Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 27 października 2020
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CC

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Władysław Krupka, Bogusław Polch
‹Kapitan Żbik #17: „Złoty” Mauritius (wyd.V)›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKapitan Żbik #17: „Złoty” Mauritius (wyd.V)
Scenariusz
Data wydania2016
RysunkiBogusław Polch
Wydawca ONGRYS
CyklKapitan Żbik
ISBN9788361596776
Cena12,00
Gatunekkryminał
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Kapitan Żbik: Przebierańcy w niemieckich mundurach
[Władysław Krupka, Bogusław Polch „Kapitan Żbik #17: „Złoty” Mauritius (wyd.V)” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„Diadem Tamary” przeszedł do historii polskiego komiksu (bo nie tylko „Kapitana Żbika”) jako ten zeszyt, którym zadebiutował Grzegorz Rosiński. Znaczenie „Złotego Mauritiusu” polega głównie na tym, że była to pierwsza komiksowa praca Bogusława Polcha, późniejszego twórcy między innymi „Ekspedycji” i „Funky’ego Kovala”. Na dobry początek do zilustrowania otrzymał on scenariusza majora Władysława Krupki. I dobrze trafił.

Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Przebierańcy w niemieckich mundurach
[Władysław Krupka, Bogusław Polch „Kapitan Żbik #17: „Złoty” Mauritius (wyd.V)” - recenzja]

„Diadem Tamary” przeszedł do historii polskiego komiksu (bo nie tylko „Kapitana Żbika”) jako ten zeszyt, którym zadebiutował Grzegorz Rosiński. Znaczenie „Złotego Mauritiusu” polega głównie na tym, że była to pierwsza komiksowa praca Bogusława Polcha, późniejszego twórcy między innymi „Ekspedycji” i „Funky’ego Kovala”. Na dobry początek do zilustrowania otrzymał on scenariusza majora Władysława Krupki. I dobrze trafił.

Władysław Krupka, Bogusław Polch
‹Kapitan Żbik #17: „Złoty” Mauritius (wyd.V)›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKapitan Żbik #17: „Złoty” Mauritius (wyd.V)
Scenariusz
Data wydania2016
RysunkiBogusław Polch
Wydawca ONGRYS
CyklKapitan Żbik
ISBN9788361596776
Cena12,00
Gatunekkryminał
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Bogusław Polch urodził się w 1941 roku, jest więc rówieśnikiem Grzegorza Rosińskiego – nic więc dziwnego, że obaj panowie spotkali się w jednej klasie warszawskiego liceum plastycznego. Obaj stali się w przyszłości cenionymi – nie tylko w Polsce, ale również za granicami kraju – autorami komiksów. Obaj też debiutowali w tej dziedzinie sztuki, ilustrując „kolorowe zeszyty” z „Kapitanem Żbikiem”. Wcześniej zaczął Rosiński (w 1969 roku „Diademem Tamary”), Polch na swoją kolej musiał czekać dwa kolejne lata, a fuchę tę otrzymał właśnie dzięki swemu licealnemu koledze. Nie był jednak wtedy wcale żółtodziobem; wcześniej – w zasadzie już jako nastolatek – rysował krótkie historyjki dla gazet. Pierwszym oddzielnym wydawnictwem był jednak dopiero „Złoty Mauritius”, siedemnasty odcinek przygód dzielnego funkcjonariusza Milicji Obywatelskiej. W sumie do 1975 roku Polch wziął udział w powstaniu siedmiu zeszytów ze Żbikiem w roli głównej; tak się też złożyło, że scenariusze do wszystkich z nich wyszły spod ręki „ojca chrzestnego” serii, czyli Władysława Krupki, na co dzień oficera (naczelnika wydziału) w Komendzie Głównej MO w Warszawie.
„Złoty Mauritius” ukazał się po raz pierwszy w 1971 roku w astronomicznym, jak na dzisiejsze warunki, nakładzie – 100 tysięcy egzemplarzy; dziewięć lat później drugie wydanie zeszytu – mimo powszechnego już kryzysu socjalistycznej gospodarki – miało nakład dwa razy taki. W III RP komiks miał z kolei już trzy edycje – w 2002, 2008 (za sprawą Muzy) oraz 2016 roku (dzięki Ongrysowi). Nie ma więc większego problemu z dotarciem do niego, czego nie można powiedzieć na przykład o do tej pory nie wznawianych zeszytach autorstwa Grzegorza Rosińskiego (choć może i to w najbliższych latach ulegnie zmianie). „Złoty Mauritius” to historia napadu i kradzieży niezwykle cennego znaczka pocztowego, którą niejakiemu „Czarnemu” (szefowi bandy z Warszawy) zleca cudzoziemiec o imieniu Helmut (możemy domyślać się zatem, że chodzi o Niemca i to wcale nie tego z NRD). On gotów jest zapłacić za „łup” pięć tysięcy dolarów, „Czarny” żąda jednak dziesięciu. Panowie ostatecznie dobijają targu i umawiają się na dopełnienie interesu w chacie rybackiej na wysepce pośrodku jeziora w Moklach (niedaleko Czarnkowa).
Teraz zaczyna się najtrudniejszy etap operacji, należy bowiem obmyślić plan skoku i przeprowadzić akcję tak, aby nie wpaść w ręce MO, bo to mogłoby skończyć się nawet dziesięcioletnią odsiadką. Znaczek prezentowany jest właśnie podczas Międzynarodowej Wystawy Filatelistycznej we Wrocławiu; wśród pracujących przy ekspozycji ludzi „Czarny” ma swoją wtyczkę, mężczyznę, który informuje go, kiedy cenny ładunek będzie przewożony do Warszawy, aby następnie odlecieć za granicę, skąd przybył do Polski. szef bandy zdaje sobie sprawę, że napad może udać się tylko w drodze z Dolnego Śląska do stolicy. Przebiera więc część swoich oprychów w mundury Wehrmachtu, przerabiając ich tym samym na ekipę filmową, która nocą na leśnej drodze kręci film o drugiej wojnie światowej. W Polsce Ludowej przełomu lat 60. i 70. XX wieku to rzeczywiście mogło wydawać się całkiem normalne, wszak filmów wojennych powstawało wówczas mnóstwo. Reszty można się chyba domyślić. Fałszywa ekipa zatrzymuje ciężarówkę przewożącą znaczki i eskortujący ją gazik; kierowcy i strażnicy zostają uśpieni gazem, a „towar” – skradziony. Jednego tylko „Czarny” nie przewidział – że w ciężarówce uruchomi się alarm, co spowoduje, że niektórzy z członków jego bandy wpadną z tego powodu w panikę i zaczną popełniać błędy.
Kapitan Żbik pojawia się w „Złotym Mauritiusie” stosunkowo późno. I staje się to na wyraźne jego życzenie. Tym razem działa bowiem bez rozkazu wydanego przez pułkownika Czeladkę. Dowiedziawszy się o znalezieniu jednego z podejrzanych nieprzytomnego, bliskiego śmierci, na drodze w okolicach Turku, natychmiast decyduje się wsiąść do helikoptera i polecieć do Wielkopolski, aby wycisnąć z niego informacje, które pozwolą przyspieszyć bieg śledztwa. Fabularnie komiks układa się w logiczną całość, choć na pewno – chociażby w porównaniu z „Czarną Nefretete” (by odnieść się jedynie do historii jednoodcinkowych) – brakuje mu rozmachu i zaskakujących zwrotów akcji. Tu wszystko zmierza do łatwo przewidywalnego finału w linii prostej. Żbik nie musi specjalnie trudzić się, by po nitce dotrzeć do kłębka. „Czarny” i tajemniczy Helmut zostają mu wyłożeni niemal na talerzu przez innych funkcjonariuszy. Choć trzeba przyznać, że to jednak kapitan z Komendy Stołecznej stawia „kropkę nad i”, popisując się przy okazji znajomością dżudo i sporym talentem bokserskim.
Jako że „Złoty Mauritius” był debiutem Bogusława Polcha (który w przyszłości zasłynie takimi cyklami, jak „Ekspedycja / Bogowie z kosmosu”, „Funky Koval” i „Wiedźmin”), nie można od rysownika wymagać zbyt wiele. Jego kreska jest jeszcze momentami bardzo niepewna, tło nierzadko umowne, ale już można dostrzec pewne cechy charakterystyczne, przede wszystkim w kreowaniu postaci – vide szczupłe i pociągłe twarze. W porównaniu z zeszytami, które ilustrował Grzegorz Rosiński, był to krok wstecz, ale gdy obok postawimy historyjki Zbigniewa Sobali, powinniśmy przestać psioczyć. Tym bardziej że w kolejnych odsłonach cyklu Polch będzie udowadniał, że szybko się uczy i koryguje błędy. Mimo to, gdy na firmamencie pojawi się Jerzy Wróblewski, to on na niemal dekadę (od 1973 do 1982 roku) stanie się głównym rysownikiem „Kapitana Żbika”.
Z „didaskaliów” pojawia się to wszystko, z czym mieliśmy do czynienia wcześniej. W swym liście do czytelników Żbik, powołując się na zdarzenie z początków swej pracy w resorcie, zwraca uwagę na palący problem chuligaństwa i niegrzecznego stosunku młodych mężczyzn do bezbronnych kobiet. Apeluje przy tym, by widząc podobne sytuacje, nie pozostać obojętnym i reagować. Jak on zareagował, gdy broniąc dwóch zaczepionych przez rozwydrzonych chłopaków dziewcząt, pokazał im, gdzie raki zimują. W kolejnej odsłonie cyklu „Za ofiarność i odwagę” nie ma tym razem krótkiego komiksu, jest tylko zdjęcie wyróżnionego i informacja na temat tego, co dokonał. Być może zdecydowano się na to, ponieważ bohaterski żołnierz, plutonowy Stanisław Kolczyński, chcąc zatrzymać uzbrojonego bandytę, który napadł na sklep spożywczy w Giżycku (miało to miejsce 29 stycznia 1971 roku), został przez niego śmiertelnie raniony. W „Kronice MO” pojawiła się tym razem notka na temat tworzenia struktur milicyjnych na Rzeszowszczyźnie latem i jesienią 1944 roku. W zasadzie niczym nie różniła się ona od tych, które „zdobiły” tylne okładki wcześniejszych zeszytów. Jej propagandowe przesłanie było identyczne.
koniec
11 grudnia 2016

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Zwą mnie szybkokciuki Charlie
Marcin Osuch

26 X 2020

Wielka przygoda z „Fistaszkami” powoli dobiega końca. Poza najnowszym zawierającym paski z lat 1995-96, zostały jeszcze dwa albumy. Na szczęście Charles Schultz nie obniża lotów i lektura tych ponad trzystu stron przygód Charliego i jego przyjaciół nadal jest prawdziwą intelektualną ucztą.

więcej »

Wielka powtórka z potencjałem
Dagmara Trembicka-Brzozowska

25 X 2020

Witajcie ponownie na Troy, planecie pełnej dziwów, magii, przygód i trolli. Po licznych przygodach w kosmosie Lanfeust bowiem powrócił – bo w końcu w domu najlepiej – i znowu wpadł w tarapaty.

więcej »

Powrót po latach
Marcin Knyszyński

25 X 2020

Dwa pierwsze tomy „Umbrella Academy” ukazały się kolejno w 2008 i 2009 roku. Dopiero po dziesięciu latach, we wrześniu 2019 roku, wydawnictwo Dark Horse Comics wydało tom trzeci – „Hotel Oblivion”. Minął dokładnie rok i możemy w końcu przeczytać go po polsku.

więcej »

Polecamy

Rajner kontra Reiner

Podziemny front:

Rajner kontra Reiner
— Konrad Wągrowski

Wojna o duszę doktora z AK
— Konrad Wągrowski

Noc długich noży
— Konrad Wągrowski

Komandosi z wyobraźni generała
— Konrad Wągrowski

Komiks, którego nie było
— Konrad Wągrowski

Bitwa o szyny
— Konrad Wągrowski

Dobry Niemiec
— Konrad Wągrowski

Granat do studzienki, czyli najśmielsza akcja bojowa
— Konrad Wągrowski

Po twarzy poznasz konfidenta
— Konrad Wągrowski

Wybuch w burdelu
— Konrad Wągrowski

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja czyta dymki: Kwiecień 2017
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Tegoż twórcy

Esensja czyta dymki: Październik 2017
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Po prostu Relax!
— Marcin Osuch

Esensja czyta dymki: Październik 2016
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

Esensja czyta dymki: Grudzień 2015
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Saga o Geralcie z Rivii
— Paweł Ciołkiewicz

Esensja czyta dymki: Listopad 2015
— Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Bogowie z kosmosu: Kto przysięgnie, że tak rzeczywiście nie było?
— Paweł Ciołkiewicz

Bogowie z kosmosu: Otworzyły się niebiosa
— Paweł Ciołkiewicz

Bogowie z kosmosu: Świadek niepojętej techniki
— Paweł Ciołkiewicz

Bogowie z kosmosu: Piękny, choć nieludzki ląd…
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.