Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 3 grudnia 2020
w Esensji w Esensjopedii

Stephen Desberg, Enrico Marini
‹Skorpion #10: W imię Syna›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSkorpion #10: W imię Syna
Scenariusz
Data wydaniasierpień 2014
RysunkiEnrico Marini
Wydawca Taurus Media
CyklSkorpion
ISBN978-83-64360-28-2
Cena38,00
Gatunekhistoryczny, przygodowy
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

…and the Winner is…
[Stephen Desberg, Enrico Marini „Skorpion #10: W imię Syna” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Aż dziw, że tytułowy bohater „Skorpiona” Stephena Desberga (scenariusz) i Enrika Mariniego (rysunki) wciąż jeszcze chodzi po świecie cały i zdrowy. Biorąc pod uwagę, jak wielu bardzo wpływowym osobom zależy na jego śmierci, dawno powinien już wąchać kwiatki od spodu. A on nie dość, że unika wszelkich niebezpieczeństw, to na dodatek zbliża się do rozwiązania najważniejszej zagadki swego życia.

Sebastian Chosiński

…and the Winner is…
[Stephen Desberg, Enrico Marini „Skorpion #10: W imię Syna” - recenzja]

Aż dziw, że tytułowy bohater „Skorpiona” Stephena Desberga (scenariusz) i Enrika Mariniego (rysunki) wciąż jeszcze chodzi po świecie cały i zdrowy. Biorąc pod uwagę, jak wielu bardzo wpływowym osobom zależy na jego śmierci, dawno powinien już wąchać kwiatki od spodu. A on nie dość, że unika wszelkich niebezpieczeństw, to na dodatek zbliża się do rozwiązania najważniejszej zagadki swego życia.

Stephen Desberg, Enrico Marini
‹Skorpion #10: W imię Syna›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSkorpion #10: W imię Syna
Scenariusz
Data wydaniasierpień 2014
RysunkiEnrico Marini
Wydawca Taurus Media
CyklSkorpion
ISBN978-83-64360-28-2
Cena38,00
Gatunekhistoryczny, przygodowy
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Parę miesięcy temu, po lekturze „Maski prawdy” (2010), czyli poprzedniej odsłony „Skorpiona”, można było odnieść wrażenie, że niedługo już będziemy cieszyć się przygodami przystojnego i walecznego Armanda. Scenariusz sugerował bowiem, że wszystkie najważniejsze sekrety, związane z biografią tytułowego bohatera serii, zostaną rozwiązane w następnym – i tym samym ostatnim – albumie. Tymczasem dzisiaj wiemy już, że za niespełna dwa miesiące ukaże się we Francji – tradycyjnie nakładem wydawnictwa Dargaud – jedenasty tom cyklu, noszący tytuł „Tajemnica Trebaldich”. Co dla wiernych czytelników komiksu Belga Stephena Desberga i Szwajcara (choć o włoskich korzeniach) Enrika Mariniego oznacza tyle, że po „W imię syna” mogą sięgnąć bez specjalnego obciążenia i napięcia towarzyszącego przeświadczeniu, że ulubiony serial nieuchronnie zbliża się do końca. Gwoli ścisłości należałoby jednak dodać, że Desberg rzeczywiście zamyka w tej części kilka istotnych wątków, ale jednocześnie szeroko otwiera furtkę kolejnym.
Skorpion po powrocie do Rzymu ma tylko jeden cel – pragnie za wszelką cenę poznać prawdę o losie swojej matki i odkryć wreszcie, kto jest jego ojcem. W poprzednich albumach – „W imię Ojca” (2006), „Cieniu Anioła” (2008) i wspomnianej już „Masce prawdy” – bohater sukcesywnie zbliżał się do tej wiedzy, choć wciąż jeszcze brakowało mu odpowiedzi na najważniejsze pytania. We „W imię syna” krąg podejrzanych stopniowo zacieśnia się, a Desberg dokonuje prawdziwej ekwilibrystyki, aby zbyt wcześnie nie zdradzić czytelnikowi najważniejszych sekretów. Na początku poznajemy więc – w dość odległej retrospekcji – przeszłość klanu Trebaldich, z jednej strony przyjętego w poczet najznamienitszych rodów Rzymu, z drugiej – przez całe dziesięciolecia traktowanego z pogardą przeznaczoną dla niesprawiedliwie wywyższonych parweniuszy. I boleśnie doświadczanego przez tych, którzy im źle życzyli. Główną postacią tego wątku jest, do tej pory trzymany przez scenarzystę w cieniu, Orazio Trebaldi – ojciec nad wyraz występnego papieża i nie mniej zepsutego Nelia.
To z nimi przede wszystkim mierzy się Skorpion, podejrzewając, a potem mając już pewność, że to Cosimo Trebaldi jest odpowiedzialny za śmierć jego matki. Ale czy jest on również ojcem Armanda? Tak przynajmniej twierdzi wpływowy Aurelio Latal, który pragnie wykorzystać Skorpiona do walki z Trebaldimi. Losy znanych już wcześniej bohaterów serii – do których należy dodać jeszcze: Huzara, Mejai, Anseę Latal oraz zdradziecką Marie-Ange de Sarlat – splatają się w widowiskowym finale, który za główną arenę ma wnętrze… bazyliki świętego Piotra. A poza tym otrzymujemy od panów Desberga i Mariniego dokładnie to, do czego zostaliśmy przyzwyczajeni, a więc potężną dawkę przygód spod znaku płaszcza i szpady. Pogonie i pojedynki na śmierć i życie, zdrady i skrytobójstwa, miłość i nienawiść – to najważniejsze elementy składowe serii począwszy od „Znamienia szatana”, czyli tomu pierwszego „Skorpiona”. Plus oczywiście obraz na wskroś przeżartego zgnilizną moralną fikcyjnego papieża Trebaldiego, który w swej niegodziwości w niczym nie ustępuje historycznemu Aleksandrowi VI, sportretowanemu przez Alejandra Jodorowsky’ego i Mila Manarę w serii „Borgia”.
Trochę można zżymać się na fakt, że we „W imię syna” Desberg piętrzy przed Skorpionem wciąż nowe, choć dobrze już znane, przeszkody, że zmusza go po raz kolejny do krzyżowania szabel z odwiecznymi wrogami, że w zasadzie nie umieszcza w fabule niczego zaskakującego. A jednak robi to w taki sposób, że komiks czyta się z zapartym tchem. Do tego stopnia, iż na plan dalszy schodzą wszelkie uproszczenia i powielane schematy. Liczy się, że akcja pędzi przed siebie na złamanie karku. A o to przecież chodzi przede wszystkim w dziele, które nie aspiruje do niczego więcej ponad zaoferowanie czytelnikowi przyzwoitej rozrywki. W tej kategorii seria Desberga i Mariniego plasuje się na bardzo wysokim miejscu. Co oczywiście jest również zasługą strony graficznej. Szwajcarski grafik, znany również z innych klasycznych serii (vide „Cygan”, „Drapieżcy”, „Orły Rzymu”) i tym razem nie zawodzi, kapitalnie oddając zarówno piękno, jak i brzydotę Rzymu. Pełne dynamiki kadry świetnie sprawdzają się także w scenach pojedynków, w przedstawianiu których Marini osiągnął już prawdziwe mistrzostwo. Dlatego też, mimo początkowych wątpliwości, należy cieszyć się tym, że wraz z dziesiątym tomem cyklu Skorpion nie przechodzi do historii.
koniec
1 października 2014

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Gdzie jest magia?
Marcin Knyszyński

3 XII 2020

„Księgi magii” są czwartym tytułem nowej inicjatywy wydawniczej Detective Comics – „Sandman Uniwersum”. Pierwsze tomy trzech z nich już znamy – było „Śnienie”, „Dom szeptów” i „Lucyfer”. Teraz przyszła pora na rozpoczęcie ostatniej – oto nastolatek z problemami, niby nic zaskakującego. Tylko, że tak naprawdę to nie jest zwyczajny chłopak a i przeciwności losu, z jakimi się zmaga, wcale nie są standardowe. Ale o tym za chwilę.

więcej »

Uczynimy świat lepszym… bo możemy!
Marcin Knyszyński

2 XII 2020

Komiksy o przygodach superbohaterskiej grupy, znanej jako „Authority” można już było kiedyś w Polsce przeczytać. Nie istniejące już wydawnictwo Manzoku wydało w 2007 i 2008 roku cztery numery – teraz, po trzynastu latach, Egmont bierze pierwsze trzy i wydaje je w jednym zbiorczym tomie pod szyldem „DC Deluxe”. Oto cały, dwunastozeszytowy „run założycielski” autorstwa Warrena Ellisa i Bryana Hitcha.

więcej »

Kto chciałby żyć wiecznie?
Paweł Ciołkiewicz

1 XII 2020

Piąty tom „Azymutu” przynosi spektakularny finał serii o bezwarunkowej miłości i nieuchronnie upływającym czasie. Piękna Mania Ganza w pogoni za wieczną młodością zawarła straszliwą umowę. Teraz powoli nadchodzi czas spłaty zobowiązań.

więcej »

Polecamy

Umarł król, niech żyje król!

Legendarna Historia Polski:

Umarł król, niech żyje król!
— Marcin Osuch

Gryzonie zemsty
— Marcin Osuch

Zanim pojawił się wiedźmin
— Marcin Osuch

Zobacz też

Tegoż twórcy

Gotham w akwareli
— Marcin Knyszyński

Drapieżcy w Gotham
— Sebastian Chosiński

Historia w obrazkach: Stracone złudzenia Rzymu
— Sebastian Chosiński

Ukąsić Skorpiona!
— Sebastian Chosiński

Historia w obrazkach: Miłość, przyjaźń, zdrada, śmierć
— Sebastian Chosiński

Historia w obrazkach: Warusie, szykuj legiony!
— Sebastian Chosiński

Historia w obrazkach: Starożytne płaszcz i szpada
— Sebastian Chosiński

Wieczne Miasto grzechu i występku
— Sebastian Chosiński

Strzeż się Anioła!
— Sebastian Chosiński

Rozpusta na dworze papieskim
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

W pięknej krainie wśród jezior
— Sebastian Chosiński

Hołd
— Sebastian Chosiński

Piękno nie umiera nigdy
— Sebastian Chosiński

Komeda filmowy i symfoniczny
— Sebastian Chosiński

Tęsknota i rozczarowanie
— Sebastian Chosiński

Samotność może pomieszać w głowie
— Sebastian Chosiński

Gdy nie ma komu ufać…
— Sebastian Chosiński

Pierwsze kroki w Malmö
— Sebastian Chosiński

Z dobrego serca, z potrzeby duszy
— Sebastian Chosiński

Jak to jest zjeść dwa razy tę samą papugę…
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.