Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 lutego 2021
w Esensji w Esensjopedii

Mike Richardson, Stan Sakai
‹47 Roninów›

EKSTRAKT:100%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Tytuł47 Roninów
Scenariusz
Data wydania18 lutego 2015
RysunkiStan Sakai
Wydawca Egmont
Cena69,99
Gatunekhistoryczny
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk

Historia w obrazkach: Bezpański ronin groźniejszy jest niż pies
[Mike Richardson, Stan Sakai „47 Roninów” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Od chwili kiedy scenarzysta Mike Richardson zdecydował, że chce w formie komiksowej opowiedzieć historię zemsty roninów z Akō, do ukazania się pięciozeszytowej miniserii minęło nieco ponad ćwierć wieku. W tym czasie trwały poszukiwania odpowiedniego rysownika – został nim Stan Sakai – oraz dopracowywanie fabuły, w czym pomagał Amerykaninowi Kazuo Koike. I wszystko to bardzo się opłaciło. „47 roninów” jest bowiem arcydziełem!

Sebastian Chosiński

Historia w obrazkach: Bezpański ronin groźniejszy jest niż pies
[Mike Richardson, Stan Sakai „47 Roninów” - recenzja]

Od chwili kiedy scenarzysta Mike Richardson zdecydował, że chce w formie komiksowej opowiedzieć historię zemsty roninów z Akō, do ukazania się pięciozeszytowej miniserii minęło nieco ponad ćwierć wieku. W tym czasie trwały poszukiwania odpowiedniego rysownika – został nim Stan Sakai – oraz dopracowywanie fabuły, w czym pomagał Amerykaninowi Kazuo Koike. I wszystko to bardzo się opłaciło. „47 roninów” jest bowiem arcydziełem!

Mike Richardson, Stan Sakai
‹47 Roninów›

EKSTRAKT:100%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Tytuł47 Roninów
Scenariusz
Data wydania18 lutego 2015
RysunkiStan Sakai
Wydawca Egmont
Cena69,99
Gatunekhistoryczny
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Gdy ogląda się gotowy już komiks, aż trudno uwierzyć, że jego scenarzysta, czyli Mike Richardson (znany głównie z takich serii, jak „Aliens”, „Maska” oraz „Star Wars”), mógł mieć jakiekolwiek wątpliwości związane z wyborem grafika, który mógłby zilustrować kłębiące się w jego głowie pomysły. Jest przecież właścicielem wydawnictwa Dark Horse Comics – trzeciej, obok Marvela i DC Comics, siły na rynku amerykańskim – z którym od wielu lat współpracuje Stan Sakai, twórca postaci legendarnego królika-samuraja Usagiego Yojimbo. Nie dość, że to Japończyk (urodzony w Kioto), to na dodatek doskonale znający potrzeby czytelników amerykańskich wychowanych w dużej mierze na komiksach superbohaterskich (przez lata żył przecież na Hawajach, a obecnie jest szczęśliwym mieszkańcem kalifornijskiej Pasadeny). Nikt nie poradziłby sobie z zadaniem zilustrowania historii o zemście roninów z Akō lepiej od niego! Co jednak najważniejsze, do takiego samego wniosku dochodzi się również po lekturze dzieła, które jest idealne pod każdym względem – zarówno fabularnym, jak i wizualnym. Do tego stopnia, że można by je postawić w jednym rzędzie z samurajskimi filmami Kenjiego Mizoguchiego i Akiry Kurosawy.
To zresztą zasługa jeszcze jednego człowieka – specjalisty od Japonii epoki samurajów, Kazuo Koikego (rocznik 1936), współtwórcy, przeniesionych także na język filmu, legendarnych serii mangowych „Samotny Wilk i Szczenię” (1970-1976) oraz „Lady Snowblood” (1972-1973). Poproszony przez Richardsona, by pełnił funkcję konsultanta, na etapie pracy nad scenariuszem zasypywał Amerykanina dziesiątkami uwag, które ten skwapliwie uwzględniał. Jeśli więc udało się wyeliminować już na wstępie wszelkie nieścisłości historyczne i innego rodzaju niedociągnięcia, miał w tym swój wydatny udział Koike. A było to o tyle istotne, że Richardson zdecydował się przedstawić w „47 roninach” wydarzenia, które miały miejsce w rzeczywistości – na początku XVIII wieku – i na stałe wpisały się w świadomość mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni. Na stronie tytułowej komiksu znalazło się zdanie: „Znać tę historię, to znać Japonię” – i w słowach tych nie ma ani krztyny przesady. Opowieść o zemście roninów z Akō po raz pierwszy opisana została już mniej więcej cztery dekady po zajściach przez Izumo Takedę w sztuce „Skarbiec wasalnej lojalności”, która trafiła do żelaznego repertuaru teatru kabuki.
W czasach znacznie nam bliższych wydarzenia te upamiętniano głównie za pośrednictwem kinematografii: w czasach drugiej wojny światowej świetny film nakręcił Kenji Mizoguchi (1941), natomiast całkiem niedawno (w 2013 roku) o temat ten upomnieli się producenci hollywoodzcy, którzy nakręcenie nowej wersji wydarzeń sprzed czterystu lat zaproponowali debiutującemu na dużym ekranie Carlowi Erikowi Rinschowi. W tym samym czasie Dark Horse publikował komiks Richardsona i Sakaiego. Pierwotnie miał się on ukazać w czterech zeszytach, ale ostatecznie rozrósł do pięciu, które do sprzedaży trafiły w latach 2012-2013; wydanie zbiorcze pojawiło się natomiast w roku ubiegłym – i w takiej też formie, nakładem Egmontu, „47 roninów” trafiło do Polski. Nie można mieć stuprocentowej pewności, że przedstawione w albumie wydarzenia są całkowicie zgodne z faktami; wokół zemsty bezpańskich samurajów narosły bowiem przez lata legendy, które mogły wypaczyć pewne elementy rzeczywistości. To jednak tak naprawdę sprawa drugorzędna – liczy się głównie to, jak amerykański scenarzysta i japoński (z pochodzenia) rysownik poradzili sobie z przedstawieniem samurajskiego mitu i czy dorównali swoim poprzednikom (czytaj: Takedzie i Mizoguchiemu, bo nad Rinschem należy raczej spuścić litościwą zasłonę milczenia).
Czego dotyczy fabuła? W XVII i XVIII wieku rezydujący w Kioto cesarz wysyłał raz do roku swoich wizytatorów do Edo, gdzie znajdowała się siedziba szogunatu. Aby ugościć ich z należytym szacunkiem, wyznaczano okolicznych daimyō, którzy mieli brać na swoje barki trud zajmowania się szlachetnymi przybyszami. W 1701 roku szogun Tsunayoshi Tokugawa powierzył to zadanie panu Naganori Asano z Akō. Nie miał żadnego doświadczenia dyplomatycznego, nie wiedział, jak zachować się na dworze, dlatego też odpowiednio wcześniej opuścił rodzinny dom, żonę i córkę, i udał się do Edo na naukę etykiety i protokołu. Jego nauczycielem był urzędnik dworski Kira Yoshinaki, człowiek bardzo pewny siebie i do cna skorumpowany. Kiedy przekonał się, że nie może liczyć od Asano na zgodne ze swoimi oczekiwaniami „dary wdzięczności” za trud włożony w jego nauczanie, zaczął naigrawać się z niedoświadczonego feudała. A że w epoce kiedy kodeks bushidō był w powszechnym użyciu, honor samuraja często górował nad jego rozsądkiem, pewnego dnia Naganori zwyczajnie nie wytrzymał i wyjął miecz, którym następnie w czasie sprzeczki drasnął urzędnika w twarz. Złamał tym samym obowiązującą zasadę, absolutnie zakazującą dobywania broni na dworze szoguna. Spotkała go za to surowa, ale zgodna z prawem kara – skazanie na sepukku.
Chcąc ratować własny honor, Asano popełnił rytualne samobójstwo. Po jego śmierci zapadła decyzja o konfiskacie majątku pana z Akō; jednocześnie trzystu jego samurajów stało się pozbawionymi czci roninami. Stojący na ich czele szlachetny Yoshio Oishi postanowił zemścić się na Kirze za krzywdę, jaka spotkała Naganoriego (i tym samym jego najbliższych). Droga do tego była jednak długa i wyboista, obfitująca także w liczne zagrożenia. Trzeba wiedzieć choć trochę o mentalności samurajów i sytuacji panującej w ówczesnej Japonii, by zdać sobie sprawę, na co ważył się Oishi. Na szczęście komiks Richardsona i Sakaiego doskonale wszystkie te zawiłości tłumaczy. Przedstawia też z niemal dokumentalną precyzją przygotowania do zemsty i jej przebieg. Kolejne krótkie rozdziały opowieści pochłania się tym samym jak najsmakowitsze dania, w czym zresztą pomaga bardzo precyzyjna i jasno wyłożona fabuła. Richardson pookrawał wszelkie wątki poboczne, skupiając się w zasadzie na trzech postaciach: Naganorim Asano (do momentu jego śmierci), Kirze Yoshinakim oraz Yoshio Oishim, który z czasem wyrasta na najważniejszą i zarazem najbardziej tragiczną postać dzieła. Amerykański scenarzysta – mając świadomość tego, że prawda wyglądała zapewne trochę inaczej – dla podkreślenia dramaturgii przedstawił ronina jako postać nieskazitelną, bohatera antycznego, który od początku wiedząc, że zapłaci głową, mimo wszystko decyduje się na ratowanie honoru swego nieżyjącego pana (i przyjaciela).
Oishi wyrasta tym samym na bohatera przez duże „B”, postać niemal posągową, ale jednocześnie z krwi i kości. Od pewnego momentu całkowicie ogniskuje uwagę czytelnika, który gotowy jest skoczyć za nim w ogień i doskonale rozumie pozostałych czterdziestu sześciu bezpańskich samurajów, którzy na to właśnie się zdecydowanie. Komiks Richardsona i Sakaiego jest monumentalny (choć objętość wcale na to nie wskazuje) jak opery Ryszarda Wagnera; tak samo, jak one, przytłacza, rwąc serce na kawałki. Postarajcie się dotrzeć do ostatniej strony, nie uroniwszy choć jednej łzy nad losem Oishiego i jego towarzyszy! Spróbujcie przeczytać „47 roninów” bez ściskania w gardle! I bez zachwytów nad rysunkami twórcy Usagiego, który wzorował się na grafikach, żyjącego na przełomie XIX i XX wieku (zmarł w 1920 roku) malarza Ogaty Gekkō (dla porównania kilka z nich zamieszczono w albumie). Choć oczywiście Sakai pozostał sobą; kto zna jego wcześniejsze prace, rozpozna od razu tę charakterystyczną kreskę (i nie ma znaczenia, że tym razem rysuje ludzi, a nie króliki i inne zwierzęta). W czym więc przejawiają się inspiracje? Przede wszystkim w kolorystyce, majestatycznym przedstawieniu postaci (głównie Oishiego) oraz kompozycji kadrów, co widoczne jest zwłaszcza w rysunkach pokaźniejszych rozmiarów, wypełniających co najmniej połowę strony. Szkoda jedynie, że jest ich tak niewiele.
koniec
27 lutego 2015

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

El Mariachi Death Metal
Marcin Knyszyński

24 II 2021

„100 naboi”, ze scenariuszem Briana Azzarello i rysunkami Eduarda Rissa, to jedna z najlepszych komiksowych serii pod szyldem „DC Vertigo”. Dokładnie sto odcinków wydawanych przez dokładnie dziesięć lat – wszystkie autorstwa dwójki wspomnianych twórców. W 2013 roku, cztery lata po zakończeniu serii, wracają oni do wykreowanego przez siebie uniwersum – w małym meksykańskim miasteczku o nazwie Durango dzieje się źle. Zresztą jak wszędzie w świecie „100 naboi”.

więcej »

Gdzie Spider-Man nie może, tam swoją byłą żonę pośle
Paweł Olejniczak

23 II 2021

Peter Parker po zostaniu miliarderem kontynuuje swoją działalność zarówno jako niedoświadczony i fatalny właściciel korporacji, jak i wygadany superbohater (już niekoniecznie z sąsiedztwa). W trzecim tomie „Amazing Spider-Mana” będzie musiał stawić czoła przeciwnikowi dysponującemu potężnymi mocami i innym światopoglądem, ale też po raz kolejny pobić się z Iron Manem. Bo przecież to oczywiste, że kiedy dwóch superbohaterów jest obok siebie, muszą się zmierzyć, niszcząc połowę miasta. Wszystko (...)

więcej »

Istnieją dwa światy
Marcin Knyszyński

22 II 2021

Nowa inicjatywa wydawnicza Detective Comics, o intrygującej nazwie „DC Black Label”, to dwa pomysły realizowane jednocześnie. Etykietowanie („Label” zobowiązuje) starych serii nowym logo i obdarzanie ich w ten sposób drugim życiem to pomysł pierwszy. Zupełnie nowe miniserie skierowane do dorosłego, doświadczonego i wymagającego odbiorcy to pomysł drugi. „Harleen”, „Batman. Biały rycerz”, „Batman. Przeklęty”, „Batman. Ostatni rycerz na Ziemi” czy kompletnie nieudany „Superman. Rok pierwszy” – te (...)

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Z tego cyklu

Gdy dzieci nie słuchają rodziców…
— Wojciech Gołąbowski

Ojczyznę wolną pozwól nie zbrukać, Panie!
— Sebastian Chosiński

Prowokacja na wagę losów świata
— Sebastian Chosiński

Papież uwikłany
— Sebastian Chosiński

Ochotnik w Piekle
— Sebastian Chosiński

Komiksy nafaszerowane
— Wojciech Gołąbowski

„Życiopisanie” śmierci
— Sebastian Chosiński

Nie wszystko święte, co o świętym
— Sebastian Chosiński

W służbie Jego Cesarskiej Mości
— Sebastian Chosiński

Tylko jeden epizod
— Wojciech Gołąbowski

Tegoż twórcy

Kumple Boby Fetta
— Marcin Osuch

Chcesz być jak rzodkiew, czy jak jajko?
— Marcin Osuch

Ten komiks się nie zestarzał
— Marcin Osuch

Miyamoto Usagi i poszukiwacze zaginionej szkatułki
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Piekło starości
— Paweł Ciołkiewicz

Inspektor Ishida na tropie
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Esensja czyta dymki: Styczeń 2018
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Gaijin z rapierem i zwinnopalca lisica
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Wierszem i mieczem
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Esensja czyta dymki: Listopad 2015
— Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.