Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 13 sierpnia 2020
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CXCVIII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić

Krótko o komiksach: Kwiecień 2002, cz. 2
[ - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„Yans: Ostatnia Wyspa” (La Derniere Ile), „Tytus, Romek i A’Tomek: Księga III. Tytus kosmonautą”, „Tytus, Romek i A’Tomek: Złota księga przygód”, „Storm: Dziwny Świat” (Storm – De wentelwereld), „Slaine: Zabójca Demonów” cz. 1 (Slaine – Demon Killer)

Paweł Nurzyński, Konrad Wągrowski

Krótko o komiksach: Kwiecień 2002, cz. 2
[ - recenzja]

„Yans: Ostatnia Wyspa” (La Derniere Ile), „Tytus, Romek i A’Tomek: Księga III. Tytus kosmonautą”, „Tytus, Romek i A’Tomek: Złota księga przygód”, „Storm: Dziwny Świat” (Storm – De wentelwereld), „Slaine: Zabójca Demonów” cz. 1 (Slaine – Demon Killer)
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Konrad Wągrowski [80%]
Trzeci powrót Yansa
Po raz trzeci dostajemy w Polsce pierwszy album przygód Yansa/Hansa, w trzecim tłumaczeniu (tym razem Wojciecha Birka) i pod trzecim tytułem. W latach osiemdziesiątych mogliśmy się zapoznać z bohaterem na łamach „Świata młodych”, gdzie to historia ta nosiła tytuł „Jan – przybysz znikąd”. Było to wydanie kuriozalne, niesamowicie okrojone, fatalnie przetłumaczone, ale i tak fascynujące, gdyż niewiele takich komiksów wtedy można było w Polsce przeczytać. Na początku lat 90-tych, w ramach „Komiksu Fantastyki” otrzymaliśmy tenże album, tym razem w całości, porządnie przetłumaczony, pod tytułem „Yans – przybysz z przyszłości”. Teraz Egmont, wyraźnie kompletując zeszyty Yansów w swojej serii, po wydaniu księgi 7, 8 i 9, powrócił do tomu pierwszego przygód historyka z przyszłości. Oczywiście z innym tytułem – „Ostatnia wyspa"… Według tytułu oryginału, ten jest najbliższym jego tłumaczeniem, pozostaje jednak pytanie – skąd w takim razie brali się kiedyś przybysze znikąd i z przyszłości (ten ostatni tytuł to zresztą paskudny spoiler)?
Poza tytułem nie znalazłem wiele różnic w porównaniu do wydania „Komiksu Fantastyki”, a na pewno nie w kluczowej treści. Wojciech Birek przetłumaczył nazwiska postaci, zmieniło się słowo-rozkaz dla robotów, pozostałe różnice w tłumaczeniu są raczej niewielkie. Tak więc osoby, które posiadają zeszyt „Yans – przybysz z przyszłości” mogą przy nim pozostać, o ile oczywiście nie zapragną mieć albumu w ładniejszym wydaniu, lepszego poligraficznie i pasującego formatem do całości serii, bo Egmont na pewno się skusi, aby wznowić wszystkie wcześniejsze albumy.
O samym komiksie pisałem więcej w artykule omawiającym całą serię, więc tu dodam tylko, że jest to najlepszy album serii. Choć cierpi na standardowe schorzenie Yansów – brak spójności świata przedstawionego, w pełni jest to rekompensowane przez nastrój, tajemnicę i fenomenalną końcówkę. Warto.
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Konrad Wągrowski [60%]
Gagarin na okruszkach
Papcio Chmiel przy wznowieniach przerysowuje stare książeczki. Mam co do tego mieszane uczucia. Z jednej strony rozumiem, że jest to powodowane chęcią uaktualnienia opowieści i przystosowania ich dla współczesnego młodego odbiorcy, który niekoniecznie może rozumieć realia Polski lat 60-tych i 70-tych. Z drugiej strony, jako osobie, która wychowywała się na tych starych książeczkach, trudno jest mi zaakceptować inne napisy na murach, inne sklepy w tle, metro zamiast tramwaju etc. To już nie są te same realia, to już nie jest ten sam Tytus. Nie tylko zresztą tło jest zmieniane, ale również dialogi i fabuła. Ale może moja dezaprobata wynika z przyzwyczajeń, trudno mi powiedzieć, czy ma to znaczenia dla samej jakości opowiadanej historyjki.
Otrzymaliśmy tym razem wznowienie (pierwsze „przerysowane” wydanie miało miejsce w 1992 r.) starej, III części „Tytusa, Romka i A′Tomka” – „Tytus kosmonautą”. Jest to jedna z moich ulubionych części starych albumów Tytusa. Jest ona wprost nafaszerowana pomysłami, ma wiele kultowych cytatów i pomysłów: znaki oznaczające koniec przyciągania ziemskiego, biegające materiały na mundurki, przepis na dobry humor „trzeba się wyspać, umyć uszy i na czas odrobić lekcje”, trening astronautyczny „nie wierzę, że Gagarin przed podbojem kosmosu sypiał na okruszkach” i wiele innych. Podstawowa zmiana we wznowieniu to zastąpienie wystawy astronautycznej, na której chłopcy znajdują rakietę, która polecą w daleki kosmos, kosmodromem NASA (wraz z synem Papcia, który tam naprawdę pracuje). To jest do zaakceptowania. Niestety na koniec książeczka ma dla nas bardzo niemiłą niespodziankę – w przeciwieństwie do wersji oryginalnej, w której podróż kosmiczna, Karbuloty, Turbomioty, Lunaszki, Kleptosaurus, drużyna harcerska stworków, są prawdziwe, tu okazuje się, że cała wyprawa była jedynie halucynacjami Tytusa po wypadku z próbną rakietą. Czemu? Czyżby Papcio chciał tę historyjkę uprawdopodobnić? Uprawdopodobnić opowieść o gadającej małpie, której przelatujący sputnik zrywa koszulkę? Za tę zmianę odejmuje w ocenie aż 30%.
Ocena – 60% (nowe wydanie)/ 90% (wersja pierwotna).
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Konrad Wągrowski [90%]
Trzy wyprawy w jednej księdze
Niezwykłą gratkę dla miłośników uczłowieczającego się szympansa i jego kolegów przygotowało wydawnictwo Prószyński i S-ka. Album „Złota księga przygód” obejmuje aż trzy części przygód Tytusa – księgę V („Podróż do ćwierć koła świata”), księgę VII („Tytus poprawia dwójkę z geografii”) i księgę IX („Tytus na Dzikim Zachodzie”). Są to stare księgi, w których Tytus był Tytusem, Romek był Romkiem, a A′Tomek, A′Tomkiem – słowem, stare dobre albumy, na których wychowywało się pokolenie obecnych trzydziestolatków. A co ważniejsze tym razem nie ma żadnych zmian w tych książeczkach (poza pełnym pokolorowaniem). Chłopcy w księdze V nadal spotykają w Paryżu kloszarda, na Morzu Północnym śledzą manewry floty NATO, w Anglii obserwują napad na bank, w Stanach są atakowani przez oszukańczą reklamę i milionerów – rasistów, bawią się z brodatymi kubańskimi rewolucjonistami i kończą swą podróż w Związku Radzieckim na obozie pionierów. To książeczka, którą najtrudniej było przenieść w dzisiejsze czasy – i nie spróbowano zmian. I bardzo dobrze, bo jest ona świadectwem swoich czasów. Być może właśnie dlatego wydano ją wraz z mniej kontrowersyjnymi częściami – geograficzną i kowbojską, sugerując, że w każdej z nich motywem przewodnim jest podróż – czy to po świecie, po Polsce, czy też po Dzikim Zachodzie. Te trzy części to dużo dobrej zabawy i, rzecz jasna, kultowych cytatów: „Szwedzi zrobili nam potop w XVII wieku, chciałem się odwzajemnić”, „Cześć skubańcy, co tak wytrzeszczacie gały, jakby wam szajba odbiła?”, „Panowie, ten Bałtyk to właściwie jezioro, czy ocean”, „Co rok będę poprawkowiczem”, „Przepraszam, czy to ogonek do napadu na bank?”, „Jak urosnę, też będę bandytą”, „Dyliżans kursuje co dwa lata oprócz niedziel i świąt, dopuszczalne opóźnienie – jeden miesiąc”. Nie można też nie wspomnieć o ilości ziarenek piasku, które tworzą Pustynię Błędowską i o kopalni zegarków, nie mówiąc już o pomyśle wskoczenia do filmu. Ale jestem naprawdę ciekaw, jak te dawne przygody odbiera współczesny młody czytelnik…
Do książeczek dodanych jest kilka tekstów – oprócz oryginalnych („Wśrodek” i wstępy), pochodzących z pierwszych wydań, mamy trochę dodatkowych komentarzy – m.in. wiersz o trudnościach z wyjazdem z kraju w latach 70-tych i informacja o Muzeum Westernu.
Nurtuje mnie jednak jedno pytanie: dlaczego na Kubie, podczas tańca z pięknymi Kubankami, Romek trzyma za rękę A′Tomka, a Tytus dwóch kubańskich żołnierzy…?
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Paweł Nurzyński [50%]
Powrót burzy
Pierwsze dwa albumy z przygodami Storma i Rudowłosej opublikowane były jeszcze w „Komiksie”. Teraz Storm i Rudowłosa powracają za sprawą wydawnictwa Egmont. Nie jest to bezpośrednia kontynuacja ich przygód. Jest to kolejny, siedemnasty tom serii. Stanowi on jednak oddzielną opowieść i nieznajomość poprzednich odcinków nie przeszkadza w odbiorze. Razem ze swym towarzyszem – Nomadem, podróżują przez Krainę Posągów – jedyny środek lokomocji to linia kolejowa. Dojeżdżają do Miasta, w którym szykuje się wielki festyn z okazji stracenia Boforce – rozbójniczki, która terroryzowała miasto. Boforce ucieka i kradnie pociąg, przejeżdżając nim przez Barierę, która odgradzała Miasto od tajemniczego Dziwnego Świata. Niestety w pociągu znajdowała się Rudowłosa. Storm i Nomad ruszają na pomoc przyjaciółce. Będą musieli stawić czoło Boforce i stworom z Dziwnego Świata.
„Storm” to już dziś klasyczny komiks łączący elementy fantasy i science fiction. Czytając komiks, czuje się, że historia nie jest nowa (ten album powstał pod koniec lat osiemdziesiątych), ale nie przeszkadza to w odbiorze. Scenariusz oparty na ciekawym pomyśle ze wstęgą Mobiusa, interesująca kreacja świata, który przemierzają bohaterowie – wszystko to składa się na bardzo porządny komiks, który warto przeczytać.
Egmont, w trosce o fanów zamieszcza listę komiksów ze Stormem, które już ukazały się w Polsce. Niestety wkradły się tam dwa błędy. Pierwsze Stormy to: „Piraci z Pandarwu” i „Labirynt Śmierci”, oba w 1993 roku.
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Paweł Nurzyński [50%]
Nawet śmierć nie jest przeszkodą
Slaine – król Irlandii umiera i ma być pogrzebany. Jednak jego Bogini ma co do niego inne plany. Wraz z nieodłącznym Ukko, Slaine zostaje wysłany do Brytanii, która jest podbita przez Rzymian. Nasz bohater musi wspomóc w walce z Rzymianami Boudikke – celtycką kapłankę. Nie będzie to łatwe zadanie, ponieważ Rzymian wspomaga stary wróg Slaine`a – demon Elfrik.
Slaine był jednym z pierwszych komiksów, wydanych przez Egmont. Wtedy nie spotkał się z ciepłym przyjęciem, ale było to spowodowane niezbyt udanym wydaniem, a nie historiami, które były publikowane. Teraz jest, dużo lepiej – kredowy papier pozwala się rozkoszować rewelacyjnymi rysunkami duetu Glenn Fabry i Dermont Power. Ale, w przeciwieństwie do np. Lobo, Slaine posiada również fabułę – Pat Mills wykorzystuje stare, celtyckie legendy, przetwarza je i tworzy całkiem nową jakość. Każdy kto czytał poprzednie przygody Slaine`a, wie czego się spodziewać po tym komiksie i nie zawiedzie się. A jeśli ktoś nie czytał komiksu, a lubi mroczne, ostre i krwawe fantasy – na pewno się nie zawiedzie.
koniec
1 kwietnia 2002

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Droga nienawiści to droga do pustki
Paweł Ciołkiewicz

12 VIII 2020

„Szczurwysyny” to nie jest komiks lekki, łatwy i przyjemny. Autorzy ukazują z nim koszmarne oblicze wojny i mówią o tym, co robi ona z ludźmi biorącymi w niej udział. Ukazują także jej tragiczne konsekwencje, które zazwyczaj w największym stopniu dotykają zwykłych żołnierzy.

więcej »

Jest inny świat…
Tomasz Nowak

10 VIII 2020

Tom czwarty edycji zbiorczej „Druuny” miał stanowić koniec serii. Trudno tu jednak mówić o jakimś wyraźnym „zakończeniuˮ, skoro w kilkanaście lat później ukazał się dodatkowy tom „zero”, a potem następna jej odsłona… I, w rzeczy samej, ów tom czwarty nie przynosi zdecydowanych rozstrzygnięć. Choć z dzisiejszej perspektywy trudno wnioskować, czy i jakie dalsze losy przewidywał w 2003 roku Serpieri dla swej bohaterki.

więcej »

Batalion Czwartaków gromi Niemców, czyli Gwardia Ludowa w akcji. O pewnym cyklu komiksowym PRL-u
Konrad Wągrowski

9 VIII 2020

Komiksowy cykl „Podziemny front”, wydawany pierwotnie w latach 1969-1972 nie zdobył nigdy rozgłosu porównywalnego do kapitana Żbika. Ale na komiksowym bezrybiu Polski Ludowej i tak ta wojenno-sensacyjna opowieść cieszyła się solidnym zainteresowaniem młodzieży. Nawet pomimo faktu, że słuszna propaganda historyczna była w tym cyklu więcej niż natrętna.

więcej »

Polecamy

Kilka słów na pożegnanie

Pilot śmigłowca:

Kilka słów na pożegnanie
— Marcin Osuch

Szczęśliwy finał
— Marcin Osuch

Trochę jak Blueberry
— Marcin Osuch

Nasz polski superman
— Marcin Osuch

Pilot punktuje, „Pilot” dołuje
— Marcin Osuch

W końcu to komiks
— Marcin Osuch

Pożegnanie z Rosińskim
— Marcin Osuch

Rozkaz to rozkaz
— Marcin Osuch

Kapitan zmienia trasę
— Marcin Osuch

Latający dyliżans
— Marcin Osuch

Zobacz też

Inne recenzje

Gagarin na okruszkach
— Konrad Wągrowski

Esensja czyta dymki: Marzec-kwiecień 2009
— Jakub Gałka, Wojciech Gołąbowski, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Z tego cyklu

Gdy tatusia masz ambitnego
— Beatrycze Nowicka

Agent Żbik i brylanty
— Dagmara Trembicka-Brzozowska

Kolejne przygody Kamali Khan
— Andrzej Goryl

Sherlock Miś i Indiana Jones
— Marcin Osuch

Bajka zdana na siebie
— Konrad Wągrowski

Zwycięski „Niezwyciężony”
— Marcin Osuch

Komiksowe emocje
— Marcin Osuch

Taka ohyda, że aż miło
— Marcin Mroziuk

Księżyc po raz trzeci
— Marcin Osuch

To nie flet jest czarodziejski
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.