Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 27 czerwca 2022
w Esensji w Esensjopedii

Craig Thompson
‹Kosmiczne rupiecie›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKosmiczne rupiecie
Scenariusz
Data wydaniawrzesień 2016
RysunkiCraig Thompson
Wydawca Timof i cisi wspólnicy
ISBN978-83-65527-13-4
Cena140,00
Gatunekhumor / satyra
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Na co dybie w wielorybie…
[Craig Thompson „Kosmiczne rupiecie” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„Kosmiczne rupiecie” to kolejne dzieło autora „Habibi” oraz „Blankets”. Na podstawie pobieżnego przejrzenia można odnieść wrażenie, że ten komiks ma znacznie lżejszy charakter niż dwa wcześniej wymienione. Pastelowe kolory, kreskówkowe postacie i akcja rozgrywająca się w kosmicznych przestrzeniach sugerują czysto rozrywkową historyjkę… Craig Thompson nie byłby jednak sobą, gdyby nie wplótł do swojej narracji niezwykle poważnych rozważań o egzystencjalnych problemach współczesnego świata.

Paweł Ciołkiewicz

Na co dybie w wielorybie…
[Craig Thompson „Kosmiczne rupiecie” - recenzja]

„Kosmiczne rupiecie” to kolejne dzieło autora „Habibi” oraz „Blankets”. Na podstawie pobieżnego przejrzenia można odnieść wrażenie, że ten komiks ma znacznie lżejszy charakter niż dwa wcześniej wymienione. Pastelowe kolory, kreskówkowe postacie i akcja rozgrywająca się w kosmicznych przestrzeniach sugerują czysto rozrywkową historyjkę… Craig Thompson nie byłby jednak sobą, gdyby nie wplótł do swojej narracji niezwykle poważnych rozważań o egzystencjalnych problemach współczesnego świata.

Craig Thompson
‹Kosmiczne rupiecie›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKosmiczne rupiecie
Scenariusz
Data wydaniawrzesień 2016
RysunkiCraig Thompson
Wydawca Timof i cisi wspólnicy
ISBN978-83-65527-13-4
Cena140,00
Gatunekhumor / satyra
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Główną bohaterką opowieści jest Fiolet Marlocke – mała, rezolutna dziewczynka, którą los zmusił do ratowania własnej rodziny. Kiedy po ataku kosmicznego wieloryba zostaje zniszczona jej szkoła, rodzice stają przed poważnym problemem. Muszą zdobyć pieniądze na to, by znaleźć dla swojej córki nowe miejsce nauki. Garnett – ojciec Fiolet – jest drwalem, zbiera tak zwane wielorybie „drewno”, które następnie jest przetwarzane w tartakach na grudy energetyczne, czyli paliwo do statków kosmicznych. Jest to praca niezwykle niebezpieczna i niezbyt dobrze płatna. Matka dziewczynki – Ceruleana – pracuje natomiast w zakładzie wielkiego projektanta mody Adama Arnolda. Mogłoby się wydawać, że zarabia lepiej niż jej mąż, ale niestety tak nie jest. Choć szef ceni sobie jej pracę, niestety ona również pełni jedynie funkcję trybiku w korporacyjnej machinie. Krótko mówiąc rodzina Fiolet nie należy do najlepiej sytuowanych i zdobycie dodatkowych pieniędzy stanowi nie lada problem.
W tej sytuacji Garnett decyduje się na przyjęcie dobrze płatnego, lecz niezwykle niebezpiecznego (a do tego tajemniczego) zlecenia. Niestety w trakcie jego realizacji ojciec Fiolet przepada bez śladu. Dziewczynka wraz ze swoją matką wpadają w panikę i próbują uzyskać jakąś pomoc w poszukiwaniach. Okazuje się jednak, że zaginiony gdzieś w kosmosie drwal zupełnie nikogo nie interesuje. Co więcej, korporacja dla której wykonywał to zlecenie, najwyraźniej coś ukrywa. W tej sytuacji obie kobiety są zdane wyłącznie na siebie, a wraz z rozwojem opowieści okazuje się, że w wyniku pewnych zawirowań Fiolet nie może liczyć nawet na pomoc swojej matki. Na szczęście zyskuje innych towarzyszy – refleksyjnego i neurotycznego kurczaka o imieniu Elliot oraz impulsywnego i zawadiackiego bryłkowca – Zacheusza. Z czasem do akcji dołączają się także przyjaciele jej ojca, którzy niegdyś wspólnie tworzyli siejącą postrach w przestworzach grupę o tajemniczej nazwie Stacja Butlowa Kactallica. Pan Hubka, Gerome oraz Gwumpky to niezwykle barwny zestaw postaci. Tak rozpoczyna się kosmiczna opowieść o niezwykłej akcji ratunkowej, przy okazji której odkrywane są tajemnice wielkich korporacji a nasi bohaterowie poznają znaczenie prawdziwej przyjaźni i więzi rodzinnych.
Trzeba zresztą powiedzieć, że występujące tu postacie stanowią bardzo mocną stronę komiksu. Rodzina Marlocke’ów, Elliot, Zacheusz i jego brat Zucheusz, trójka przyjaciół Garnetta zostali skonstruowani z niezwykłą troską o wiarygodność. Pomijając to, że poza Marlocke’ami wszyscy są absolutnie fantastycznymi stworzeniami, pod względem charakterologicznym wypadają całkiem przekonująco. Szczególnie Elliot i Zacheusz, którzy wspólnie z Fiolet mają do odegrania pierwszoplanowe role, stanowią dobrze dobraną trójkę. Zdeterminowana i stanowcza Fiolet, która jest przekonana, że ojciec zaginął z jej winy, ma zamiar za wszelką cenę go odnaleźć. Elliot - nawiedzany pełnymi tajemniczej symboliki snami kurczak ze skłonnościami do filozofowania - boi się właściwie wszystkiego, ale postanawia jednak pomóc swoim nowym przyjaciołom. Zacheusz, choć wydaje się pozornie najmniej skomplikowany, z czasem również ujawnia złożone uczucia i emocje wynikające z tragicznego dzieciństwa. Całą trójkę łączą skomplikowane relacje z rodzinami, głównie z ojcami. Mówiąc w skrócie, Fiolet obwinia się za zaginięcie ojca, Elliot obwinia swojego ojca, za to że go opuścił, a Zacheusz, który stracił całą swoją rodzinę, nosi bagaż nieprzepracowanych uczuć. Refleksje i rozmowy prowadzone przez trójkę bohaterów ujawniają całą masę psychologicznych problemów, z którymi muszą sobie wspólnie poradzić.
Brawurowa akcja ratunkowa oraz pieczołowicie skonstruowane postaci to nie wszystkie elementy decydujące o wartości „Kosmicznych rupieci”. Jak wspomniałem na początku, Craig Thompson nie byłby sobą, gdyby do komiksu nie wplótł także innych zagadnień. Poza diagnozą problemu „nieobecnych rodziców” mamy tu również refleksję na temat podziałów, nierówności i napięć społecznych, a także opis katastrofy ekologicznej oraz nieuchronnego wyczerpywania się źródeł energii. A wszystko to rozgrywa się, jak powiada jeden z bohaterów, w „duszącej pustce przestrzeni kosmicznej”. Trzeba jednak podkreślić, że autor odnosi się do tych zagadnień w niezwykle subtelny sposób sprawiając, że komiks z czystym sumieniem można polecić czytelnikom ze wszystkich grup wiekowych. Każdy znajdzie tu coś dla siebie – jedni zwrócą pewnie uwagę na intrygującą akcję, inni na wielowymiarowe charakterystyki bohaterów i ich wzajemne relacje, pozostali dostrzegą złożone tło społeczno-gospodarcze lub wizję katastrofy ekologicznej. Wszyscy natomiast niewątpliwie zachwycą się warstwą graficzną komiksu, która swój specyficzny charakter zawdzięcza nie tylko charakterystycznej kresce, ale także doskonałym kolorom.
Pod względem graficznym komiks na pierwszy rzut oka odbiega od takich dzieł Thompsona, jak „Blankets”, czy „Habibi”. Jednak po bliższym przyjrzeniu się rysunkom staje się oczywiste, że jego styl nie uległ zasadniczym zmianom. Oczywiście tym, co decyduje o zasadniczej odmienności „Kosmicznych rupieci” od wspomnianych opowieści są kolory, jednak pod nimi znajduje się charakterystyczna, pędzelkowa kreska. Bardzo efektownie wypadają kadry przedstawiające kosmiczne przestrzenie oraz wykreowane z ogromną dbałością o szczegóły wnętrza. Na szczególną uwagę zasługuje niezwykle efektowne kadrowanie. Autor często prezentuje duże – nieraz dwustronicowe – kadry, na których bardzo wiele się dzieje. Bardzo często układ paneli na stronie podporządkowany zostaje rytmowi aktualnie rozgrywających się zdarzeń. Obrazu całości dopełniają wspominane już, doskonale dobrane i skomponowane barwy z dominacją fioletów i błękitów, które sprawiają, że komiks przywołuje skojarzenia z opowieściami dla dzieci. Dave Stewart, którego znamy jako kolorystę wielu komiksów pojawiających się na naszym rynku – wymieńmy chociażby takie tytuły jak „Fight Club 2”, „Fatale” czy „Hellboy” – stworzył tym razem świat w zdecydowanie bardziej radosnych kolorach. Jeśli już o grafice mowa, to koniecznie trzeba wspomnieć o niemal osiemdziesięciu stronach dodatków, które stanowią prawdziwą gratkę dla wszystkich amatorskich i zawodowych miłośników rysowania. Mamy okazję podziwiać szkice plansz, projekty postaci oraz statków kosmicznych. Oglądając te rysunki można sobie uzmysłowić, jak gigantyczną pracę wykonał Thompson tworząc ten komiks.
Podsumowując, „Kosmiczne rupiecie” to wartościowy komiks dla całej rodziny. Opowieść o tym, że w świecie zdeterminowanym przez podziały społeczne i widmo nadciągającej katastrofy ekologicznej, najważniejsze są więzy rodzinne i przyjaźń, może zadowolić miłośników historii obrazkowych w każdym wieku. Po „Blankets” i „Habibi” Thompson niewątpliwie zrobił coś znacznie lżejszego i optymistycznego. Z komiksu – pomimo tego, że akcja dzieje się we wszechświecie pełnym dobrze nam znanych i niemal niemożliwych do rozwiązania problemów – płynie pozytywne przesłanie. Niektórzy zapewne powiedzą, że zbyt pozytywne, może nawet naiwne, ale w końcu jest to opowieść o kilkuletniej dziewczynce, więc odrobina naiwności jest tutaj jak najbardziej wskazana.
koniec
23 września 2016

Komentarze

24 IX 2016   14:02:40

Bohaterka nazywa się "Fiolet"? A, nie to tylko skopane tłumaczenie imienia "Violet" czyli po naszemu Wioleta. Brawa za słownego dziwoląga.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Krótko i porządnie
Dagmara Trembicka-Brzozowska

27 VI 2022

Komiksowe zbiory krótkich historii, zwłaszcza jednego autora, nie pojawiają się u nas za często – dlatego „Girlsy, gorzała i giwery” to album, który cieszy.

więcej »

Tyrada antyludzka
Marcin Knyszyński

26 VI 2022

„Wody Morteluny” to rzecz, która musiała kiedyś wrócić na nasz rynek. Mamy komiksowe Eldorado, mamy klęskę urodzaju – ale ten album, pięknie wydany przez Wydawnictwo Kurc, poradzi sobie z konkurencją. Musi, wszak to murowany kandydat do komiksu roku.

więcej »

Za Midgard!
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

25 VI 2022

Event „Wojna światów” to zakończenie wielkiej epopei autorstwa Jasona Aarona, związanej z marvelowską wersją skandynawskich mitów. Ziemia staje się miejscem ostatecznej bitwy między ludźmi, bogami, mrocznymi elfami, wojowniczymi anielicami, lodowymi olbrzymami i wszystkim innym, co tylko sobie wymyślicie.

więcej »

Polecamy

Łatwe trudnego początki

Polscy podróżnicy:

Łatwe trudnego początki
— Marcin Osuch

Kumpel Mickiewicza
— Marcin Osuch

Prototyp Zagłoby
— Marcin Osuch

Wspomnienia jak żyła złota
— Marcin Osuch

Być jak Kmicic
— Marcin Osuch

Zobacz też

Tegoż twórcy

Zawieja w Michigan
— Paweł Ciołkiewicz

Niełatwe jest życie autora komiksów
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Rządy tłumu tępych idiotów
— Paweł Ciołkiewicz

Początek nowego życia
— Paweł Ciołkiewicz

Pod Troją bez zmian
— Paweł Ciołkiewicz

Subtelna różnica pomiędzy haniebną masakrą a bohaterskim podbojem
— Paweł Ciołkiewicz

Nowa perspektywa
— Paweł Ciołkiewicz

Iść w stronę słońca
— Paweł Ciołkiewicz

Dziecko, artysta i stary naukowiec
— Paweł Ciołkiewicz

Spisek po węgiersku
— Paweł Ciołkiewicz

Sprawy rodzinne
— Paweł Ciołkiewicz

Na gigancie
— Paweł Ciołkiewicz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.