Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 26 lutego 2020
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CXCIII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe (wybrane)

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Andrzej Białoszycki, Jerzy Wróblewski
‹Z archiwum Jerzego Wróblewskiego #7: Kapitan Jasny›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZ archiwum Jerzego Wróblewskiego #7: Kapitan Jasny
Scenariusz
Data wydaniapaździernik 2015
RysunkiJerzy Wróblewski
Wydawca ONGRYS
CyklZ archiwum Jerzego Wróblewskiego
Gatunekhumor / satyra, western
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk

Czy kapitan Żbik miał przyrodniego brata?
[Andrzej Białoszycki, Jerzy Wróblewski „Z archiwum Jerzego Wróblewskiego #7: Kapitan Jasny” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Trzeci w tym roku, a siódmy w ogóle, album z cyklu „Z archiwum Jerzego Wróblewskiego” przynosi dwa komiksy gazetowe autorstwa najpłodniejszego polskiego twórcy historii obrazkowych. Tym razem przypomniane zostały opowieści szpiegowsko-sensacyjne, których głównym bohaterem jest oficer bydgoskiej komendy Milicji Obywatelskiej, kapitan Jasny, na którego drodze stają zdrajcy i zaprzańcy idący na pasku rewizjonistów z Republiki Federalnej Niemiec.

Sebastian Chosiński

Czy kapitan Żbik miał przyrodniego brata?
[Andrzej Białoszycki, Jerzy Wróblewski „Z archiwum Jerzego Wróblewskiego #7: Kapitan Jasny” - recenzja]

Trzeci w tym roku, a siódmy w ogóle, album z cyklu „Z archiwum Jerzego Wróblewskiego” przynosi dwa komiksy gazetowe autorstwa najpłodniejszego polskiego twórcy historii obrazkowych. Tym razem przypomniane zostały opowieści szpiegowsko-sensacyjne, których głównym bohaterem jest oficer bydgoskiej komendy Milicji Obywatelskiej, kapitan Jasny, na którego drodze stają zdrajcy i zaprzańcy idący na pasku rewizjonistów z Republiki Federalnej Niemiec.

Andrzej Białoszycki, Jerzy Wróblewski
‹Z archiwum Jerzego Wróblewskiego #7: Kapitan Jasny›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZ archiwum Jerzego Wróblewskiego #7: Kapitan Jasny
Scenariusz
Data wydaniapaździernik 2015
RysunkiJerzy Wróblewski
Wydawca ONGRYS
CyklZ archiwum Jerzego Wróblewskiego
Gatunekhumor / satyra, western
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Archiwa Jerzego Wróblewskiego to prawdziwa studia bez dna. Można z niej co rusz wyciągać nowe, nigdy dotąd niepublikowane w formie albumowej opowieści, a ich końca praktycznie nie widać. Tylko w tym roku ukazały się już dwa komiksy: przygodowy o Tarzanie (1969) oraz sensacyjny o zrzeszającej byłych nazistów zbiegłych po drugiej wojnie światowej do Ameryki Południowej organizacji „Brunatny Pająk” (1977-1978). Wszystkie ukazywały się pierwotnie na łamach bydgoskiej popołudniówki „Dziennik Wieczorny” i od czasu pierwodruku w formie pasków nie były wznawiane. Podobnie rzecz się ma z dwiema historiami o kapitanie Jasnym, do których scenariusz napisał Andrzej Białoszycki, w przyszłości jeden z bliższych współpracowników Wróblewskiego. Wcześniej stworzyli już westernową opowieść „Leworęki” (1973-1974), później natomiast pracowali razem między innymi nad „Skarbem Irokezów” (1976) i wspomnianym już „Brunatnym Pająkiem”. Uczciwie przyznać jednak trzeba, że scenariusz nie jest najmocniejszą stroną obu zamieszczonych w siódmej odsłonie „Archiwum…” komiksów.
A główna tego wina tkwi nie tyle w braku talentu Białoszyckiego, ile w przyjętym z góry założeniu o propagandowym wymiarze „Kapitana Jasnego”, który tym samym jawi się jako trochę uboższy krewny… kapitana Żbika. Co ciekawe, kiedy powstawały opowieści o Jasnym, Wróblewski był już etatowym rysownikiem serii o Żbiku (zadebiutował w 1973 roku trylogią „Wieloryb z peryskopem”, „Wiszący rower” i „Tajemniczy nurek”). Można więc uznać, że pomysł powołania do życia oficera Komendy Głównej MO w Bydgoszczy był powieleniem tamtego konceptu i przeniesieniem go na grunt lokalny. Ale nie tylko w legendarnym komiksowym milicjancie z Warszawy należy upatrywać inspiracji obu autorów. W jeszcze większym stopniu Białoszycki opierał się zapewne na scenariuszach popularnych w latach 60. i pierwszej połowie lat 70. XX wieku filmów sensacyjno-szpiegowskich, opowiadających o walce służb specjalnych komunistycznej Polski z wszelkiej maści zdrajcami i agentami Zachodu, jak chociażby „Dwaj panowie N” (1961) Tadeusza Chmielewskiego, „Spotkanie ze szpiegiem” (1964) Jana Batorego czy „Hasło Korn” (1968) i „Na krawędzi” (1970) Waldemara Podgórskiego.
We wszystkich wymienionych powyżej filmach źródłem zarazy docierającej do Polski był wywiad Republiki Federalnej Niemiec. To on – słowem: pogrobowcy Hitlera – werbował i szkolił agentów, których następnie przerzucano nad Wisłę, aby działali na szkodę komunistycznej ojczyzny. Z podobnym schematem mamy do czynienia w „Kapitanie Jasnym”. Historia pierwsza – zatytułowana „Kryptonim Złota Doxa” – ukazywała się pierwotnie (w formie dwudziestu dziewięciu trzykadrowych pasków) od 4 czerwca do 16 lipca 1974 roku. Dzielny milicjant zostaje pewnego dnia wezwany przez swego szefa, który przekazuje mu informację z Centrali (niemal jak w „Stawce większej niż życie”, prawda?), że do siedziby wywiadu RFN zgłosił się uciekinier z Polski, Jan Romecki, który do tej pory pracował w jednym z przedsiębiorstw w powiecie tucholskim. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że po odpowiednim przeszkoleniu zostanie on odesłany do kraju, aby stworzyć na Kujawach i Pomorzu siatkę szpiegowską. I tak też się dzieje – otrzymawszy nową tożsamość, Romecki przekracza nielegalnie granicę (a precyzyjniej: dwie granice) i przystępuje do działalności wywrotowej.
Podobnie rzecz ma się z fabułą „Kryptonimu Pająk”, który zaczął ukazywać się na łamach „Dziennika Wieczornego” zaledwie tydzień po zakończeniu „Złotej Doksy” i pojawiał się aż do 29 sierpnia (w sumie dwadzieścia sześć pasków). Tu czarnym charakterem jest niejaki Roman Domański – współwłaściciel sklepu galanteryjnego w centrum Torunia. Podejrzany niejako z definicji, bo przecież jest 1950 rok, a on prowadzi prywatny interes. Na dodatek nie wiadomo, skąd wziął pieniądze na jego otwarcie. Jakby tego było mało, kontrolujący finanse Domańskiego urzędnik skarbówki znajduje przez przypadek w jego biurku zupełnie nowy pistolet. Gdy prowadzi go do siedziby urzędu bezpieczeństwa, prywaciarz ucieka, potem przedostaje się na Zachód, do RFN-u, gdzie przechodzi szkolenie dywersyjne i zostaje przerzucony z powrotem do kraju. Ciąg dalszy jest już niemal taki sam, jak we wcześniejszej historyjce. Dzielni milicjanci zarzucają sieci, aby złapać odszczepieńca, który śmiał podnieść dłoń na mlekiem i miodem płynącą Polskę Ludową. Scenariusz obu komiksów o Jasnym idealnie wpisuje się w socrealistyczny schemat z lat 40. i 50. XX wieku. Ale przecież historie te powstały ponad dwie dekady później, niemal w połowie lat 70., kiedy krajem rządził – zdawało się, że oświecony – Edward Gierek. Dziwne?
Niekoniecznie. Ten okres to nie tylko w Polsce, ale przede wszystkim w Związku Radzieckim, skąd płynęły nad Wisłę główne wzorce postępowania, czas stopniowego rehabilitowania epoki stalinowskiej. W literaturze, filmie i komiksie (vide wiele historyjek publikowanych od 1976 roku w Magazynie Opowieści Rysunkowych „Relax”) następował coraz bardziej widoczny powrót do idei socrealizmu; ponownie z jednej strony chwalono na potęgę robotniczy trud (seriale „Dyrektorzy”, „Ślad na ziemi”), z drugiej – przestrzegano przed zachodnioniemieckim rewizjonizmem, symbolizowanym przez postaci Herberta Czai i Herberta Hupki, działaczy Związku Wypędzonych, którzy ponoć tylko czekali na to, aby odebrać nam Wrocław, Opole, Szczecin i Gdańsk. Tacy jak oni przysyłali nad Wisłę, Odrę i – jak widać również Brdę – szpiegów, których celem było niszczenie fundamentów Polski Ludowej. Przejawem takiego sposobu myślenia był zarówno szpiegowski film „Orzeł i reszka” Ryszarda Filipskiego (1974), jak i powstałe dokładnie w tym samym czasie komiksy o kapitanie Jasnym. To nie był przypadek. Taka była wtedy atmosfera.
Fabularnie oba „Kryptonimy…” wpisują się w oficjalną politykę ówczesnego rządu. Dzisiaj nie ma to już jednak większego znaczenia. Ważniejsze jest to, czy bronią się od strony scenariuszowej? Odpowiedź na to pytanie powinna zaś brzmieć: i tak, i nie. Tak, ponieważ gdyby te historyjki rozbudować, mogłyby przybrać postać interesujących komiksów akcji z wybijającym się na plan pierwszy wątkiem szpiegowskim. Nie, gdyż sporo w nich luk (w dużej części wynikających zapewne z narracyjnego pośpiechu). Można się bowiem zastanawiać, po co Romeckiemu po powrocie do kraju nowa tożsamość, skoro ma działać na terenie, z którego pochodzi i gdzie jest doskonale znany. Dopiero fakt, że posługuje się innym nazwiskiem niż dotychczas, mógłby wzbudzić uzasadnione podejrzenia. Ale jeszcze dziwniejsze jest to, co wyprawia urzędnik skarbowy przeprowadzający kontrolę u Domańskiego. Znalazłszy u niego broń, zamiast pogłówkować, jak wciągnąć go w pułapkę, oznajmia mu wprost, że chce go zaprowadzić do Urzędu Bezpieczeństwa. To wygląda raczej na ostrzeżenie typu: „Bierz nogi za pas, póki jeszcze masz możliwość!”, niż spełnienie obywatelskiego obowiązku.
Podobnych niekonsekwencji scenariuszowych jest więcej, ale wymienianie ich zmuszałoby recenzenta do zdradzenia zbyt wielu szczegółów fabuły – dlatego pozostałe przemilczymy. Ale komiks to przecież nie tylko warstwa literacka, lecz także – a może przede wszystkim – wizualna. Od tej strony „Kapitan Jasny” prezentuje się doskonale. Oczywiście jak na historie, które miały postać czarno-białych pasków gazetowych. Podkreślmy jednak, że to w dużej mierze zasługa bydgoskiego twórcy komiksowego Macieja Jasińskiego, który pracował nad obecną edycją albumu, nie tylko w pocie czoła rekonstruując stare wycinki, ale dodatkowo przerabiając je na wersję z „dymkami”. Pierwotnie bowiem tekst – podobnie jak to było w „Rycerzach prerii” (1965) i „Skarbie Irokezów” (1976) – znajdował się pod rysunkami. To zdecydowanie przyspieszało pracę, co w przypadku opowieści powstającej praktycznie z dnia na dzień było istotnym ułatwieniem dla Wróblewskiego. W formie poprawionej czyta się jednak „Kapitana Jasnego” dużo lepiej; nie trzeba dzielić uwagi, a tekst – nawet jeżeli wychodzi poza kadr – staje się integralną częścią historii.
Inna sprawa, że gdyby nie pojawiające się od czasu do czasu nazwisko głównego bohatera obu „Kryptonimów…”, można by pomyśleć, że mamy do czynienia z jakimiś cudem odnalezionymi epizodami „Kapitana Żbika” – tak obaj oficerowie milicji są do siebie podobni. Ale przecież Jerzy Wróblewski w wielu swoich komiksach wykorzystywał twarz Żbika. W pewnym sensie stała się ona znakiem rozpoznawczym bydgoskiego rysownika. Ciekawe czy odnajdziemy ją także w kolejnych częściach „Archiwum…”? A jest na co czekać. Tytuły opowieści, które znajdą się w zapowiedzianych już na rok następny dwóch albumach, mówią same za siebie: „Zemsta faraona”, „Ringo”, „Montana” oraz „Pod korsarską banderą”.
koniec
23 września 2015

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Podążaj za Białym Królikiem
Paweł Ciołkiewicz

26 II 2020

Opowieści zawarte w albumie „Odyseje inicjacyjne” przenoszą nas do niemal mitycznych miejsc, które zawsze działały na wyobraźnię czytelników. Niezdobyte górskie szczyty oraz westernowe krajobrazy stanowią scenerię niezwykłych, nieco surrealistycznych przygód rozgrywających się na granicy rzeczywistości i legendy.

więcej »

To nie przyjaźń, to jakaś matnia
Agnieszka ‘Achika’ Szady

25 II 2020

Zawsze sądziłam, że toksyczne środowisko szkolnych układów towarzyskich pokazywane w amerykańskich filmach dla młodzieży jest przerysowane, aby fabuła była ciekawsza. „Prawdziwe przyjaciółki” sugerują, że jednak nie: komiks oparty jest na wydarzeniach z dzieciństwa autorki. Choć obawiam się, że wiele polskich uczennic mogło mieć zbliżone doświadczenia.

więcej »

Nie obawiajcie się, czytelnicy
Marcin Osuch

24 II 2020

Bardzo, bardzo miłe zaskoczenie. Z lekką taką podejrzliwością podchodziłem do tego komiksu. Paradoksalnie, za sprawą czystego, ale jednocześnie trochę bezpłciowego rysunku. Moje obawy okazały się nieuzasadnione, „Strzeżcie się, olbrzymy” to kawał dobrej zabawy, zarówno dla młodszych, jak i starszych fanów komiksów.

więcej »

Polecamy

Komiks nadmiaru

Niekoniecznie jasno pisane:

Komiks nadmiaru
— Marcin Knyszyński

Śledztwo trwa!
— Marcin Knyszyński

Głębokie rozczarowanie
— Marcin Knyszyński

Roślinny kryzys tożsamości
— Marcin Knyszyński

No to łups, Asteriksie? No to łups, Obeliksie!
— Marcin Knyszyński

Siła symbolu
— Marcin Knyszyński

Pajęcze lata Todda McFarlane’a
— Marcin Knyszyński

Bilety w pierwszym rzędzie na koniec wszechświata
— Marcin Knyszyński

Wszystko jest złudzeniem
— Marcin Knyszyński

Wystarczy uwierzyć
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Gdy milicji przydaje się pomoc…
— Sebastian Chosiński

Nadzieja w Montanie
— Sebastian Chosiński

Krótko o komiksach: Winchestery i bandyci
— Marcin Osuch

Krótko o komiksach: Kapitan Żbik - Wiszący rower
— Marcin Osuch

Esensja czyta dymki: Luty 2018 (2)
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

Nasz człowiek w Rio Klawo
— Konrad Wągrowski

Wróblewski był pierwszy!
— Sebastian Chosiński

Esensja czyta dymki: Październik 2017
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Po prostu Relax!
— Marcin Osuch

Kapitan Żbik: Gdy do akcji wkracza SB, zabawa kończy się
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Nordic noir w postaci czystej
— Sebastian Chosiński

Starsza pani, która nie chce zniknąć
— Sebastian Chosiński

Mujrum na tropie
— Sebastian Chosiński

Ksiądz znikąd
— Sebastian Chosiński

„Legiooony to…” niezły film
— Sebastian Chosiński

Kłopoty to jego specjalność
— Sebastian Chosiński

Okrutna zbrodnia na Bałkanach
— Sebastian Chosiński

Marszałek na to nie zasłużył!
— Sebastian Chosiński

Krajobraz po katastrofie
— Sebastian Chosiński

Z „Ruskimi” lepiej nie zadzierać!
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.