Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CCX

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Mike Dringenberg, Neil Gaiman, Malcolm Jones III, Sam Kieth
‹Nadzieja w piekle›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułNadzieja w piekle
Tytuł oryginalnySandman: Preludes and Nocturnes
Scenariusz
Data wydaniapaździernik 2002
RysunkiSam Kieth, Malcolm Jones III, Mike Dringenberg
PrzekładPaulina Braiter
KolorRobbie Busch
Wydawca Egmont
CyklSandman
ISBN-1083-237-1348-0
Format136s. 170×260mm
Cena24,90
Gatunekgroza / horror
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk

Piekło, Szaleniec i Śmierć
[ - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Druga część „Sandmana” jaka pojawia się w Polsce (oryginalne zeszyty #4-#8) to powolna droga zarówno ku odzyskaniu przez tytułowego bohatera swoich magicznych przedmiotów, utraconych podczas długoletniego przebywania w przymusowym zamknięciu, jak i droga autora serii do pozyskania nowych czytelników oraz znalezienia swojego własnego, indywidualnego stylu w amerykańskim komiksie. Obie drogi kończą się sukcesem.

Tomasz Sidorkiewicz

Piekło, Szaleniec i Śmierć
[ - recenzja]

Druga część „Sandmana” jaka pojawia się w Polsce (oryginalne zeszyty #4-#8) to powolna droga zarówno ku odzyskaniu przez tytułowego bohatera swoich magicznych przedmiotów, utraconych podczas długoletniego przebywania w przymusowym zamknięciu, jak i droga autora serii do pozyskania nowych czytelników oraz znalezienia swojego własnego, indywidualnego stylu w amerykańskim komiksie. Obie drogi kończą się sukcesem.

Mike Dringenberg, Neil Gaiman, Malcolm Jones III, Sam Kieth
‹Nadzieja w piekle›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułNadzieja w piekle
Tytuł oryginalnySandman: Preludes and Nocturnes
Scenariusz
Data wydaniapaździernik 2002
RysunkiSam Kieth, Malcolm Jones III, Mike Dringenberg
PrzekładPaulina Braiter
KolorRobbie Busch
Wydawca Egmont
CyklSandman
ISBN-1083-237-1348-0
Format136s. 170×260mm
Cena24,90
Gatunekgroza / horror
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Przyjrzyjmy się kolejnym częściom opowieści:
Część czwarta: Nadzieja w Piekle
Morfeusz udaje się na wyprawę do Piekła. Scenarzysta serii – Neil Gaiman korzysta z kilku istniejących już wcześniej postaci i wydarzeń jakie zaistniały w świecie w którym rozgrywa się akcja komiksu – w świecie DC Comics (szczegóły w bieżącym numerze Esensji) – i wykreował nową wizję piekła i jego władców, która później przez kilka lat była obecna w innych komiksach wydawnictwa DC. Po raz kolejny Gaiman unika standardowych rozwiązań. Sandman, zamiast (jak to było w zwyczaju w innych komiksach wydawanych w tym czasie) wdać się w bójkę z jakimś gigantycznym demonem, napotyka inny rodzaj wyzwania – Grę w Rzeczywistość. A przy okazji czytelnicy dowiadują się jaką rolę odgrywają w piekle sny oraz spotkają Nadę – postać z przeszłości głównego bohatera, która jeszcze odegra ważną rolę w jego życiu.
Część piąta: Pasażerowie
Tym razem odcinek poświęcony głównie jeszcze jednemu nurtowi przejawiającemu się w komiksach po dzień dzisiejszy – superbohaterowie i ich przeciwnicy pojawiają się w tym odcinku dość często. Zarówno tu – przy spotkaniu z Marsjaninem, jak i w poprzedniej opowieści (epizod z Nadą) widzimy kolejny objaw sennej natury Morfeusza. Jego wygląd zależy od punktu widzenia rozmówcy. Przybysz z innej planety widzi w nim pradawnego boga, zaś na Nadę spogląda postać o afrykańskich rysach twarzy. Oprócz próby przyciągnięcia nowej rzeszy czytelników (fanów JLA) do lektury tytułu, pojawiają się w tym numerze kolejne sygnały świadczące o tworzeniu się własnego stylu i klimatu serii – czytelnicy są świadkami podróży „autostopowej” szalonego Johna Dee i reakcji Rosemary Kelly – normalnej, przeciętnej dziewczyny, towarzyszki podróży. Podróży dziwnej i niepokojącej.
Negro Morfeusz
Negro Morfeusz
Po raz kolejny również Gaiman nawiązuje do magii i postaci z nią powiązanych. Po magicznych rytuałach z części pierwszej tym razem ujawnia cywilne imię byłego przeciwnika Ligi Sprawiedliwości (Justice League) – Doktora Destiny. „Matka powiedziała: Jeśli chcesz być przestępcą, John, nie możesz przynieść wstydu nazwisku rodziny. Musiałem je zmienić. Nazwałem się Destiny. Dee to skrót od Destiny.” John Dee to również nazwisko XVI-wiecznego brytyjskiego uczonego i maga; nadwornego astrologa Elżbiety I; niestrudzonego badacza wiedzy tajemnej; człowieka, który twierdził, że rozmawiał z aniołami; człowieka, któremu H. P. Lovecraft przypisywał tłumaczenie „Necronomiconu”. Czy Gaimanowski John Dee („Jestem filozofem, hermetykiem i naukowcem”) był komiksowym przedłużeniem życia (reinkarnacją?) średniowiecznego mędrca? Nie zostaje to powiedziane wprost, również kolejne pojawienia się tej postaci w innych komiksach wydawnictwa DC Comics nie podejmują tego tematu – wydaje się jednak to dość prawdopodobne. Jako ciekawostkę potraktujmy fakt, że imię jednego z aniołów z którymi rozmawiał doktor John Dee, brzmiało identycznie jak imię demona z części czwartej Sandmana – Choronzon. Ten sam Choronzon, który wcześniej wymienił hełm Sandmana na magiczny amulet (#1) – amulet, który w spadku po matce dostaje Dee (#4). Niektóre ze tematów się zazębiają, by nigdy nie doczekać kontynuacji bądź wyjaśnień.
W trakcie tłumaczenia odcinka zagubiona została, ciężko przetłumaczalna gra słów dotycząca litery „D”. Imiona członków rodziny Nieskończonych w wersji Neila Gaimana to Dream, Death, Destiny, Desire, Despair, Delirium i Destruction. Jak łatwo zauważyć wszystkie one zaczynają się na tą samą literę. Również John Dee alias Doktor Destiny mówi „Now I can be Dee again. Dee is for lots of things. Death. Dust. Darkness. Demons…”. Gra słów polegająca na tym, że Dee można też przetłumaczyć jako kolejną z liter alfabetu: A, Be, Ce, De… . Tajemnicze ’D’ pojawia się ponownie. Pojawi się jeszcze kilka razy…
Część szósta: 24 godziny
W trakcie 24 godzin
W trakcie 24 godzin
24 strony komiksu. Otwarty 24 godziny na dobę bar gdzieś małym miasteczku w pobliżu Gotham City, w którym John Dee czeka na przybycie twórcy magicznego rubinu. 24 godziny grozy. Powolnego obserwowania, z punktu widzenia kilku wyizolowanych w zamkniętym barze osób, jak na całym świecie rozprzestrzeniania się szaleństwo. Doskonały pomysł Gaiman rozwija w serii godzinnych odsłon ilustrujących kolejne etapy obłędu ogarniającego wszystkich dookoła. Kameralny seans grozy w otoczeniu typowego, amerykańskiego baru, z typowymi mieszkańcami przedmieścia (jak z powieści Kinga). A większość z nich ma swoje własne, głęboko skrywane, prywatne sekrety. Tajemnice którymi nie chce się dzielić. Aż do teraz…
To pierwszy z numerów „Sandmana” całkowicie odizolowany od komiksowego dziedzictwa. Gaiman po raz kolejny eksperymentuje i powoli znajduje to, czego szukał – własny głos, własny styl. W czasach, gdy komiks się ukazał był jednym z nielicznych (o ile nie jedynym), w których tytułowy bohater właściwie się nie pokazuje (pojawia się on na chwilę na ostatniej stronie). Gaiman wyjątkowo intensywnie eksploruje w „24 godzinach” różnego rodzaju zachowania seksualne (mówi o nich nie potępiając – ocenę pozostawia czytelnikowi) – mamy tu nekrofilię, zdradę małżeńską, pedofilię, chorobliwą zazdrość a także dziewczynę, którą właśnie rzuciła partnerka. W jednym numerze udało mu się pokazać absurdy „nowel telewizyjnych”, brutalna walkę kilku mężczyzn prowadzoną do „akompaniamentu” nadawanego w TV programu przyrodniczego z życia wilków, oraz przytoczyć kilka szokujących scen z życia bywalców baru. Naładowana emocjami mała komiksowa perełka.
Część siódma: Wściekłość i wrzask
Finał historii z ostatnim z zgubionych przedmiotów Sandmana, to wielka, gigantyczna bitwa toczona według reguł panujących we śnie, czyli właściwie bez żadnych reguł. W tej potyczce może zdarzyć się wszystko, a związki przyczynowo-skutkowe nie istnieją. Przy okazji możemy ujrzeć klasyczne, szkieletopodobne wcielenie Doktora Destiny oraz być świadkami kolejnych, epizodycznych (ale potęgujących ciekawość czytelnika co do dalszych odcinków), pojawień się Ewy, jej kruka, Kaina, Abla, Gregory’ego oraz pierwszego pojawienia się Losu – jednego z rodziny Nieskończonych.
Część ósma: Odgłos jej skrzydeł
Rodzeństwo
Rodzeństwo
Po raz kolejny Gaiman odzywa się „własnym głosem”. Odcinek, który zaczyna się od spotkania rodzeństwa karmiącego gołębie i zachwycającego się disneyowską adaptacją książki Pameli L. Travers „Mary Poppins”, powoli przeradza się w niesamowitą podróż przez niematerialny świat. Morfeusz wyrusza by towarzyszyć swojej siostrze w pełnieniu jej obowiązków – a czytelnicy z czasem odkrywają wyjątkową naturę jej pracy. Młoda, energiczna dziewczyna z pogodnym uosobieniem (to ona jest siostrą Snu) w tym komiksie spotyka każdego: niemowlęta, ludzi w pełni sił, starców. Bogatych i biednych. Zawsze w tym samym celu – by odebrać im życie. Po raz kolejny uderza siła emocji emanująca z kart komiksu. Galeria śmiertelnych zejść postaci przedstawionych w tym numerze nie szokuje krwawymi scenami, są to bardziej spotkania pełne zdziwienia bądź też gotowości na koniec egzystencji. Brak w nich bólu i cierpienia. W zamian umierający spotykają młodą, uśmiechniętą dziewczynę, która objaśni im tajniki tego, co będzie dalej.
Spotkanie Śmierci ze Snem stało się przełomowym punktem serii. Spokojna, nastrojowa opowieść zauroczyła wielu (a sama była bodajże najczęściej przedrukowywaną historią – do pewnego czasu znajdowała się zarówno w zakończeniu pierwszego oryginalnego tomu zbiorczych opowieści, jak też na początku „Doll’s House” drugiego, zbiorczego tomu „Sandmana”), sama zaś postać Śmierci (jej image) stała się też początkiem swoistego kultu i naśladownictwa w niektórych subkulturach młodzieżowych.
Polskie wydanie
Sandman poprawiony jest kolorowy. W polskim wydaniu pozostał biały...
Sandman poprawiony jest kolorowy. W polskim wydaniu pozostał biały...
Polska edycja „Sandman: Nadzieja w Piekle” to druga część pierwszego z albumów z „The Sandman Library” zbierającej wszystkie zeszyty regularnej serii komiksowej (oryginalne zeszyty #4-#8). Podobnie jak w pierwszym polskim tomie cyklu („Sandman: Preludia i nokturny”) również i w tym znajdziemy kilka plansz, które zostały w późniejszych wydaniach amerykańskich powtórnie pokolorowane, by uniknąć błędów, dołożyć kilka efektów, bądź też ujednolicić wizję. Tym razem zmiany dotyczą dosłownie kilku plansz. Tłumaczenie komiksu, dokonane przez Paulinę Braiter, nie zawiera większych rozbieżności z oryginałem. Dokonane jest dokładnie, z zachowaniem wielu z niuansów – Demon Etrigan rymuje, rodzima planeta Scota Free nadal nazywa się Apokolips (w przeciwieństwie do komiksów TM-Semic, gdzie z uporem zmieniano ją w Apokalipsę). Pozostały jednak drobiazgi i kilka niekonsekwencji: w pierwszym tomie spolszczono wszystkie pojawienia się „Justice League” na „Ligę Sprawiedliwości”, w tomie drugim Liga zachowuje już oryginalne brzmienie. Po raz kolejny tłumaczka ignoruje istnienie żeńskich przedstawicielek rodziny Nieskończonych, i bezosobowe „kind” w chwili gdy Morfeusz przesiewa piasek przez palce „(…) Feel each grain of it, inexhaustible. Endless. Like myself, like the few others of my kind. ENDLESS. (…)” tłumaczy jako „Czuję każde ziarno, nieskończone, niewyczerpane. Jest taki jak ja i kilkoro moich pobratymców. NIESKOŃCZONY”.
Zadziwiająca podmiana kolorów...
Zadziwiająca podmiana kolorów...
Gryzie i drażni to „pobratymców”, szczególnie, że w tym samym tomie pojawia się Śmierć, o której „pobratymiec” trudno jest powiedzieć. Drażni też kilka kwestii z „24 godzin”, przytoczmy niektóre z nich: Fragment programu telewizyjnego – właśnie leci kolejny odcinek „Secret Hearts”, fikcyjnej telenoweli (której tytuł został zaczerpnięty z komiksu dla nastolatek wydawanego przez DC Comics kilkadziesiąt lat temu). Jedna z bohaterek mówi: „You mean – I married my dentist?” (Chcesz powiedzieć, że wyszłam za mojego dentystę) – w polskiej wersji znika słówko „mojego”, co zmienia nieco sens wypowiedzi. W kadrze kolejnym mamy ciąg dalszy serialu: „But if my siamese twin is HIV positive, doctor, doesn’t that mean… >gasp< …?”. W polskim „Sandmanie” czytamy: „Lecz jeśli mój bliźniak syjamski ma HIV, doktorze, czy to znaczy?… Uffff.” W oryginale na wieść o chorobie bliźniaka, mówiącemu zabiera oddech z przerażenia możliwością współdzielenia wirusa, w tłumaczeniu ta sama osoba wdycha z ulgą. Dziwne.
Z innych rzeczy jakie zostały zmienione w stosunku do oryginalnego wydania warto wspomnieć o nadużywaniu pisowni wyrazów WIELKIMI LITERAMI, często niezgodnie z pisownią oryginału, zmieniając, bądź wprowadzając nieistniejące akcenty znaczeniowe (choć być może to zmieniło się w późniejszych wydaniach – podobnie jak kolory), oraz o czcionkach – choć w tym tomie bardziej niż w poprzednim zadbano o zindywidualizowanie krojów czcionek którymi mówią postacie (John Dee otrzymał swoją własną, bardziej kanciastą od innych) to czcionka Lucyfera, Gwiazdy Zarannej, składa się wyłącznie z małych liter.
To wszystko – niuansy tłumaczenia, zmienianie wielkości liter czy też rodzaju czcionki – to drobiazgi. Jest coś gorszego. Coś, o czym nagminnie zapomina bądź ignoruje większość wydawców komiksów w Polsce – o roli wielkości czcionki w dymku. Dymek potrafi oddawać emocje – krzyczeć, deklamować, szeptać. Przykład? Proszę bardzo.
Oryginał:Tłumaczenie:Różnica (wygląd tekstu oryginalnego kontra wersja polska):
J: Turn left here
Skręć w lewo.
John i Rosemary w samochodzie.Czcionka i dymek nieregularne. Bez zagłębiania się w treść widać szaleństwo mówiącego.
R. ListenBusterI’mWARNINGYouYouLayAFinger OnMeI’llSoHelpMeYouTryAnythingMyHusband’s AMafiaHitman-He’llKillYouSoDon’tEvenThinkItDon’t…
Posłuchaj, draniu. Ostrzegam, jeśli tkniesz mnie choć placem, jeśli czegoś spróbujesz, mój mąż, zabójca z mafii, załatwi cię na cacy, więc nawet nie próbuj..
Czcionka w widoczny sposób większa od standardowego rozmiaru, dymek ’krzyczący’, tekst ciągły, gwałtowny. Rosemary podnosi głos, krzyczy, wydaje z siebie nieprzerwany ciąg gróźb. W wersji polskiej deklamuje ostrzeżenie.
R. O God. Don’t kill me.
O Boże, nie zabijaj mnie.
John Dee grozi Rosemary pistoletem. Ta spogląda przed siebie i mówi cos szepce. Czcionka malutka, drobna, cicha. W wersji PL Rosemary mówi takim samym tonem/czcionką jakim mówiła głosząc groźby.
J: I’m. sorry. I didn’t mean to scare you. It’s just that.. Sorry.
Przepraszam. Nie chciałem cie wystraszyć. Po prostu… Wybacz.
Dee przeprasza. Rozmowa toczy się dalej. Czcionka Rosemary wraca do standardowej wielkości.
R:Ah. Hh. You escaping from prison?
Uciekasz z więzienia?
 
J: No. From Arkham. The Madhouse.
Nie. Z Arkham. Z domu wariatów.
 
R. Oh.
Och.
 
R. Jesus.
Jezu.
I po raz kolejny Rosemary szepcze. Malutkie, ciche, zszokowane literki. Nie w wersji polskiej,
Teoretycznie, treść ta sama. Tylko dubbing zły. Bardzo zły dubbing jest.
Dobry, poruszający komiks dla dojrzałych czytelników.
koniec
1 lutego 2003
Poniższy tekst sponsorowała literka D, The Sandman Annotations oraz The John Dee Society www.johndee.org/DE. Podziękowania dla Darka (za naprowadzenie na trop Johna Dee), oraz grupy HACSA (za udostępnienie starszych komiksów wydawnictwa DC Comics).

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Fajne te dodatki, ale…
Marcin Osuch

21 X 2021

Młode wydawnictwo Lost in Time konsekwentnie buduje swoją pozycję na naszym rynku. Wydaje komiksy nieszablonowe i to w bardzo atrakcyjnej formie. Do takich pozycji należy m.in. „Opowieść o czarodziejach”, druga część serii „Świat Dryftu”.

więcej »

Mała Esensja: W Valleby zawsze coś się dzieje
Marcin Mroziuk

20 X 2021

Wielbiciele „Biura Detektywistycznego Lassego i Mai” z pewnością nie przepuszczą okazji, by poznać kolejne cztery sprawy rozwiązane przez ich ulubionych bohaterów. Co ważne, historyjki w „Sabotażu w punkcie skupu i innych komiksach” okazują się równie wciągające, jak te znane z książek Martina Widmarka, a charakterystyczne rysunki Heleny Willis wręcz nadspodziewanie dobrze się sprawdzają się jako komiksowe kadry.

więcej »

W służbie jej kosmicznej mości
Marcin Knyszyński

19 X 2021

Pierwszy zbiorczy tom „Armady”, wydany właśnie przez Egmont, zbiera cztery początkowe odcinki serii, które już dwadzieścia lat temu pojawiły się na polskim rynku. Młodzieżowa, typowo rozrywkowa space opera z dziesiątkami cudacznych miejsc i bohaterów – przed nami gargantuiczny konwój, złożony z tysięcy olbrzymich statków kosmicznych, od milleniów przemierzający galaktykę.

więcej »

Polecamy

Łatwe trudnego początki

Polscy podróżnicy:

Łatwe trudnego początki
— Marcin Osuch

Kumpel Mickiewicza
— Marcin Osuch

Prototyp Zagłoby
— Marcin Osuch

Wspomnienia jak żyła złota
— Marcin Osuch

Być jak Kmicic
— Marcin Osuch

Zobacz też

Tegoż twórcy

Światy równoległe
— Tomasz Nowak

Krótko o komiksach: Wrzesień 2004, cz. 2
— Sebastian Chosiński, Daniel Gizicki, Wojciech Gołąbowski

Z wielkiej chmury mały deszcz
— Sebastian Chosiński

Wstęp do armagedonu?
— Sebastian Chosiński

Sen, brat Śmierci
— Tomasz Sidorkiewicz

Tegoż autora

Potrawka z napletka
— Tomasz Sidorkiewicz

Demony nie umierają
— Tomasz Sidorkiewicz

Wilkołaki i Magiczne Rękawice
— Tomasz Sidorkiewicz

Steamfantasy
— Tomasz Sidorkiewicz

Wszyscy zostaniecie nababieni
— Tomasz Sidorkiewicz

A krew demonów jest nadal zielona
— Tomasz Sidorkiewicz

Veni. Vidi. I co dalej?
— Tomasz Sidorkiewicz

Z czaszką w tle
— Tomasz Sidorkiewicz

Inne światy
— Tomasz Sidorkiewicz

Obietnica przygody
— Tomasz Sidorkiewicz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.