Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 24 lutego 2018
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CLXXIII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Uczłowieczenie potwora

Esensja.pl
Esensja.pl
Dzisiaj trudno sobie wyobrazić istnienie Supermana bez jednego z jego największych adwersarzy – genialnego naukowca Lexa Luthora. Przez lata był on przedstawiany jako główny „czarny charakter” w komiksach o przybyszu z Kryptonu. W ubiegłej dekadzie pojawiło się jednak kilka albumów, w których postać ta została przedstawiona w zupełnie innym świetle. Tak było w „Czerwonym synu”, tak jest również w wydanym niedawno w naszym kraju „Luthorze”.

Brian Azzarello, Lee Bermejo
‹Luthor›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLuthor
Tytuł oryginalnyLuthor
Scenariusz
Data wydania7 października 2015
RysunkiLee Bermejo
PrzekładJacek Drewnowski
Wydawca Egmont
CyklObrazy grozy
ISBN978-83-281-1095-3
Format144s. 170×260mm; oprawa twarda
Cena69,99
Gatuneksuperhero
WWW
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl: 56,97 zł
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
To nieprawda, że Lex Luthor zawsze był tym złym! Owszem, w historiach o Supermanie i innych bohaterach z uniwersum DC Comics najczęściej oglądamy go jako nadwornego złoczyńcę, szalonego naukowca, który z egoistycznych pobudek i nienawiści do kosmity z Kryptonu gotów jest, nie patrząc na konsekwencje, podpalić świat. Po latach odmalowywania go w jednoznacznie negatywnych barwach zaczęły jednak pojawiać się albumy przedstawiające jednego z najsłynniejszych i najbogatszych mieszkańców Metropolis w odmiennym – niekiedy nawet dość zdecydowanie – świetle. Z takim portretem Luthora spotykamy się w wydanym oryginalnie przed trzynastu laty (a w Polsce wiosną ubiegłego roku) „Czerwonym synu”. Nie inaczej jest także w albumie, który Egmont opublikował w październiku, a który zatytułowany został „Luthor”. Trzeba jednak podkreślić, że to zaledwie fragment oryginalnego tytułu komiksu, który czytelnicy amerykańscy poznali jako „Lex Luthor: Człowiek ze Stali”.
Tak, to nie błąd – scenarzysta Brian Azzarello przypisał adwersarzowi Supermana atrybuty głównego przeciwnika, w ten sposób niejako symbolicznie podkreślając fakt nierozerwalnego współistnienia obu tych postaci. Miniseria „Luthor” – mimo wszystko pozostaniemy przy polskim tytule wydawnictwa – ujrzała światło dzienne w pięciu częściach (zeszytach) pomiędzy marcem a wrześniem 2005 roku. Egmont zdecydował się oczywiście na wydanie zbiorcze, dołączając je do jednego ze swoich sztandarowych cyklów – „Obrazy grozy” (choć pewnie bardziej kwalifikowałoby się do „DC Deluxe”). Sugerowałoby to, że mamy do czynienia z komiksowym horrorem, tymczasem „Luthor” to bardzo specyficzna opowieść superbohaterska, w której – zamiast straszyć – autorzy starają się zmusić czytelnika do głębszej refleksji i przy okazji postawienia sobie kilku istotnych pytań natury filozoficznej i moralnej. Bohater tytułowy pod wieloma względami jest tym człowiekiem, którego poznaliśmy w innych opowieściach o Supermanie.
Stoi na czele przedsiębiorstwa LexCorp, będąc jednym z najbardziej wpływowych ludzi w Metropolis. Firmą zarządza twardą ręką, nie znosi sprzeciwu, potrafi – jeśli to konieczne – łamać opór współpracowników, imając się wszystkich metod. Nie robi tego jednam – przynajmniej nie tym razem – z pobudek czysto egoistycznych. Wręcz przeciwnie, jako odpowiedzialny obywatel, leży mu na sercu dobro wszystkich mieszkańców. By przekonać nas, że Lex na kartach „Luthora” obdarzony jest bardzo ludzkimi cechami, których wcześniej nierzadko mu brakowało, scenarzysta wprowadza odpowiedni wątek już na samym wstępie. Choć właściciel LexCorp jest człowiekiem potężnym i bajecznie bogatym, jak równy z równym rozmawia ze sprzątaczem w swojej firmie; troszczy się o jego rodzinę, nie wywyższa się, prosi, aby pracownik zwracał się do niego po imieniu. Wcześniej takie postępowanie naukowca było nie do pomyślenia. Ale to inny Luthor, zafrasowany i pełen obaw o przyszłość ludzkości. Jest tylko jeden element, który nie uległ zmianie – to przyczyna jego przygnębienia, czyli… Superman.
Lex zastanawia się bowiem bardzo poważnie nad tym, co mogłoby się stać, gdyby nagle przybysz z obcego świata z jakiegoś powodu wystąpił przeciwko ludzkości. Przecież – mimo że wychowany przez i wśród ludzi – w rzeczywistości nie jest człowiekiem, ma inną psychikę. Wierzyć w to, że jego stosunek do mieszkańców Ziemi nigdy się nie zmieni – to przerażająca naiwność. Dlatego już teraz, gdy ta wizja wydaje się wciąż jeszcze mało realna, trzeba myśleć o zabezpieczeniu się na wypadek zaistnienia sytuacji kryzysowej. Na szczęście, korzystając z własnej inteligencji i wiedzy, na dodatek dysponując potężną firmą (o nieograniczonych w zasadzie możliwościach), Luthor postanawia dać ludzkości antidotum na ewentualną zdradę Supermana. W tym celu musi przeprowadzić szeroko zakrojoną akcję, podjąć wiele działań niezgodnych z prawem i wątpliwych moralnie. Ale tym razem nad tym wszystkim unosi się bardzo szczytny cel. W „rękach” Briana Azzarello (twórcy „100 naboi”, „Hellblazera”, „Loveless” oraz „Rozbitego miasta”) Lex Luthor przeistoczył się w postać zarazem heroiczną i tragiczną, w człowieka, który dobru ogółu podporządkowuje własne sumienie. Który gotów jest zrezygnować z życia osobistego, by tylko stworzyć przeciwwagę dla Supermana.
Mówiąc jeszcze górnolotniej – by w przyszłości uratować świat. Amerykański scenarzysta umiejętnie miesza wątki, podnosi napięcie, w jednej chwili rozpędza akcję, aby w następnej maksymalnie ją spowolnić i oddać „głos” myślom tytułowego bohatera. Luthor na kartach komiksu jest osobowością niezwykle złożoną, mogącą budzić zarówno szacunek i sympatię, jak również niechęć czy odrazę. I – co najważniejsze – te skrajne portrety wcale nie stoją ze sobą w sprzeczności. Brianowi Azzarello udała się rzecz niezwykła – uczłowieczył potwora, zracjonalizował szaleńca. Ubocznym tego efektem jest zepchnięcie na boczny tor Supermana. W „Luthorze” staje się on postacią drugoplanową, symbolem nieznanego zagrożenia, które czyha na ludzkość, i niestabilności świata. Kapitalnie podkreślają to także mroczne rysunki Lee Bermejo (który współpracował z Azzarello przy nie mniej udanym „Jokerze” oraz „Rorschachu”, jednej z opowieści wchodzącej w skład serii „Strażnicy. Początek”). Ulice Metropolis i Gotham City, dokąd na krótko przenosi się akcja, toną w szarościach, unosi się nad nimi nieprzyjazna poświata.
To oczywiście nie jest przypadek, ale świadomy wybór autorów – świat w „Luthorze” stoi bowiem u progu śmiertelnego zagrożenia. Jedynym, który może go przed nim uchronić, jest Lex. Dlatego także wizualnie różni się on od innych postaci – prezentuje się jak mąż stanu, wzbudza szacunek, jest zaskakująco rzeczowy i diabelnie precyzyjny. Z jego twarzy bije pewność siebie i przekonanie o słuszności własnych poglądów. Co ciekawe, bardzo podobny, choć nie identyczny, portret Luthora przedstawiony został niemal dekadę później w stworzonym – już w ramach „Nowego DC Comics” – przez scenarzystę Geoffa Johnsa i rysownika Davida Fincha „Wiecznym źle” (2013-2014). Tam również właściciel LexCorp pod wpływem zaistniałych wydarzeń przeistacza się z superzłoczyńcy w bohatera pozytywnego. I to jest słuszna koncepcja, jednak pod warunkiem, że nie będzie nadużywana.
koniec
7 stycznia 2016
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Zrzucanie jarzma
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

24 II 2018

Seria „Cyann” nie miała szczęścia. Choć składa się tylko z sześciu tomów, ze względu na piętrzące się problemy z wydawcami, potrzebowała aż dwudziestu jeden lat by się zakończyć. Czytając zbiorcze zestawienie ostatnich dwóch albumów („Korytarze międzyczasu” i „Łagodne światy Aldalaranna”) wydane przez Egmont widać, że nie pozostało to bez wpływu na ich jakość.

więcej »

Nie jestem bohaterem
Marcin Osuch

23 II 2018

Komiks z afrykańskimi przygodami Corto uważałem za najlepszy z dotychczas wydanych w Polsce. Po ponownej lekturze podtrzymuję tę opinię.

więcej »

Pieniądze to nie wszystko
Albert Walczak

22 II 2018

Komiksy o Kaczorze Donaldzie, jak i innych disneyowskich bohaterach postrzegane są głównie jako proste opowieści rysowane z myślą o najmłodszych czytelnikach. Istnieje jednak komiks z kaczką w roli głównej, który potrafi zadowolić nawet najbardziej wymagających fanów historyjek obrazkowych. To oczywiście wyróżnione w 1995 r. prestiżową Nagrodą Willa Eisnera „Życie i czasy Sknerusa McKwacza” Dona Rosy.

więcej »

Polecamy

Koniec nieskończoności

Marvel:

Koniec nieskończoności
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Nieskończoność megalomanii
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ostatnie łowy doktora Octopusa
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Przeczytać Panterę i zapomnieć
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pokręcony komiks
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Warlock raz jeszcze
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Człowiek pociągający za sznurki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pogromca – moja miłość
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Mroczna strona Marvela
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

I ty możesz zostać arachnoidem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Tegoż twórcy

Zabłysnąć przy Jokerze
— Konrad Wągrowski

Tegoż autora

Obyś (nie) żył w takich czasach!
— Sebastian Chosiński

W szponach geparda, łapach goryla i paszczy krokodyla
— Sebastian Chosiński

Zdrada czai się pod wodą
— Sebastian Chosiński

Wróblewski był pierwszy!
— Sebastian Chosiński

Remanent filmowy 2017
— Sebastian Chosiński, Miłosz Cybowski, Grzegorz Fortuna, Adam Kordaś, Marcin Osuch, Jarosław Robak, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Wulkaniczny wehikuł czasu
— Sebastian Chosiński

Kto z Ligą wojuje…
— Sebastian Chosiński

Napalona doktor Quinn
— Sebastian Chosiński

Wampirza podróż w czasie i przestrzeni
— Sebastian Chosiński

Dobra mina do złej gry
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.