Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 30 maja 2020
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CXCVI

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe (wybrane)

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Andrzej Białoszycki, Andrzej Janicki, Jerzy Wróblewski
‹Z archiwum Jerzego Wróblewskiego #3: Skarb Irokezów. My nigdy nie śpimy›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZ archiwum Jerzego Wróblewskiego #3: Skarb Irokezów. My nigdy nie śpimy
Scenariusz
Data wydaniamaj 2014
RysunkiJerzy Wróblewski
CyklZ archiwum Jerzego Wróblewskiego
ISBN78-83-61596-43-1
Cena26,90
Gatunekhumor / satyra, western
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk

Wspominki z Dzikiego Zachodu
[Andrzej Białoszycki, Andrzej Janicki, Jerzy Wróblewski „Z archiwum Jerzego Wróblewskiego #3: Skarb Irokezów. My nigdy nie śpimy” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Trzecia odsłona opublikowanego przez wydawnictwo Ongrys „Z archiwum Jerzego Wróblewskiego” przynosi dwa kolejne westerny tego autora. Niestety, drugi z nich, zatytułowany „My nigdy nie śpimy”, nie został dokończony; prace nad scenariuszem Andrzeja Janickiego przerwała bowiem śmierć rysownika. Wielka szkoda, bo dopiero co rozpoczęty komiks zapowiadał się znakomicie.

Sebastian Chosiński

Wspominki z Dzikiego Zachodu
[Andrzej Białoszycki, Andrzej Janicki, Jerzy Wróblewski „Z archiwum Jerzego Wróblewskiego #3: Skarb Irokezów. My nigdy nie śpimy” - recenzja]

Trzecia odsłona opublikowanego przez wydawnictwo Ongrys „Z archiwum Jerzego Wróblewskiego” przynosi dwa kolejne westerny tego autora. Niestety, drugi z nich, zatytułowany „My nigdy nie śpimy”, nie został dokończony; prace nad scenariuszem Andrzeja Janickiego przerwała bowiem śmierć rysownika. Wielka szkoda, bo dopiero co rozpoczęty komiks zapowiadał się znakomicie.

Andrzej Białoszycki, Andrzej Janicki, Jerzy Wróblewski
‹Z archiwum Jerzego Wróblewskiego #3: Skarb Irokezów. My nigdy nie śpimy›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZ archiwum Jerzego Wróblewskiego #3: Skarb Irokezów. My nigdy nie śpimy
Scenariusz
Data wydaniamaj 2014
RysunkiJerzy Wróblewski
CyklZ archiwum Jerzego Wróblewskiego
ISBN78-83-61596-43-1
Cena26,90
Gatunekhumor / satyra, western
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W dwóch poprzednich tomikach serii zaprezentowane zostały cztery komiksy prasowe Jerzego Wróblewskiego, które nie miały wcześniej swoich wydań albumowych. Oznacza to tyle, że dla większości fanów bydgoskiego rysownika (a bywało, że i scenarzysty) pozostawały one – przynajmniej do momentu publikacji w „Archiwum” – praktycznie nieznane. Chyba że ktoś pochodził z miasta nad Brdą, ewentualnie miał tam znajomego, który kolekcjonował numery „Dziennika Wieczornego”, popularnej w tym mieście popołudniówki. Wspomniane komiksy to (w kolejności chronologicznej ukazywania się): westerny „Tom Texas” (1961) i „Rycerze prerii” (1965) oraz fantastycznonaukowe „Nie z tej ziemi” (1965) i sensacyjny „James Hart” (1971). Ta rozpiętość gatunkowa i tematyczna nie powinna dziwić, ponieważ Jerzy Wróblewski powszechnie uważany był za plastyka, który jest w stanie narysować wszystko, co zresztą wielokrotnie udowadniał zarówno opowieściami drukowanymi w magazynie „Relax”, jak i publikowanymi w oddzielnych albumach i antologiach. Tajemnicą poliszynela był jednak fakt, że najlepiej czuje się w historiach rodem z Dzikiego Zachodu.
I takie właśnie dwie opowieści wypełniły trzeci tomik „Z archiwum…”. Na pierwszy ogień poszedł, powstały do tekstu Andrzeja Białoszyckiego, „Skarb Irokezów”, który wydrukowany został w formie pięćdziesięciu dwóch trzykadrowych pasków pomiędzy połową sierpnia a początkiem listopada 1976 roku. Białoszycki był wówczas jednym z redaktorów „Dziennika Wieczornego” i wcześniej miał już z komiksem – jako współpracownik Wróblewskiego – do czynienia (vide „Leworęki”, drukowany na łamach popołudniówki pomiędzy grudniem 1973 a majem 1974 roku). Zaproponowany przez niego scenariusz to w zasadzie krótkie opowiadanie, do którego Wróblewski jedynie dorysował ilustracje (rezygnując przy tym z dodawania „dymków”). Fabuła nie jest przesadnie skomplikowana. Głównym bohaterem jest samotny kowboj Baxter, który przemierzając prerię, trafia na czterech oprychów znęcających się nad starym wodzem Irokezów, Chytrym Lisem. I chociaż rozprawia się z bandytami, nie jest w stanie uratować życia Indianina. Ten zaś, przed wydaniem ostatniego tchnienia, powierza Jankesowi niezwykle istotną tajemnicę – miejsce ukrycia tytułowego skarbu. Jednocześnie „wymusza” (w cudzysłowie, ponieważ Baxter to człowiek honoru, więc nawet nie wchodziło w rachubę, aby postąpił inaczej) na kowboju obietnicę, że po jego wydobyciu odda wszystko cierpiącemu niedostatek plemieniu.
Jak to jednak często bywa w westernach, zanim udowodni swoją szlachetność, Baxter musi rozprawić się ze zbirami, którzy od dłuższego już czasu polują na indiańskie kosztowności i gotowi są zrobić wszystko – i to dosłownie – aby wejść w ich posiadanie. Autor tekstu nie zapomniał o dodaniu kilku zasadniczych zwrotów akcji; zadbał również o odpowiednie stopniowanie napięcia, w efekcie czego „Skarb Irokezów” czyta się z przyjemnością niemal równą lekturze literackich westernów Wiesława Wernica i Adama Bahdaja (vide „Czarne sombrero”). Wróblewski nie miał tu szczególnych możliwości, aby rozpostrzeć skrzydła (niewielki rozmiar kadrów często wymuszał na grafiku pewną umowność w przedstawianiu wydarzeń i – nade wszystko – postaci), ale też nie zszedł poniżej swego, najczęściej przecież wysokiego, poziomu. Po pierwszych, całkiem udanych, doświadczeniach Andrzej Białoszycki na dobre zagustował w komiksie i w następnych latach chętnie tworzył opowieści rysunkowe do spółki z kolejnym grafikiem „Dziennika Wieczornego”, Andrzejem Olafem Nowakowskim, jak chociażby ciesząca się popularnością trylogia „Zemsta Harpera”, na którą złożyły się albumy: „Grzechotnik”, „Na wojennej ścieżce” i „Strzał o północy” (1984), oraz powstałe na podstawie powieści Tadeusza Kosteckiego „Wilcze imperium” (1987).
W zupełnie innym klimacie utrzymana jest druga z opowieści, czyli „My nigdy nie śpimy”, za której stronę fabularną odpowiada Andrzej Janicki (w ostatnich latach współtwórca kilku albumów mówiących o historii najnowszej Polski). Powstała ona – a raczej jej fragmenty – na początku lat 90. ubiegłego wieku i dotąd nie była publikowana. Miała stanowić część, planowanej przez autorów rodem z Bydgoszczy, gazety komiksowej, która ostatecznie nie ujrzała światła dziennego. Wróblewski zresztą pracy swej nie dokończył – na przeszkodzie stanęła przedwczesna śmierć artysty w sierpniu 1991 roku. Szkoda wielka, bo mógł to być jeden z najciekawszych w tamtych czasach polskich westernów obrazkowych. Głównie dlatego, że fabuła nie powielała romantycznej wizji Dzikiego Zachodu, jakiej przez lata wierny pozostawał Wróblewski, ale pełnymi garściami – jak zapewnia Janicki – czerpała z dokonań autorów spaghetti-westernów. Bliżej było jej więc raczej do importowanego „Durango”, niż na przykład „Przyjaciół Roda Taylora”. W wersji przedstawionej w trzeciej odsłonie „Archiwum” „My nigdy nie śpimy” liczą sobie dwanaście stron. Co się na nich znalazło? W zasadzie jedynie zawiązanie akcji, czyli wątek wprowadzenia jednego z agentów Pinkertona do grasującej na Dzikim Zachodzie bandy braci Reno w celu jej rozpracowania i aresztowania przywódców.
Janicki oparł scenariusz na autentycznych wydarzeniach, które rozegrały się w Stanach Zjednoczonych w drugiej połowie lat 60. XIX wieku, krótko po zakończeniu wojny secesyjnej, kiedy to Narodowa Agencja Detektywistyczna, założona przez pochodzącego ze Szkocji Allana Pinkertona, przeżywała swój największy rozkwit. Jej pracownicy zajmowali się wówczas między innymi tropieniem groźnych bandytów poszukiwanych listami gończymi – i temu właśnie wątkowi działalności słynnej firmy poświęcone miało być „My nigdy nie śpimy” (notabene tytuł stanowi hasło reklamowe, jakim posługiwała się Agencja). Niestety, tylko „miało”… Gdy patrzymy na rysunki Wróblewskiego, nie można mieć wątpliwości, że artysta znajdował się w znakomitej formie. Jeżeli więc pozostała część komiksu utrzymałaby wysoki poziom wprowadzenia, byłoby czym się rozkoszować. Szkoda tylko, że w trakcie prac redakcyjnych nad tą odsłoną „Archiwum” nie usunięto błędów ortograficznych w „dymkach”. Słowa „żadko” i „porządany” naprawdę kłują w oczy!
koniec
25 czerwca 2014

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Oprawa zdobi fabułę
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

30 V 2020

Trzeci tom serii „X-O Manowar” z podtytułem „Cesarz”, posiada o więcej walorów estetycznych, niż duchowych, choć wydaje się, że scenarzyście o wiele bardziej zależało na tych drugich.

więcej »

Łotr łotra łotrem pogania
Sebastian Chosiński

29 V 2020

W pierwszym tomie swojej nowej serii Yves Swolfs niewiele zdradził na temat przeszłości głównego bohatera. Za to w drugim wyłożył wszystko kawa na ławę. Dowiadujemy się więc, z jakiego powodu Samotnik ściga fanatycznego kaznodzieję Markhama. I dlaczego jego misja nie zostaje jeszcze zakończona. Druga odsłona „Lonesome” to powrót Belga do mistrzowskiej formy!

więcej »

Góra zdobyta, cena zapłacona
Tomasz Nowak

29 V 2020

Wielki finał wcale nie musi okazać się wielki. Nasza historia w XX wieku uczy tego aż nadto dobitnie. Autorzy „Monte Cassino” w trzecim, ostatnim tomie swej komiksowej epopei też to zrozumieli i kilka swych błędów z tomów poprzednich naprawili. Jednak nie wszystkie.

więcej »

Polecamy

Pożegnanie z Rosińskim

Pilot śmigłowca:

Pożegnanie z Rosińskim
— Marcin Osuch

Rozkaz to rozkaz
— Marcin Osuch

Kapitan zmienia trasę
— Marcin Osuch

Latający dyliżans
— Marcin Osuch

Nie lataj, synku, nisko i powoli
— Marcin Osuch

Zobacz też

Tegoż twórcy

Gdy milicji przydaje się pomoc…
— Sebastian Chosiński

Nadzieja w Montanie
— Sebastian Chosiński

Krótko o komiksach: Winchestery i bandyci
— Marcin Osuch

Krótko o komiksach: Kapitan Żbik - Wiszący rower
— Marcin Osuch

Esensja czyta dymki: Luty 2018 (2)
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

Nasz człowiek w Rio Klawo
— Konrad Wągrowski

Wróblewski był pierwszy!
— Sebastian Chosiński

Esensja czyta dymki: Październik 2017
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Po prostu Relax!
— Marcin Osuch

Kapitan Żbik: Gdy do akcji wkracza SB, zabawa kończy się
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Łotr łotra łotrem pogania
— Sebastian Chosiński

Na pogańskim globie
— Sebastian Chosiński

Samotnik bez Imienia
— Sebastian Chosiński

Dark Phoenix – Fatal Wonder Woman
— Sebastian Chosiński

W otchłani jazzu
— Sebastian Chosiński

W kraju zbożem i mlekiem płynącym
— Sebastian Chosiński

Strach z przeszłości
— Sebastian Chosiński

Od Cole’a Portera po Davida Bowiego
— Sebastian Chosiński

Bohaterowie z przypadku, zbrodniarze z wyboru
— Sebastian Chosiński

Wiele hałasu o nic, nic, nic
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.