Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 7 sierpnia 2020
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CXCVIII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Yves Swolfs
‹Durango #11: Kolorado›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDurango #11: Kolorado
Scenariusz
Data wydaniapaździernik 2016
RysunkiYves Swolfs
Wydawca Elemental
CyklDurango
ISBN9788394428648
Cena38,00
Gatunekwestern
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

U podnóża Gór Skalistych
[Yves Swolfs „Durango #11: Kolorado” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Wydawało Wam się, że tytułowy bohater komiksowego cyklu Belga Yves’a Swolfsa przeżył już wszystko, co najgorsze? Że nic potworniejszego nie może mu się przytrafić? Otóż… jesteście w błędzie. Podróż Durango do „Kolorado” (taki tytuł nosi jedenasty album serii) przypomina zejście do najgłębszych kręgów dantejskiego Piekła.

Sebastian Chosiński

U podnóża Gór Skalistych
[Yves Swolfs „Durango #11: Kolorado” - recenzja]

Wydawało Wam się, że tytułowy bohater komiksowego cyklu Belga Yves’a Swolfsa przeżył już wszystko, co najgorsze? Że nic potworniejszego nie może mu się przytrafić? Otóż… jesteście w błędzie. Podróż Durango do „Kolorado” (taki tytuł nosi jedenasty album serii) przypomina zejście do najgłębszych kręgów dantejskiego Piekła.

Yves Swolfs
‹Durango #11: Kolorado›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDurango #11: Kolorado
Scenariusz
Data wydaniapaździernik 2016
RysunkiYves Swolfs
Wydawca Elemental
CyklDurango
ISBN9788394428648
Cena38,00
Gatunekwestern
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Dziki Zachód to bardzo niebezpieczne miejsce – wie to każdy wielbiciel westernów. Czy to filmowych, czy powieściowych, czy też komiksowych. Chwila nieuwagi może człowieka kosztować życie. Wyjście po zakupy może okazać się jego ostatnią drogą. Ale nawet zamknięcie się w czterech ścianach nie gwarantuje bezpieczeństwa. A już na pewno nie w położonym u podnóża Gór Skalistych miasteczku Nortonville w stanie Kolorado. Miastem, jak udzielnym księstwem, rządzi bowiem miejscowy potentat górniczy, pan Norton, mający na swoich usługach bezwzględnego szeryfa Maxwella i bandę jego zbirów. To on stanowi prawo i on je egzekwuje. Jest panem życia i śmierci mieszkańców okolicznych osad górniczych. Wszyscy przecież są jego pracownikami, choć może trafniejsze byłoby określenie – niewolnikami. W myśl powiedzenia, że władza absolutna deprawuje absolutnie – Norton jest człowiekiem pozbawionych wszelkich skrupułów, w spełnianiu swych zachcianek uznaje tylko jeden argument – siłę.
I to właśnie do tego miasteczka trafia leworęczny niebieskooki rewolwerowiec. Już na dworcowym peronie, chwilę po opuszczeniu pociągu, styka się z ludźmi Nortona, którzy mają w zwyczaju przeszukiwanie bagaży nowo przybyłych. Nie stawia im oporu, poddając się upokarzającej procedurze. Ma jednak do wykonania misję, a ona – przynajmniej w początkowym etapie działań – wymaga spolegliwości. Innym sposobem nie uda się Durango dotrzeć tam, dokąd chce i musi. Ludzie Nortona z miejsca zwracają uwagę na tajemniczego mężczyznę; nie odstępują go odtąd ani na krok. Co wcale nie jest takie trudne w mieście, w którym jedyny hotel, jedyny saloon i wszystkie sklepy należą do jednego człowieka. Lokalny satrapa zdaje sobie jednak sprawę, że nie jest kochany przez mieszkańców, że wielu ludziom zależy na tym, aby go uśmiercić. Dlatego też ludzi takich jak Durango, stanowiących potencjalne zagrożenie, woli mieć po swojej stronie. Nie wie tylko, że przybyszowi właśnie na tym zależy.
Komiks zaczyna się od mocnego uderzenia, dzięki któremu Yves Swolfs z miejsca wprowadza czytelnika w klimat opowieści. Od pierwszej planszy wiadomo, że Durango nie ma co liczyć na taryfę ulgową. Że i tym razem naprzeciw niego staną bandyci najpodlejszego sortu. Że zanim odniesie sukces – bo w to akurat chyba nikt nie wątpi – zostanie przeczołgany. Gdyby bowiem problemem był tylko Norton i jego główny pies gończy, Maxwell, moglibyśmy mówić o dużym fuksie głównego bohatera. Oj, nie… zbirów jest tu cała mała armia – i każdy z nich ma już na sumieniu wiele niewinnych istnień. Ale przecież i Durango nie wypadł krowie spod ogona. Można więc tradycyjnie liczyć na porcję pościgów konnych i pojedynków strzeleckich. Pojawia się także wątek romantyczny, o ile w ogóle w takim miejscu jak Nortonville można wspomnieć o romantyzmie. W każdym razie jedną z bohaterek jest kobieta tak piękna i stanowcza, że przy odrobinie dobrej woli można dla niej stracić głowę. Niestety, w przenośni i dosłownie.
Swolfs, jak zawsze, odpowiada nie tylko za scenariusz, ale i grafikę. I w obu tych rolach wypada – który to już raz? (biorąc pod uwagę tylko tę serię, to jedenasty) – znakomicie. Rysunki Belga są majstersztykiem; najlepszym przykładem tego, co realistyczny komiks frankofoński może zaoferować światu. Dbałość o przedstawienie postaci, o wykreowanie drugiego planu, o oddanie klimatu Dzikiego Zachodu (doskonale przecież znanego z filmowych westernów) – wszystko to jest na najwyższym poziomie. Na dodatek „Kolorado” posiada ten charakterystyczny dla Yves’a sznyt, po którym poznać, że album nie mógł wyjść spod ręki innego autora. Warto też zaznaczyć, że historia nie zostaje tym razem zamknięta w jednym tomie. Chcąc poznać ostateczny wynik starcia Durango z Nortonem, trzeba będzie sięgnąć po kolejną odsłonę serii – „Dziedziczkę”. Na szczęście trafi ona do sklepów już niebawem.
koniec
23 listopada 2016

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Czarująca feeria
Paweł Ciołkiewicz

7 VIII 2020

„Wika i gniew Oberona” jest pełną przepychu wizualną orgią barw, zdobień i efektów specjalnych. Rysunki w tym komiksie są niesamowite, olśniewające, przepiękne… Namalowane z niebywałym rozmachem plansze po prostu zapierają dech w piersiach i sprawiają, że trudno oderwać się od lektury. A mówiąc dokładniej, od podziwiania obrazów.

więcej »

Druuna zalicza zjazd
Tomasz Nowak

6 VIII 2020

„Druuna” w trzeciej zbiorczej odsłonie prezentuje coraz większe wyczerpanie materiału. Jednak o ile Serpieriemu zaczynało może brakować pomysłów na fabułę, to w graficznym mistrzostwie, w kreowaniu niewyobrażalnych światów pozostaje niezmordowany.

więcej »

Witajcie w Blackwood College
Paweł Ciołkiewicz

5 VIII 2020

„Blackwood” warto wpisać sobie na wakacyjną listę lektur. Mrok, tajemnica, nieszczęśliwa miłość, magia i dziwne stwory zapewniają emocje czwórce bohaterów, a czytelnikom gwarantują solidną porcję rozrywki. Ciesząca się złą sławą szkoła magii umiejscowiona w upiornej i owianej aurą tajemnicy okolicy zaprasza w swe niegościnne progi.

więcej »

Polecamy

Kilka słów na pożegnanie

Pilot śmigłowca:

Kilka słów na pożegnanie
— Marcin Osuch

Szczęśliwy finał
— Marcin Osuch

Trochę jak Blueberry
— Marcin Osuch

Nasz polski superman
— Marcin Osuch

Pilot punktuje, „Pilot” dołuje
— Marcin Osuch

W końcu to komiks
— Marcin Osuch

Pożegnanie z Rosińskim
— Marcin Osuch

Rozkaz to rozkaz
— Marcin Osuch

Kapitan zmienia trasę
— Marcin Osuch

Latający dyliżans
— Marcin Osuch

Zobacz też

Tegoż twórcy

Łotr łotra łotrem pogania
— Sebastian Chosiński

Samotnik bez Imienia
— Sebastian Chosiński

Wśród skorpionów
— Sebastian Chosiński

Pociągiem do Piekła
— Sebastian Chosiński

Kobra kąsa zawsze dwa razy
— Sebastian Chosiński

Gdzie diabeł nie może, tam Durango pośle…
— Sebastian Chosiński

Nie taki wampir straszny jak o nim mówią
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zrodziło go Piekło
— Sebastian Chosiński

Górniczy protest na Dzikim Zachodzie
— Sebastian Chosiński

Nawet stryczek mu nie straszny
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Za siedmioma odległymi galaktykami…
— Sebastian Chosiński

W Rosji najgorzej być zakładnikiem…
— Sebastian Chosiński

Gdy Łazarze śpią, budzą się upiory
— Sebastian Chosiński

Religijni fanatycy i zblazowani zbrodniarze
— Sebastian Chosiński

Zobaczyć dinozaura i umrzeć!
— Sebastian Chosiński

Równe, równiejsze… zarżnięte
— Sebastian Chosiński

Humanizm fantastycznonaukowy
— Sebastian Chosiński

Muzyka czasów pandemii
— Sebastian Chosiński

Uralski realizm zepsuty przez magię
— Sebastian Chosiński

Czasami lepiej widzieć mniej (lub nic)
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.