Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 lutego 2018
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CLXXIII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Miasto z rysą na sumieniu

Esensja.pl
Esensja.pl
Leworęki rewolwerowiec Durango nie ma łatwego życia. Nie dość, że dał się we znaki wielu ludziom, którzy najchętniej wpakowaliby mu kulkę w plecy albo zacisnęli sznur na szyi, to na dodatek nie potrafi przejść (a raczej: przejechać konno) obojętnie obok ludzkiej krzywdy. I z tego też powodu co rusz pakuje się w tarapaty. W siódmym tomie serii – „Loneville” – Yves Swolfs postawił naprzeciw szlachetnego kowboja bandę niejakiego White Heada.

Yves Swolfs
‹Durango #7: Loneville›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDurango #7: Loneville
Scenariusz
Data wydaniaczerwiec 2015
RysunkiYves Swolfs
Wydawca Elemental
CyklDurango
Cena38,00
Gatunekwestern
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Po krwawych, znaczonych dziesiątkami trupów, przygodach Durango na pograniczu amerykańsko-meksykańskim – przedstawionych przez Yves’a Swolfsa w trzech poprzednich odsłonach serii: od „Amosa” (1983), poprzez „Strzały nad sierrą” (1984), aż po „Ostatniego desperado (1985) – szlachetny rewolwerowiec rusza teraz na północ kraju. W okolicach miasteczka Loneville staje się przypadkowym świadkiem dramatycznych wydarzeń. Banda opryszków napada na farmę Stoneyów, morduje jej właściciela i jego dzieci; będąca świadkiem rzezi żona rolnika, nie chcąc przed śmiercią zostać dodatkowo pohańbiona gwałtem, próbuje się zastrzelić. Durango ratuje ją w ostatniej chwili, rozprawiając się z bezwzględnymi bandziorami. A potem pomaga zapakować na wóz najpotrzebniejsze rzeczy i rusza wraz z nią do najbliższego miasteczka. Liczy tam na dach na głową i coś gorącego do zjedzenia – wszak śnieg i mróz dały mu się już mocno we znaki.
Miasteczko nie wygląda jednak na przyjazne; większość domostw jest zrujnowanych i opuszczonych. Jakby nie tak dawno przeszedł przez nie potworny kataklizm. Durango widział już w swym życiu niejedno, ale ten obraz wydaje mu się szczególnie przygnębiający; rodzi też ogromny niepokój. Równie niechętni przybyszom z daleka okazują się także mieszkańcy. Tym bardziej że biorą rewolwerowca za jednego z członków pustoszącej okolice bandy. I pewnie wpakowaliby mu kulkę w plecy bądź w głowę, gdyby nie interwencja pani Stoney. Za nieznajomym ujmuje się też najbardziej wpływowy człowiek w mieście – właściciel banku; zaprasza Durango do siebie, oferuje mu nawet nocleg, lecz ten, kierowany niezawodnym instynktem, odmawia. Woli przenocować w jednej z opuszczonych chat, zdając sobie sprawę, że będzie ona znacznie lepszą kryjówką na wypadek przybycia do miasta rzezimieszków White Heada, który – tego kowboj jest pewien – gdy tylko dowie się o śmierci swoich ludzi, zapała do niego chęcią zemsty. I nie zawodzi się. Jasnowłosy herszt bandy zostaje sprowadzony do Loneville, a o zaistniałej sytuacji informuje go przybyły z osady mężczyzna w masce.
Yves Swolfs, zdając sobie sprawę z tego, że trudno będzie mu wyjść poza ograny schemat opowieści z Dzikiego Zachodu, stara się, jak może, podrasować fabułę. Chętnie sięga po inspiracje klasycznymi ekranowymi i literackimi westernami. W „Loneville” pobrzmiewają więc zarówno echa „Jeźdźca znikąd” (1953) George’a Stevensa, jak i „Niesamowitego jeźdźca” (1985) Clinta Eastwooda. A gdy wgryźć się głębiej, można też dostrzec motywy zaczerpnięte z innego dzieła Eastwooda, powstałego dwanaście lat wcześniej „Mściciela”. Tytułowe miasto bardzo przypomina filmowe Lago – w obu przypadkach mieszkańcy skrywają ponury sekret, za który przychodzi im po czasie zapłacić bardzo wysoką cenę. To, co spotkało, obywateli Loneville nie dzieje się bowiem przypadkiem. Ale tego Durango wiedzieć nie może. Oświeca go dopiero młoda sierota, rudowłosa córka Johna i Anny Alsworthów, którzy – jak wielu innych farmerów z okolicy (chociażby Stoney i jego dzieci) – padli ofiarą zabójców na usługach White Heada. Czy też raczej… mężczyzny w masce, bo to on zdaje się być najważniejszym złoczyńcą.
Tajemnica z przeszłości staje się kluczem do rozwiązania obecnych problemów mieszkańców. Jak radzi sobie z tym belgijski scenarzysta? Doskonale! I chociaż uważny czytelnik ma szansę dość szybko odkryć tożsamość zamaskowanego mężczyzny, to jednak wcale nie wpływa to na poziom emocji. Wręcz przeciwnie! Rodzi pytania, dlaczego zdecydował się on na współpracę z bandytami? Co nim kieruje? Odpowiedź poznajemy na finał i kapitalnie spina ona całość klamrą. Jak wiele razy wcześniej, Swolfs unika potępiania w czambuł; nie inaczej jest teraz. Niewinni mieszkańcy Loneville wcale nie są takimi barankami, zaś ten, który odpowiada za większość ich nieszczęść, niekoniecznie od razu zasługuje na napiętnowanie. Przy okazji, co także godne podkreślenia, twórca „Durango” podejmuje ważki problem społeczny, który dzisiaj na Zachodzie nikogo już nie szokuje, ale prawie trzydzieści lat temu – pamiętajmy, że ta część cyklu została opublikowana w 1987 roku – mógł wywoływać kontrowersje. Zwłaszcza, że Belg opowiada się po tej mniej oczywistej stronie barykady.
Akcja poprzednich kilku części cyklu rozgrywała się pod palącym słońcem pustyni i sierry; tym milsze będą odmalowane tym razem przez Yves’a Swolfsa zimowe krajobrazy. Co oznacza – przynajmniej w sferze wizualnej – powrót do otwierającego serię albumu „Psy zdychają zimą” (1981). Biel, wcale nie będąca tutaj symbolem niewinności, towarzyszy zresztą czytelnikom przez cały czas – bądź to pod postacią połaci śniegu, bądź koloru włosów White Heada (i kilku innych bohaterów). Na ich tle wybija się postać ogniście rudowłosej sieroty po Alsworthach, widzącej w Durango odważnego rycerza walczącego z mitycznym smokiem. Z tą różnicą, że tym razem smok – choć wielogłowy – nie jest postacią z bajek. „Loneville” – narysowane z wielką dbałością o szczegóły (do czego Belg zdążył nas już przyzwyczaić) – ma wszelkie atrybuty wyborowego westernu, czyli porwania i ucieczki, podstępne zasadzki i pojedynki rewolwerowców, zdrady i miłości. Czegóż można chcieć więcej?!
koniec
12 sierpnia 2015
dodajdo

Komentarze

16 VIII 2015   15:20:00

faktycznie palce lizać, ale całość wtórna

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Nie wszystko złoto
Wojciech Gołąbowski

19 II 2018

Opowieść o skarbie? Niekoniecznie. O Polsce Ludowej. O Wrocławiu. O trudnej przyjaźni, rywalizacji, życiowych wyborach i ich skutkach – także tych nieoczekiwanych. I o tym, czym dla kogo jest tytułowy „Skarb”.

więcej »

Solówka Rosomaka – runda druga
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

17 II 2018

Jason Aaron nie jest może wybitny w tym co robi, ale to co robi nie jest miłe… dla Wolverine′a. Z lubością bowiem znęca się nad nim w swoich scenariuszach. Drugi tom ich zbiorczej kolekcji ukazał się właśnie w ramach serii „Marvel Classic” sygnowanej przez Egmont.

więcej »

Niewinna jest, kiedy śni
Paweł Ciołkiewicz

16 II 2018

Chwat Gnat wspólnie ze swoimi kuzynami – Kancjuszem oraz Chichotem kontynuuje niesamowitą przygodę. Zdarzenia nabierają tempa, a w dolinie robi się coraz niebezpieczniej. Powracają demony przeszłości, a wojna znów wisi w powietrzu.

więcej »

Polecamy

Koniec nieskończoności

Marvel:

Koniec nieskończoności
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Nieskończoność megalomanii
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ostatnie łowy doktora Octopusa
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Przeczytać Panterę i zapomnieć
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pokręcony komiks
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Warlock raz jeszcze
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Człowiek pociągający za sznurki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pogromca – moja miłość
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Mroczna strona Marvela
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

I ty możesz zostać arachnoidem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Tegoż twórcy

Gdzie diabeł nie może, tam Durango pośle…
— Sebastian Chosiński

Nie taki wampir straszny jak o nim mówią
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zrodziło go Piekło
— Sebastian Chosiński

Górniczy protest na Dzikim Zachodzie
— Sebastian Chosiński

U podnóża Gór Skalistych
— Sebastian Chosiński

Nawet stryczek mu nie straszny
— Sebastian Chosiński

Gdybyś tylko chciał, zaciągnęłabym cię do łóżka!
— Sebastian Chosiński

Piękna, niebezpieczna i… uzbrojona
— Sebastian Chosiński

Desperados spod jasnej gwiazdy
— Sebastian Chosiński

Wyzwolenie bez teologii, czyli Durango z domieszką marksizmu
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Zdrada czai się pod wodą
— Sebastian Chosiński

Wróblewski był pierwszy!
— Sebastian Chosiński

Remanent filmowy 2017
— Sebastian Chosiński, Miłosz Cybowski, Grzegorz Fortuna, Adam Kordaś, Marcin Osuch, Jarosław Robak, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Wulkaniczny wehikuł czasu
— Sebastian Chosiński

Kto z Ligą wojuje…
— Sebastian Chosiński

Napalona doktor Quinn
— Sebastian Chosiński

Wampirza podróż w czasie i przestrzeni
— Sebastian Chosiński

Dobra mina do złej gry
— Sebastian Chosiński

Świat zrodzony z nienawiści
— Sebastian Chosiński

Naturalne skłonności do komplikowania życia
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.