Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 24 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CCX

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Philippe Delaby, Jean Dufaux
‹Skarga Utraconych Ziem #8: Rycerze Łaski #4: Sill Valt (wyd.II)›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRycerze Łaski #4: Sill Valt (wyd.II)
Scenariusz
Data wydania2 listopada 2014
RysunkiPhilippe Delaby
Wydawca Egmont
CyklSkarga Utraconych Ziem
Cena29,99
Gatunekfantasy
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk

Dopaść Lorda!
[Philippe Delaby, Jean Dufaux „Skarga Utraconych Ziem #8: Rycerze Łaski #4: Sill Valt (wyd.II)” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„Sill Valt” okazał się – w podwójnym znaczeniu tego słowa – albumem ostatnim. Po pierwsze: zamknął drugi czteroksiąg „Rycerzy Łaski”, będący prequelem do „Skargi Utraconych Ziem”. Po drugie: w czasie pracy nad nim zmarł belgijski rysownik Philippe Delaby. W dokończeniu komiksu pomógł Jeanowi Dufaux dotychczasowy kolorysta serii Jérémy Petiqueux.

Sebastian Chosiński

Dopaść Lorda!
[Philippe Delaby, Jean Dufaux „Skarga Utraconych Ziem #8: Rycerze Łaski #4: Sill Valt (wyd.II)” - recenzja]

„Sill Valt” okazał się – w podwójnym znaczeniu tego słowa – albumem ostatnim. Po pierwsze: zamknął drugi czteroksiąg „Rycerzy Łaski”, będący prequelem do „Skargi Utraconych Ziem”. Po drugie: w czasie pracy nad nim zmarł belgijski rysownik Philippe Delaby. W dokończeniu komiksu pomógł Jeanowi Dufaux dotychczasowy kolorysta serii Jérémy Petiqueux.

Philippe Delaby, Jean Dufaux
‹Skarga Utraconych Ziem #8: Rycerze Łaski #4: Sill Valt (wyd.II)›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRycerze Łaski #4: Sill Valt (wyd.II)
Scenariusz
Data wydania2 listopada 2014
RysunkiPhilippe Delaby
Wydawca Egmont
CyklSkarga Utraconych Ziem
Cena29,99
Gatunekfantasy
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Publikowana w latach 1993-1998 „Skarga Utraconych Ziem” nie była może arcydziełem w kategorii komiksów fantasy, ale na pewno prezentowała równy, wysoki poziom. Czego nie da się, niestety, powiedzieć o kolejnym, opatrzonym podtytułem „Rycerze Łaski”, czteroksięgu, który choć powstał później, przedstawia wydarzenia wcześniejsze. Otwierające go „Morigany” (2004) wprawdzie wiele obiecywały, jednak „Gwinea Lord” (2008) rozwiał wszelkie nadzieje, które powróciły na moment, gdy przed dwoma laty światło dzienne ujrzała intrygująca „Czarodziejka Sanctus” – zdecydowanie najlepsza część cyklu. Można było uznać ją za zapowiedź atrakcyjnego zwieńczenia całości, dzięki czemu z jeszcze większą niecierpliwością czekało się na – zapowiadanego na koniec roku – „Sill Valta”. We Francji album trafił do sprzedaży (nakładem oficyny Dargaud) w listopadzie; Egmont, jak na profesjonalne wydawnictwo przystało, nie zwlekał ani chwili i jego polskie tłumaczenie otrzymaliśmy już w grudniu.
I co? Warto było przebierać nóżkami, licząc na to, że powróci magia pierwszego czteroksięgu?… Niekoniecznie. „Sill Valt” to album nierówny, przegadany, traktujący większość wątków po macoszemu. W pewnym sensie usprawiedliwieniem może być fakt, że Jean Dufaux był zmuszony wszystkie motywy pozamykać, mając do dyspozycji jedynie pięćdziesiąt cztery plansze, podczas gdy fabuła prosiła się o więcej. Znacznie więcej. W efekcie, chcąc znacząco popychać akcję do przodu, scenarzysta zdecydował się o wielu zdarzeniach informować czytelników jedynie w odautorskiej narracji, rezygnując tym samym z ich rozbudowywania, co z kolei odbiło się negatywnie na głębi psychologicznej. Z jednym tylko wyjątkiem – postaci Gwinei Lorda, który doczekał się godnego swej pozycji domknięcia tematu. Tyle że ucierpieli na tym nieco inni bohaterowie serii: i Sill Valt (mimo że jego imię dało tytuł albumowi), i Seamus, i Czarodziejka Sanctus, których perypetie tak skutecznie rozgrzewały wyobraźnię w poprzednim tomie.
Fabuła komiksu oparta jest w zasadzie na dwóch zdarzeniach, udanie podbijających napięcie, którego niestety później nie udaje się już scenarzyście utrzymać. Mocny jest początek, w którym Gwinea Lord przybywa na spotkanie z Saavardą, czyli Mater Obscura, władczynią wszystkich Morigan, aby wręczyć jej swoje trofeum – odrąbaną głowę Czarodziejki Sanctus. Szybko okazuje się jednak, że jego zdobycz nie jest tym, czym pierwotnie się wydawała, co wywołuje olbrzymi gniew demona. Ranny w walce Gwinea Lord udaje się więc do zamku swojej matki, bo tylko tam ma możliwość przez nikogo nie niepokojony dojść do zdrowia. W tym samym czasie Sill Valt, jeden z Rycerzy Łaski, dociera do ufortyfikowanej siedziby tajemniczej Pani z Gronostajem. Musi się bardzo wysilić, aby zostać przez nią przyjętym. Lecz zależy mu na tym ogromnie, albowiem jest przekonany, że tylko ona posiada wiedzę, która pomoże mu odkryć najskrytszy sekret Gwinei Lorda, dzięki czemu uda się go wreszcie pokonać. Znajomość z Panią z Gronostajem bywa jednak bardzo niebezpieczna, o czym przekonały się już dziesiątki jej niespełnionych kochanków, rozpaczających u podnóża zamku.
Czas spędzony przez Sill Valta w fortecy obfituje w dramatyczne uniesienia (także, co jest całkiem miłe dla oka, natury erotycznej) i rzeczywiście pozwala mu rozwiązać nurtującą go zagadkę pochodzenia Gwinei Lorda. Gorzej, że później, a do ostatecznego finału zostało jeszcze kilka plansz, nie dzieje się nic równie ekscytującego. Napięcie opada niewspółmiernie szybko do tempa jego wcześniejszego budowania, co każe wyciągnąć wniosek, że prawdopodobnie konstrukcja scenariusza nie została do końca właściwie przemyślana. Wpływ na to mogła mieć również śmierć rysownika Philippe’a Delaby’ego (w końcu stycznia 2014 roku), który odszedł w trakcie prac nad planszą trzydziestą trzecią; komiks dokończył jego rodak, Jérémy Petiqueux (znany Jeanowi Dufaux z przygodowego cyklu „Barracuda”), do tej pory zajmujący się kolorowaniem „Rycerzy Łaski”. I chociaż w warstwie graficznej nie widać żadnych znaczących różnic, nie można wykluczyć ewentualności, że odejście Delaby’ego wpłynęło w istotny sposób na kształt scenariusza i zakończenie komiksu. Dodatkowo pamiętać należy, że wyobraźnia Dufaux była ograniczona przez rozwój zdarzeń opisanych w pierwotnym czteroksięgu „Skargi Utraconych Ziem”. W finale Belg był więc zmuszony wyprowadzić wszystko na prostą, co również nie sprzyjało zaimplementowaniu jakiegoś znaczącego zwrotu akcji na pożegnanie.
koniec
22 grudnia 2014

Komentarze

23 XII 2014   00:03:38

Kolejna recenzja pana Chosińskiego, w której o rysunku wspomina się jakby tylko mimochodem, w jednym zdaniu. To jest komiks a nie książka. Ja jestem jednym z tych czytelników, którzy w komiksie zwracają uwagę przede wszystkim na stronę graficzną, scenariusz jest na drugim miejscu. Komiksy nie tylko się czyta, je się także, czy raczej przede wszystkim, ogląda. Niby oczywiste...

23 XII 2014   09:56:33

Trochę pisał na ten temat przy okazji poprzedniego tomu.

23 XII 2014   18:39:54

Rzeczywiście, przyznaję, że czasami zdarza mu się t r o c h ę o warstwie graficznej napisać.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Santorini, wyspa ognia
Konrad Wągrowski

24 X 2021

Dwuczęściowa „Zagłada Atlantydy” Zbigniewa Kasprzaka dopełnia nieoficjalną trylogię komiksów fantastycznych tego rysownika z drugiej połowy lat 80.

więcej »

Zielona skóra, w której żyje
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

23 X 2021

Jak na postać, która istnieje od zarania Marvela, Hulk nie miał w naszym kraju szczęścia do publikacji. Teraz jest szansa, by sytuacja ta się zmieniła, a to za sprawą wydawnictwa Egmont i pierwszego tomu serii „Nieśmiertelny Hulk”.

więcej »

Krótko o komiksach: Proszę państwa, oto miś
Agnieszka ‘Achika’ Szady

22 X 2021

Miś jest bardzo grzeczny dziś… albowiem na ogół jest amerykańskim licealistą, który tylko czasem przemienia się w zielone zwierzęta. Dlaczego zielone, tego komiks „Beast Boy” nie tłumaczy.

więcej »

Polecamy

Łatwe trudnego początki

Polscy podróżnicy:

Łatwe trudnego początki
— Marcin Osuch

Kumpel Mickiewicza
— Marcin Osuch

Prototyp Zagłoby
— Marcin Osuch

Wspomnienia jak żyła złota
— Marcin Osuch

Być jak Kmicic
— Marcin Osuch

Zobacz też

Tegoż twórcy

Historia w obrazkach: Racja stanu kontra chrześcijanie
— Sebastian Chosiński

Historia w obrazkach: Płoń, Rzymie, płoń!
— Sebastian Chosiński

Za głosem serca i obowiązku
— Sebastian Chosiński

W poszukiwaniu nawróconego Zła
— Sebastian Chosiński

Czarownice od stu boleści
— Sebastian Chosiński

Historia w obrazkach: Nadciąga Apokalipsa!
— Sebastian Chosiński

Historia w obrazkach: Gdzie gladiatorów dwóch, tam krew lać się musi
— Sebastian Chosiński

Historia w obrazkach: Starożytne kuku na muniu
— Sebastian Chosiński

Warto czasem dać drugą szansę
— Wojciech Gołąbowski

Krótko o komiksach: Czerwiec 2005, cz. 2
— Artur Długosz, Wojciech Gołąbowski

Tegoż autora

Poobiednie lenistwo
— Sebastian Chosiński

Śpij, kochanie, po słonecznej stronie ulicy
— Sebastian Chosiński

Ballady i impro-romanse
— Sebastian Chosiński

Puma skacząca do gardeł wampirów
— Sebastian Chosiński

Mroczna zatoka
— Sebastian Chosiński

Zdradzona i porzucona
— Sebastian Chosiński

Znaki na niebie i ziemi
— Sebastian Chosiński

Noir w kolorze… żółtym
— Sebastian Chosiński

Miłość w cieniu katastrofy
— Sebastian Chosiński

Na Dzikim Zachodzie i w kraju Łokietka
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.