziwne rzeczy – stateczek, którym przylecieli, to znika, to znów się pojawia, podobnie jak i oni sami – raz stają się niewidoczni dla siebie nawzajem, by po chwili ujrzeć się ponownie. Kto stoi za tymi dziwnymi wydarzeniami, tego się jeszcze oczywiście nie dowiadujemy. Jesteśmy za to na ostatniej stronie mimowolnymi świadkami najbardziej zmysłowej sceny w całej historii „Relaksu”. Spójrzcie na kadr oznaczony cyferką 43, a sami zrozumiecie, w czym rzecz. 
|
W 1987 pojawiła się książka "Siedmiu samurajów i tyluż wspaniałych" pióra Zdzisława Wójcickiego. Było to literackie rozwinięcie „Niezwykłych wakacji”