Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 22 lutego 2018
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CLXXIII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Marvel: Hulk był już kiedyś w drużynie…

Esensja.pl
Esensja.pl
Czy możliwa jest supergrupa, której członkiem nie byłby Kapitan Ameryka? Wygląda na to, że tak. Co prawda jest mocno niesformalizowana i zrzesza jedynie trzech członków (do czasu), ale nie można jej odmówić uroku i egzotyki. To o niej opowiada sto czwarty tom Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela, „Defenders: Dzień Defenders”.

Ross Andru, Sal Buscema, Steve Englehart, Roy Thomas
‹Wielka Kolekcja Komiksów Marvela #104: Defenders: Dzień Defenders›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWielka Kolekcja Komiksów Marvela #104: Defenders: Dzień Defenders
Tytuł oryginalnyThe Defenders: Day of the Defenders
Scenariusz
Data wydania16 listopada 2016
RysunkiRoss Andru, Sal Buscema
PrzekładRobert P. Lipski
Wydawca Hachette
CyklWielka Kolekcja Marvela
ISBN978-83-282-0345-7
Format200s. 170×240mm; oprawa twarda
Cena39,99
Gatuneksuperhero
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Przyznam, że nie wiązałem wielkich nadziei z tym tytułem. Ot, kolejna ramotka z początku lat 70. Do tego skupiająca się na bohaterach, którzy nie należą do mojej pierwszej ligi (no, może poza Hulkiem). Choć dzięki kolejnym publikacjom w ramach WKKM zacząłem coraz bardziej doceniać Dra Strange′a, to jednak Namor pozostaje w ogonie mojego prywatnego rankingu popularności. A jednak dziwnym trafem „Dzień Defenders” okazał się całkiem przyjemną lekturą, a co ważniejsze – bardzo odmienną od przygód Avengers.
Podstawowym wyróżnikiem cechującym Defenders jest to, że członkowie tej formacji za bardzo za sobą nie przepadają. Strange i Namor raczej się tolerują niż przyjaźnią, natomiast Hulk… jak to Hulk, działa pod wpływem emocji. Nie znosi Mistyka i generalnie sformalizowanych drużyn, czego daje dowód w zdaniu „Hulk był już kiedyś w drużynie… nie podobało mu się” (dotyczy to oczywiście jego członkostwa w pierwszym składzie Mścicieli). Dlatego też, choć ostatecznie Strange wymyśla nazwę heroicznego tria, to jednak jego działanie wynika bardziej z przypadku niż z hasła oznaczającego zbiórkę (jak wielka płonąca czwórka, zwołująca Fantastic Four).
I to się sprawdza! Albowiem siła Defenders, poza barwnymi przygodami, które rzucają członków grupy po całej ziemi, a także w inne wymiary, drzemie w dobrze przedstawionych charakterach poszczególnych postaci. Znaczenie ma tu nie tylko fakt, że każda z nich jest raczej indywidualistą, nieprzystosowaną do zespołowego działania, ale przede wszystkim scenarzyści barwnie rozpisali ich relacje.
Na „Dzień Defender” składa się osiem zeszytów, pokazujących początki działalności grupy. Choć jej członkowie spotykali się już wcześniej, pierwszy raz nazwali swoje trio konkretną nazwą w „Marvel Feature vol. 1 # 1” z grudnia 1971 roku. Po trzech odcinkach formacja tak spodobała się czytelnikom, że otrzymała swój własny tytuł, który ukazywał się do 1983 roku, kiedy to po opuszczeniu składu przez Hulka, Strange′a i Namora, została przemianowana na The New Defenders. Ze względu na mało sformalizowany charakter, przez ten czas przewinęły się przez nią całe rzesze superbohaterów z Silver Surferem, Profesorem X, Hawkeye′em, Daredevilem, Spider-Manem, a nawet samym Kaczorem Howardem na czele.
Na razie jednak dostajemy przygody podstawowego tria, uzupełnionego pod koniec przez Walkirię i chwilowo przez Silver Surfera, którego jednak jeszcze jako jej członka za bardzo brać nie możemy. Scenariusze Roya Thomasa i Steve′a Engleharta może nie należą do najbardziej wyszukanych i cechują je wypaczenia epoki (np. ciągłe mówienie o sobie w trzeciej osobie), to niewątpliwie dowodzą pomysłowości twórców. Najczęściej mamy więc do czynienia z jakimś strasznym zagrożeniem, które powoduje, że nasi bohaterowie muszą stanąć ramię w ramię, by je zwalczyć. Najpoważniejszym zagrożeniem jest postać niejakiego Yandrotha, który wraz ze swoją śmiercią ma zamiar pogrzebać cały świat. Wątek skonstruowanej przez niego maszyny zniszczenia przewija się przez cały tom. Poza tym ponownie spotykamy Dormammu, który robi, co może, by obejść przyrzeczenie, jakie dał Strange′owi, że nie będzie próbował zawładnąć naszym wymiarem; puchatego, choć niezbyt miłego Xemnu; a także mniej charakterystycznych Necrodamusa, Calizumę, Bezimiennego i innych. Wszystkie te przygody są szybkie, akcja nie ma większych przestojów, a przede wszystkim nie jest zagadywana przypisami i niekończącymi się monologami.
Jeśli chodzi o stronę wizualną, to jej ocena należy do indywidualnych upodobań. Przede wszystkim chodzi o kanciasty styl Sala Buscemy, który stworzył ponad połowę komiksu. Choć to jeszcze nie jest ekstremum, z jakiego zasłynął, rysując Spider-Mana na przełomie lat 80. i 90., ale wyraźnie znać jego styl. Mnie podczas lektury nie przeszkadzał, aczkolwiek również specjalnie nie porywał. Podobnie wygląda sytuacja z Rossem Andru, aczkolwiek jego prace, choć mniej charakterystyczne, bardziej mi się podobały. Zwłaszcza te nieco rozmazane szkice w pierwszym zeszycie.
Czy zatem warto poznać Defenders? Jak najbardziej, ponieważ to porcja przyjemnej i bezpretensjonalnej rozrywki. Tak więc, nawet jeśli nie przepadacie za którymś z członków grupy, nie przejmujcie się, albowiem akcja została tak poprowadzona, że może się okazać, iż zapałacie do niego sympatią. Przynajmniej do przeczytania ostatniej strony.
koniec
10 grudnia 2016
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Zera i jedynki
Marcin Osuch

21 II 2018

W oryginale seria „The Manga Guide” obejmuje już kilkadziesiąt albumów z różnych dziedzin szeroko rozumianej nauki i techniki. W Polsce po tomie „Wszechświat” przyszła kolej na „Mikroprocesory” wydane nakładem PWN.

więcej »

Nie wszystko złoto
Wojciech Gołąbowski

19 II 2018

Opowieść o skarbie? Niekoniecznie. O Polsce Ludowej. O Wrocławiu. O trudnej przyjaźni, rywalizacji, życiowych wyborach i ich skutkach – także tych nieoczekiwanych. I o tym, czym dla kogo jest tytułowy „Skarb”.

więcej »

Solówka Rosomaka – runda druga
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

17 II 2018

Jason Aaron nie jest może wybitny w tym co robi, ale to co robi nie jest miłe… dla Wolverine′a. Z lubością bowiem znęca się nad nim w swoich scenariuszach. Drugi tom ich zbiorczej kolekcji ukazał się właśnie w ramach serii „Marvel Classic” sygnowanej przez Egmont.

więcej »

Polecamy

Koniec nieskończoności

Marvel:

Koniec nieskończoności
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Nieskończoność megalomanii
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ostatnie łowy doktora Octopusa
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Przeczytać Panterę i zapomnieć
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pokręcony komiks
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Warlock raz jeszcze
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Człowiek pociągający za sznurki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pogromca – moja miłość
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Mroczna strona Marvela
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

I ty możesz zostać arachnoidem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Z tego cyklu

Koniec nieskończoności
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Nieskończoność megalomanii
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ostatnie łowy doktora Octopusa
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Przeczytać Panterę i zapomnieć
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pokręcony komiks
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Warlock raz jeszcze
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Człowiek pociągający za sznurki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pogromca – moja miłość
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Mroczna strona Marvela
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

I ty możesz zostać arachnoidem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż autora

Zagraj to jeszcze raz Sam: Jedyny człowiek potrafiący zagrać na chlebaku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Solówka Rosomaka – runda druga
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zagraj to jeszcze raz Sam: Sikory złote pod mankietem odmierzają sekund bieg
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Kumpel z sąsiedztwa z 2099 roku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zagraj to jeszcze raz Sam: 99 czerwonych balonów
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Weekendowa Bezsensja: 60 najgorszych okładek płyt 2017 roku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Mocarny Conan w blasku chwały
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zagraj to jeszcze raz Sam: Anna z dalekiej północy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

10 największych rozczarowań muzycznych 2017
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

O pierwszym Angliku, który został Japończykiem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.