Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 16 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CCIX

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Steve Ditko, Don Heck, Jack Kirby, Stan Lee, Larry Lieber
‹Wielka Kolekcja Komiksów Marvela #68: Początki Marvela: Lata sześćdziesiąte›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWielka Kolekcja Komiksów Marvela #68: Początki Marvela: Lata sześćdziesiąte
Tytuł oryginalnyMarvel Origins: The 60s
Scenariusz
Data wydania1 lipca 2015
RysunkiJack Kirby, Steve Ditko, Don Heck
PrzekładSebastian Smolarek
Wydawca Hachette
CyklWielka Kolekcja Marvela
ISBN978-83-2820-309-9
Format208s. 170×260mm; oprawa twarda
Cena39,99
Gatunekprzygodowy, superhero
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Marvel: Tak to się robiło pięćdziesiąt lat temu
[Steve Ditko, Don Heck, Jack Kirby, Stan Lee, Larry Lieber „Wielka Kolekcja Komiksów Marvela #68: Początki Marvela: Lata sześćdziesiąte” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Tak naprawdę Wielka Kolekcja Komiksów Marvela powinna zacząć się od tego materiału. Ostatecznie znalazł się w sześćdziesiątym ósmym tomie, ale lepiej późno niż wcale. Oto „Początki Marvela: Lata sześćdziesiąte”.

Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Marvel: Tak to się robiło pięćdziesiąt lat temu
[Steve Ditko, Don Heck, Jack Kirby, Stan Lee, Larry Lieber „Wielka Kolekcja Komiksów Marvela #68: Początki Marvela: Lata sześćdziesiąte” - recenzja]

Tak naprawdę Wielka Kolekcja Komiksów Marvela powinna zacząć się od tego materiału. Ostatecznie znalazł się w sześćdziesiątym ósmym tomie, ale lepiej późno niż wcale. Oto „Początki Marvela: Lata sześćdziesiąte”.

Steve Ditko, Don Heck, Jack Kirby, Stan Lee, Larry Lieber
‹Wielka Kolekcja Komiksów Marvela #68: Początki Marvela: Lata sześćdziesiąte›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWielka Kolekcja Komiksów Marvela #68: Początki Marvela: Lata sześćdziesiąte
Tytuł oryginalnyMarvel Origins: The 60s
Scenariusz
Data wydania1 lipca 2015
RysunkiJack Kirby, Steve Ditko, Don Heck
PrzekładSebastian Smolarek
Wydawca Hachette
CyklWielka Kolekcja Marvela
ISBN978-83-2820-309-9
Format208s. 170×260mm; oprawa twarda
Cena39,99
Gatunekprzygodowy, superhero
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Ciężko jednoznacznie ocenić ten komiks. Z jednej strony mamy do czynienia z rzeczami historycznymi, dającymi podwaliny całemu uniwersum Marvela, a także mającymi niepodważalny wpływ na popkulturę. Z drugiej – należy pamiętać, że pozycje te powstały pięćdziesiąt lat temu w całkiem innej rzeczywistości. Nie tylko prezentują archaiczne rysunki i naiwne do bólu rozwiązania fabularne, ale stanowią odzwierciedlenie postrzegania świata przez pryzmat purytańskiego społeczeństwa lat sześćdziesiątych. Kobiety są przedstawione infantylnie, mężczyźni szlachetnie, a największe zagrożenie stanowią spiskujący komuniści, których jedynym marzeniem jest rozpętanie globalnej wojny atomowej. Potrzebne jest zatem odpowiednie nastawienie i znajomość rysu historycznego, aby lektura mogła sprawić choć namiastkę przyjemności.
Na „Początki Marvela” składa się dziesięć pozycji z lat 1961-1964 prezentujących pierwsze komiksy o najpopularniejszych bohaterach, takich jak Fantastyczna Czwórka, Spider-Man, Ant-Man, Iron Man, Avengers, Hulk, X-Men i Daredevil. Od razu należy zaznaczyć, że pomimo ich toporności znajdziemy tu pozycje lepsze i gorsze. Na pewno z dzisiejszego punktu widzenia ciężkostrawny jest legendarny, pierwszy odcinek „Fantastic Four”, w którym pokazano, w jaki sposób pierwsza rodzina Marvela zdobyła swe moce. Podobnie debiut duetu Ant-Man/Wasp potrafi przysporzyć o ból zębów. Już pal licho niezbyt trzymającą się kupy fabułę, ale przedstawienie samych postaci woła o pomstę do nieba. Wasp wypada na zupełną kretynkę, której w głowie jedynie romanse.
Na szczęście nie wszystkie historie są tak irytujące. Odcinek poświęcony Spider-Manowi wypada bardzo intrygująco. Podobnie narodziny Hulka (jeszcze szarego), który na razie sprawia wrażenie kalki dr. Jekylla i Mr. Hyde′a. Natomiast pierwsza opowieść o losach Hanka Pyma, który dopiero odkrył możliwość zmniejszania swojego ciała, to rzecz, która spodoba się fanom opowieści z dreszczykiem pokroju „Twilight Zone” czy „Tales from the Darkside”. Gdzieś po środku znajdują się dwa odcinki poświęcone Avengers. W pierwszym drużyna się dopiero formuje. W drugim natrafia na zamarznięte ciało Kapitana Ameryki. Podobnie sytuacja wygląda z X-Men i Iron Manem. Póki co są to jedynie zagajenia, prezentujące umiejętności nowych postaci (warto dodać, że naprzeciw mutantom staje sam Magneto). Sporą niespodzianką jest ostatni epizod poświęcony Daredevilowi, oferujący odmienny od reszty klimat, zahaczający o atmosferę noir, choć oczywiście nie w takim stopniu, jak to zrobili Frank Miller i John Romita Jr. w genialnym „The Man Without Fear”.
Za wszystkimi pozycjami stoi jeden człowiek: guru komiksu Stan Lee. Nawet jeśli sam nie pisał scenariusza, to wymyślał zarys fabuły. Nie da się przecenić jego wkładu w rozwój wydawnictwa, ale uczciwe trzeba przyznać, że bardziej stawiał na ilość i efektowność niż na jakość. Widać, że najpierw wymyślał postacie i ich moce, a dopiero później dopasowywał do tego sposób, w jaki je uzyskały. Szczęśliwie te szczątkowe wyjaśnienia z biegiem lat zostały rozwinięte przez innych twórców i dziś są już legendami. O podejściu Stana do swojej pracy niech świadczą błędy, jakich się dopuszcza, typu nieznajomość geopolityki Afryki czy mylenie telekinezy z teleportacją. Z drugiej strony – idealnie wiedział co najbardziej rajcuje młodych chłopców i dawał im to w nadmiarze – a więc akcję i barwnych bohaterów, z którymi mogliby się utożsamiać.
Najczęściej scenariuszom Stana towarzyszą rysunki nie mniej słynnego Jacka Kirby′ego. Co tu dużo mówić, stanowią one klasę samą w sobie. Daleko im do współczesnej dynamiki, ale potrafią pobudzić wyobraźnię. Kirby posiadał talent do wymyślania świetnych kostiumów, aczkolwiek kilka jego propozycji szczęśliwie doczekało się rychłej modyfikacji, jak chociażby zastąpienie Hulka szarego zielonym, podretuszowanie Icemana, by nie wyglądał jak śniegowy bałwan, czy uwspółcześnienie stroju Wasp. Popracował również nad wyglądem Iron Mana, bo autor pierwotnego konceptu – Don Heck – narysował go jako blaszaną puszkę, która nawet w latach 60. nie miała szans na rozwinięcie kariery (w pierwszym odcinku Avengers jest jeszcze właśnie taki toporny, ale trzy numery później ma już czerwono-żółtą zbroję). Ciekawostką jest natomiast to, że projekt kostiumu Spider-Mana autorstwa Steve′a Ditko pozostał na lata bez modyfikacji, a każda próba odejścia od tego kanonu kończyła się powrotem do pierwotnego założenia. Wreszcie mamy Billa Everetta i jego „Daredevila” w stroju z żółtymi elementami. Mnie zawsze podobał się bardziej czerwony, ale jeśli chodzi o samą historię, to choć Everett nie do końca radził sobie z perspektywą, jego kreska nawet dziś prezentuje się imponująco.
Przyznam, że czekałem na tę pozycję i bardzo się cieszę, że Hachette zdecydowało się sięgnąć tak głęboko w przeszłość. Po polsku do tej pory mogliśmy przeczytać jedynie o początkach Spider-Mana i to w edycji czarno-białej. Tym ważniejsze dla nas jest niniejsze wydawnictwo, uzupełniające wiedzę czytelników, którzy przez dziesięciolecia odcięci byli od zachodniej popkultury, której komiksy Marvela stanowią ważny element.
koniec
20 lutego 2016

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Pęknięta porcelana
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

16 X 2021

Nie ważne, jak mężczyzna (a w zasadzie dwóch) zaczyna, ale jak kończy. Trzeci, ostatni, tom cyklu „Porcelana” z podtytułem „Wieża z kości słoniowej”, to zarazem najlepsza, jak i najbardziej wstrząsająca odsłona trylogii.

więcej »

„MAX” ale na wesoło
Marcin Knyszyński

15 X 2021

Przy okazji pierwszego tomu „Punisher MAX” od Egmontu wspomniałem o pewnej inicjatywie Marvela z roku 1998. „Marvel Knights”, forpoczta imprintu „MAX”, nowa linia wydawnicza, której głównym zadaniem był dryf ku o wiele bardziej poważnym i wymagającym fabułom, przedstawiła wybranych bohaterów Marvela w nieco innym, dojrzalszym wydaniu. Między innymi Punishera – oto przybywają Garth Ennis i Steve Dillon, niesieni falą sukcesu „Kaznodziei”. (...)

więcej »

Prawdziwy Venom, to ten z Eddiem Brockiem!
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

14 X 2021

Po latach zawirowań, symbiont z kosmosu i Eddie Brock znów połączyli się w Venoma. I wszystko jest po staremu. No, prawie… o tym opowiada pierwszy tom serii „Venom”.

więcej »

Polecamy

Łatwe trudnego początki

Polscy podróżnicy:

Łatwe trudnego początki
— Marcin Osuch

Kumpel Mickiewicza
— Marcin Osuch

Prototyp Zagłoby
— Marcin Osuch

Wspomnienia jak żyła złota
— Marcin Osuch

Być jak Kmicic
— Marcin Osuch

Zobacz też

Z tego cyklu

Game over, man, game over!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dużo szumu i do domu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Kosmos taki wielki, a Avengers malutcy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Hail Kapitanie!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Burzy zmysłów nie ma
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ubogi klon
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Przyjdzie Galactus i wyrówna
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pół na pół
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

A co ty robiłeś w 2013 roku?
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tak niewielu decyduje za tak wielu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż twórcy

Nowa epoka
— Marcin Knyszyński

Król jest nagi
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

DC Comics: Minus dziesięć do Punktów Poczytalności
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż autora

Pęknięta porcelana
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Prawdziwy Venom, to ten z Eddiem Brockiem!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Znajdź Thora na obrazku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Horror…
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Oddajcie X-Menów Stanowi Lee i Jackowi Kirby'emu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Po komiks marsz: Październik 2021
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Marcin Knyszyński, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Zwycięzców nikt nie sądzi
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Chcieliście Conana - to macie i nie marudźcie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dwa wcielenia Yansa
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

W środku dusznej atmosfery
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.