Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 1 marca 2021
w Esensji w Esensjopedii

Władysław Krupka, Krzysztof Pol, Zbigniew Sobala
‹Kapitan Żbik #6: Wzywam 0-21›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKapitan Żbik #6: Wzywam 0-21
Scenariusz
Data wydanialipiec 2015
RysunkiZbigniew Sobala
Wydawca ONGRYS
CyklKapitan Żbik
ISBN9788361596660
Cena12,00
Gatunekkryminał
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Kapitan Żbik: Operacja „Zgładzić docenta”
[Władysław Krupka, Krzysztof Pol, Zbigniew Sobala „Kapitan Żbik #6: Wzywam 0-21” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Gdy w 1969 roku w sprzedaży pojawił się „Diadem Tamary” – pierwszy zeszyt zilustrowany przez Grzegorza Rosińskiego – mogło się wydawać, że od tej pory może być już tylko lepiej. Niestety, kolejny odcinek przygód kapitana Żbika ponownie narysował Zbigniew Sobala. Choć uczciwość nakazuje stwierdzić, że w porównaniu z miniserią „Ryzyko”, pracując nad „Wzywam 0-21” grafik zrobił znaczący postęp.

Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Operacja „Zgładzić docenta”
[Władysław Krupka, Krzysztof Pol, Zbigniew Sobala „Kapitan Żbik #6: Wzywam 0-21” - recenzja]

Gdy w 1969 roku w sprzedaży pojawił się „Diadem Tamary” – pierwszy zeszyt zilustrowany przez Grzegorza Rosińskiego – mogło się wydawać, że od tej pory może być już tylko lepiej. Niestety, kolejny odcinek przygód kapitana Żbika ponownie narysował Zbigniew Sobala. Choć uczciwość nakazuje stwierdzić, że w porównaniu z miniserią „Ryzyko”, pracując nad „Wzywam 0-21” grafik zrobił znaczący postęp.

Władysław Krupka, Krzysztof Pol, Zbigniew Sobala
‹Kapitan Żbik #6: Wzywam 0-21›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKapitan Żbik #6: Wzywam 0-21
Scenariusz
Data wydanialipiec 2015
RysunkiZbigniew Sobala
Wydawca ONGRYS
CyklKapitan Żbik
ISBN9788361596660
Cena12,00
Gatunekkryminał
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
W 1969 roku cykl opowieści o dzielnym funkcjonariuszu Milicji Obywatelskiej, kapitanie Janie Żbiku, powoli nabierał rozmachu. Planowano kolejne zeszyty, zamawiano scenariusze, potrzebni byli więc także nowi rysownicy. Tym sposobem obok znanego wcześniej Zbigniewa Sobali („Ryzyko”) zadebiutowali kolejni młodzi graficy: kompletnie już dzisiaj zapomniany Jan Rocki („Dziękuję, kapitanie”) oraz Grzegorz Rosiński („Diadem Tamary”), który właśnie zrobił pierwszy krok – a raczej: kroczek – ku wielkiej światowej karierze. Konkurencja stawała się coraz silniejsza, co stopniowo spychało Sobalę na drugi plan; w efekcie w 1969 roku narysował on tylko jeden komiks z serii, w kolejnym również, natomiast w 1971 – dwa ostatnie, by już na dobre oddać pałeczkę Rosińskiemu oraz Bogusławowi Polchowi, których zresztą wkrótce pogodził Jerzy Wróblewski – najdłużej, bo aż przez dekadę, pracujący nad albumikami o Żbiku.
Wróćmy jednak do interesującego nas dzisiaj rozdziału numer sześć (do tej wyliczanki nie dodajemy wydanego po latach zeszytu zbierającego prasowe o komiksy Żbiku, to jest „Pięć błękitnych goździków” oraz „Dziękuję, kapitanie”), czyli „Wzywam 0-21”. Miał on – jako jedyny z całej serii – nietypową okładkę: zamiast rysunku pojawiło się na niej zrobione w leśnej zimowej scenerii zdjęcie przedstawiające milicjanta na tle służbowego samochodu marki warszawa. Produkowano je – na potrzeby MO oraz ORMO (dla mniej zorientowanych: skrót ten oznaczał Ochotniczą Rezerwę Milicji Obywatelskiej) – do 1972 roku. Dlaczego zdecydowano się na umieszczenie takiej właśnie fotografii? Odpowiedzi nasuwają się dwie: Całkiem możliwe, że albo grafik nie zdążył oddać w terminie oryginalnej okładki, albo zwyczajnie chciano się w ten sposób pochwalić radiowozem. W każdym razie to, co widać na zdjęciu w żaden sposób nie nawiązuje do treści komiksu – jego akcja nie rozgrywała się zimą, a i po lesie żaden z bohaterów nie biegał.
Czterdzieści sześć lat po pierwodruku zeszyt ten, jak i inne zilustrowane przez Sobalę, postanowiło wznowić wydawnictwo Ongrys. Nie udało mu się jednak dotrzeć do osób posiadających prawa autorskie do wspomnianego zdjęcia, w efekcie zapadła decyzja o wykonaniu nowej okładki. Wyszła ona spod ręki Anny Heleny Szymborskiej (vide „Uowca”, „Biały Orzel”), która zdecydowała się uwiecznić na niej kapitana Żbika oraz… panią Iwonę (nic więcej na temat kobiety zdradzić nie możemy, nie chcąc psuć przyjemności tym, którzy do tej pory „Wzywam 0-21” nie czytali). Zastanawia tylko jedno: Dlaczego postaci mają tak woskowe twarze, jakby zostały żywcem przeniesione z londyńskiego gabinetu figur Madame Tussaud? Za scenariusz tej części serii odpowiadali Władysław Krupka oraz Krzysztof Pol, dwaj (z trzech) autorzy „Ryzyka”, co akurat wróżyło nieźle. Ale po kolei. Główną postacią, nie licząc Żbika, wokół której kręci się fabuła zeszytu jest niejaki Kowarski. Docent Kowarski. Młody naukowiec z Krakowa, twórca wynalazku tak cennego, że aż zainteresował się nim wywiad Republiki Federalnej Niemiec, który najpierw robił podchody w celu przekupienia badacza, a kiedy okazało się, że nie ma on zamiaru iść na współpracę z kapitalistami, postanowił go… zgładzić.
Właśnie – nie zabić, nie wyeliminować, ale „zgładzić”, jak w czasie zakończonej ćwierć wieku wcześniej wojny zgładzono sześć milionów Żydów. Pamiętajmy, że tego też dokonali Niemcy. Ci źli – z Zachodu, którzy teraz pragną wydrenować mózg wiernego socjalistycznej ojczyźnie docenta (swoją drogą ciekawe, czy „marcowego”). Na dodatek, tej bestialskiej zbrodni chcą dokonać rękoma polskich zdrajców – zwykłych oprychów, którzy dla pieniędzy gotowi są zrobić wszystko. Ale mają pecha. Raz, że Kowarski okazuje się człowiekiem całkiem sprawnym fizycznie i odważnym. Dwa, że bandyci zdają się być zwykłymi nieudacznikami, mocnymi jedynie w gębie. W każdym razie kolejne próby wyeliminowania naukowca zawodzą. Mimo to jego sprawie postanawia przyjrzeć się bliżej milicja. Do Zakopanego, gdzie właśnie docent aktywnie spędza wakacje, udaje się kapitan Żbik. Od tego momentu akcja nabiera przyspieszenia – i to takiego, że naprawdę można sobie skręcić kark. Czego się przy okazji dowiadujemy? Rzeczy niezwykłych – na przykład tego, że Żbik, zdawałoby się, niczym szczególnym niewyróżniający się funkcjonariusz MO, potrafi pilotować samolot. Kiedy się tego nauczył – nie wyjaśniono ani w tym, ani w żadnych z poprzednich zeszytów.
Ciekawa jest także próba wyjaśnienia doniosłości wynalazku Kowarskiego. Pułkownik, który wysyła Żbika do Zakopanego, tłumaczy mu raczej dość oględnie, że wyniki badań docenta „mogą mieć ogromne znaczenie dla wielu dziedzin naszego życia”. Z miejsca rodzi się więc pytanie: To co on wymyślił – perpetuum mobile? Cóż, jest to opatrzone taką klauzulą tajności, że scenarzyści nie zdradzają nic więcej. Ale co tam, wierzymy im na słowo – wszak PRL był krainą miodem i mlekiem płynącą, więc geniuszy naukowych brakować w nim nie mogło. W kilku miejscach czuć we „Wzywam 0-21” smrodek propagandowy, w kilku innych Krupka i Pol pozwolili sobie na nieusprawiedliwione skróty myślowe, sądząc zapewne, że nie warto młodego (ani nawet starszego) czytelnika zamęczać jakimiś wyliczeniami fizycznymi czy matematycznymi. Ale za to można w końcu pochwalić Zbigniewa Sobalę, który w porównaniu z „Ryzykiem” zrobił znaczący krok naprzód. Przede wszystkim zaczął wreszcie zwracać uwagę na tło, dzięki czemu w końcu zaistniał drugi plan; łatwiej rozpoznawalne stały się także twarze bohaterów, choć nie wiedzieć dlaczego, rysownik wciąż uparcie wpisywał dialogi w prostokątne dymki. Widać taki jego urok.
W oryginalnym wydaniu zeszytu na wewnętrznej stronie przedniej okładki znalazł się krótki rysunkowy instruktaż poświęcony ratowaniu tonących (w reedycji Ongrysu został on pomięty), z kolei na tylnej – kolejna odsłona rubryki „Za ofiarność i odwagę”. Tym razem wyróżniono plutonowego Andrzeja Radwańskiego, który podczas motorowodnego patrolu po Wiśle wyciągnął z wody dwóch nieszczęśników – dziesięcioletniego Marka K. i jego ojca Lucjana. Dobrą informacją dla coraz szerszego grona wielbicieli kapitana Żbika była zapewne zapowiedź kolejnego zeszytu – „Śledzić fiata 03-17 WE”. Tylko że na tę odrobinę komiksowego luksusu trzeba było poczekać do 1970 roku.
koniec
9 maja 2016

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Co mogło pójść źle?
Agata Włodarczyk

1 III 2021

Zemsta, choć gloryfikowana w kulturze i często wykorzystywana w awanturniczych historiach, nie popłaca. Zawsze coś pójdzie nie tak. Przekonał się o tym również Spider-Man, gdy udało mu się ponownie trafić na ślad swojego nemezis: Normana Osborna.

więcej »

Uczyć nie bawiąc
Marcin Osuch

28 II 2021

Seria „Legendarna historia Polski” była zamkniętym przedsięwzięciem, zainicjowanym przy współpracy z polonijną Fundacją Kościuszkowską. Jednak sukces cyklu skłonił wydawcę „Sport i Turystyka” do samodzielnego już uruchomienia kontynuacji.

więcej »

Świat już nigdy nie będzie taki sam
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

27 II 2021

Powoli zbliżamy się do wielkiego finału zbiorczych wydań „Invincible”. Widać to chociażby po tym, że wydarzenia ukazane w tomie dziesiątym stają się coraz bardziej radykalne.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.