Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 9 lipca 2020
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CXCVII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Jerzy Wróblewski
‹Z archiwum Jerzego Wróblewskiego #1: James Hart / Nie z tej ziemi›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZ archiwum Jerzego Wróblewskiego #1: James Hart / Nie z tej ziemi
Scenariusz
Data wydaniapaździernik 2013
RysunkiJerzy Wróblewski
CyklZ archiwum Jerzego Wróblewskiego
ISBN978-83-61596-33-2
Cena24,90
Gatunekhumor / satyra
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Z Londynu na Balif
[Jerzy Wróblewski „Z archiwum Jerzego Wróblewskiego #1: James Hart / Nie z tej ziemi” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Choć żył stosunkowo krótko, pozostawił po sobie ogromny dorobek. Składa się nań nie tylko ponad sześćdziesiąt oddzielnych albumów, ale również dziesiątki historii drukowanych w czasopismach i antologiach. Do tego doliczyć należy również zapomniane już opowieści publikowane do 1978 roku w bydgoskiej popołudniówce „Dziennik Wieczorny”. Ongrys będzie je przypominać w kolejnych tomach „Z archiwum Jerzego Wróblewskiego”

Sebastian Chosiński

Z Londynu na Balif
[Jerzy Wróblewski „Z archiwum Jerzego Wróblewskiego #1: James Hart / Nie z tej ziemi” - recenzja]

Choć żył stosunkowo krótko, pozostawił po sobie ogromny dorobek. Składa się nań nie tylko ponad sześćdziesiąt oddzielnych albumów, ale również dziesiątki historii drukowanych w czasopismach i antologiach. Do tego doliczyć należy również zapomniane już opowieści publikowane do 1978 roku w bydgoskiej popołudniówce „Dziennik Wieczorny”. Ongrys będzie je przypominać w kolejnych tomach „Z archiwum Jerzego Wróblewskiego”

Jerzy Wróblewski
‹Z archiwum Jerzego Wróblewskiego #1: James Hart / Nie z tej ziemi›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZ archiwum Jerzego Wróblewskiego #1: James Hart / Nie z tej ziemi
Scenariusz
Data wydaniapaździernik 2013
RysunkiJerzy Wróblewski
CyklZ archiwum Jerzego Wróblewskiego
ISBN978-83-61596-33-2
Cena24,90
Gatunekhumor / satyra
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
W latach 70. i 80. ubiegłego wieku był – obok Grzegorza Rosińskiego, Henryka Jerzego Chmielewskiego czy Janusza Christy – jednym z najpopularniejszych (a na pewno najpłodniejszym) autorów komiksów w Polsce. Uchodził za rysownika, który jest w stanie zmierzyć się – i wyjść z tego „pojedynku” zwycięsko – z każdym tematem; dlatego ma w swoim bogatym dorobku zarówno opowieści historyczne i kryminalne, wojenne i sensacyjne, jak i – chyba najbardziej przez siebie lubiane – westerny i fantastycznonaukowe. Urodził się w Inowrocławiu w 1941 roku, ale zawodowo przez długie lata związany był z Bydgoszczą. Tam uczęszczał do Liceum Plastycznego, z którego, jak mówi jedna z wersji wydarzeń, pewnego jesiennego dnia wyciągnął go – i to niemal dosłownie, ponieważ szkoły już nie ukończył – redaktor tworzonej właśnie popołudniówki „Dziennik Wieczorny”, który poszukiwał zdolnego rysownika. Pierwszy numer gazety ukazał się z datą 1 stycznia 1959 roku; Jerzy Wróblewski systematycznie publikował w niej przez kolejnych dziewiętnaście lat. Gdy zaczynał tę współpracę, był nikomu nieznanym nastolatkiem z prowincjonalnego miasteczka na Kujawach, gdy kończył – miał na rodzinnym rynku status gwiazdy komiksowej (przede wszystkim dzięki „Kapitanowi Żbikowi” i historyjkom drukowanym w „Relaksie”).
W ciągu prawie dwudziestoletniej współpracy z „Dziennikiem Wieczornym” – jak zaznacza Maciej Jasiński, autor posłowia do pierwszego tomu „Z archiwum Jerzego Wróblewskiego” – rysownik (i bardzo często też scenarzysta) stworzył około siedemdziesięciu opowieści, które łącznie liczyły ponad… cztery tysiące odcinków. Zdecydowana większość z nich popadła w niemal całkowite zapomnienie; pamiętali o nich jedynie najzagorzalsi fani, którzy nierzadko kupowali przed laty „Dziennik” tylko po to, aby wyciąć i dołączyć do kolekcji kolejny „pasek” autorstwa Wróblewskiego. Tym większa chwała należy się pomysłodawcom ocalenia tych historyjek, jak również władzom Bydgoszczy, które zdecydowały się cały projekt wspomóc finansowo. A zaznaczmy, że jest – i będzie (oby jak najdłużej) – to przedsięwzięcie bardzo czasochłonne i wymagające wielkiego nakładu pracy. Bo jeśli nawet roczniki gazety dostępne są w archiwach bibliotecznych bądź zbiorach prywatnych, to sporym wyzwaniem jest nade wszystko rekonstrukcja komputerowa kiepskiej przecież jakości „pasków” (o czym wcześniej przekonali się chociażby redaktorzy albumów zawierających gazetowe przygody Tytusa, Romka i A’Tomka).
Z komiksami drukowanymi w codziennych gazetach było podobnie jak z powieściami w odcinkach, które często pisane były z dnia na dzień. Rzadko więc trafiały się w pełni przemyślane, rozbudowane, wielowątkowe historie, znacznie częściej – krótkie, niekiedy nawet dość banalne opowiastki opierające się na jednym, maksymalnie ogrywanym motywie. Zaznaczmy od razu: nic w tym złego. Trzeba jednak o tym pamiętać, aby oceniając podobne dziełko, stosować nieco inną miarę. Na tom pierwszy „Archiwum” składają się dwa krótkie komiksy: sensacyjny „James Hart” oraz fantastycznonaukowe „Nie z tej ziemi”. Pierwszy z nich, złożony z dwudziestu dwóch pasków, ukazywał się na łamach „Dziennika” przez nieco ponad miesiąc (we wrześniu i październiku 1971 roku). Tytułowy bohater to światowej sławy brytyjski detektyw (notabene w kilku ujęciach przypominający aparycją kapitana Żbika), który staje na drodze szajce złodziei kierowanej przez sprytną, bezwzględną, ale i piękną ciemnowłosą Julię Corman. Panna Corman – w komiksie nie ma bowiem mowy o tym, aby miała ona męża – przygotowując kolejny „skok”, postanawia wcześniej unieszkodliwić jedynego, jej zdaniem, człowieka, który mógłby pokrzyżować plany przestępców. To z kolei niesie ze sobą znacznie dalej idące konsekwencje, a w wydarzenia wplątana zostaje nawet pewna gwiazda filmowa zza Oceanu. Scenariusz nie należy może do najbardziej odkrywczych, ale zdradza, że Wróblewski musiał być na bieżąco z tendencjami panującymi w ówczesnym zachodnim kinie akcji. Nie brakuje w tej historyjce ani bijatyk, ani pościgów samochodowych (i nie tylko), ani strzelaniny; jest też zaakcentowany w finale wątek miłosny. Czegóż można chcieć więcej?
„Nie z tej ziemi”, liczące w sumie trzydzieści trzy paski, jest starsze od „Jamesa Harta” o sześć lat; drukowane było w wakacje 1965 roku. Gdyby nie lekko ironiczne zabarwienie całej historyjki (odbijające się zarówno w fabule, jak i grafice), można by ją uznać za klasyczną space operę. Pewnego dnia kapitan Ringo otrzymuje od swego szefa rozkaz lotu, w towarzystwie dwóch naukowców, na odległą od Ziemi planetę Balif. W jakim celu? Aby przywieźć stamtąd próbki minerałów i… jednego z mieszkańców nieznanego jeszcze globu. Istoty rozumne, które podporządkowały sobie planetę, okazują się nawet przyjazne, czego jednak nie można powiedzieć o ich bezpośrednich sąsiadach, Artunach, którzy podczas pobytu Ziemian na Balifie dokonują właśnie kolejnej agresji. W takiej sytuacji kapitan Ringo i jego nawigator Ben postanawiają wziąć sprawy we własne ręce i doprowadzić do zakończenia sąsiedzkiego sporu. „Nie z tej ziemi” powstało nie tylko po to, by bawić – przynajmniej taki wniosek można wyciągnąć prawie pół wieku po opublikowaniu tej opowieści. Po latach zastanawiają zwłaszcza dwa wątki. Sam pomysł i cel ekspedycji przywodzi na myśl wyprawy hiszpańskich i portugalskich konkwistadorów. Bo nawet jeśli Ziemianom nie chodzi o podbój obcych ziem, to na pewno o ich eksploatację materialną. Dziwić też może sposób, w jaki w finale Ringo i Ben skłaniają do rozmów pokojowych prezydenta planety Artun. Mówiąc krótko: stoi to w jaskrawej sprzeczności z wcześniejszym humorystycznym tonem opowieści.
Obie historie narysowane są w zupełnie odmienny sposób. „James Hart” to najbardziej typowa dla Jerzego Wróblewskiego kreska realistyczna (znana chociażby z „Kapitana Żbika” i komiksów zamieszczanych w Relaksach); w „Nie z tej ziemi” autor pozwolił sobie natomiast na znaczne odstępstwo od swego charakterystycznego stylu. Rysunki w tej opowieści bardziej przypominają szkice, znacznie mniej w nich szczegółów (praktycznie brak dalszych planów), wizerunki postaci nie są zaś wcale tak dalekie od karykatur (i wcale nie chodzi tu o kosmitów). Warto też wspomnieć, że pociągła twarz kapitana Ringa od razu przywodzi na myśl zrodzonego w wyobraźni artysty znacznie później Binio Billa. Podsumowując: zawarte w tomie pierwszym „Archiwum” historyjki arcydziełami na pewno nie są, ale dla wielbicieli komiksu polskiego z czasów Polski Ludowej i tak powinny być lekturą obowiązkową.
koniec
11 listopada 2013

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Pastelowy kryminał
Marcin Knyszyński

9 VII 2020

„Trzy kobiety żyły w miasteczku. Pierwsza była wredna. Druga była kłamczuchą. Trzecia była egoistką. Miasteczko nosiło ładną ogrodową nazwę. Giverny”. Tak oto zaczyna się komiksowa adaptacja powieści Michela Bussiego z 2011 roku – „Nymphéas noirs”. „Czarne nenufary” wyszły właśnie nakładem oficyny „Marginesy” – kryminalna zagadka, która naprawdę angażuje czytelniczą uwagę i nie oferuje prostych odpowiedzi.

więcej »

Domknięcie rozdziału
Andrzej Goryl

8 VII 2020

Iron Fist nie jest postacią specjalnie popularną wśród polskich czytelników. Większość osób kojarzyła go z nieudanego serialu Netfliksa. Na szczęście oficyna Mucha uratowała honor bohatera, publikując cykl o jego przygodach, pisany przez Matta Fractiona („Hawkeye”, „Sex Criminals”) i Eda Brubakera („Fatale”, „Criminal”).

więcej »

Pociąg pod specjalnym nadzorem
Paweł Ciołkiewicz

8 VII 2020

Czytelnik biorący dziś do ręki „Snowpiercera” prawdopodobnie zna już film z 2013 roku oraz jest w trakcie oglądania serialu emitowanego na Netfliksie. W porównaniu z tymi produkcjami czarno-biały komiks sprzed niemal czterdziestu lat pozornie wydaje się skromniejszy. Mniej tu efektów specjalnych, ale za to znacznie bardziej wielowymiarowe są postacie i socjologiczne tło całej historii.

więcej »

Polecamy

Kilka słów na pożegnanie

Pilot śmigłowca:

Kilka słów na pożegnanie
— Marcin Osuch

Szczęśliwy finał
— Marcin Osuch

Trochę jak Blueberry
— Marcin Osuch

Nasz polski superman
— Marcin Osuch

Pilot punktuje, „Pilot” dołuje
— Marcin Osuch

W końcu to komiks
— Marcin Osuch

Pożegnanie z Rosińskim
— Marcin Osuch

Rozkaz to rozkaz
— Marcin Osuch

Kapitan zmienia trasę
— Marcin Osuch

Latający dyliżans
— Marcin Osuch

Zobacz też

Tegoż twórcy

Gdy milicji przydaje się pomoc…
— Sebastian Chosiński

Nadzieja w Montanie
— Sebastian Chosiński

Krótko o komiksach: Winchestery i bandyci
— Marcin Osuch

Krótko o komiksach: Kapitan Żbik - Wiszący rower
— Marcin Osuch

Esensja czyta dymki: Luty 2018 (2)
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

Nasz człowiek w Rio Klawo
— Konrad Wągrowski

Wróblewski był pierwszy!
— Sebastian Chosiński

Esensja czyta dymki: Październik 2017
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Po prostu Relax!
— Marcin Osuch

Kapitan Żbik: Gdy do akcji wkracza SB, zabawa kończy się
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Muzyka czasów pandemii
— Sebastian Chosiński

Uralski realizm zepsuty przez magię
— Sebastian Chosiński

Czasami lepiej widzieć mniej (lub nic)
— Sebastian Chosiński

Niektórych marzeń lepiej nie spełniać
— Sebastian Chosiński

Na tropie Bucky’ego i Red Skulla
— Sebastian Chosiński

Do kraju tego, w którym zmarli nie mają spokoju…
— Sebastian Chosiński

Na zesłaniu w Piekle
— Sebastian Chosiński

Jeśli Bóg maczał w tym palce…
— Sebastian Chosiński

Może być tylko gorzej
— Sebastian Chosiński

Bóg, heros, karzeł i wojowniczka
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.