Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 29 stycznia 2020
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CXCII

Konkursy

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe (wybrane)

więcej »

Zbigniew Sobala, Stanisław Szczepaniak
‹Kapitan Żbik 15: Kocie oko›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKapitan Żbik 15: Kocie oko
Scenariusz
Data wydania1971
RysunkiZbigniew Sobala
Wydawca Sport i Turystyka
CyklKapitan Żbik
Gatunekkryminał
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk

Kapitan Żbik: 3 razy „p”, czyli prawda propagandowo podrasowana
[Zbigniew Sobala, Stanisław Szczepaniak „Kapitan Żbik 15: Kocie oko” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Szukając natchnienia potrzebnego do stworzenia scenariuszy zeszytów o przygodach kapitana Żbika, ich autorzy nierzadko – zwłaszcza w późniejszym czasie – sięgali po powieści milicyjne bądź opowiadania z serii „Ewy wzywa 07”. Bywało jednak, że fabuły opierali na rzeczywistych zdarzeniach. Tak było chociażby w przypadku „Kociego Oka”, który podejmował wątek napadu stulecia na bank w dolnośląskim Wołowie.

Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: 3 razy „p”, czyli prawda propagandowo podrasowana
[Zbigniew Sobala, Stanisław Szczepaniak „Kapitan Żbik 15: Kocie oko” - recenzja]

Szukając natchnienia potrzebnego do stworzenia scenariuszy zeszytów o przygodach kapitana Żbika, ich autorzy nierzadko – zwłaszcza w późniejszym czasie – sięgali po powieści milicyjne bądź opowiadania z serii „Ewy wzywa 07”. Bywało jednak, że fabuły opierali na rzeczywistych zdarzeniach. Tak było chociażby w przypadku „Kociego Oka”, który podejmował wątek napadu stulecia na bank w dolnośląskim Wołowie.

Zbigniew Sobala, Stanisław Szczepaniak
‹Kapitan Żbik 15: Kocie oko›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKapitan Żbik 15: Kocie oko
Scenariusz
Data wydania1971
RysunkiZbigniew Sobala
Wydawca Sport i Turystyka
CyklKapitan Żbik
Gatunekkryminał
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
To wydarzenie wstrząsnęło opinią publiczną w Polsce Ludowej i mocno nadwątliło zaufanie do służb mundurowych odpowiedzialnych za porządek i bezpieczeństwo w kraju (MO, SB, ORMO). W państwie, w którym niepodzielną władzę sprawowała jedna partia, a jednostki podległe Ministerstwu Spraw Wewnętrznych posiadały niemalże nieograniczone możliwości inwigilacji obywateli, zdarzył się napad na bank. Na dodatek już po zakończeniu śledztwa okazało się, że złodziejami wcale nie byli zdegenerowani przestępcy, ale zwykli (i szanowani) mieszkańcy miasteczka, którzy do tej pory nie weszli w żaden konflikt z prawem. Słynny napad miał miejsce 19 sierpnia 1962 roku w prowincjonalnym Wołowie niedaleko Wrocławia. Za „skokiem” stało w sumie siedem osób, choć bezpośrednio uczestniczyło pięć. Ofiarą padł oddział Narodowego Banku Polskiego; skradziono 12 milionów złotych, które przeznaczone były głównie na wypłaty dla pracowników okolicznych Państwowych Gospodarstw Rolnych.
Śledczy od początku przyjęli wersję, że złodzieje mieli swojego „kreta” w banku, od którego dostali precyzyjny „cynk” – stąd wiedzieli, kiedy dokonać włamania i kradzieży, aby zgarnąć sporą gotówkę. Jak wpadli? Dali się zwieść rozpuszczonym przez władze plotkom, że w najbliższym czasie planowana jest wymiana pieniędzy; gdyby tak było w rzeczywistości, okazałoby się, że cały „skok” był na darmo. Żona jednego ze sprawców i siostra drugiego, płacąc za zakupiony w sklepach towar, posłużyły się pieniędzmi z napadu, a były to nowe banknoty, których serie były znane. Tym sposobem po nitce do kłębka funkcjonariusze dotarli do przestępców. Proces rozpoczął się w grudniu 1962 roku. Pięciu głównych sprawców skazanych zostało na dożywotni pobyt w zakładach karnych (choć, z uwagi na to, że byli sądzeni w trybie doraźnym, musieli liczyć się nawet z karami śmierci); z czasem jednak złagodzono im wyroki – w efekcie ostatni z nich odzyskał wolność w 1979 roku. Ich czyn obrósł już wtedy swoistą legendą, w dużej mierze dzięki nakręconemu w połowie lat 70. filmowi „Hazardziści” Mieczysława Waśkowskiego, w którym dokładnie przedstawiono przebieg napadu.
Mało kto po latach zwraca jednak uwagę na to, że pierwszymi, którzy postanowili wykorzystać napad na bank w Wołowie jako materiał dzieła popkulturowego, byli twórcy „Kapitana Żbika”. W 1971 roku ukazał się bowiem zeszyt zatytułowany „Kocie Oko”, którego fabuła – chociaż nazwa miasta nie została w nim wymieniona – oparta była właśnie na wydarzeniach, jakie miały miejsce w dolnośląskim miasteczku na początku lat 60. XX wieku. Twórca scenariusza tego zeszytu, zapomniany już dzisiaj Stanisław Szczepaniak („Tajemnica ikony”), nie miał jednak – jak na przykład Waśkowski – ambicji opowiedzenia dokładnego przebiegu napadu i późniejszego śledztwa. Wprowadził kilka zmian, które być może wymuszone zostały przez cenzurę. Wszak władzom partyjnym nie mieściło się w głowie, że mózgiem „skoku” był szanowany obywatel Wołowa; w komiksie należało przedstawić go inaczej – jako bezwzględnego szefa szajki, który już niejedną niegodziwość ma na sumieniu.
W ogólnych zarysach akcja odpowiadała jednak prawdzie. Za napadem stali między innymi miejscowy taksówkarz i właściciel warsztatu naprawy sprzętu elektrycznego; wiadomość o zdeponowaniu w banku większej gotówki złodzieje otrzymali od współpracującego z nimi kasjera; bliski rzeczywistości był również opis samego „skoku”. Odstępstwa pojawiły się w drugiej części. Widocznie prawda okazała się nie tylko niezgodna z wymogami ówczesnej peerelowskiej propagandy, ale także mało atrakcyjna z punktu widzenia dynamiki i grozy opowieści. Trzeba więc było dodać trochę pikantnych (choć wcale nie obyczajowo) szczegółów. A nade wszystko Szefa bandy przedstawić tak, aby czytelnicy nie mieli wątpliwości, że to postać godna potępienia. W każdym razie przestępstwo okazało się na tyle poważne, że miejscowa milicja zdecydowała się zawiadomić centralę, w efekcie czego na miejscu zdarzenia pojawili się kapitan Jan Żbik oraz porucznik Ola Malicka, którzy od razu pchnęli dochodzenie na właściwe tory. Przy okazji pochwalono się również nowymi metodami pracy MO – badaniami chromatograficznymi oraz daktyloskopijnymi, dzięki którym zebrano niepodważalne dowody winy podejrzanych.
Patrząc z perspektywy czytelnika, zmiany w scenariuszu – w odniesieniu do prawdy historycznej – wyszły mu na dobre. Można się tylko zastanawiać, czy na pewno potrzebny był wątek z tytułowym „Kocim Okiem”, który wypada zresztą najmniej przekonująco. Choć może i tak powinniśmy się cieszyć, że z Szefa bandy nie uczyniono na przykład pogrobowca SS czy Werwolfu. Wszak, pamiętajmy, areną wydarzeń był Dolny Śląsk, a od zakończenia wojny minęło dopiero ćwierć wieku. Znacznie gorzej zeszyt prezentuje się natomiast od strony graficznej, za którą odpowiadał – po raz szósty – Zbigniew Sobala (trzyczęściowe „Ryzyko”, „Wzywam 0-21”, „Kryształowe okruchy”). W porównaniu z Grzegorzem Rosińskim, który zilustrował dopiero co zakończoną pięcioodcinkową serię rozpoczętą „Zapalniczką z pozytywką” i zwieńczoną „Błękitną serpentyną”, to był krok wstecz. I nie na wiele zda się tu tłumaczenie, że Sobala i tak rozwinął się w ciągu minionych dwóch lat. Jego rysunki wciąż cechował brak realizmu, praktycznie nieobecność drugiego planu i bardzo umowne przedstawianie fizjonomii postaci. Na dodatek wciąż wykorzystywał bardzo toporne, prostokątne „dymki”.
Na szczęście era Zbigniewa Sobali powoli zbliżała się do końca (ukazał się jeszcze tylko jeden zeszyt przez niego narysowany, „Strzał przed północą”); wkrótce zastąpił go Bogusław Polch, a gdy z pracy nad serią zrezygnował Grzegorz Rosiński – stopniowo całość przejął (od 1973 roku) Jerzy Wróblewski. Z materiałów dodatkowych niczego nie zabrakło. W swym liście do czytelników kapitan Żbik przedstawił pogadankę na temat przydatności Ochotniczej Rezerwy Milicji Obywatelskiej (ORMO), która niegdyś – ręka w rękę z MO i Ludowym Wojskiem Polskim (LWP) – walczyła z reakcyjnym podziemiem, a teraz (anno Domini 1971) skupia się przede wszystkim na działalności wychowawczej i czynach społecznych oraz dba o bezpieczeństwo ruchu. W „Za ofiarność i odwagę” przypomniano postać osiemnastoletniego Ryszarda Maliszewskiego ze Szczecina, który 23 marca 1968 roku uratował czworo dzieci, pod którymi na rzece Rogalicy załamał się lód (dwoje dzieci wyszło na brzeg o własnych siłach, jedno utonęło). Z kolei w „Kronice MO” czytelnicy mogli poczytać o trudach tworzenia struktur milicyjnych na Lubelszczyźnie w drugiej połowie 1944 roku. Jak bumerang powrócił przy tez okazji temat walk z kontrrewolucyjnymi bandami w celu utrwalenia władzy ludowej.
koniec
27 listopada 2016

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Krótko o komiksach: Zwycięski „Niezwyciężony”
Marcin Osuch

29 I 2020

„Niezwyciężony” to – obok „Edenu” – moja ulubiona powieść Lema, a to oznacza, że mam w głowie jakiś obraz całej tej historii. I do ewentualnej adaptacji będę podchodził jak pies do jeża. Ale muszę przyznać, że Rafał Mikołajczyk wychodzi z tej konfrontacji obronną ręką.

więcej »

Z „Ruskimi” lepiej nie zadzierać!
Sebastian Chosiński

27 I 2020

W „Martwej wodzie” Tomasz Kontny, scenarzysta serii, kontynuuje wątek rozpoczęty w poprzednim zeszycie, zatytułowanym – dla odmiany – „Żywa woda”. Pracownicy Wydziału 7 (VII) muszą tym razem zmierzyć się z wrogiem niezwykle groźnym, a na dodatek działać niezwykle ostrożnie, mając w bezpośrednim sąsiedztwie tajną bazę wojsk radzieckich.

więcej »

Piekło w Gotham
Marcin Knyszyński

26 I 2020

We wrześniu 2018 roku Detective Comics wystartowało ze swoim nowym imprintem, który otrzymał nazwę „DC Black Label”. Celem nowego przedsięwzięcia było (i jest nadal) zaprezentowanie dobrze znanych wszystkim bohaterów – jak Batman, Superman czy Wonder Woman – w poważnych, wymagających historiach, przeznaczonych wyłącznie dla dorosłego odbiorcy. Kto pierwszy? Człowiek–nietoperz.

więcej »

Polecamy

Śledztwo trwa!

Niekoniecznie jasno pisane:

Śledztwo trwa!
— Marcin Knyszyński

Głębokie rozczarowanie
— Marcin Knyszyński

Roślinny kryzys tożsamości
— Marcin Knyszyński

No to łups, Asteriksie? No to łups, Obeliksie!
— Marcin Knyszyński

Siła symbolu
— Marcin Knyszyński

Pajęcze lata Todda McFarlane’a
— Marcin Knyszyński

Bilety w pierwszym rzędzie na koniec wszechświata
— Marcin Knyszyński

Wszystko jest złudzeniem
— Marcin Knyszyński

Wystarczy uwierzyć
— Marcin Knyszyński

Odkryj się sam
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.