Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 stycznia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CCXII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Yves Swolfs
‹Durango #6: Ostatni desperado›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDurango #6: Ostatni desperado
Scenariusz
Data wydaniakwiecień 2015
RysunkiYves Swolfs
Wydawca Elemental
CyklDurango
Cena38,00
Gatunekwestern
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk

Desperados spod jasnej gwiazdy
[Yves Swolfs „Durango #6: Ostatni desperado” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Nawet jeśli recenzent bardzo by się napiął i skrupulatnie rozłożył na czynniki pierwsze kolejne tomy serii Yves’a Swolfsa w poszukiwaniu wszelkich wpadek scenariuszowych bądź graficznych – prawdopodobnie i tak nic by nie znalazł. W „Ostatnim desperado” – szóstej odsłonie „Durango” – choć autor wciąż powiela ten sam schemat opowieści z Dzikiego Zachodu, wciąż bowiem robi to w sposób niezwykle atrakcyjny i zajmujący.

Sebastian Chosiński

Desperados spod jasnej gwiazdy
[Yves Swolfs „Durango #6: Ostatni desperado” - recenzja]

Nawet jeśli recenzent bardzo by się napiął i skrupulatnie rozłożył na czynniki pierwsze kolejne tomy serii Yves’a Swolfsa w poszukiwaniu wszelkich wpadek scenariuszowych bądź graficznych – prawdopodobnie i tak nic by nie znalazł. W „Ostatnim desperado” – szóstej odsłonie „Durango” – choć autor wciąż powiela ten sam schemat opowieści z Dzikiego Zachodu, wciąż bowiem robi to w sposób niezwykle atrakcyjny i zajmujący.

Yves Swolfs
‹Durango #6: Ostatni desperado›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDurango #6: Ostatni desperado
Scenariusz
Data wydaniakwiecień 2015
RysunkiYves Swolfs
Wydawca Elemental
CyklDurango
Cena38,00
Gatunekwestern
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Trzeba przyznać, że w poprzednich dwóch tomach westernowej sagi Yves’a Swolfsa belgijski scenarzysta dał popalić swoim bohaterom. Rewolwerowca Durango nigdy zresztą specjalnie nie oszczędzał, ale to, co zgotował mu w „Amosie” (1984) oraz „Strzałach nad sierrą” (1985) przekraczało wręcz granice przyzwoitości. Wszystko jednak z myślą o czytelniku, który lubi przecież czytać – a w przypadku komiksu również oglądać – o pełnych niebezpieczeństw perypetiach i „czarnych chmurach” co rusz zbierających się nad głowami ulubionych postaci. Tym bardziej gdy ma pewność, że w finale opowieści i tak wyjdą oni zwycięsko ze wszystkich potyczek z przeciwnościami losu. A tak właśnie jest w przypadku blondwłosego samotnika przemierzającego prerię w poszukiwaniu przygód i… źródeł zarobku. W zakończeniu poprzedniej części mogło jedynie dziwić to, że – wbrew wcześniejszej praktyce – Swolfs postanowił wreszcie dać Durango i jego kompanom trochę odetchnąć.
Po udanej ucieczce przed ścigającymi ich z jednej strony pułkownikiem armii meksykańskiej de la Cruzem, z drugiej natomiast – kapitanem Ortizem i towarzyszącymi mu „łowcą głów” Loganem oraz psychopatycznym zabójcą-dentystą Crowleyem, Durango z Amosem dotarli bezpiecznie do Tacomy. Tam rewolwerowiec zajął się wreszcie pałającą do niego, jak do tej pory nieszczególnie odwzajemnionym, uczuciem piękną panią Billings, z kolei Rodriguez postawił na nogi indiańskiego szamana, by ten opatrzył rany i przywrócił do zdrowia i pełnej sprawności Maximiliana von Ruhenberga, uciekiniera z Niemiec, którego za Ocean przywiodły tyleż przyświecające mu internacjonalistyczne ideały marksizmu, co chęć zapomnienia tego, co przeżył w swojej ojczyźnie (Swolfs zresztą bardzo oszczędnie dawkuje nam informacje na ten temat, tym samym podgrzewając atmosferę). Szczęście jednak zazwyczaj nie trwa długo. I tak jest także tym razem. W ślad za uciekinierami docierają polujący na nich myśliwi.
„Ostatni desperado” zaczyna się więc od bardzo dramatycznych sekwencji. Ludzie Ortiza postanawiają bowiem wziąć osadę szturmem, najpierw – by zmiękczyć przeciwnika – ostrzeliwując ją z… armat. Obrońcy zdają się być na z góry straconej pozycji, ale przecież gdyby Durango i Amos nie byli nadzwyczaj sprytnymi ludźmi, już dawno kwiatki rosłyby na ich grobach. Można zatem pewnym być jednego – że: po pierwsze: bez walki się nie poddadzą, po drugie: gdy sytuacja stanie się beznadziejna, na pewno – z niewielką pomocą swego najlepszego przyjaciela, czyli Yves’a Swolfsa – wymyślą coś, co sprawi, że ocalą skórę. Belg jest jednak zbyt szanującym się artystą, aby przelewać na papier niedorzeczności, dlatego wszystko, co dzieje się na kartach „Ostatniego desperado” – podobnie jak to miało zresztą miejsce wcześniej – daje się logicznie wytłumaczyć. Atak na Tacomę jest więc zaledwie kamieniem, który porusza lawinę. To, co dzieje się w dalszym ciągu opowieści, połyka się jednym tchem – akcja pędzi bowiem na złamanie karku, a towarzyszą jej nieodłączne atrybuty gatunku, czyli pościgi, strzelaniny, pojedynki rewolwerowców.
I nawet jeśli Swolfs wykorzystywał je już na różne sposoby we wcześniejszych odsłonach serii (począwszy od otwierającego całość albumu „Psy zdychają zimą”), za każdym razem robi to tak, że czytelnik nie odczuwa znużenia. A to dzięki wprowadzeniu do fabuły nowych, intrygujących postaci, to znów dzięki zaskakującemu zwrotowi akcji bądź dramatycznie zarysowanemu przesileniu. W „Ostatnim desperado” nie brakuje zwłaszcza tych ostatnich. Nagromadzenie wzruszających, pełnych tragizmu scen jest w tym albumie tak wielkie, że naprawdę trudno nie dać się ponieść emocjom. Być może Belg zakładał, że ten tom będzie zarazem ostatnim i stąd koncept, by pozamykać wszystkie najważniejsze wątki. Ale nawet jeżeli tak było w rzeczywistości, na szczęście stało się inaczej – rok później do sprzedaży trafiła siódma część cyklu. Graficznie Swolfs ponownie nie dał żadnego pretekstu do krytyki. Przeciwnie: w odzwierciedlaniu obrazu epoki zbliżył się do perfekcji, świetnie radząc sobie zarówno w scenach statycznych (gdzie musiał znacznie bardziej przyłożyć się do tworzenia dalszych planów), jak i dynamicznych (które aż skrzą się od emocji). A jeśli dodać do tego jeszcze charakterystyczne dla lat 70. i początku 80. ubiegłego wieku facjaty bohaterów (ze specyficznymi wąsiskami), to aż łezka zaczyna kręcić się w oku. Rasowy vintage.
koniec
17 kwietnia 2015

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Pożegnanie z Filutkiem
Tomasz Nowak

18 I 2022

Trzeci i jednocześnie ostatni tom zebranych pasków z perypetiami profesora Filutka i jego psa Filusia budzi nostalgię, trochę smutek. Z jednej strony, że to już koniec, z drugiej, że wygląda on właśnie w ten sposób.

więcej »

Co przyniesie przeszłość?
Maciej Jasiński

17 I 2022

Jeff Lemire w ostatniej dekadzie zajmował się wieloma bohaterami zarówno z uniwersum DC, jak i Marvela. Wśród tego licznego grona postaci jest też Hawkeye, a nawet dwoje bohaterów używających tego pseudonimu.

więcej »

Ten sukces ma dwóch ojców
Paweł Ciołkiewicz

16 I 2022

Do „Styksu” zapewne wielu czytelników przyciągnie przede wszystkim nazwisko Andreasa. Nawet jeśli zajmował się on tylko nakładaniem tuszu na szkice Foerstera. Chociaż słowo „tylko” nie jest w tym przypadku adekwatne. Twórca „Rorka”, współpracując ze scenarzystą i rysownikiem, odcisnął na planszach komiksu swoje rozpoznawalne na pierwszy rzut oka piętno.

więcej »

Polecamy

Łatwe trudnego początki

Polscy podróżnicy:

Łatwe trudnego początki
— Marcin Osuch

Kumpel Mickiewicza
— Marcin Osuch

Prototyp Zagłoby
— Marcin Osuch

Wspomnienia jak żyła złota
— Marcin Osuch

Być jak Kmicic
— Marcin Osuch

Zobacz też

Tegoż twórcy

Łotr łotra łotrem pogania
— Sebastian Chosiński

Samotnik bez Imienia
— Sebastian Chosiński

Wśród skorpionów
— Sebastian Chosiński

Pociągiem do Piekła
— Sebastian Chosiński

Kobra kąsa zawsze dwa razy
— Sebastian Chosiński

Gdzie diabeł nie może, tam Durango pośle…
— Sebastian Chosiński

Nie taki wampir straszny jak o nim mówią
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zrodziło go Piekło
— Sebastian Chosiński

Górniczy protest na Dzikim Zachodzie
— Sebastian Chosiński

U podnóża Gór Skalistych
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Nie lekceważ kulawego detektywa!
— Sebastian Chosiński

Piękna i niebezpieczna
— Sebastian Chosiński

Trup w Wigilię, trup w Sylwestra
— Sebastian Chosiński

Trudne życie wiejskiego nauczyciela
— Sebastian Chosiński

Puszek okruszek
— Sebastian Chosiński

Jaśniejsza strona mrocznej mocy
— Sebastian Chosiński

„Wilk” w owczej skórze
— Sebastian Chosiński

Poobiednie lenistwo
— Sebastian Chosiński

Śpij, kochanie, po słonecznej stronie ulicy
— Sebastian Chosiński

Ballady i impro-romanse
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.