Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 28 maja 2020
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CXCVI

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Philippe Delaby, Jean Dufaux
‹Skarga Utraconych Ziem #6: Skarga Utraconych Ziem #6: Gwinea Lord (wyd. II)›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSkarga Utraconych Ziem #6: Gwinea Lord (wyd. II)
Tytuł oryginalnyLe Guinea Lord
Scenariusz
Data wydaniamaj 2014
RysunkiPhilippe Delaby
Wydawca Egmont
CyklSkarga Utraconych Ziem
ISBN9788328102194
Cena29,99
Gatunekfantasy
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

W poszukiwaniu nawróconego Zła
[Philippe Delaby, Jean Dufaux „Skarga Utraconych Ziem #6: Skarga Utraconych Ziem #6: Gwinea Lord (wyd. II)” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Dopiero po czterech latach oczekiwania wielbiciele drugiej serii „Sagi Utraconych Ziem” doczekali się kontynuacji tomu „Morigany”. „Gwinea Lord” musiał być dla nich rozczarowaniem. W komiksie Jeana Dufaux (scenariusz) i Philippe’a Delaby’ego (rysunki) zabrakło bowiem przede wszystkim mięsa fabularnego. Owszem, coś tam się działo, ale w porównaniu z otwarciem cyklu zdecydowanie zbyt mało było emocji.

Sebastian Chosiński

W poszukiwaniu nawróconego Zła
[Philippe Delaby, Jean Dufaux „Skarga Utraconych Ziem #6: Skarga Utraconych Ziem #6: Gwinea Lord (wyd. II)” - recenzja]

Dopiero po czterech latach oczekiwania wielbiciele drugiej serii „Sagi Utraconych Ziem” doczekali się kontynuacji tomu „Morigany”. „Gwinea Lord” musiał być dla nich rozczarowaniem. W komiksie Jeana Dufaux (scenariusz) i Philippe’a Delaby’ego (rysunki) zabrakło bowiem przede wszystkim mięsa fabularnego. Owszem, coś tam się działo, ale w porównaniu z otwarciem cyklu zdecydowanie zbyt mało było emocji.

Philippe Delaby, Jean Dufaux
‹Skarga Utraconych Ziem #6: Skarga Utraconych Ziem #6: Gwinea Lord (wyd. II)›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSkarga Utraconych Ziem #6: Gwinea Lord (wyd. II)
Tytuł oryginalnyLe Guinea Lord
Scenariusz
Data wydaniamaj 2014
RysunkiPhilippe Delaby
Wydawca Egmont
CyklSkarga Utraconych Ziem
ISBN9788328102194
Cena29,99
Gatunekfantasy
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Jak widać, „Rycerze Łaski”, czyli drugi czteroksiąg „Sagi Utraconych Ziem”, nie był dla Belga Jeana Dufaux („Krucjata”, „Saga Valty”) priorytetem, skoro na jego publikację trzeba było czekać długie cztery lata. Z drugiej strony mogło się wydawać, że to wystarczający czas, aby dopieścić fabułę do najdrobniejszego szczegółu, aby spojrzeć na nią z dystansu i – nawet po czasie – dorzucić jeszcze coś szczególnie atrakcyjnego. Niestety, w porównaniu z „Moriganami” (2004), albumem otwierającym serię, „Gwinea Lord” prezentował się dość ubogo, przede wszystkim od strony fabularnej. Dufaux nie wymyślił niczego, co mogłoby czytelnika zaskoczyć; wręcz przeciwnie: niektóre zwroty akcji prezentują się zaskakująco naiwnie, na dodatek można było odnieść wrażenie, że scenarzysta w dużej mierze powiela schematy obecne już w pierwszym czteroksięgu, powstałym jeszcze we współpracy z Grzegorzem Rosińskim.
Po powrocie z misji w krainie Glen Sarrick rycerzowi Sill Valcie i wkraczającemu dopiero w dorosłe życie nowicjuszowi Seamusowi nie jest dane zbyt długo cieszyć się spokojem i odpoczynkiem. Wielka Rada decyduje bowiem o powierzeniu im nowego zadania. Na całej wyspie Eruin Dulea budzą się bowiem straszliwe czarownice, Morigany, które posiadając pierwotną moc ulokowaną w lewym oku, sieją wśród cichych i pokornych mieszkańców grozę i spustoszenie. Przywołany podczas religijnego rytuału zły duch Kryptos, wyjawia Rycerzom Łaski przyczyny tego nagłego zwiększenia aktywności okrutnych wiedźm – otóż jedna z nich została dotknięta przez Światło, otrzymała Łaskę i z potwora przeobraziła się w anioła. Pozostałe obawiają się, że znając wszystkie, najskrytsze nawet tajemnice Morigan, przeszedłszy na drugą stronę, może teraz doprowadzić do ich zguby. Muszą więc wytropić ją jak najszybciej i zlikwidować. Dla Rycerzy Łaski to niepowtarzalna szansa – jeżeli dotrą do czarodziejki Sanctus pierwsi, zyskają olbrzymią przewagę nad czarownicami.
Wielka Rada postanawia wysłać na poszukiwania „nawróconej” Morigany Sill Valta i jego sługę i nowicjusza, niezwykle ambitnego, rudowłosego Eirella. Rycerz nie ma jednak zamiaru ryzykować i podczas kolejnej wyprawy chce mieć u swego boku zaprawionego już w walce z wiedźmami – vide „Morigany” – Seamusa. Młody Eirell traktuje to jako zdradę – zarówno ze strony swego dotychczasowego pana, jak i najbliższego przyjaciela. Teraz dla zemsty gotowy jest zrobić wszystko, nawet przejść na stronę Zła. Zapuszczając się w odległe rejony Eruin Dulea, Rycerze Łaski nie zdają sobie jednak nawet sprawy, z kim jeszcze będą musieli się zmierzyć. Czarownice czy Eirell stanowią jedynie „przystawkę” do głównego przeciwnika, rogatego wysłannika samego diabła, niepokonanego i nieśmiertelnego Gwinei Lorda (trochę przypominającego wyglądem innego słynnego lorda – Vadera), którego do pomocy wezwały adeptki czarnej magii. W ogólnym zarysie brzmi ciekawie, prawda? Owszem, ale Dufaux, niestety, rozłożył się na szczegółach.
Jakby chcąc zrekompensować głównym bohaterom nagle wypiętrzone przed nimi trudności, jednym dotknięciem magicznej różdżki zwanej „wyobraźnią” scenarzysta sprawia bowiem, że niemal wszystko zostaje im podane na tacy. Kryptos nie tylko wyjawia imię dotkniętej Łaską czarodziejki, lecz na dodatek wskazuje miejsce jej pobytu tak dokładnie, że ślepy z głuchym by trafili. Dalszą wydatną pomocą służy im Luchorpain, a i podczas śmiertelnego pojedynku z bezlitosnym Gwineą Lordem, gdy wydaje się, że wszelka nadzieja powinna zostać już pogrzebana, nagle pojawia się cudowne rozwiązanie problemu. Zdecydowanie zbyt dużo tych szczęśliwych zbiegów okoliczności. I nawet jeżeli mieszczą się one w konwencji fantasy, to jednak odrobinę obrażają inteligencję bardziej wymagającego czytelnika. Philippe Delaby („Murena”) nie ma tym razem szczególnego pola do popisu – ponure pustkowia Eruin Dulea, złowrogie zamczyska, choć mają w sobie niezaprzeczalny urok, nie sprawiają jednak, by rysownik musiał wspiąć się na szczyty swoich możliwości. Ot, co najwyżej może udowodnić, że jest więcej niż sprawnym rzemieślnikiem.
koniec
6 czerwca 2014

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Samotnik bez Imienia
Sebastian Chosiński

27 V 2020

Choć na prestiżowym portalu bedetheque.com seria „Durango” wciąż ma status „w toku”, wydaje się mało prawdopodobne (choć nie całkowicie nierealne), aby jeszcze kiedyś ruszyła z kopyta. Tym bardziej że jej autor, belgijski scenarzysta i rysownik Yves Swolfs, przed dwoma laty w innym wydawnictwie wystartował z nowym, bliźniaczym cyklem – „Lonesome”.

więcej »

Fajne… po prostu
Marcin Knyszyński

27 V 2020

Głośno ostatnio o Harley Quinn. Większość konsumentów popkultury utożsamia ją oczywiście z Margot Robbie w kucykach z pofarbowanymi końcówkami, mocnym makijażem i w stroju wreszcie innym niż ten fatalny kostium arlekina. W sumie nic dziwnego, że ją tak widzimy – Wolverine to przecież Hugh Jackman. O Harley czytamy też w komiksach – pojawiła się ostatnio chociażby w takich historiach jak „Batman. Biały rycerz”, „Batman. Mroczny książę z bajki”, czy wreszcie „Szalona miłość i inne opowieści”.

więcej »

Koń się naprawdę uśmiał
Agnieszka ‘Achika’ Szady

26 V 2020

„Rozkazujesz wałachowi, prosisz ogiera, negocjujesz z klaczą i modlisz się, jeśli trafiłaś na kucyka” – to powiedzenie dosyć dobrze oddaje relacje między koniem a jeźdźcem przedstawione w „Miłości Oceana”.

więcej »

Polecamy

Pożegnanie z Rosińskim

Pilot śmigłowca:

Pożegnanie z Rosińskim
— Marcin Osuch

Rozkaz to rozkaz
— Marcin Osuch

Kapitan zmienia trasę
— Marcin Osuch

Latający dyliżans
— Marcin Osuch

Nie lataj, synku, nisko i powoli
— Marcin Osuch

Zobacz też

Inne recenzje

Warto czasem dać drugą szansę
— Wojciech Gołąbowski

Tegoż twórcy

Historia w obrazkach: Racja stanu kontra chrześcijanie
— Sebastian Chosiński

Dopaść Lorda!
— Sebastian Chosiński

Historia w obrazkach: Płoń, Rzymie, płoń!
— Sebastian Chosiński

Za głosem serca i obowiązku
— Sebastian Chosiński

Czarownice od stu boleści
— Sebastian Chosiński

Historia w obrazkach: Nadciąga Apokalipsa!
— Sebastian Chosiński

Historia w obrazkach: Gdzie gladiatorów dwóch, tam krew lać się musi
— Sebastian Chosiński

Historia w obrazkach: Starożytne kuku na muniu
— Sebastian Chosiński

Krótko o komiksach: Czerwiec 2005, cz. 2
— Artur Długosz, Wojciech Gołąbowski

Prequeli to dopiero początek
— Wojciech Gołąbowski

Tegoż autora

Samotnik bez Imienia
— Sebastian Chosiński

Dark Phoenix – Fatal Wonder Woman
— Sebastian Chosiński

W otchłani jazzu
— Sebastian Chosiński

W kraju zbożem i mlekiem płynącym
— Sebastian Chosiński

Strach z przeszłości
— Sebastian Chosiński

Od Cole’a Portera po Davida Bowiego
— Sebastian Chosiński

Bohaterowie z przypadku, zbrodniarze z wyboru
— Sebastian Chosiński

Wiele hałasu o nic, nic, nic
— Sebastian Chosiński

Ostatni ziemski twardziel (prawdopodobnie)
— Sebastian Chosiński

Miasto w rozkwicie. Ceną jest życie…
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.