Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 4 marca 2021
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CCIII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Ross Andru, Sal Buscema, Steve Englehart, Roy Thomas
‹Wielka Kolekcja Komiksów Marvela #104: Defenders: Dzień Defenders›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWielka Kolekcja Komiksów Marvela #104: Defenders: Dzień Defenders
Tytuł oryginalnyThe Defenders: Day of the Defenders
Scenariusz
Data wydania16 listopada 2016
RysunkiRoss Andru, Sal Buscema
PrzekładRobert P. Lipski
Wydawca Hachette
CyklWielka Kolekcja Marvela
ISBN978-83-282-0345-7
Format200s. 170×240mm; oprawa twarda
Cena39,99
Gatuneksuperhero
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Marvel: Hulk był już kiedyś w drużynie…
[Ross Andru, Sal Buscema, Steve Englehart, Roy Thomas „Wielka Kolekcja Komiksów Marvela #104: Defenders: Dzień Defenders” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Czy możliwa jest supergrupa, której członkiem nie byłby Kapitan Ameryka? Wygląda na to, że tak. Co prawda jest mocno niesformalizowana i zrzesza jedynie trzech członków (do czasu), ale nie można jej odmówić uroku i egzotyki. To o niej opowiada sto czwarty tom Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela, „Defenders: Dzień Defenders”.

Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Marvel: Hulk był już kiedyś w drużynie…
[Ross Andru, Sal Buscema, Steve Englehart, Roy Thomas „Wielka Kolekcja Komiksów Marvela #104: Defenders: Dzień Defenders” - recenzja]

Czy możliwa jest supergrupa, której członkiem nie byłby Kapitan Ameryka? Wygląda na to, że tak. Co prawda jest mocno niesformalizowana i zrzesza jedynie trzech członków (do czasu), ale nie można jej odmówić uroku i egzotyki. To o niej opowiada sto czwarty tom Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela, „Defenders: Dzień Defenders”.

Ross Andru, Sal Buscema, Steve Englehart, Roy Thomas
‹Wielka Kolekcja Komiksów Marvela #104: Defenders: Dzień Defenders›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWielka Kolekcja Komiksów Marvela #104: Defenders: Dzień Defenders
Tytuł oryginalnyThe Defenders: Day of the Defenders
Scenariusz
Data wydania16 listopada 2016
RysunkiRoss Andru, Sal Buscema
PrzekładRobert P. Lipski
Wydawca Hachette
CyklWielka Kolekcja Marvela
ISBN978-83-282-0345-7
Format200s. 170×240mm; oprawa twarda
Cena39,99
Gatuneksuperhero
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Przyznam, że nie wiązałem wielkich nadziei z tym tytułem. Ot, kolejna ramotka z początku lat 70. Do tego skupiająca się na bohaterach, którzy nie należą do mojej pierwszej ligi (no, może poza Hulkiem). Choć dzięki kolejnym publikacjom w ramach WKKM zacząłem coraz bardziej doceniać Dra Strange′a, to jednak Namor pozostaje w ogonie mojego prywatnego rankingu popularności. A jednak dziwnym trafem „Dzień Defenders” okazał się całkiem przyjemną lekturą, a co ważniejsze – bardzo odmienną od przygód Avengers.
Podstawowym wyróżnikiem cechującym Defenders jest to, że członkowie tej formacji za bardzo za sobą nie przepadają. Strange i Namor raczej się tolerują niż przyjaźnią, natomiast Hulk… jak to Hulk, działa pod wpływem emocji. Nie znosi Mistyka i generalnie sformalizowanych drużyn, czego daje dowód w zdaniu „Hulk był już kiedyś w drużynie… nie podobało mu się” (dotyczy to oczywiście jego członkostwa w pierwszym składzie Mścicieli). Dlatego też, choć ostatecznie Strange wymyśla nazwę heroicznego tria, to jednak jego działanie wynika bardziej z przypadku niż z hasła oznaczającego zbiórkę (jak wielka płonąca czwórka, zwołująca Fantastic Four).
I to się sprawdza! Albowiem siła Defenders, poza barwnymi przygodami, które rzucają członków grupy po całej ziemi, a także w inne wymiary, drzemie w dobrze przedstawionych charakterach poszczególnych postaci. Znaczenie ma tu nie tylko fakt, że każda z nich jest raczej indywidualistą, nieprzystosowaną do zespołowego działania, ale przede wszystkim scenarzyści barwnie rozpisali ich relacje.
Na „Dzień Defender” składa się osiem zeszytów, pokazujących początki działalności grupy. Choć jej członkowie spotykali się już wcześniej, pierwszy raz nazwali swoje trio konkretną nazwą w „Marvel Feature vol. 1 # 1” z grudnia 1971 roku. Po trzech odcinkach formacja tak spodobała się czytelnikom, że otrzymała swój własny tytuł, który ukazywał się do 1983 roku, kiedy to po opuszczeniu składu przez Hulka, Strange′a i Namora, została przemianowana na The New Defenders. Ze względu na mało sformalizowany charakter, przez ten czas przewinęły się przez nią całe rzesze superbohaterów z Silver Surferem, Profesorem X, Hawkeye′em, Daredevilem, Spider-Manem, a nawet samym Kaczorem Howardem na czele.
Na razie jednak dostajemy przygody podstawowego tria, uzupełnionego pod koniec przez Walkirię i chwilowo przez Silver Surfera, którego jednak jeszcze jako jej członka za bardzo brać nie możemy. Scenariusze Roya Thomasa i Steve′a Engleharta może nie należą do najbardziej wyszukanych i cechują je wypaczenia epoki (np. ciągłe mówienie o sobie w trzeciej osobie), to niewątpliwie dowodzą pomysłowości twórców. Najczęściej mamy więc do czynienia z jakimś strasznym zagrożeniem, które powoduje, że nasi bohaterowie muszą stanąć ramię w ramię, by je zwalczyć. Najpoważniejszym zagrożeniem jest postać niejakiego Yandrotha, który wraz ze swoją śmiercią ma zamiar pogrzebać cały świat. Wątek skonstruowanej przez niego maszyny zniszczenia przewija się przez cały tom. Poza tym ponownie spotykamy Dormammu, który robi, co może, by obejść przyrzeczenie, jakie dał Strange′owi, że nie będzie próbował zawładnąć naszym wymiarem; puchatego, choć niezbyt miłego Xemnu; a także mniej charakterystycznych Necrodamusa, Calizumę, Bezimiennego i innych. Wszystkie te przygody są szybkie, akcja nie ma większych przestojów, a przede wszystkim nie jest zagadywana przypisami i niekończącymi się monologami.
Jeśli chodzi o stronę wizualną, to jej ocena należy do indywidualnych upodobań. Przede wszystkim chodzi o kanciasty styl Sala Buscemy, który stworzył ponad połowę komiksu. Choć to jeszcze nie jest ekstremum, z jakiego zasłynął, rysując Spider-Mana na przełomie lat 80. i 90., ale wyraźnie znać jego styl. Mnie podczas lektury nie przeszkadzał, aczkolwiek również specjalnie nie porywał. Podobnie wygląda sytuacja z Rossem Andru, aczkolwiek jego prace, choć mniej charakterystyczne, bardziej mi się podobały. Zwłaszcza te nieco rozmazane szkice w pierwszym zeszycie.
Czy zatem warto poznać Defenders? Jak najbardziej, ponieważ to porcja przyjemnej i bezpretensjonalnej rozrywki. Tak więc, nawet jeśli nie przepadacie za którymś z członków grupy, nie przejmujcie się, albowiem akcja została tak poprowadzona, że może się okazać, iż zapałacie do niego sympatią. Przynajmniej do przeczytania ostatniej strony.
koniec
10 grudnia 2016

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Bebechy metropolii
Andrzej Goryl

4 III 2021

Daniel Odija to pisarz, poeta, dziennikarz – autor kilku książek (m.in. „Tartak”, „Kronika umarłych”, „Ulica”); dwukrotnie nominowany do Nike. Wojciech Stefaniec jest jednym z najzdolniejszych polskich komiksiarzy, autor (bądź współautor) takich komiksów jak „Noir”, „Szanowny”, „Szelki” czy „Wróć do mnie, jeszcze raz”. Plakacista, ilustrator; zdobywca licznych nagród (nie tylko komiksowych); twórca o niezwykłym, drapieżnym stylu. Razem ci dwaj słupszczanie rozpoczęli projekt pt. „Tetralogia (...)

więcej »

Chcesz być mną?
Marcin Knyszyński

3 III 2021

Czwarty „Punisher MAX” zawiera jak zwykle dwie zamknięte, kilkuodcinkowe historie – obie są jednak kontynuacjami wątków z poprzednich tomów. Udajemy się na górskie bezdroża Afganistanu, aby potem wrócić do Ameryki i stawić czoła… kobietom. Tak właśnie – ale po kolei.

więcej »

Nieodkryta tajemnica labiryntu
Maciej Jasiński

2 III 2021

Po kilku słabszych tomach, w których Hugo Pratt opowiadał o młodości bohatera, sennych wizjach czy kryminalnej historii – autor powraca do korzeni serii. Mamy więc tajemnicę związaną z dawną cywilizacją i wielką przygodę. Czy jednak ten album dorównuje poziomem najlepszym tomom tego cyklu?

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Z tego cyklu

Game over, man, game over!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dużo szumu i do domu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Kosmos taki wielki, a Avengers malutcy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Hail Kapitanie!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Burzy zmysłów nie ma
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ubogi klon
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Przyjdzie Galactus i wyrówna
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pół na pół
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

A co ty robiłeś w 2013 roku?
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tak niewielu decyduje za tak wielu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż autora

Świat już nigdy nie będzie taki sam
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Indie obnażają kły
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Komiks o zapachu mrocznych bagien
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Weekendowa Bezsensja: 40 najgorszych okładek płyt 2020 roku i bonus
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Kobiety Petera Parkera
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Jean Grey i jajo Feniksa
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

10 największych muzycznych rozczarowań 2020 roku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

30 najlepszych płyt 2020 roku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Thanos menelem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

10 utworów Püdelsów w hołdzie Andrzejowi „Püdlowi” Bieniaszowi
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.