Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 23 lutego 2018
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CLXXIII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Historia w obrazkach: Awanturnik spod jasnej gwiazdy

Esensja.pl
Esensja.pl
Drugi wydany w Polsce tom przygód marynarza Corto Maltese – „Ballada o słonym morzu” – jest oryginalnie pierwszym albumem cyklu, powstałym niemal czterdzieści lat temu. Widać w nim jeszcze pewne niedoskonałości kreski Hugo Pratta, nieco rozwleczony może się też wydawać scenariusz. Nie zmienia to faktu, że „Ballada…” jest doskonałą zapowiedzią geniuszu włoskiego twórcy i dziś jeszcze może fascynować miłośników epickich opowieści.

Hugo Pratt
‹Corto Maltese: Ballada o słonym morzu›

Corto Maltese: Ballada o słonym morzu
EKSTRAKT:100%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułCorto Maltese: Ballada o słonym morzu
Tytuł oryginalnyLa ballade de la mer salée
Scenariusz
Data wydaniaczerwiec 2004
RysunkiHugo Pratt
PrzekładMonika Gurgul
Wydawca POST
CyklCorto Maltese
ISBN-1083-919142-2-4
Format225×295
Cena34,90
Gatunekprzygodowy
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl: 32,00 zł
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Corto Maltese – jedna z najważniejszych postaci w historii włoskiego komiksu – to marynarz-awanturnik, który narodził się lat temu prawie czterdzieści w głowie scenarzysty i rysownika Hugo Pratta. Zafascynowany dziewiętnastowiecznymi powieściami awanturniczo-przygodowymi spod znaku Juliusza Verne’a, Waltera Scotta, czy też Aleksandra Dumas, postanowił stworzyć bohatera nawiązującego do postaci znanych z powieści mistrzów. Dorzucił do tego zainteresowanie egzotyką – nade wszystko krajami Ameryki Łacińskiej, czy też Dalekiego Wschodu – które swój największy rozkwit przeżywało w okresie międzywojennym (także w polskiej literaturze ślad ten jest wyjątkowo wyrazisty, począwszy od Kornela Makuszyńskiego, poprzez Antoniego Ferdynanda Ossendowskiego, aż po brazylijskie reportaże Zbigniewa Uniłowskiego) – i dzięki temu znalazł znakomite tło dla przygód obdarzonego niezwykłym hartem ducha wenecjanina.
Akcja komiksów Pratta rozgrywa się w tamtym okresie, na przełomie drugiej i trzeciej dekady XX wieku: „Corto Maltese na Syberii” to przecież okres wojny domowej w porewolucyjnej Rosji, z kolei – chronologicznie wcześniejsza – „Ballada…” obejmuje kilka miesięcy lat 1913-1914. Wcale nie tak odległe są też miejsca akcji: z jednej strony, w „Balladzie…”, są to niewielkie wysepki Oceanu Spokojnego (na północny wschód od Australii), z drugiej – rosyjski i mongolski Daleki Wschód. Coś więc wyjątkowo ciągnie Corto w te zakątki globu…
Trochę źle się jednak stało, iż w pierwszej kolejności wydawca zaoferował nam szósty tom przygód Corto Maltese, a dopiero kilka tygodni później album, który całą serię rozpoczął (wcześniejszy aż o siedem lat). Biorąc pod uwagę, iż sam cykl, jak również postać głównego bohatera, znacznie ewoluowały, iż w dalszych tomach pojawiały się postaci przewijające się już wcześniej, to naruszenie chronologii może wprowadzić odrobinę zamętu w głowach czytelników. Przydałoby się więc, o ile Post zechce wydawać kolejne albumy, zachować już teraz oryginalną kolejność. Jest to ważne chociażby dla dokładnego śledzenia ewolucji stylu graficznego Pratta: od miejscami trochę nieporadnych rysunków w „Balladzie…”, aż do perfekcji „Syberii”, gdzie autor nie wahał się przed zatrudnieniem pomocników do rysowania pojazdów opancerzonych.
Akcja powieści zaczyna się według przepisu Alfreda Hitchcocka: od trzęsienia ziemi. Jest 1 listopada 1913 roku. Po wielkiej burzy i sztormie, które wstrząsnęły Oceanem Spokojnym, statek dowodzony przez kapitana Rasputina (niezwykle barwna postać, która powracać będzie jeszcze na kartach kolejnych albumów cyklu), znajduje szalupę z dwójką rozbitków: młodą dziewczyną Pandorą Groosvenor i jej bratem Kainem, którzy ocaleli z katastrofy statku „Dziewczyna z Amsterdamu”. Młodzi wdzięczni są za uratowanie życia, ale bardzo szybko okazuje się, że wpadli z deszczu pod rynnę. Trudno prorokować, jakie byłyby ich dalsze losy, gdyby nie kolejne wydarzenie, które ma miejsce tego samego dnia, kilka godzin później. Statek Rasputina napotyka tratwę, do której przywiązany jest linami samotny marynarz. W ten sposób poznajemy Corto Maltese, którego tak nieludzko potraktowała zbuntowana załoga. Okazuje się, że Corto doskonale zna Rasputina. Stosunki między tą dwójką są niezwykle skomplikowane, co często prowadzi do nieoczekiwanych zwrotów akcji i jest całkiem niezłym motorem napędowym akcji.
Rasputin i po trochu również sam Corto są piratami. Napadają na statki kursujące w tych rejonach Pacyfiku, grabią przewożone przez nie towary i odsprzedają stałym kontrahentom – Niemcom, co w przededniu wybuchu I wojny światowej ma dodatkowe znaczenie i także pozostaje nie bez znaczenia dla dalszego przebiegu wydarzeń. Nie robią tego jednak na własny rachunek. Za ich działaniami stoi tajemniczy Mnich, który zbudował swoje imperium – na wzór hiszpańskich konkwistadorów – na zapomnianej przez ludzi wysepce Escondida. Rządzi tam jak udzielny książę, czczony przez miejscowych Maorysów niemal jak pół-człowiek, pół-bóg. Mnich nikomu nie pokazuje swojej twarzy, chodzi przez cały czas w habicie i zakrywa głowę kapturem (stąd tytuł, jakim jest obdarzany przez swoich współpracowników), jakby skrywał jakąś straszną tajemnicę. Losy Mnicha, Corto Maltese, Rasputina, a nawet Pandory i Kaina są ze sobą sprzęgnięte – jak w każdej dziewiętnastowiecznej epickiej powieści Hugo Pratt na zakończenie na szczęście rozwikła (niemal) wszystkie wątki.
Największym atutem „Ballady…” jest wielowarstwowa fabuła. Akcja toczy się miejscami dość leniwie, to znów nabiera niespodziewanego rozpędu. Bohaterowie z krwi i kości, których można i kochać (Corto), i nienawidzić (Rasputin), jak również tacy, którzy wzbudzają mieszane uczucia (Mnich) – nie pozwalają oderwać się od tej historii. Czytelnik szybko daje się porwać bezkresnej jak Ocean Spokojny wyobraźni autora i płynie wraz z nim nieprzerwanie aż do samego końca. Poza głównymi bohaterami, wyśmienicie nakreślone zostały jednak również postaci drugoplanowe: Maorys Tarao, walczący o niepodległość swojego ludu, służący Mnichowi Cranio, który potrafi sprzeciwić się swemu panu, gdy ten nie cofa się przed postępowaniem moralnie dwuznacznym, w końcu – najbardziej tragiczna i tym samym wzbudzająca chyba najwięcej (prócz Corto) sympatii postać niemieckiego porucznika Sluettera.
Prattowi udaje się doskonale unikać mielizn stereotypów i fabularnych klisz. U niego Niemcy wcale nie muszą być skończonymi łajdakami, a Anglicy jedynie wytwornymi dżentelmenami. Każdy z bohaterów ma swój bagaż doświadczeń, który go ukształtował i wpłynął na jego postępowanie i podejmowane przezeń decyzje. Choć to historia stricte przygodowa, nie sposób nie dostrzec wiarygodności psychologicznej poszczególnych postaci. Jedyne, co odrobinę psuje radość lektury, to takie pokierowanie akcją, iż trochę zbyt szybko czytelnik odkrywa tajemnicę Mnicha, a raczej – zaczyna się domyślać jej rozwiązania.
Podjęty przez autora temat i – nade wszystko – rozmach, z jakim go potraktował, czynią z tego albumu dzieło wyjątkowe. Nie wahałbym się przed określeniem „Ballady…” mianem „powieści graficznej”, albo – dla purystów – „komiksu epickiego”. Nosi ona bowiem wszelkie znamiona klasycznej powieści awanturniczo-przygodowej, z tą różnicą, że przedstawionej przy pomocy rysunków i dialogów w „dymkach”. Czarno-białe rysunki są natomiast doskonałym dopełnieniem opowiedzianej przez Pratta historii. Bywają ascetyczne, kiedy wymaga tego fabuła, jakby autor nie chciał zawracać czytelnikowi głowy szczegółami, odrywając go od nabierającej przyspieszenia akcji. Kiedy zaś akcja zwalnia, Pratt z upodobaniem dopieszcza każdy kadr, nie zapominając np. o dokładnym odzwierciedleniu okładki książki, którą czyta Rasputin, czy też baretkach na mundurze i monoklu w oku dowódcy niemieckiego statku, kapitana Gallanda. Widać rękę prawdziwego mistrza. Nie dziwi zatem fakt, że we wstępie do „Ballady…” hołd oddał Prattowi inny wielki Włoch – Umberto Eco. Pomimo drobnych niedoskonałości, album otwierający cykl o Corto Maltese to dzieło wybitne. Nawet po czterdziestu latach.
koniec
30 lipca 2004
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Nie jestem bohaterem
Marcin Osuch

23 II 2018

Komiks z afrykańskimi przygodami Corto uważałem za najlepszy z dotychczas wydanych w Polsce. Po ponownej lekturze podtrzymuję tę opinię.

więcej »

Pieniądze to nie wszystko
Albert Walczak

22 II 2018

Komiksy o Kaczorze Donaldzie, jak i innych disneyowskich bohaterach postrzegane są głównie jako proste opowieści rysowane z myślą o najmłodszych czytelnikach. Istnieje jednak komiks z kaczką w roli głównej, który potrafi zadowolić nawet najbardziej wymagających fanów historyjek obrazkowych. To oczywiście wyróżnione w 1995 r. prestiżową Nagrodą Willa Eisnera „Życie i czasy Sknerusa McKwacza” Dona Rosy.

więcej »

Zera i jedynki
Marcin Osuch

21 II 2018

W oryginale seria „The Manga Guide” obejmuje już kilkadziesiąt albumów z różnych dziedzin szeroko rozumianej nauki i techniki. W Polsce po tomie „Wszechświat” przyszła kolej na „Mikroprocesory” wydane nakładem PWN.

więcej »

Polecamy

Koniec nieskończoności

Marvel:

Koniec nieskończoności
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Nieskończoność megalomanii
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ostatnie łowy doktora Octopusa
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Przeczytać Panterę i zapomnieć
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pokręcony komiks
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Warlock raz jeszcze
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Człowiek pociągający za sznurki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pogromca – moja miłość
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Mroczna strona Marvela
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

I ty możesz zostać arachnoidem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Inne recenzje

Między wyspami
— Marcin Osuch

Z tego cyklu

W człowieku najgorszy jest… człowiek
— Sebastian Chosiński

Bohater każdych czasów
— Sebastian Chosiński

Nie każdy koneser jest godny zaufania
— Sebastian Chosiński

Miejsce, gdzie wojna jest jak chleb powszedni
— Sebastian Chosiński

Ręka w rękę z „czerwonymi”
— Sebastian Chosiński

Antek wylądował!
— Sebastian Chosiński

Montgomery, Maczek i… Antek Srebrny
— Sebastian Chosiński

Stracone złudzenia Rzymu
— Sebastian Chosiński

Ostatni „wyklęty”
— Sebastian Chosiński

„Muszkieter” numer 37
— Sebastian Chosiński

Tegoż twórcy

Nie jestem bohaterem
— Marcin Osuch

Ludzka twarz wojny
— Marcin Osuch

Marynarz i Indianie
— Marcin Osuch

Corto nieuporządkowany
— Marcin Osuch

Między wyspami
— Marcin Osuch

Esensja czyta dymki: Maj 2011
— Esensja

Esensja czyta dymki: Lato 2009
— Jakub Gałka, Marcin Osuch, Mateusz Osuch, Konrad Wągrowski

W pogoni za obojczykiem
— Paweł Sasko

Corto Maltese i magia Afryki
— Marcin Osuch

Tegoż autora

Obyś (nie) żył w takich czasach!
— Sebastian Chosiński

W szponach geparda, łapach goryla i paszczy krokodyla
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Ziemia – planeta wybitnych muzyków
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Prostaczek naszych czasów
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Świat cały w lustrze
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Fragmentaryczność na dwa (kontra)basy
— Sebastian Chosiński

Zdrada czai się pod wodą
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Tam i z powrotem, czyli najpierw na Bali, potem do Sztokholmu
— Sebastian Chosiński

Wróblewski był pierwszy!
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Chrześcijański fundamentalizm vs. agnostycyzm
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.