Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 października 2019
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CXC

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Neil Gaiman, Andy Kubert
‹Wielka Kolekcja Komiksów Marvela #46: 1602›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWielka Kolekcja Komiksów Marvela #46: 1602
Tytuł oryginalny1602
Scenariusz
Data wydania27 sierpnia 2014
RysunkiAndy Kubert
PrzekładMaciej Drewnowski
Wydawca Hachette
CyklWielka Kolekcja Marvela
ISBN978-83-7739-795-4
Format224s. 170×260mm; oprawa twarda
Cena39,99
Gatunekprzygodowy, superhero
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Marvel: Rok, w którym nie wydarzyło się nic ważnego
[Neil Gaiman, Andy Kubert „Wielka Kolekcja Komiksów Marvela #46: 1602” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Z czym Wam się kojarzy rok 1602? Z premierą „Hamleta"? Z Potopem Szwedzkim? Z powstaniem Holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej? A może po prostu z komiksem ze scenariuszem Neila Gaimana, który ukazał się w czterdziestym szóstym tomie Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela?

Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Marvel: Rok, w którym nie wydarzyło się nic ważnego
[Neil Gaiman, Andy Kubert „Wielka Kolekcja Komiksów Marvela #46: 1602” - recenzja]

Z czym Wam się kojarzy rok 1602? Z premierą „Hamleta"? Z Potopem Szwedzkim? Z powstaniem Holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej? A może po prostu z komiksem ze scenariuszem Neila Gaimana, który ukazał się w czterdziestym szóstym tomie Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela?

Neil Gaiman, Andy Kubert
‹Wielka Kolekcja Komiksów Marvela #46: 1602›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWielka Kolekcja Komiksów Marvela #46: 1602
Tytuł oryginalny1602
Scenariusz
Data wydania27 sierpnia 2014
RysunkiAndy Kubert
PrzekładMaciej Drewnowski
Wydawca Hachette
CyklWielka Kolekcja Marvela
ISBN978-83-7739-795-4
Format224s. 170×260mm; oprawa twarda
Cena39,99
Gatunekprzygodowy, superhero
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
O tym, że wielkim wizjonerem Neil Gaiman jest, i że jego wyobraźnia wydaje się nieograniczona, wiemy nie od dziś. Niemniej nie wszystko, czego się on dotknie, z miejsca zamienia się w złoto, o czym mogliśmy się przekonać kilka lat temu. Na początku XXI wieku Egmont opublikował najdoskonalsze (przynajmniej w kategorii komiksów) dzieło Brytyjczyka – „Sandmana”. Ponieważ spotkało się ono ze sporym uznaniem także polskich czytelników, wydawnictwo zaczęło masowo zasypywać nas wszystkim, do czego tylko Neil przyłożył rękę. Niestety, okazało się, że poziom jego scenariuszy jest różny i nierzadko żałowałem pieniędzy, które wydałem, zachęcony jego nazwiskiem widniejącym na okładce. Na szczęście sytuacja ta nie dotyczy „1602”, choć nie jest to dzieło na miarę wspomnianej serii o Władcy Snów.
Pomysł na tę opowieść jest banalnie prosty: oto bowiem Gaiman przeniósł najpopularniejszych bohaterów Marvela w realia samego początku XVII wieku, czyli kończącej się ery elżbietańskiej. Nie jest to jednak zwykłe działanie na zasadzie kopiuj-wklej, a twórcze wykorzystanie postaci i inteligentne przemieszanie ich z wydarzeniami historycznymi. W tym miejscu właśnie najbardziej uwidacznia się geniusz scenarzysty, który zawsze lubił czerpać całymi garściami z kultury anglosaskiej. Na kartach komiksu spotkamy więc sir Stephena Strange′a jako nadwornego maga Elżbiety I, Nicka Fury′ego, czyli szefa wywiadu, Czwórkę z Fantasticka (wiadomo, o kogo chodzi) i Carlosa Javiera, który opiekuje się czarownikami, czyli po naszemu mutantami. Tego typu interesujących nawiązań jest znacznie więcej.
Dodajmy, że nie wszystkie postacie są tak oczywiste. Peter Parker (tu Peter Parquagh) nie posiada mocy Spider-Mana i jest pomocnikiem Fury′ego; Matthew Murdock, choć również ślepy, zamiast Daredevilem jest minstrelem, natomiast największą metaforę przeszedł Magneto, zostając inkwizytorem i szefem Bractwa Tych, Którzy Posiądą Ziemię. Do tego dochodzi cała masa smaczków, które, by wyłapać, należy nieco interesować się historią Anglii. Na przykład okazuje się, że ktoś taki jak Strange istniał naprawdę i nazywał się John Dee.
Dobrze jest również zapoznać się z legendą dotyczącą Virginii Drake, pierwszym dziecku urodzonym w kolonii w Ameryce. To właśnie wokół niej będą toczyły się losy przedstawionych wyżej postaci. Jest bowiem posądzona o to, że jej przybycie na dwór królowej Elżbiety związane jest z niepokojącymi zjawiskami pogodowymi, które nękają całą Europę.
Całość zaczyna się więc bardzo interesująco, ale „1602” od połowy staje się ofiarą większości dzieł Neila Gaimana, jakie było mi dane czytać. Ma on bowiem świetny pomysł na historię, doskonale osadza w niej oryginalnych bohaterów, tworzy specyficzny klimat, ale nie potrafi tego wszystkiego równie efektownie pociągnąć do końca. W efekcie ma się wrażenie, że finał, jaki musiał wymyślić, stał się tylko przykrym obowiązkiem i w żadnym razie nie wciąga tak bardzo jak początek.
Sytuację ratują świetne, jak zawsze, rysunki Andy′ego Kuberta, który ponownie zastosował technikę, którą widzieliśmy już w „Wolverine: Geneza”, a mianowicie zrezygnował z nakładania tuszu na szkice. Jego realistyczna kreska nie odnosi się w tym wypadku tylko do postaci, ale również do świetnie przedstawionej renesansowej architektury i jej klimatu.
„1602” jest zatem pozycją na pewno wartą poznania, ale jednak daleką od genialności. Być może anglofile będą pałali do niej większym entuzjazmem i wyłapią coś, czego mi się nie udało. Gaiman celowo wybrał ten rok ze względu na to, że nie kojarzy się on z żadnymi wielkimi wydarzeniami. A szkoda, bo z jakimiś lepiej znanymi wątkami całość byłaby dla czytelników z naszego rejonu geograficznego bardziej czytelna. Z drugiej strony nie pisał on przecież scenariusza z myślą o Polakach (inaczej akcja działaby się w czasie Rzeczypospolitej szlacheckiej). Dlatego też niech na Zachodzie zachwycają się tą pozycją, ja jednak pozostanę w umiarkowanym zadowoleniu.
koniec
12 września 2015

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Japońskie przygody
Paweł Ciołkiewicz

18 X 2019

„9 godzin” to surrealistyczna podróż po Japonii, a dokładniej mówiąc po pewnej, bardzo specyficznej wizji tego kraju. Wizji zrodzonej w głowie autora zafascynowanego japońską kulturą – szczególnie mangą i wszystkim co z nią związane.

więcej »

Chłopi i niewolnicy
Paweł Ciołkiewicz

16 X 2019

Thorfinn nie jest już tym samym człowiekiem. Po tym, jak zginął Askeladd, chłopak stracił jedyny, jaki napędzał go do działania. Chciał przecież własnoręcznie zabić mordercę swojego ojca. Teraz widzimy go jako pogrążonego w apatii niewolnika, który zupełnie nie jest zainteresowany tym, co wokół niego się dzieje. Teoretycznie zatem, niezbyt to dobry materiał na bohatera mangi.

więcej »

Lucky Luke poszukiwany, najlepiej martwy
Marcin Osuch

14 X 2019

„Ucieczka Daltonów” to kolejny album, przy okazji którego muszę odwołać tezę, że odcinki z udziałem czwórki desperados są przewidywalne i na jedno kopyto.

więcej »

Polecamy

Siła symbolu

Niekoniecznie jasno pisane:

Siła symbolu
— Marcin Knyszyński

Pajęcze lata Todda McFarlane’a
— Marcin Knyszyński

Bilety w pierwszym rzędzie na koniec wszechświata
— Marcin Knyszyński

Wszystko jest złudzeniem
— Marcin Knyszyński

Wystarczy uwierzyć
— Marcin Knyszyński

Odkryj się sam
— Marcin Knyszyński

Protestujemy, ale co dalej?
— Marcin Knyszyński

Rozgrzewka do tańca rzeczywistości
— Marcin Knyszyński

O dwóch takich, co walczyli z Gotham
— Marcin Knyszyński

Jestem Carl Seltz. Jestem Harry Seltz. Jestem Harry Burns.
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Z tego cyklu

Game over, man, game over!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dużo szumu i do domu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Kosmos taki wielki, a Avengers malutcy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Hail Kapitanie!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Burzy zmysłów nie ma
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ubogi klon
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Przyjdzie Galactus i wyrówna
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pół na pół
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

A co ty robiłeś w 2013 roku?
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tak niewielu decyduje za tak wielu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż twórcy

Batman metalem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Religijny fanatyk z Kosmosu
— Sebastian Chosiński

DC Comics: Tata w opałach
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Co wiemy o Batmanie?
— Konrad Wągrowski

Superbohaterowie w wehikule czasu
— Sebastian Chosiński

Krótko o komiksach: Maj 2003
— Daniel Gizicki, Wojciech Gołąbowski, Tomasz Kontny, Marcin Lorek

Krótko o komiksach: Grudzień 2002
— Wojciech Gołąbowski, Marcin Herman, Tomasz Kontny, Witold Tkaczyk

Był sobie chłopiec
— Tomasz Sidorkiewicz

Tegoż autora

Pot i Kreff: Dwadzieścia sześć minut orgazmu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ms Marvel i trójkąt miłosny nastolatków w kosmosie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zanim zagrał to Sam: Zajada daktyla i buja w obłokach
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Conan: Conan i latające miecze
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zagraj to jeszcze raz Sam: Na ulicach Babilonu gaz
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Conan: Conan Krool
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Odraza i komizm, czyli 10 razy Sid Haig
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Conan: Conan jeszcze nie król
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zagraj to jeszcze raz Sam: Lament zniewolonego ludu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zagraj to jeszcze raz Sam: Perwersyjna poezja miłosna
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.