Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 16 lipca 2019
w Esensji w Esensjopedii

Hermann Huppen
‹Jeremiah #5: Laboratorium wieczności›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułJeremiah #5: Laboratorium wieczności
Scenariusz
Data wydania24 maja 2015
RysunkiHermann Huppen
Wydawca Elemental
CyklJeremiah
Cena38,00
Gatuneksensacja
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk

Wampir jak Marylin Monroe
[Hermann Huppen „Jeremiah #5: Laboratorium wieczności” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
W „Jeremiahu” Hermanna Huppena schemat jest prosty. Dwaj przyjaciele – trochę z przypadku, trochę z konieczności – wędrują przez wyniszczone wojną atomową Stany Zjednoczone, co rusz wpadając w tarapaty. Wtedy ratują się nawzajem: raz Kurdy Malloy Jeremiaha, to znów na odwrót. W „Laboratorium wieczności” za ostatnią deskę ratunku służy bohater tytułowy.

Sebastian Chosiński

Wampir jak Marylin Monroe
[Hermann Huppen „Jeremiah #5: Laboratorium wieczności” - recenzja]

W „Jeremiahu” Hermanna Huppena schemat jest prosty. Dwaj przyjaciele – trochę z przypadku, trochę z konieczności – wędrują przez wyniszczone wojną atomową Stany Zjednoczone, co rusz wpadając w tarapaty. Wtedy ratują się nawzajem: raz Kurdy Malloy Jeremiaha, to znów na odwrót. W „Laboratorium wieczności” za ostatnią deskę ratunku służy bohater tytułowy.

Hermann Huppen
‹Jeremiah #5: Laboratorium wieczności›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułJeremiah #5: Laboratorium wieczności
Scenariusz
Data wydania24 maja 2015
RysunkiHermann Huppen
Wydawca Elemental
CyklJeremiah
Cena38,00
Gatuneksensacja
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Pomiędzy kolejnymi odsłonami sagi Hermanna Huppena zawsze jest w fabule jakiś odstęp czasowy. Było to o tyle wygodne dla belgijskiego twórcy – i tym samym jak najbardziej usprawiedliwione – że zaczynając pracę nad następnym tomem, nie musiał kurczowo trzymać się tego, co działo się w poprzednim. Niejako więc za każdym razem zaczynał od nowa. Z punktu widzenia czytelnika taka opcja też wydaje się praktyczniejsza. Tym bardziej gdy na kolejne albumy musiał – z czasem – czekać coraz dłużej. O ile bowiem pierwsze cztery części „Jeremiaha” ukazały się w ciągu dwóch lat (1979-1980), kolejne pojawiały się już średnio co dwanaście miesięcy. „Laboratorium wieczności” – oznaczone numerkiem „pięć” – miało swoją premierę w 1981 roku.
Po makabrycznych przygodach, jakie były udziałem Kurdy’ego i Jeremiaha poprzednim razem (vide „Oczy płonące żelazem”), Hermann pozwolił teraz obu chłopakom trochę odetchnąć. Mieszkają więc w starym wagonie kolejowym z cudem odnalezioną ciotką Jeremiaha, Marthą; większość czasu zajmuje im zdobycie pożywienia. Ba! mają nawet przydomowy ogródek, a w nim uprawiają warzywa (pewnie napromieniowane, ale kto by się przejmował takimi szczegółami w świecie po apokalipsie jądrowej). Ta sielanka nie trwa jednak długo. Pewnego dnia odnajduje bowiem Malloya stary kumpel – choć nie jest powiedziane, od jak dawna się znają i w jakich okolicznościach doszło do zawarcia tej znajomości – niejaki Stonebridge (zwany też pieszczotliwie przez Kurdy’ego Stone B., co byłoby dowodem pewnej, mimo że podszytej ironią, zażyłości). W każdym razie przybysz proponuje swemu towarzyszowi świetny interes – z góry płaci sześć stów, a zarobek może ostatecznie okazać się jeszcze wyższy.
Za co? Sęk w tym, że tego właśnie nie wiadomo. Stonebridge przekonuje, że to tajemnica jego szefa, który zwykł zdradzać cel misji dopiero w ostatniej chwili. Propozycja jest na tyle kusząca, że Malloy przystaje na nią, nie czekając nawet na radę nieobecnego w tej chwili Jeremiaha. Jest zaskakująco ufny. Ale czy można się temu dziwić, skoro ze Stone’em B. podróżuje piękna i słodka blond piękność Cheryl? To głównie dzięki niej i wytwarzanej przez nią pozytywnej aurze przybyszowi udaje się skaptować Kurdy’ego. Następnego dnia rano mężczyźni ruszają więc w drogę – pełną zagadek i niebezpieczeństw, u kresu której czeka na nich tytułowe „laboratorium wieczności”, a w nim tyleż charyzmatyczny, co i enigmatyczny uczony, którego pseudonaukowe badania nie mogą nie skojarzyć się z hitlerowskimi lekarzami pracującymi w czasie wojny w obozach koncentracyjnych. Wprawdzie stwierdzenie, że Huppen wzorował tę postać na doktorze Josefie Mengele mogłoby być zdecydowanie zbyt daleko idące… ale kto wie?
Tytuł albumu zdradza sporo. Gdy powiąże się go jeszcze z dwuplanszową introdukcją (o fabule której dla pewności nie piszemy ani słowa), można zagadkę rozwiązać już na wstępie. Nie jest to jednak wpadka scenarzysty, ale jego świadomy zabieg. Hermann robił już tak wcześniej – odsłaniał najatrakcyjniejszą część obrazu, aby pobudzić zainteresowanie czytelnika resztą. I tak jest także w tym przypadku. Belg niczym nie ryzykował, wiedząc, że docieranie do rozwiązania łamigłówki i tak okrasi wieloma innymi atrakcjami, które z jednej strony odwrócą uwagę od tego, co zdradził na początku, z drugiej – wciągną w lekturę tak bardzo, że myśleć będzie się o tym, co przed, a nie za nami. „Laboratorium wieczności” ma dwa niezaprzeczalne plusy: wyrazistych nowych bohaterów (vide Stonebridge, Cheryl i bezimienny lekarz) oraz domieszkę klasycznego science fiction w stopniu, w jakim nie występowała ona w żadnym z poprzednim tomów. Ale ma też jeden poważny minus. Wprowadzając postać doktora, Huppen nie zdołał wymyślić, na czym polegają jego eksperymenty. Poznajemy ich cel i skutek, ale nie dowiadujemy się, jaką drogą je osiąga.
Fabularnie, mimo tego mankamentu, jest jednak – zgodnie z tradycją – bardzo interesująco. Po raz kolejny mamy zaprezentowany – jak w klasycznym westernie, którym przecież „Jeremiah” również jest – jaskrawy podział na Dobro i Zło. Nie brakuje też nagłych zwrotów akcji i krwawych pojedynków. Co więcej, pojawia się wątek romansowy! Ale czy może być inaczej, skoro Cheryl oszałamia seksapilem? W warstwie graficznej też przy okazji pojawia się nowość. Przyzwyczailiśmy się bowiem do tego, że postaci rysowane przez Hermanna (co widoczne było również w „Wieżach Bois-Maury”) raczej nie zachwycają urodą. Tym razem jest inaczej – i to nie tylko za sprawą blondwłosej kobiety, ale i pensjonariuszy (tak zwanych „oczekujących”) tytułowego laboratorium. Poza tym wszystko jednak wygląda dokładnie tak samo, jak we wcześniejszych odsłonach serii. Co oznacza, że dominują twarze ludzi zmęczonych i wyniszczonych, a świat, w jakim przyszło im żyć – napawa przerażeniem i rodzi depresję. Słowem: norma!
koniec
24 kwietnia 2015

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Stary Thanos nie rdzewieje
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

15 VII 2019

„Wojna nieskończoności” to jeden z najlepszych komiksów, jakie ukazały się za czasów TM-Semic. Teraz po ten tytuł sięgnął Egmont i okazało się, że w 1994 roku otrzymaliśmy bardzo okrojoną wersję tego crossoveru.

więcej »

Horror skrajności
Marcin Knyszyński

14 VII 2019

Pomysł napisania komiksu zaangażowanego w sprawy społeczne i polityczne przyszedł Pornsakowi Pichetshote do głowy już dziesięć lat temu, kiedy to prezydentem Stanów Zjednoczonych został Barack Obama. „Infidel”, ostatnio wydany w Polsce przez Non Stop Comics, to horror – gatunek od zawsze uwielbiany przez autora – połączony z obserwacją społecznych problemów, wynikających z ksenofobii, rasizmu oraz braku dialogu i chęci zrozumienia drugiej strony.

więcej »

Marvel: Ubogi klon
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

13 VII 2019

Sto sześćdziesiąty pierwszy tom Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela „Punisher: W drodze” dowodzi, że pomimo szczerych chęci, nie każdy może być Garthem Ennisem.

więcej »

Polecamy

Dwanaście i pół fortepianu

Kadr, który…:

Dwanaście i pół fortepianu
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Nadchodzą złodupcy
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Idę i powiewam
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Ludzie nietoperze
— Paweł Ciołkiewicz

Z kategorii „cytaty”
— Wojciech Gołąbowski

Córy Iranu
— Paweł Ciołkiewicz

…i nie zawaham się…
— Wojciech Gołąbowski

Pytania ważne i ważniejsze
— Wojciech Gołąbowski

Docent tragarz
— Paweł Ciołkiewicz

Nie wyobrażaj sobie!
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Tegoż twórcy

„Jak to na wojence ładnie…”
— Sebastian Chosiński

Do stu milionów kabestanów!
— Paweł Ciołkiewicz

Pięknym kobietom wiatr zawsze w oczy
— Sebastian Chosiński

Tacy, jak Kurdy, nie powinni się zakochiwać
— Sebastian Chosiński

Radzę ci dobrze: Nie wkurzaj Kurdy’ego!
— Sebastian Chosiński

Na łeb, na szyję
— Sebastian Chosiński

W strugach deszczu
— Sebastian Chosiński

Bo zło powinno zostać ukarane…
— Sebastian Chosiński

„Boskość” niejedno ma oblicze
— Sebastian Chosiński

Ahoj, przygodo!
— Paweł Ciołkiewicz

Tegoż autora

Lepiej byłoby już pozostać w Paryżu!
— Sebastian Chosiński

Birdman znad Missisipi i Missouri
— Sebastian Chosiński

Jak Tommy Lee Jones (razy trzy) w „Ściganej”…
— Sebastian Chosiński

Pornobiznes i narkotyki, komunizm i nazizm
— Sebastian Chosiński

Żydzi, Arabowie i ich koty
— Sebastian Chosiński

Drapieżcy w Gotham
— Sebastian Chosiński

Jak radzić sobie z nienawiścią
— Sebastian Chosiński

Gdzie dwie się biją, tam trzeci korzysta
— Sebastian Chosiński

Jasne oblicze Zła i mroczna strona Dobra
— Sebastian Chosiński

Zbrodniarz w stylu vintage
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.