Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 czerwca 2021
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CCVI

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Greg Capullo, Scott Snyder
‹Batman. Śmierć rodziny›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBatman. Śmierć rodziny
Tytuł oryginalnyBatman: Death of the Family
Scenariusz
Data wydania7 kwietnia 2014
RysunkiGreg Capullo
PrzekładTomasz Sidorkiewicz
Wydawca Egmont
CyklBatman, Rok zerowy, Nowe DC Comics
ISBN978-83-281-0226-2
Format176s. 170×260mm; oprawa twarda
Cena75,—
Gatuneksuperhero
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Najpaskudniejsza morda Jokera
[Greg Capullo, Scott Snyder „Batman. Śmierć rodziny” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Trzeci zbiorczy album nowych opowieści o Batmanie nie jest już tak dobry jak dwa poprzednie. I to nawet pomimo tego, że główną rolę – oczywiście oprócz Mrocznego Rycerza – gra w nim Joker. Na czym polega więc problem? Głównie na tym, że „Śmierć rodziny” po raz kolejny nawiązuje do niejednokrotnie już opowiadanych zdarzeń. Jedynym nowym elementem zdaje się być co najwyżej podwyższony poziom makabry.

Sebastian Chosiński

Najpaskudniejsza morda Jokera
[Greg Capullo, Scott Snyder „Batman. Śmierć rodziny” - recenzja]

Trzeci zbiorczy album nowych opowieści o Batmanie nie jest już tak dobry jak dwa poprzednie. I to nawet pomimo tego, że główną rolę – oczywiście oprócz Mrocznego Rycerza – gra w nim Joker. Na czym polega więc problem? Głównie na tym, że „Śmierć rodziny” po raz kolejny nawiązuje do niejednokrotnie już opowiadanych zdarzeń. Jedynym nowym elementem zdaje się być co najwyżej podwyższony poziom makabry.

Greg Capullo, Scott Snyder
‹Batman. Śmierć rodziny›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBatman. Śmierć rodziny
Tytuł oryginalnyBatman: Death of the Family
Scenariusz
Data wydania7 kwietnia 2014
RysunkiGreg Capullo
PrzekładTomasz Sidorkiewicz
Wydawca Egmont
CyklBatman, Rok zerowy, Nowe DC Comics
ISBN978-83-281-0226-2
Format176s. 170×260mm; oprawa twarda
Cena75,—
Gatuneksuperhero
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Dotychczas był gwarancją niemal stuprocentowego sukcesu. Dlatego tak regularnie powracał w kolejnych opowieściach o Batmanie. Ba! w 2005 roku – w miniserii „Człowiek, który się śmieje” Eda Brubakera i Douga Mahnkego – doczekał się nawet swoistego remake’u premierowej (czytaj: sprzed siedemdziesięciu pięciu lat) historii ze sobą jako głównym antagonistą Mrocznego Rycerza. O kogo chodzi? Oczywiście o Jokera! Po cóż jednak nawiązywać do niemal tych samych wydarzeń ponownie i to zaledwie kilka lat później? Trzeba by o to zapytać przede wszystkim scenarzystę Scotta Snydera, który odpowiada za fabułę zeszytów publikowanych od trzech lat w ramach nowego cyklu wydawniczego DC Comics – „The New 52”. „Śmierć rodziny” – trzeci zbiorczy album cyklu – zawiera wydawnictwa oznaczone numerkami od trzynastego do siedemnastego (plus historyjki dodatkowe, które narracyjnie wiążą się z głównym wątkiem opowieści) i w żaden sposób nie wykorzystuje motywów rozwiniętych w poprzednich pozycjach serii, czyli „Trybunale…” i „Mieście Sów”. Niestety.
Początek „Śmierci…” robi, zaiste, ogromne wrażenie. Na otwarcie Snyder serwuje bowiem historię rodem z makabrycznego horroru. W Gotham City od jakiegoś czasu pojawiają się dziwne znaki, zwiastujące nadejście wielkiego nieszczęścia – a to po rzęsistej ulewie rzeka zaczyna płynąć pod prąd, a to w ogrodzie zoologicznym rodzi się lwiątko z dwiema głowami. Aż wreszcie nadchodzi nieoczekiwane (którego jednak należało się spodziewać). Na komisariacie policji najpierw gaśnie światło; po chwili z ciemności wyłania się psychopatyczny zabójca, który po kolei morduje niemal wszystkich funkcjonariuszy. „Niemal”, ponieważ jednemu darowuje życie – tym szczęściarzem jest komisarz James Gordon, stary znajomy Batmana. Mordercę Człowiek-Nietoperz też zresztą dobrze zna – to Joker, który powrócił do Gotham po roku nieobecności. Dlaczego zaatakował posterunek? To proste. Tam właśnie znajdowała się odcięta przez Dollmakera skóra z twarzy złoczyńcy. Przyszedł, by ją odzyskać.
Już na pierwszych stronach otrzymujemy więc od scenarzysty wyrazisty sygnał, że będziemy mieć do czynienia z Jokerem dobrze sobie znanym, ale jednak w nowszym, bardziej ekstremalnym wcieleniu. Problem tylko w tym, że zbrodniarz po raz kolejny próbuje odegrać tę samą sztukę. Nie dość, że korzysta ze starej sprawdzonej trucizny, to na dodatek pojawia się w telewizji, aby publicznie zapowiedzieć śmierć burmistrza Gotham. Jednocześnie zostawia za sobą masę śladów, które mają doprowadzić Batmana do miejsca, w którym przed laty odbył się ich pierwszy pamiętny pojedynek. Owszem, Snyder nie powiela bezceremonialnie starej fabuły, ale i tak cały zabieg budzi wątpliwości. Bo czy naprawdę tak trudno już wymyśleć zupełnie nowe okoliczności pojawienia się Jokera na scenie? Tym bardziej że w dalszych fragmentach nawiązań do wcześniej wydanych komiksów również nie brakuje – vide publikowana pierwotnie na przełomie lat 1988/1989 „Śmierć w rodzinie” (sic!). Niektórym taka gra może się spodobać, inni mogą w tym dostrzec jedynie odgrzewanie starych kotletów.
Czas w końcu wytłumaczyć tytuł albumu. W kolejnej miniserii Snydera i Capullo Joker bierze sobie bowiem za cel nie tylko samego Batmana; pragnie rozprawić się raz na zawsze ze wszystkimi jego najbliższymi współpracownikami, a więc uderza i w wiernego sługę Alfreda Pennywortha, i w Nightwinga, i w Red Robina, i w Robina, a nawet w Batgirl, czyli Barbarę Gordon, dla której w poddanej liftingowi serii „The New 52” wcześniejsza przygoda z Jokerem, o dziwo, nie zakończyła się tak tragicznie, jak miało to miejsce w „Zabójczym żarcie” (1988). O ile „Trybunał…” i „Miasto Sów” było historią wielowątkową, w kilku istotnych fragmentach odwołującą się do zamierzchłej przeszłości rodu Wayne’ów, o tyle w „Śmierci…” mamy do czynienia w zasadzie z jednym motywem, któremu wszystko zostało podporządkowane. Efekt jest taki, że zwrotów akcji jest niewiele, a fabuła z czasem zaczyna zwyczajnie nużyć. Ileż bowiem razy można zachwycać się tymi samymi zagrywkami superzłoczyńcy z wykrzywioną w potwornym grymasie twarzą? Ileż razy mogą śmieszyć jego niewybredne żarty?
Scott Snyder musiał zdawać sobie z tego sprawę, skoro postanowił uczynić Jokera postacią jeszcze bardziej odrażającą. Stąd pomysł z przytwierdzoną zwykłymi zszywaczami do twarzy skórą i śmierć zadawana przez niego innym na lewo i prawo, praktycznie bez opamiętania. Choć można to też potraktować jako mrugnięcie okiem w stronę wielbicieli gore. Siłą „Trybunału…” i „Miasta Sów” było prowadzone w sposób linearny dochodzenie mające wykryć potężny spisek możnych rodów z Gotham; przedstawiona w obu albumach historia bliska była thrillerowi z szeroko zakrojonym wątkiem szpiegowskim. W „Śmierci rodziny” mamy natomiast do czynienia z klasycznym horrorem, w którym logika zdarzeń schodzi na plan dalszy, na pierwszy zaś wybija się atrakcyjność wizualna. I uczciwie przyznać trzeba, że tak paskudnej mordy, jak ta narysowana przez Grega Capullo, Joker jeszcze nigdy nie miał. Że scena finałowego pojedynku superbohatera z arcyzłoczyńcą może przyprawić o gęsią skórkę. Cóż z tego jednak, skoro zniknął gdzieś mroczny gotycki klimat Gotham. Ale na pewno jeszcze wróci.
koniec
11 sierpnia 2014

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Nawet maszyna do zabijania chce pokoju
Paweł Olejniczak

20 VI 2021

Po ostatnich przejściach, kiedy Bloodshot musiał polować na innych nosicieli nanitów, by zapobiec tragedii, minęło trzydzieści lat. Teraz wraz z Magią żyje w postapokaliptycznym świecie, gdzie niedobitki ludzkości egzystują pod jarzmem korporacji lub muszą sobie radzić same. Nie jest to łatwe, nawet gdy jest się niepokonanym i niemal nieśmiertelnym wojownikiem.

więcej »

Zakąska przed daniem głównym
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

19 VI 2021

W takim razie startujemy. Egmont rozpoczyna cykl wydawniczy Marvel Fresh, na pierwszy ogień rzucając prequel kolejnego wielkiego eventu – „Wojny Nieskończoności. Odliczanie”.

więcej »

Saga rodu Winczlavów
Paweł Ciołkiewicz

18 VI 2021

Choć pierwszy tom komiksu „Fortuna Winczlavów” nosi tytuł „Vanko, 1848”, to opowiada nie tylko o losach tytułowego bohatera, a jego fabuła obejmuje kilkadziesiąt lat. Jean van Hamme rozpoczyna swoją opowieść w roku 1848, ale później opisuje zdarzenia, jakie rozgrywały się w kolejnych dziesięcioleciach.

więcej »

Polecamy

Smętny finał

Tajemnica złotej maczety:

Smętny finał
— Konrad Wągrowski

Stukasy, Wellingtony, Halifaksy!
— Konrad Wągrowski

O wolność waszą i naszą
— Konrad Wągrowski

Na wielbłądzie boli tyłek
— Konrad Wągrowski

Z Łosiem na łowy
— Konrad Wągrowski

Przybywając do PRL-owskiego raju
— Konrad Wągrowski

Zobacz też

Tegoż twórcy

Old Man Bruce
— Marcin Knyszyński

Batmany, Które Są Złe
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Batman metalem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ciszej nad trumną Batmana!
— Sebastian Chosiński

Powrócił! I jest jeszcze paskudniejszy
— Sebastian Chosiński

Trochę tego, trochę tamtego – nic konkretnego
— Sebastian Chosiński

Z deszczu pod rynnę, czyli codzienność Gotham City
— Sebastian Chosiński

Narodziny Mrocznego Rycerza
— Sebastian Chosiński

Płać rachunki z przeszłości! Nawet nie swoje
— Sebastian Chosiński

Strzeż się sów w swoim domu
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Nieuleczalna dusza, słaby duch
— Sebastian Chosiński

Tacy artyści, jak Morricone, nie umierają
— Sebastian Chosiński

Karaibski puls, słowiańska nostalgia
— Sebastian Chosiński

Śledczy od spraw beznadziejnych
— Sebastian Chosiński

Hołd dla legend minionych
— Sebastian Chosiński

Niebezpiecznie być milionerką
— Sebastian Chosiński

W gnieździe os
— Sebastian Chosiński

Przyjaciel sprzed lat
— Sebastian Chosiński

Gdyby Puebla leżała na Śląsku…
— Sebastian Chosiński

Krwawe Puerto Blanco
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.