Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 27 października 2020
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CC

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Jeph Loeb, Tim Sale
‹Batman: Mroczne zwycięstwo›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBatman: Mroczne zwycięstwo
Scenariusz
Data wydaniapaździernik 2014
RysunkiTim Sale
Wydawca Mucha Comics
CyklBatman
ISBN978-83-61319-45-0
Cena149,00
Gatuneksuperhero
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Pyrrusowe zwycięstwo Batmana
[Jeph Loeb, Tim Sale „Batman: Mroczne zwycięstwo” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Kolejny – po „Długim Halloween” – opasły tom opowieści z Człowiekiem-Nietoperzem w roli głównej, której autorami są Jeph Loeb (scenariusz) i Tim Sale (rysunki). Na dodatek bezpośrednio nawiązujący do historii polowania na maniakalnego zabójcę nazywanego Holidayem. „Mroczne zwycięstwo”, co sugeruje już tytuł, plasuje się wśród najbardziej dołujących komiksów o Batmanie. I w tym tkwi jego podstawowa wartość.

Sebastian Chosiński

Pyrrusowe zwycięstwo Batmana
[Jeph Loeb, Tim Sale „Batman: Mroczne zwycięstwo” - recenzja]

Kolejny – po „Długim Halloween” – opasły tom opowieści z Człowiekiem-Nietoperzem w roli głównej, której autorami są Jeph Loeb (scenariusz) i Tim Sale (rysunki). Na dodatek bezpośrednio nawiązujący do historii polowania na maniakalnego zabójcę nazywanego Holidayem. „Mroczne zwycięstwo”, co sugeruje już tytuł, plasuje się wśród najbardziej dołujących komiksów o Batmanie. I w tym tkwi jego podstawowa wartość.

Jeph Loeb, Tim Sale
‹Batman: Mroczne zwycięstwo›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBatman: Mroczne zwycięstwo
Scenariusz
Data wydaniapaździernik 2014
RysunkiTim Sale
Wydawca Mucha Comics
CyklBatman
ISBN978-83-61319-45-0
Cena149,00
Gatuneksuperhero
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Jeśli David S. Goyer, współautor trylogii Christophera Nolana o Mrocznym Rycerzu, przyznaje (bez bicia i, jak można sądzić, bez dodatkowej zachęty finansowej), że w pracy nad scenariuszami do filmów inspirował się komiksami Jepha Loeba i Tima Sale’a „Długie Halloween” oraz „Mroczne zwycięstwo” – powinno to być wystarczającą rekomendacją i zachętą, aby sięgnąć po wzmiankowane dzieła. Jeśli nie jest, może stanie się nią ta recenzja – bez dwóch zdań pochwalna, choć na pewno nie pisana w pozycji „na kolanach”. W „Długim Halloween” Loeb opowiedział historię zabójstw dokonywanych przez psychopatycznego Holidaya, którego ksywka wzięła się stąd, że kolejnych zbrodniczych ataków dokonywał w dni świąteczne, na dodatek w zaskakująco regularnych – średnio comiesięcznych – odstępach. Na pozór opowieść ta została doprowadzona do finału, bandzior został złapany i wydany w ręce sprawiedliwości. Ale czy na pewno schwytano właściwego człowieka? To raz. A dwa: Co stało się z prokuratorem okręgowym Harveyem Dentem, który po oblaniu jego twarzy żrącym kwasem, przeistoczył się w maniakalnego Two-Face’a? Już tylko te dwa pytania sprawiały, że należało dopisać ciąg dalszy tej historii. Choć na upartego powodów znalazłoby się przecież znacznie więcej.
„Mroczne zwycięstwo” ukazało się pierwotnie w trzynastu zeszytach, publikowanych przez DC Comics między grudniem 1999 a listopadem 2000 roku. Pierwsze zbiorcze wydanie albumu ujrzało światło dzienne rok później; drugie – rozszerzone (na którym została oparta polska edycja) – po kolejnych jedenastu latach. Tytuł serii nawiązywał bezpośrednio – i nie było w tym żadnego przypadku – do głośnego czarnego kryminału (z mocno rozwiniętym wątkiem melodramatycznym) – w reżyserii Edmunda Gouldinga z 1939 roku, w którym główne role zagrały ówczesne wielkie gwiazdy Hollywoodu, czyli Bette Davis i Humphrey Bogart, jak również początkujący aktor… Ronald Reagan (tak, ten sam, który cztery dekady później zostanie wybrany prezydentem Stanów Zjednoczonych). Co jednak wcale nie oznacza, że scenariusz Loeba był wzorowany na tekście sprzed drugiej wojny światowej; chodziło raczej o chęć odtworzenia specyficznego dla amerykańskiej kinematografii tamtego okresu klimatu noir, co zresztą udało się znakomicie. Bo o ile „Długie Halloween” uznamy za jedną z bardziej ponurych odsłon przygód Batmana, to do określenia poziomu mroczności jego kontynuacji może nam już zabraknąć skali.
Skazanemu przez sąd na karę śmierci Alberto Falconemu, synowi legendarnego mafiosa „Rzymianina”, udaje się uniknąć stryczka (czy też krzesła elektrycznego, w zależności od tego, jak w Gotham wykonuje się wyroki ostateczne). Rodzina bandziora, korzystając z wciąż jeszcze wielkich wpływów w wymiarze sprawiedliwości, przekupuje sędziów i tym samym sprawia, że „Holiday” zostaje uznany za niepoczytalnego. W konsekwencji ląduje nie na cmentarzu, gdzie jego miejsce, ale w Azylu Arkham, na dodatek w celi naprzeciwko innego zabójcy posługującego się w planowaniu swoich zbrodni kalendarzem, Juliana Daya. Tam też odwiedza go nowa prokurator okręgowa, następczyni Harveya Denta na tym stanowisku, Janice Porter. Co ciekawe, nie planuje ona jednak odwołania od wyroku zamieniającego kaes na odsiadkę w wariatkowie, ale wręcz przeciwnie – uważa, że w czasie aresztowania Falconego policja nie dopełniła obowiązków, na dodatek podejrzany został pobity przez Batmana, co już jest wystarczającym powodem do wznowienia sprawy i być może rewizji orzeczenia sądu. Awansowany do stopnia komisarza Jim Gordon szczerze jej to odradza, ale ambitna kobieta zdaje się nie przywiązywać wagi do rad starszego kolegi, dla którego zresztą jej postępowanie jest niezrozumiałe i bolesne. Wszystko wskazuje bowiem na to, że praca, jaką Gordon wykonał do spółki z Dentem i Człowiekiem-Nietoperzem, może pójść na marne, a psychopatyczny zabójca z powodu błędów proceduralnych odzyska wolność.
Po śmierci Carmine Falconego i osadzeniu Alberto w Arkham głową mafijnego rodu zostaje siostra „Holidaya”, poruszająca się na wózku inwalidzkim Sofia Gigante. W rocznicę urodzin swego ojca przyjmuje ona hołdy od innych przestępczych syndykatów; niespodziewany najazd policji wywołuje wśród zebranych w jej posiadłości gości prawdziwy popłoch, ale w ręce stróżów prawa dostają się same płotki, naprawdę grubym rybom udaje się zbiec. Jest to jednak sygnał wysłany przez komisarza Gordona, że w miarę możliwości zrobi on wszystko, by odradzającej się hydrze jak najszybciej uciąć łeb. Przesłanie to właściwie odczytuje młodszy brat Sofii, Mario, który korzystając z pośrednictwa Seliny Kyle i jej znajomości z Bruce’em Wayne’em, odwiedza posiadłość tajemniczego milionera, by podjąć próbę przekonania go o swej chęci uczciwej pracy dla dobra Gotham. Próbę – dodajmy – z góry skazaną na niepowodzenie. Tragedia Harveya Denta dotknęła bowiem nie tylko Gordona; wywarła też głęboki wpływ na psychikę Batmana. Wayne po stracie człowieka, którego uważał za przyjaciela, staje się jeszcze bardziej zamknięty w sobie i – przynajmniej dla wrogów (tych rzeczywistych i potencjalnych) – jeszcze bardziej nieczuły.
Inna sprawa, że Mroczny Rycerz nie ma dużo czasu, aby użalać się nad sobą, ponieważ niebawem zaczyna dochodzić w Gotham do wielce niepokojących wydarzeń. Objawia się nowy seryjny zabójca, który otrzymuje ksywkę Wisielec. Gordon i Batman nie mają wątpliwości, że jego zbrodnicza działalność ma związek z „Holidayem”, o czym świadczą przede wszystkim dni kolejnych morderstw i tożsamość ofiar. Jakby tego było mało, w czasie terrorystycznego ataku na Arkham, zostają uwolnieni przetrzymywani tam najgroźniejsi szaleńcy – Joker, Szalony Kapelusznik, Poison Ivy, Calendar Man, Solomon Grundy oraz… Two-Face. Człowiek-Nietoperz ma więc ręce pełne roboty! Gdyby streścić cały scenariusz „Mrocznego zwycięstwa” w kilkunastu zdaniach, można by pomyśleć, że mamy do czynienia z typowym superbohaterskim komiksem akcji. W rzeczywistości tak nie jest. Fabuła rozpisana na mniej więcej czterysta stron żywi się nade wszystko psychologiczną głębią postaci i niezwykłym, niejednokrotnie przyprawiającym o ciarki na plecach klimatem. Jeph Loeb z rozmachem rozwija kolejne wątki. Obserwujemy więc usilne próby odbudowania potęgi rodu czynione przez Sofię Gigante oraz polowanie Batmana na rozpełzłe po całym Gotham „dziwolągi”; niezwykle ważne miejsce zajmuje również śledztwo prowadzone w sprawie zabójstw dokonywanych przez Wisielca.
Zaangażowanie scenarzysty w przydanie akcji właściwego tempa nie sprawia jednak, że traci on z oczu najważniejszych bohaterów. Jest dokładnie na odwrót. O sile „Mrocznego zwycięstwa” decydują głównie wyraziste portrety psychologiczne głównych postaci dramatu. Począwszy od Batmana, poprzez Jima Gordona, aż po Harveya Denta – to oczywiste, że oni są, bo muszą być, na planie pierwszym. Ale nie mniej istotni stają się również Janice Porter, Sofia Gigante, Mario Falcone oraz Catwoman, która choć w pewnym momencie na dość długo znika (o tym, co się z nią w tym czasie działo, opowiada stworzona przez Loeba i Sale’a kilka lat później seria „Rzymskie wakacje”), to powraca pod koniec, by w finale opowieści odegrać znaczącą rolę. Warto też zaznaczyć, że scenarzysta unika jak diabeł wody święconej prostych podziałów na dobro i zło; tu nawet ci, którzy – niejako z definicji – stoją po stronie sprawiedliwości, wywołują w czytelniku ambiwalentne uczucia. Dość powiedzieć, że Batman potrafi nieźle zirytować, a Alberto Falcone wzruszyć i wzbudzić współczucie. Dzięki podobnym zabiegom ta mroczna historia nabiera barw i w niezwykły wręcz sposób zasysa uwagę. Bo przecież gdy nie wiemy, co czeka nas za rogiem, z ogromnym zainteresowaniem zbliżamy się do zakrętu, by poznać prawdę.
Smaczkiem fabularnym jest również wprowadzenie postaci młodego Dicka Graysona, czyli chronologicznie pierwszego Robina. Loeb umiejętnie wpisuje go w snutą przez siebie opowieść, podkreślając jednocześnie analogie jego biografii z życiem nastoletniego Bruce’a Wayne’a. I choć finałowe zasługi Robina nieco rozjaśniają – zupełnie zresztą niepotrzebnie – mrok unoszący się nad Gotham i całym „Mrocznym zwycięstwem”, to na szczęście nie psują ogólnego wrażenia. Zadbał o to także Tim Sale, który zilustrował komiks w stylu bezpośrednio nawiązującym do „Długiego Halloween”. Obficie operując czernią i szarościami, umiejętnie podkreślił apokaliptyczny nastrój historii. Jego kreska jest jeszcze pewniejsza, tak jak on sam jest bardziej świadomy celu, który pragnie osiągnąć. Z jednej strony posługuje się więc kadrami typowymi dla amerykańskiego komiksu superbohaterskiego, z drugiej – wykorzystuje praktycznie każdą okazję, aby łamać ten schemat. Stąd sporo całostronicowych rysunków i niemal malarskich wizji; jedne – pełne dynamiki – pchają akcję do przodu, inne – statyczne, niemal monumentalne – skłaniają do zadumy i kontemplacji, dając możliwość wniknięcia w psychikę bohaterów. Są i takie, które o postaciach mówią znacznie więcej, niż zrobiłyby to dziesiątki dialogów czy wewnętrznych monologów. Naprawdę nietrudno zrozumieć fascynację Davida S. Goyera i Christophera Nolana tą właśnie odsłoną przygód Człowieka-Nietoperza.
koniec
8 grudnia 2014

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Uciec, ale dokąd?
Paweł Ciołkiewicz

27 X 2020

„Odyseja Hakima” to komiks, który na pewno zainteresuje osoby śledzące przebieg współczesnych konfliktów zbrojnych oraz ich konsekwencji. Burzliwe losy młodego człowieka uciekającego przed wojną zostały ukazane w całkiem interesujący sposób, choć dzieło Fabiena Toulme nie jest wolne od wad.

więcej »

Niespodzianka!
Dagmara Trembicka-Brzozowska

26 X 2020

W tym tomie przygód herosa z Troy autorzy postanowili zmienić realia komiksu – i zmieniają nam gatunek z fantasy na science fiction.

więcej »

Zwą mnie szybkokciuki Charlie
Marcin Osuch

26 X 2020

Wielka przygoda z „Fistaszkami” powoli dobiega końca. Poza najnowszym zawierającym paski z lat 1995-96, zostały jeszcze dwa albumy. Na szczęście Charles Schultz nie obniża lotów i lektura tych ponad trzystu stron przygód Charliego i jego przyjaciół nadal jest prawdziwą intelektualną ucztą.

więcej »

Polecamy

Rajner kontra Reiner

Podziemny front:

Rajner kontra Reiner
— Konrad Wągrowski

Wojna o duszę doktora z AK
— Konrad Wągrowski

Noc długich noży
— Konrad Wągrowski

Komandosi z wyobraźni generała
— Konrad Wągrowski

Komiks, którego nie było
— Konrad Wągrowski

Bitwa o szyny
— Konrad Wągrowski

Dobry Niemiec
— Konrad Wągrowski

Granat do studzienki, czyli najśmielsza akcja bojowa
— Konrad Wągrowski

Po twarzy poznasz konfidenta
— Konrad Wągrowski

Wybuch w burdelu
— Konrad Wągrowski

Zobacz też

Tegoż twórcy

Gotham w cieniu złoczyńców
— Sebastian Chosiński

Marvel: Zanim komiksy straciły niewinność
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Żółtszy od żółci
— Sebastian Chosiński

Podwójne tożsamości, podwójne moralności
— Sebastian Chosiński

Ujrzeć Rzym i nie umrzeć
— Sebastian Chosiński

Przeczytaj to jeszcze raz: Człowiek nie tylko ze stali
— Konrad Wągrowski

Krótko o komiksach: Grudzień 2003
— Sebastian Chosiński, Daniel Gizicki, Piotr Niemkiewicz

Kolorowe, choć czarno-białe
— Piotr Niemkiewicz

Bohater w czerni i bieli
— Marcin Lorek

Tegoż autora

Myślozbrodnia Winstona Smitha
— Sebastian Chosiński

Ogień wciąż płonie, gniew nie wygasa
— Sebastian Chosiński

Słowiańska dusza, amerykański szyk
— Sebastian Chosiński

Morskie opowieści w rytmie roots reggae
— Sebastian Chosiński

Po obu stronach Bałtyku
— Sebastian Chosiński

Internacjonalizm międzygalaktyczny
— Sebastian Chosiński

Gdzie diabeł nie może, tam Rotanowa pośle
— Sebastian Chosiński

„I po ch… pani robiła te badania?!”
— Sebastian Chosiński

Za siedmioma odległymi galaktykami…
— Sebastian Chosiński

W Rosji najgorzej być zakładnikiem…
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.