Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 5 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CCXI

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Askold Akiszyn, Michaił Zasławski
‹Mistrz i Małgorzata›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMistrz i Małgorzata
Scenariusz
Data wydaniapaździernik 2011
RysunkiAskold Akiszyn
Wydawca Timof i cisi wspólnicy
ISBN978-83-61081-62-3
Cena42,00
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Rękopisy nie płoną! Komiksy tym bardziej…
[Askold Akiszyn, Michaił Zasławski „Mistrz i Małgorzata” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Kiedy w drugiej połowie lat 20. ubiegłego wieku Michaił Bułhakow rozpoczął pracę nad powieścią, która ostatecznie, po wielu perturbacjach, przybrała postać „Mistrza i Małgorzaty”, sztuka komiksowa znajdowała się jeszcze w powijakach. Pisarz nie mógł więc nawet przypuszczać, że kilka dekad później młodzi ludzie będą poznawać historię demonicznego Wolanda dzięki takiemu właśnie medium. Czy dobrze się stało? Bezapelacyjnie!

Sebastian Chosiński

Rękopisy nie płoną! Komiksy tym bardziej…
[Askold Akiszyn, Michaił Zasławski „Mistrz i Małgorzata” - recenzja]

Kiedy w drugiej połowie lat 20. ubiegłego wieku Michaił Bułhakow rozpoczął pracę nad powieścią, która ostatecznie, po wielu perturbacjach, przybrała postać „Mistrza i Małgorzaty”, sztuka komiksowa znajdowała się jeszcze w powijakach. Pisarz nie mógł więc nawet przypuszczać, że kilka dekad później młodzi ludzie będą poznawać historię demonicznego Wolanda dzięki takiemu właśnie medium. Czy dobrze się stało? Bezapelacyjnie!

Askold Akiszyn, Michaił Zasławski
‹Mistrz i Małgorzata›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMistrz i Małgorzata
Scenariusz
Data wydaniapaździernik 2011
RysunkiAskold Akiszyn
Wydawca Timof i cisi wspólnicy
ISBN978-83-61081-62-3
Cena42,00
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
„Mistrz i Małgorzata” to tekst, który obrósł legendą. Nie bez powodu, skoro powstawał przez dwanaście lat (między 1928 a 1940 rokiem) w skrajnie trudnych, zwłaszcza z przyczyn politycznych, warunkach. Nie było możliwości, aby powieść ukazała się drukiem za życia autora – między innymi z tego powodu, że Michaił Afanasjewicz Bułhakow nanosił poprawki praktycznie do ostatniego dnia życia. Ale nawet gdyby nie zmarł przedwcześnie w marcu 1940 roku, niewielkie były szanse na to, by książka ujrzała światło dzienne w stalinowskim Związku Radzieckim. Co potwierdza fakt, iż jej pierwsze wydanie w ojczyźnie pisarza (w miesięczniku „Moskwa”) pojawiło się z inicjatywy Abrama Wulisa dopiero ponad ćwierć wieku po śmierci twórcy (co ciekawe, wstęp napisał Konstantin Simonow, prozaik, poeta i dramaturg odległy od dokonań Michaiła Afanasjewicza o lata świetlne). Przyczyna była oczywista – obraz Kraju Rad, jaki przedstawił w swoim dziele Bułhakow, nie odpowiadał ani propagandzie czasów Józefa Stalina, ani nawet epoce Nikity Chruszczowa. Dopiero za „panowania” Leonida Breżeniewa powieść trafiła pod strzechy (w 1973 roku miało miejsce jej wydanie książkowe) i zawładnęła świadomością elity intelektualnej Rosji. Doczekała się nawet adaptacji filmowych i komiksowej, ale to dopiero po upadku Kraju Rad – vide kinowy obraz Jurija Kary (1994) i serial telewizyjny Władimira Bortko (2005) oraz studwudziestronicowa opowieść rysunkowa autorstwa Askolda Akiszyna i Miszy (Michaiła) Zasławskiego.
Komiks rosyjski jest na polskim rynku praktycznie nieobecny. Co dziwi ogromnie, biorąc pod uwagę, jaką popularnością wciąż cieszą się w naszym kraju literatura i kinematografia dawnego wschodniego sąsiada… O autorach rysunkowej wersji „Mistrza i Małgorzaty” nie wiemy więc praktycznie nic. Dlatego też warto ich pokrótce przedstawić. Akiszyn urodził się w Moskwie w 1965 roku w rodzinie znanego malarza. Od dziecka nasiąkał zatem artystyczną atmosferą. Komiksem zainteresował się w szkole podstawowej dzięki nauczycielce języka francuskiego, która pewnego dnia przyniosła na lekcję kilka numerów magazynu „Pif”. Po zdaniu egzaminu dojrzałości Askold podjął naukę w szkole plastycznej, ale jako autor historyjek rysunkowych zadebiutował – co prawda, na razie tylko tworząc do szuflady – podczas służby wojskowej. Miał wtedy dwadzieścia lat i zajmował się głównie robieniem gazetki ściennej i malowaniem plakatów dla jednostki, w której służył. Dysponował też jednak oddzielnym pokojem do pracy i tam przez nikogo nie nagabywany narysował opowieść zatytułowaną „60 bojowników” – o młodych żołnierzach, którzy urwali się ze służby, by skoczyć do baru na piwo. A potem opuścił koszary i nie bardzo wiedział, co ze sobą począć. Pomógł mu w takiej sytuacji, jak to często bywa, przypadek. W 1988 roku w gazecie „Wieczorna Moskwa” rodzice Akiszyna znaleźli ogłoszenie – wydawnictwo poszukiwało artystów, którzy chcieliby działać w studiu komiksowym KOM. Nie zastanawiał się długo i wkrótce został członkiem tej nieformalnej grupy, w której poznał między innymi zajmującego się pisaniem scenariuszy, również pochodzącego z Moskwy, Michaiła Zasławskiego.
Zaczął Akiszyn od tworzenia karykatur i pasków komiksowych dla „Wieczornej Moskwy”. Sielanka nie trwała jednak długo. Na początku lat 90. studio KOM rozpadło się – czasy nie sprzyjały realizacji marzeń, artyści musieli skupić się bowiem przede wszystkim na zarabianiu pieniędzy, niektórzy pozakładali rodziny, na świat przyszły dzieci. Askold związał się z wydawnictwami książkowymi, dla których projektował okładki. I wtedy wydarzyła się rzecz zaskakująca. Właściciel firmy „Teatr” zwrócił się do niego z propozycją narysowania komiksu na podstawie powieści Bułhakowa. Fragment scenariusza, który trafił na biurko plastyka, starczył jedynie na pięć plansz, dlatego też Akiszyn zaproponował, aby resztę dopisał jego stary znajomy, czyli Zasławski. W ciągu dwóch lat (1992-1993) praca była gotowa, ale wtedy pojawiły się pierwsze problemy – związane głównie z nierozwiązanymi kwestiami dotyczącymi praw autorskich do „Mistrza i Małgorzaty”. Jakby tego było mało, mniej więcej w tym samym czasie wydawnictwo, które komiks zamówiło, zapadło się pod ziemię. Autorzy przez dziesięć lat starali się rozwiązać tę zagadkę, aż wreszcie zrezygnowali. Wydawało się, że ich projekt na zawsze zniknie w zakamarkach szuflady. I pewnie tak właśnie by się stało, gdyby nie Francuzi z Actes Sud, którzy załatwili wszystkie kwestie prawne i opublikowali dzieło Miszy i Askolda w 2005 roku. Akiszyn był już wtedy uznanym rysownikiem w Rosji, a wkrótce zyskał też rozgłos na Zachodzie. Włosi poznali go z wojennego komiksu „Proryw” (który narysował w 1989), a Anglicy – z historii opublikowanych przed pięcioma laty w antologiach „The Mammoth Book of Zombie Comics” oraz „The Mammoth Book of Best War Comics” (do której trafił opowiadający o wojnie radziecko-fińskiej „Śnieg”). Poza tym Akiszyn ma też na koncie między innymi horror „Pieczara” (według opowiadania Ronalda Chetwynda-Hayesa), fantastyczno-naukowy „Mars 2146” (inspirowany prozą Raya Bradbury’ego) oraz „Kronikę wydarzeń wojennych” (która jest adaptacją powieści Ericha Marii Remarque’a „Na Zachodzie bez zmian”); obecnie natomiast pracuje – a może zdążył już zakończyć – nad „Zewem Chtulhu” według H. P. Lovecrafta.
Jak wynika z biografii autorów komiksu, „Mistrz i Małgorzata” jest ich wczesną pracą – i to w dużej mierze pozwala zrozumieć, skąd wzięły się pewne niedostatki graficzne i scenariuszowe. Inna sprawa, że Akiszyn i Zasławski zamachnęli się motyką na słońce. Z racji swej wielopłaszczyznowej konstrukcji powieść Bułhakowa jest bowiem niezwykle trudno przetłumaczalna na inne „języki” artystyczne, o czym przekonali się już niejednokrotnie twórcy realizacji teatralnych i filmowych. Nie da się przecież historii Wolanda i jego świty przenieść literalnie; potrzebne są skróty, uproszczenia, a te – czego można być pewnym – zawsze zostaną wytknięte przez wielbicieli „krojonego” pisarza czy dzieła. Z pary artystów przed trudniejszym zadaniem stanął więc Misza, który z obszernego tekstu Michaiła Afanasjewicza musiał wypreparować kilka najistotniejszych i najbardziej charakterystycznych wątków, a potem zgrabnie je połączyć w taki sposób, aby wszystko było zrozumiałe – także dla tych, którzy nigdy wcześniej nie mieli powieści w ręku (tak! są na pewno i tacy). Czy mu się to udało? Owszem. Chociaż w kilku miejscach zwyczajnie zabrakło szwów, które pozwoliłyby się rozeznać w całej historii mniej zorientowanym w zawiłościach tekstu Bułhakowa.
W „Prologu” poznajemy dwóch literatów – prezesa organizacji MASSOLIT Michała (tak chce tłumacz) Berlioza oraz poetę Iwana Bezdomnego – którzy siedzą na ławeczce na skwerze Patriarsze Prudy i omawiają poemat tego ostatniego. Po chwili przysiada się do nich, zaintrygowany dyskusją o istnieniu bądź nieistnieniu Boga, wyglądający jak cudzoziemiec „profesor” Woland, specjalista od czarnej magii, który przybył do Moskwy na „konsultacje”. To zdarzenie wywołuje efekt domina, który prostą drogą prowadzi do… pożaru sowieckiej stolicy w zakończeniu dzieła. A co jest pomiędzy? Oj, dzieje się dużo, bardzo dużo. Woland ze swoją świtą – w której znajdują się między innymi czarny kot Behemot, demon Azazello, wiedźma Hella oraz przybierający ludzką postać Fagot vel Korowjew – wprowadzają bowiem potworne zamieszanie, przy okazji niejako wyciągając na wierzch absurdy radzieckiej rzeczywistości potwornych lat 30. XX wieku. Podobnie jak powieść, komiks także nasycony jest symboliką. Dzisiaj niektóre z tych metafor mogą wydać nam się już nieco zgrane, ale nie zapominajmy, że Bułhakow pisał „Mistrza i Małgorzatę” osiemdziesiąt lat temu. Z kim więc powinien kojarzyć nam się Woland, będący de facto Szatanem, który podpala miasto? Jaką posługuje się siłą, aby zahipnotyzować moskwian podczas przedstawienia w Teatrze Varietés? Dlaczego kolejni pisarze – jak Iwan Bezdomny czy Mistrz (autor powieści o Jeszui i Poncjuszu Piłacie) – trafiają do szpitala psychiatrycznego? Wszystkie te pytania można tak naprawdę zastąpić jednym: Czym jest/była Rosja tamtych czasów?
Bułhakow zawarł w swojej książce, a Akiszyn i Zasławski zrobili wiele, aby to podkreślić, totalną krytykę epoki, w której przyszło mu żyć. Nawet powieść w powieści – a więc fragmenty rozgrywające się w Jerozolimie (w komiksie wypełniają one przede wszystkim rozdział zatytułowany „Piłat”) – opowiada tak naprawdę w zakamuflowany sposób o Związku Radzieckim. Inna sprawa, że dominujący w tej części wątek zdrady i zbawienia (czy też inaczej: zbrodni i kary) jest na tyle uniwersalny i szeroki, iż można go interpretować na wiele sposobów. Komiks nie jest też pozbawiony elementów humorystycznych, z tą różnicą, że autorzy śmieją się przez łzy. Owszem, może rozbawić przerażenie Berlioza, który widząc osobę uznaną przez siebie za cudzoziemca (czyli Wolanda), spieszy do telefonu, aby zawiadomić o tym odpowiednie służby. Albo scena, w której prezes spółdzielni domu przy ulicy Sadowej 302-bis Nikanor Bosy zostaje aresztowany za nielegalne posiadanie waluty. Nawet wniosek mówiący o tym, że w Moskwie na jakiś czas zagościła banda brzuchomówców, władających na dodatek sztuką hipnozy – bawi, bez dwóch zdań, ale jednocześnie ogromnie przeraża. Z przeróżnych scen, wtrąconych mimochodem sugestii, ale i całej masy niedopowiedzeń wyłania się koszmarny obraz świata poddanego totalnej inwigilacji, zamieszkanego przez ludzi poddanych praniu mózgów, ubezwłasnowolnionych, którym odrobinę wolności ofiarowuje… Szatan. Do dziś wizja ta sprawia, że ciarki, że ciarki przebiegają po plecach.
Askold Akiszyn przyznaje, że nie lubi w komiksie kolorów. Spośród licznych jego prac zaledwie dwie – wspomniana już „Pieczara” oraz „Pionierska prawda. Horror” – są kolorowe. Nie było więc przypadkiem to, że „Mistrz i Małgorzata” narysowany został w czerni i bieli, co zresztą idealnie współgra z demonicznym wydźwiękiem historii i podkreśla beznadzieję życia bohaterów. Chociaż bywają momenty, gdy z powodu nagromadzenia szczegółów, zwłaszcza w tle, rysunki stają się mniej czytelne, a bohaterowie trudno rozpoznawalni (przede wszystkim w czasie balu zorganizowanego przez Wolanda). Warto jednak wtedy wytężyć wzrok i „rozebrać” sobie plansze na czynniki pierwsze. Część jerozolimską opowieści, nawiązującą do kaźni Jezusa Chrystusa, Akiszyn narysował jeszcze inaczej, kreśląc kadry długimi pociągnięciami piórka. Osiągnął w ten sposób niesamowity efekt – nierealności i mroczności zarazem, jak z koszmarnego snu. Bo czyż nie takie właśnie było wtedy życie w Związku Radzieckim?
koniec
30 stycznia 2012

Komentarze

30 I 2012   18:48:53

"oraz przybierający ludzką postać Fagot vel Korowjew" - eee?

30 I 2012   20:43:25

W oryginale jest Коровьев, nie Коровьёв, i to nie kwestia niezapisanego ё, bo wymawia się przez "je", patrz np. tutaj: http://www.youtube.com/watch?v=n5DK5KgAdus Przeto "Korowjew" to prawidłowa transkrypcja, w przeciwieństwie do tej u nas utartej. Ale nie wiem, jak jest w komiksie.

31 I 2012   17:09:38

Moja wątpliwość dotyczyła raczej kwestii, kto przybierał ludzką postać, a kto miał ją zdefiniowaną na stałe :)

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Zniknięcia, powroty, problemy
Agata Włodarczyk

5 XII 2021

Rita Odraza nie bierze jeńców – z pomocą Czarnego Smoka pozbawiła tytułowych superbohaterów dostępu do sieci morficznej, odebrała im zordy, pozbyła się Zielonego i Niebieskiego Rangera. Korzystający już tylko z zielonej mocy, przerzedzeni, pozbawieni wsparcia Alfy i Zordona Rangersi stanowią łatwy łup. Suma summarum – zwycięstwo Odrazy wydaje się być blisko.

więcej »

Przygoda, humor i oldschool
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

4 XII 2021

To już trzeci tomik przygód Zagora, cowboya z baśniowego Dzikiego Zachodu. Sięgając po „Tajemniczą śmierć”, należy wziąć poprawkę na miejsce i czas powstania komiksu. Być może jeszcze bardziej, niż ostatnio.

więcej »

Extraordinary Moore: Bezlitosna fantazja
Marcin Knyszyński

3 XII 2021

Kończymy dziś przygodę z „Ligą niezwykłych dżentelmenów” Alana Moore’a. Ostatni tom cyklu nosi znamienny tytuł – słowo „Burza” dobrze odzwierciedla to, co dzieje się w komiksie i umysłach czytelników. Przed nami rzecz, której niezwykle trudno wystawić jednoznaczną ocenę.

więcej »

Polecamy

Łatwe trudnego początki

Polscy podróżnicy:

Łatwe trudnego początki
— Marcin Osuch

Kumpel Mickiewicza
— Marcin Osuch

Prototyp Zagłoby
— Marcin Osuch

Wspomnienia jak żyła złota
— Marcin Osuch

Być jak Kmicic
— Marcin Osuch

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja czyta dymki: Grudzień 2011
— Esensja

Tegoż autora

Poobiednie lenistwo
— Sebastian Chosiński

Śpij, kochanie, po słonecznej stronie ulicy
— Sebastian Chosiński

Ballady i impro-romanse
— Sebastian Chosiński

Puma skacząca do gardeł wampirów
— Sebastian Chosiński

Mroczna zatoka
— Sebastian Chosiński

Zdradzona i porzucona
— Sebastian Chosiński

Znaki na niebie i ziemi
— Sebastian Chosiński

Noir w kolorze… żółtym
— Sebastian Chosiński

Miłość w cieniu katastrofy
— Sebastian Chosiński

Na Dzikim Zachodzie i w kraju Łokietka
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.