Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 3 sierpnia 2020
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CXCVII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Grzegorz Rosiński, Stanisław Szczepaniak
‹Kapitan Żbik #8: Tajemnica ikony›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKapitan Żbik #8: Tajemnica ikony
Scenariusz
Data wydania1968
RysunkiGrzegorz Rosiński
Wydawca Sport i Turystyka
CyklKapitan Żbik
Gatunekkryminał
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk

Kapitan Żbik: Niemcy to jednak tchórze i zdrajcy!
[Grzegorz Rosiński, Stanisław Szczepaniak „Kapitan Żbik #8: Tajemnica ikony” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„Tajemnica ikony” to drugi – po „Diademie Tamary” – zeszyt o przygodach kapitana Żbika narysowany przez Grzegorza Rosińskiego i zarazem drugi, który właśnie z tego powodu nie został w ostatnich miesiącach wznowiony przez wydawnictwo Ongrys. Kto chce go poznać, jest więc skazany na wydanie Sportu i Turystyki sprzed czterdziestu sześciu lat. Warto jednak dołożyć starań i odszukać go w antykwariatach.

Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Niemcy to jednak tchórze i zdrajcy!
[Grzegorz Rosiński, Stanisław Szczepaniak „Kapitan Żbik #8: Tajemnica ikony” - recenzja]

„Tajemnica ikony” to drugi – po „Diademie Tamary” – zeszyt o przygodach kapitana Żbika narysowany przez Grzegorza Rosińskiego i zarazem drugi, który właśnie z tego powodu nie został w ostatnich miesiącach wznowiony przez wydawnictwo Ongrys. Kto chce go poznać, jest więc skazany na wydanie Sportu i Turystyki sprzed czterdziestu sześciu lat. Warto jednak dołożyć starań i odszukać go w antykwariatach.

Grzegorz Rosiński, Stanisław Szczepaniak
‹Kapitan Żbik #8: Tajemnica ikony›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKapitan Żbik #8: Tajemnica ikony
Scenariusz
Data wydania1968
RysunkiGrzegorz Rosiński
Wydawca Sport i Turystyka
CyklKapitan Żbik
Gatunekkryminał
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Diadem Tamary” (1969), piąty w kolejności oficjalny „kolorowy zeszyt” z przygodami kapitana Jana Żbika, był zarazem pierwszym komiksem narysowanym przez Grzegorza Rosińskiego, dzisiaj bez dwóch zdań najbardziej znanego polskiego twórcy opowieści obrazkowych. Pod względem graficznym prezentował się najlepiej z dotychczasowych, dystansując zarówno historie zilustrowane przez Zbigniewa Sobalę („Ryzyko”), jak i Jana Rockiego („Dziękuję, kapitanie”). Nie ma się więc co dziwić, że w takiej sytuacji wydawnictwo Sport i Turystyka zawarło z wciąż jeszcze stosunkowo młodym, bo niespełna trzydziestoletnim, artystą umowę na kolejne prace. Jej efektem bardzo szybko okazał się kolejny albumik – fabularnie wykazująca wiele zbieżności z „Diademem…” „Tajemnica ikony” (1970). Tym razem Rosińskiemu położono na stole scenariusz autorstwa niejakiego Stanisława Szczepaniaka, na temat którego dzisiaj bardzo trudno znaleźć jakąkolwiek wiarygodną informację. Poza tą, że w połowie minionej dekady wydał antykościelną i antysemicką książeczkę „Upiory świrolandu”.
Akcja „Tajemnicy ikony” rozgrywa się latem. Korzystając z okresu urlopowego, w Bieszczady wybiera się trójka znajomych ze stolicy: blondwłosa piękność Julka, Borys oraz najstarszy w tym gronie Łysy. Na pozór są zwykłymi turystami; śpią pod namiotem, spacerują po połoninach, nocami grzeją się przy ognisku, zwiedzają zapomniane przez ludzi drewniane cerkiewki. W jednej z nich spotykają skarżącego się na bóle brzucha popa; kobieta podaje się za lekarza i nawet udziela kapłanowi rad, ale w rzeczywistości odwraca jego uwagę od tego, co robi jeden z jej kompanów. Kilka godzin później, już po zmroku, cała trójka wraca do cerkwi; jeden z nich przez otwarte wcześniej okienko dostaje się do środka i kradnie starą ikonę. Jest zdziwiony, że tak niewielkich rozmiarów dzieło sztuki może być warte aż tysiąc dolarów. Ale to w końcu nie jego sprawa – dostali zlecenie, więc je wykonują. Jeszcze tego samego dnia próbują opuścić Bieszczady, lecz ostatni autobus do Sanoka odjeżdża im dosłownie sprzed nosa. Trudno, muszą poczekać do rana.
Nie przewidują jednak, że kradzież zostanie bardzo szybko wykryta. Rano informacja o tym trafia do Komendy Głównej Milicji Obywatelskiej w Warszawie i zostaje potraktowana priorytetowo. Pułkownik Czeladka (domyślamy się, że o niego właśnie chodzi, mimo że w tym zeszycie nazwisko jeszcze się nie pojawia) wzywa do gabinetu swego podwładnego i każe mu natychmiast – helikopterem! – udać się w Bieszczady. Tym podwładnym jest oczywiście kapitan Żbik. Funkcjonariusze MO natychmiast zaczynają przeczesywać teren – zarówno na ziemi, jak i z powietrza. Złodziei nie znajdują, ale za to trafiają na ich dawne obozowisko, gdzie odkrywają ślady jednoznacznie wskazujące, że przyjechali z Warszawy. Do tego dochodzą jeszcze rysopisy sporządzone na podstawie zeznań starego popa – i już mamy podejrzanych. Pomyślałby ktoś, że to cud, ale nic z tego – Borys już wcześniej odpowiedzialny był za kradzież ikon i ich przemyt na Zachód, do RFN-u; wystarczy więc dodać dwa do dwóch i sukces murowany. Jest tylko jedno „ale”.
Tym „ale” okazuje się pewien Niemiec, który zgłasza się do Borysa po skradzioną ikonę. I to jego wizyta najbardziej zastanawia Żbika. Dlaczego tym razem zleceniodawca kradzieży sam fatygował się do komunistycznej Polski? Przecież to dla niego piekielnie niebezpieczne. A nuż wpadnie na granicy, chcąc wywieźć ikonę! Widocznie za tym rabunkiem kryje się coś więcej, o czym być może nie wie nawet szef szajki organizującej skok na cerkiew. I tak właśnie jest. Scenariusz Stanisława Szczepaniaka nie zachwyca może oryginalnością (ba! powiela wiele schematów ówczesnej propagandy), ale prezentuje się zaskakująco solidnie. Nawet jeżeli pojawiają się zaskakujące luki fabularne, da się je logicznie wypełnić – i jednocześnie usprawiedliwić niewielką objętością komiksowego zeszytu. Dla czytelników sprzed prawie pięćdziesięciu lat ta sensacyjna opowieść – z wątkiem sięgającym czasów drugiej wojny światowej (obowiązkowo musiało pojawić się nawet SS) – nie była zapewne niczym nieoczekiwanym. Wszak to epoka, w której nachalnie straszono Polaków rewizjonistami z Niemiec Zachodnich, którzy tylko marzą o tym, aby zbrojnie wrócić na odwiecznie piastowskie ziemie.
Co zatem zgrzyta po latach? Obowiązkowe cwaniactwo Niemca, który gdy tylko go przycisnąć, okazuje się patentowanym tchórzem i zdrajcą. Denerwujące są również nachalnie wciśnięte do scenariusza motywy związane z nader chętnie współpracującą z Milicją Obywatelską młodzieżą (w „Diademie Tamary” także miało to miejsce). Z jednej strony jest to chłopiec działający w Młodzieżowej Służbie Ruchu, z drugiej – grupka wypoczywającą nad Jeziorem Szmaragdowym w okolicach Szczecina. Wszyscy są odpowiednio uświadomieni i wiedzą doskonale, że gdy tylko trafią na coś podejrzanego, z miejsca powinni dzwonić na numer alarmowy MO. A podejrzane wydaje im się niemal wszystko. Komiks o Żbiku należy jednak rozpatrywać w kontekście czasów i sytuacji politycznej, w jakich powstał. Uwzględniając to, trudno Szczepaniakowi suszyć głowę za uproszczenia i polityczną indoktrynację – inaczej zwyczajnie być nie mogło. Pawlik Morozow wciąż jeszcze uznawany był za bohatera bloku socjalistycznego, a jego postępowanie uchodziło za wzór do naśladowania.
Graficznie „Tajemnica…” nie różni się szczególnie od „Diademu Tamary”. Rysunki Rosińskiego są co najwyżej dobre. Dużo w nich jeszcze prostoty, ale przynajmniej pojawiają się szczegóły tła, a bohaterowie – włącznie ze Żbikiem – mają łatwo rozpoznawalne twarze. Do tego należy dodać przyzwoicie przedstawione sceny akcji (ucieczka złodziei przed milicyjnym patrolem na motorze) oraz krajobrazy (nie tylko Bieszczady, lecz także dorzecze Odry i Nysy Łużyckiej). Nie da się ukryć, że w porównaniu z wcześniejszymi komiksami z cyklu ten zeszyt mógł robić spore wrażenie. Nie należy bowiem zapominać, że przeciętny polski czytelnik „opowieści obrazkowych” z przełomu lat 60. i 70. XX wiek miał niewielki materiał porównawczy. Tradycją stały się już rysunkowe bonusy, które trafiały na wewnętrzne – przednią i tylną – okładki Żbika. I tak na stronę drugą „Tajemnicy ikony” trafiła komiksowa instrukcja na temat bezpiecznej jazdy na łyżwach i sankach, natomiast na przedostatnią – kolejny odcinek „Za ofiarność i odwagę”. Jego bohaterem był tym razem ormowiec Jan Przybylski, dzięki któremu w styczniu 1968 roku w Gostyninie (dzisiaj jest to miasto powiatowe w województwie mazowieckim) unieszkodliwiono groźną szajkę włamywaczy (do sklepu). Warto też dodać, że nie zapomniano o zareklamowaniu kolejnej odsłony serii – „Kryształowych okruchów”.
koniec
18 lipca 2016

Komentarze

17 IV 2018   16:08:25

To nie ten Stanisław Szczepaniak - pomyliłeś osoby.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Nic nie może przecież wiecznie trwać
Paweł Ciołkiewicz

3 VIII 2020

Opowieść o zmarłych, którzy powrócili do życia, dobiega końca. Trzeba przyznać, że autorzy „Odrodzenia” zafundowali w ostatnim tomie mnóstwo emocji i nie zawiedli oczekiwań czytelników.

więcej »

Gdy Łazarze śpią, budzą się upiory
Sebastian Chosiński

2 VIII 2020

Po czterech latach pracy nad cyklem „Lazarus” scenarzysta Greg Rucka doszedł do wniosku, że należy mu się mały lifting. Nowe otwarcie miała zapewnić sześcioczęściowa miniseria „Lazarus X+66”, do współtworzenia której zaproszone zostało liczne grono nowych, w większości znajdujących się dopiero u progu kariery, rysowników i scenarzystów.

więcej »

Chcemy Neila Gaimana!
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

1 VIII 2020

Czytając trzeci tom „Potężnej Thor” „Wojna Asgardu z Shi’ar” zamarzyło mi się, by wszystko przerysować jeszcze raz, tyle tylko, że zamiast scenarzysty Jasona Aarona zatrudnić Neila Gaimana. Przydałby się tu bowiem specjalista od onirycznych wizji.

więcej »

Polecamy

Kilka słów na pożegnanie

Pilot śmigłowca:

Kilka słów na pożegnanie
— Marcin Osuch

Szczęśliwy finał
— Marcin Osuch

Trochę jak Blueberry
— Marcin Osuch

Nasz polski superman
— Marcin Osuch

Pilot punktuje, „Pilot” dołuje
— Marcin Osuch

W końcu to komiks
— Marcin Osuch

Pożegnanie z Rosińskim
— Marcin Osuch

Rozkaz to rozkaz
— Marcin Osuch

Kapitan zmienia trasę
— Marcin Osuch

Latający dyliżans
— Marcin Osuch

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.