Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 16 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CCIX

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »
Piekielne wizje
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić

Krótko o komiksach: Sierpień 2003, cz. 3
[ - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„Piekielne Wizje”, „Sikalafo”, „Transmetropolitan: Żądza życia #2”

Daniel Gizicki, Marcin Herman

Krótko o komiksach: Sierpień 2003, cz. 3
[ - recenzja]

„Piekielne Wizje”, „Sikalafo”, „Transmetropolitan: Żądza życia #2”
Piekielne wizje
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Daniel Gizicki [30%]
Iście piekielne to wizje
Po kilku miesiącach oczekiwania ukazały się „Piekielne Wizje” – antologia komiksów opartych na opowiadaniach Grahama Mastertona. Znany i lubiany pisarz, kilku uznanych rysowników (Truściński, Śledziński, Tomaszewski, Minkiewicz, Piorunowski, Ostrowski, Adler), dobry poziom edytorski – to wszystko miało zagwarantować czytelnikom rozrywkę na przyzwoitym poziomie..
Niestety lektura „Piekielnych Wizji” jest katorgą. Większość komiksów jest niestrawna, zarówno od strony graficznej, jak i fabularnej. Często dobra rysunkowo historia jest niszczona przez nielogiczny scenariusz. Cechą opowiadań Mastertona jest logika i wewnętrzna spójność, której brakuje komiksowym adaptacjom. Co więcej, bez znajomości literackiego pierwowzoru, niektóre komiksy są absolutnie niezrozumiałe.
Pomysłodawcą stworzenia antologii „Piekielne wizje” był Michał Gałek. Do swojego pomysłu zdołał przekonać Grahama Mastertona i Mandragorę. Dokonał również adaptacji opowiadań Mastertona na język komiksu oraz wybrał rysowników do ich realizacji.
Sam Gałek pisze w posłowiu, że zawodzą go adaptacje. Rozwodzi się nad swoją sympatią dla prozy Mastertona i opisuje ciężką pracę nad przerabianiem utworów pisarza na scenariusze. Na ironię zakrawa fakt, że adaptacje Michała Gałka i jego współpracowników, również zawodzą wszelkie oczekiwania. Podstawowym grzechem scenarzysty było nieuprawnione założenie, że podobnie jak on, odbiorcy „Piekielnych Wizji” doskonale znają opowiadania Mastertona.
Oczywiste jest, że scenarzysta adaptujący cudze dzieło na język komiksu, musi modyfikować, przycinać i skracać. Ale nie kosztem opowiadanej historii! A zmiany wprowadzone przez Michała Gałka są momentami tak nieporadne, że psują końcowy efekt. Zmienia on sens historii i niszczy strukturę opowiadania.
Prace zawarte w albumie „Piekielne Wizje” można podzielić na trzy grupy. Do pierwszej możemy zaliczyć komiksy czołówki polskich rysowników: Minkiewicza („Bestia pośpiechu”), Truścińskiego („Annais”), Śledzińskiego („Obecność aniołów”), Tomaszewskiego („Dziedzic Dunain”). Widać tutaj kunszt i inwencję twórców, którzy narysowali dobre komiksy, mimo miałkości scenariusza. Druga grupa to komiksy przyzwoite: Janusika („Lolicia”), Dańca („Danie dla świń”). Do trzeciej grupy należą komiksy żałosne: Korzeniaka („Apartament ślubny”), Szłapy („Gra Bi-dżing”), Gałka („Żal”), Kołka („Piekielni sąsiedzi”), Tulipana („Kobieta w ścianie”), Sachy („Jajko”). Te są żenująco nieczytelne, mimo dobrych chęci i nienajgorszego oryginalnego pomysłu. Niestety rysownicy z ostatniej grupy prezentują jeszcze zbyt małe umiejętności, by być publikowanymi w tego rodzaju wydawnictwie.
Pozostałe trzy komiksy – czyli dzieła Piorunowskiego („Skarabeusz z Jajouki”) Ostrowskiego („Korzeń wszelkiego zła”) i Cabały („Eryk Pasztet”) są dobrze wykonane od strony technicznej. Jednak trudno nie zwrócić uwagi na „małą oryginalność” tych prac. Piorunowski mocno inspirował się komiksem Kenta Wiliamsa („Wolverine: Killing”), OstrowskiTeda McKeevera („Junk Culture”), zaś CabałaRicharda Corbena („Anti-Christmas”).
„Piekielne Wizje” bronią się jedynie okładką, kilkoma dobrymi komiksami i dobrą jakością wydania. W przewadze są jednak wyczyny bardzo słabe, zabarwione szczyptą erotyki. Ale czy warto za ten album zapłacić 30 zł? Może lepiej kupić w antykwariacie tom opowiadań Mastertona (wydatek ok. 10 zł.)?
Sikalafo
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Marcin Herman [70%]
Indiańskie pozdrowienie
W wydanym zimą albumiku „Ciach Bajera” pojawiła się krótka historia, której głównymi bohaterami byli dwaj wrocławscy pijaczkowie. Po kilku miesiącach Ryszard i Maryan powracają w wydanym przez Mandragorę albumie „Sikalafo”.
Pierwszą połowę komiksu narysował Filip „Fil” Wiśniowski, drugą Bartosz „Termos” Słomka. Cartoonowa kreska Fila powinna być dobrze znana czytelnikom „Produktu”. Bywalcy imprez komiksowych zapewne pamiętają pierwsze pojawienie się tego rysownika kilka lat temu w Łodzi z albumikiem „Gwiezdna nabojka”, będącym parodią „Gwiezdnych wojen”. Styl Fila jest bardzo czytelny i łatwo rozpoznawalny. Bartosz Słomka zwany Termosem to twórca pamiętnego „Tyfusa, Homka i Erotomka”, czyli undergroundowej wersji „Tytusa, Romka i A′Tomka” sprzed kilku lat. Niestety mimo starań, rysunki Termosa są nieco niewprawne. Prawdopodobnie postacie Ryszarda i Maryana będą lepiej kojarzone z kreską Fila.
W „Sikalafo” znajdziemy między innymi trzy dłuższe opowieści z przygodami Ryszarda i Maryana. Jednakże o sile „Sikalafo” decydują przede wszystkim jednoplanszówki, zawierające najlepsze żarty słowne i sytuacyjne, zakończone celnymi puentami w klimacie pijacko-ulicznym. Są one efektem wspólnej pracy Fila i Termosa w scenerii jednej z wrocławskich knajp, gdzie rozgrywa się akcja większości tych krótkich komiksów. Cały album utrzymany jest w tonacji humorystycznej, chociaż momentami dowcip jest bardzo dosadny (by nie powiedzieć wulgarny). Zdarzają się również pseudofilozoficzne przemyślenia, które w ustach postaci takich jak Ryszard i Maryan brzmią absurdalnie i komicznie.
Na podkreślenie zasługuje oryginalny język, jakim posługują się bohaterowie. Sporo w nim określeń lokalnych, związanych z Wrocławiem i okolicami. Wiele również nieznanych kolokwializmów pochodzących wprost z ulicy, a także zabawnych rymowanek, którymi posługuje się Maryan, takich jak: „Sikalafo – niosę tobie indiańskie pozdrowienie, aby minąć życia cienie”.
Postacie Ryszarda i Maryana – dwóch wrocławskich „kryształów”, których głównym zajęciem jest picie alkoholu i podrywanie dam – gwarantują niezłą rozrywkę dla tych, których nie odstrasza rubaszne poczucie humoru, ani kolokwialny język.
Transmetropolitan: Żądza życia #2
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Marcin Herman [80%]
Szok przyszłości
Kolejny album z serii „Transmetropolitan” zaczyna się dosyć nietypowo. Na początku w historii „Kolejny zimny poranek” poznajemy losy kobiety, która dzięki nowoczesnym metodom klonowania, po wieloletniej hibernacji, została przywrócona do życia z całą swoją pierwotną osobowością i wspomnieniami. Jednakże nawet dla kogoś, kto widział niejedno w barwnym XX wieku, zderzenie z przyszłością jest prawdziwym szokiem. Zwyczajny świat zmienił się nie do poznania. „Wskrzeszeńcy” tacy jak Mary, skazani są na wegetację, gdyż nie potrafią i prawdopodobnie nigdy nie zrozumieją otaczającej ich rzeczywistości. O losie Mary przygotowuje artykuł Pająk Jeruzalem. Daje on się tym samym poznać jako doskonały reportażysta, który potrafi dostrzec sedno problemu i w dosadny sposób o nim opowiedzieć. Ostatnie trzy plansze tego odcinka posiadają niezwykle przejmujący i refleksyjny nastrój.
„Dzikość w terenie” to kolejne dziennikarskie śledztwo Pająka. Zwiedza on różnego rodzaju rezerwaty, w których zachowano większość ziemskich kultur. Majowie, średniowieczna Japonia, Kaledonia – to tylko niektóre z nich. Stworzone, aby zachować pamięć. Jak pisze Pająk „trzymamy drzwi historii szczelnie zamknięte, by mieć pewność, że zrozumieliśmy lekcję”. Niestety poza grupką badaczy, która stworzyła rezerwaty, mało kto je odwiedza. Nieliczni decydują się raczej na przeniesienie do jednego z nich na stałe, by opuścić ten świat i zapomnieć o nim na zawsze.
W „Już taki jestem zimny drań” główny bohater staje się ofiarą zamachu. Jego barwna przeszłość dopada go z zaskakującą siłą. Nieprzewidziany ciąg zdarzeń wytrąca go z równowagi, dzięki czemu mamy okazję poznać nowe oblicze Pająka Jeruzalem: jeszcze bardziej wrednego niż zwykle, jak nigdy wulgarnego, brutalnego i bezwzględnego. Okazuje się, że będąc „innym” w świecie szaleńców, nie można bezkarnie narażać się wszystkim wokoło. A cena dociekliwości i sławy jest wysoka.
Jak na prawdziwego dziennikarza przystało, Pająk Jeruzalem jest dociekliwy i nieustępliwy. Jak chyba większość rasowych dziennikarzy wypala kilka paczek papierosów dziennie, a pisanie jest dla niego równoważne z oddychaniem. „To cholerne miasto zmusza mnie do pisania, nawet kiedy chce mnie zabić.” – mówi. Jako dziennikarz wyjątkowy, jest również niezwykle inteligentny. Posiada wprawdzie swoje demony i obsesje, ale na tle wielu postaci wokół niego, wydaje się normalny. Nienawidzi ludzkiej obojętności, ekscentrycznych dziwactw (takich jak zmiana płci na nijaką, wypustki na penisie, czy posiadanie szczepu bakteryjnego w miejsce żołądka), stara się dostrzegać to, co ważne, a jego potrzeby są niezwykle proste (by nie powiedzieć elementarne): zaciągnąć jakąś dziewczynę do łóżka. Normalka. Głównie te cechy pozwalają mu żyć i nie zwariować.
Dziennikarską pracę Pająka Jeruzalem można potraktować jako komentarz Ellisa do naszej rzeczywistości. Odsłania on jej liczne paradoksy, używając do tego perspektywy świata o wiele bardziej obłąkanego i przejaskrawionego niż nasz. Artykuły Pająka, mimo iż nie pozbawione osobistego komentarza, są do bólu trafne. Ellis często daje wyraz swoim poglądom, także politycznym (na przykład w telewizji emitowany jest klasyk „Gody w rezerwacie Partii Republikańskiej”, w którym wszyscy tylko o jednym…). W równym stopniu „Trasmetropolitan” wydaje się być również obrazem obsesji scenarzysty.
„Transmetropolitan” to komiks przedziwny, którego szata graficzna może w pierwszej chwili zniechęcać. Mamy tutaj wprawdzie do czynienia z czytelnym, w miarę realistycznym rysunkiem, jednakże kolory to istna feeria barw: jaskrawych i często kontrastujących ze sobą. Taki właśnie jest świat „Transmetropolitan′: plastykowy, jaskrawy, pełen ogłupiających reklam i ściągających uwagę postaci. Tutaj każdy jest inny i za wszelką cenę to podkreśla. Dzięki temu komiks ten z jeszcze większą siłą oddziałuje jako inteligentny komentarz do absurdalnego świata przyszłości, który tylko rozmachem obłędu różni się od naszej teraźniejszości.
koniec
10 sierpnia 2003

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

„MAX” ale na wesoło
Marcin Knyszyński

15 X 2021

Przy okazji pierwszego tomu „Punisher MAX” od Egmontu wspomniałem o pewnej inicjatywie Marvela z roku 1998. „Marvel Knights”, forpoczta imprintu „MAX”, nowa linia wydawnicza, której głównym zadaniem był dryf ku o wiele bardziej poważnym i wymagającym fabułom, przedstawiła wybranych bohaterów Marvela w nieco innym, dojrzalszym wydaniu. Między innymi Punishera – oto przybywają Garth Ennis i Steve Dillon, niesieni falą sukcesu „Kaznodziei”. (...)

więcej »

Prawdziwy Venom, to ten z Eddiem Brockiem!
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

14 X 2021

Po latach zawirowań, symbiont z kosmosu i Eddie Brock znów połączyli się w Venoma. I wszystko jest po staremu. No, prawie… o tym opowiada pierwszy tom serii „Venom”.

więcej »

Extraordinary Moore: Pastisz pełen ambicji
Marcin Knyszyński

13 X 2021

W 1898 roku „Liga Niezwykłych Dżentelmenów” (czyli Mina Murray, Kapitan Nemo, Mr Hyde i Allan Quatermain) wzięła udział w niesamowitych wydarzeniach. Zdradzeni przez jednego ze swoich, pomogli powtrzymać „marsjańską” inwazję i ocalić naszą planetę – Mr Hyde musiał poświęcić swoje życie. Gdy kapitan Nemo odszedł z drużyny w tylko sobie znanym kierunku, Mina i Allan pozostali jedynymi aktywnymi członkami Ligi.

więcej »

Polecamy

Łatwe trudnego początki

Polscy podróżnicy:

Łatwe trudnego początki
— Marcin Osuch

Kumpel Mickiewicza
— Marcin Osuch

Prototyp Zagłoby
— Marcin Osuch

Wspomnienia jak żyła złota
— Marcin Osuch

Być jak Kmicic
— Marcin Osuch

Zobacz też

Z tego cyklu

Lemire, zwolnij pan trochę!
— Marcin Knyszyński

Ostry zakręt
— Marcin Knyszyński

Co tam w Spiral City?
— Marcin Knyszyński

Charlotte Bronte pisała fantasy
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Jak szkolny bryk
— Dagmara Trembicka-Brzozowska

Żyjąca legenda
— Miłosz Cybowski

Bitwy
— Beatrycze Nowicka

Ubezpieczenie zdrowotne v.2077
— Miłosz Cybowski

W oczekiwaniu na tornado?
— Dagmara Trembicka-Brzozowska

Baranowski u Belgów
— Marcin Osuch

Tegoż twórcy

Po drugiej stronie lustra
— Marcin Knyszyński

Wieczny Punisher
— Andrzej Goryl

Max nierówny komiks
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Deadpool w pięciu smakach
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ten się śmieje…
— Paweł Ciołkiewicz

Pająk w czarnej… „Dziurze”
— Paweł Ciołkiewicz

Do trzech razy sztuka?
— Marcin Osuch

Transmetropolitan #3 - recenzja
— Paweł Ciołkiewicz

To Chłopaki pilnują Strażników
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Czwarta władza?
— Paweł Ciołkiewicz

Tegoż autora

Esensja czyta dymki: Reaktywacja
— Daniel Gizicki, Wojciech Gołąbowski, Marcin Osuch, Paweł Sasko, Konrad Wągrowski

Na marginesie scenariusza #1
— Daniel Gizicki

Mała Esensja: Na spotkanie z przygodą
— Daniel Gizicki

Mała Esensja: Przeplatające się światy
— Daniel Gizicki

Na północy krew z rozbitych czaszek bucha
— Daniel Gizicki

Letnie dni
— Daniel Gizicki

Narkotyki i poszukiwania
— Daniel Gizicki

Wspaniały komiks!
— Daniel Gizicki

Młodociani turpiści?
— Daniel Gizicki

Czy na sali jest korekta?
— Daniel Gizicki

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.