Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 13 lipca 2020
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CXCVII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Zbigniew Gabiński, Andrzej Kamiński
‹Kapitan Żbik #18: Czarny parasol›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKapitan Żbik #18: Czarny parasol
Scenariusz
Data wydaniapaździernik 2016
RysunkiAndrzej Kamiński
Wydawca ONGRYS
CyklKapitan Żbik
ISBN9788361596875
Cena12,00
Gatunekkryminał
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Kapitan Żbik: Żbik (niemal) bez Żbika
[Zbigniew Gabiński, Andrzej Kamiński „Kapitan Żbik #18: Czarny parasol” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Osiemnasty odcinek serii przyniósł debiut zupełnie nowego duetu autorskiego – rysownika Andrzeja Kamieńskiego (o którym trudno dziś znaleźć jakiekolwiek informacje) oraz scenarzysty Zbigniewa Gabińskiego, który był kolegą Władysława Krupki z Komendy Głównej Milicji Obywatelskiej. „Czarny parasol” okazał się też pierwszą częścią opowieści, którą zwieńczoną w następnym zeszycie zatytułowanym „Studnia”.

Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Żbik (niemal) bez Żbika
[Zbigniew Gabiński, Andrzej Kamiński „Kapitan Żbik #18: Czarny parasol” - recenzja]

Osiemnasty odcinek serii przyniósł debiut zupełnie nowego duetu autorskiego – rysownika Andrzeja Kamieńskiego (o którym trudno dziś znaleźć jakiekolwiek informacje) oraz scenarzysty Zbigniewa Gabińskiego, który był kolegą Władysława Krupki z Komendy Głównej Milicji Obywatelskiej. „Czarny parasol” okazał się też pierwszą częścią opowieści, którą zwieńczoną w następnym zeszycie zatytułowanym „Studnia”.

Zbigniew Gabiński, Andrzej Kamiński
‹Kapitan Żbik #18: Czarny parasol›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKapitan Żbik #18: Czarny parasol
Scenariusz
Data wydaniapaździernik 2016
RysunkiAndrzej Kamiński
Wydawca ONGRYS
CyklKapitan Żbik
ISBN9788361596875
Cena12,00
Gatunekkryminał
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Dzięki pracy nad kolejnymi odcinkami przygód kapitana Jana Żbika takich ilustratorów, jak Grzegorz Rosiński czy Bogusław Polch seria zaczęła nabierać rumieńców. Ale też stale rosło zapotrzebowanie na nią. Młodzi czytelnicy z niecierpliwością oczekiwali na moment, kiedy w kioskach „Ruchu” pojawią sie w sprzedaży następne „kolorowe zeszyty”. W efekcie wydawca starał się rozszerzać krąg twórców – scenarzystów i rysowników – aby zapewnić w miarę regularne dostarczanie obrazkowej strawy wygłodniałym nastolatkom. W efekcie w 1971 roku zadebiutował nowy tandem autorski. O grafiku Andrzeju Kamieńskim niewiele da się po latach powiedzieć; trudno znaleźć na jego temat jakiekolwiek wiarygodne informacje (zakładając, że nie był to pseudonim artystyczny). Całkiem prawdopodobne wydaje się zatem domniemanie, że dylogia złożona z „Czarnego parasola” i „Studni” była jego pierwszym i zarazem ostatnim podejściem do profesjonalnego komiksu.
Wraz z nim zadebiutował – w roli scenarzysty – Zbigniew Gabiński, który poza dwoma już wspomnianymi stworzył jeszcze – do 1976 roku – fabułę do czterech innych zeszytów (w trzech przypadkach w duecie z Jerzym Bednarczykiem). On, w przeciwieństwie do Kamieńskiego, nie jest już postacią anonimową. To pracownik Komendy Głównej Milicji Obywatelskiej (podobnie jak major Władysław Krupka), dyrektor Oddziału Kontroli, Badań i Analiz, który dosłużył się stopnia pułkownika. O ile Krupkę możemy uznać za „ojca chrzestnego” Żbika, to Gabiński był „ojcem chrzestnym” wydawanej w latach 1968-1989 serii opowiadań milicyjnych „Ewa wzywa 07”. Ba! tytułowa Ewa zawdzięczała swe imię żonie pułkownika Gabińskiego. Przez lata był on również konsultantem filmowym; przyłożył swą rękę między innymi do powstania „Skarbu trzech łotrów” (1972) Jana Rutkiewicza oraz kultowego serialu „07 zgłoś się”. Co by nie o nim nie mówić, Gabiński był więc specjalistą w swojej dziedzinie. Na scenarzystę Żbika nadawał się w nie mniejszym stopniu niż Krupka.
I tę fachowość w „Czarnym parasolu” – po raz pierwszym wydanym przez Sport i Turystykę w 1971 roku i wznowionym przez Ongrys po czterdziestu pięciu latach – widać bardzo wyraźnie. Fabuła nie jest jakoś szczególnie rozbudowana; spokojnie dałoby się ją zmieścić w jednym (zamiast dwóch) zeszytach, objętość komiksu napompowana została jednak przez zaskakująco dokładne przedstawienie procedur kryminalistycznych podejmowanych na miejscu zdarzenia. I czuć w tym rękę Gabińskiego. Ale po kolei. Akcja „Czarnego parasola” rozgrywa się w Łodzi. Dwóch złodziei kieszonkowych z pobliskiego bazaru (dodatkowo trudniących się handlem zegarkami) regularnie odwiedza bar piwny. Pewnego dnia kłócąc się ze sobą, prawdopodobnie o podział zysków, przykuwają oni uwagę barmana, pana Feliksa, który najpierw śledzi ich, a kiedy przekonuje się, z kim ma do czynienia… nie, wcale nie wystawia ich milicji, wręcz przeciwnie – proponuje skok.
Feliksowi od dawna chodzi bowiem po głowie pomysł na łatwe wzbogacenie się. Problem polegał na tym, że w pojedynkę nie zdołałby tego dokonać. Teraz jednak wydaje mu się, że znalazł odpowiednich pomocników. Celem napadu są sejfy w magazynach mieszczącej się w samym centrum miasta, przy ulicy Piotrkowskiej, Centrali Sprzętu Medycznego. Skok ma być dokonany w nowatorski sposób, na tak zwany „parasol”. Na czym to polega, w komiksie jest bardzo dokładnie wyjaśnione. Kiedy kradzież wychodzi na jaw, na miejscu zdarzenia pojawiają się najpierw funkcjonariusze komendy dzielnicowej, a w ślad za nimi – komendy wojewódzkiej. I to jest ten moment fabularny, kiedy Gabiński zaczyna czuć się jak ryba w wodzie. Technicy milicyjni pobierają opiłki drewna, próbki pyłu, stężenia powietrza, zapachów, świecą ultrapromieniem. Robią to wszystko, co dzisiaj oglądać możemy w amerykańskich serialach, których tytuły zaczynają się od skrótu „CSI”. W kontekście tego trochę dziwi fakt, że milicjanci potrzebować będą jeszcze jednego odcinka, aby dopaść pana Feliksa. Bo wątpliwości co do tego, że zostanie on złapany nie miał chyba nikt, kto przed czterdziestoma pięcioma laty czytał „Czarny parasol”.
Odrzućmy jednak na bok złośliwości. Przyznać trzeba, że scenariusz został skonstruowany sprawnie i logicznie. Może tylko poza jednym epizodem. Gdy dwóch bandytów udaje się na skok, trzeci zostaje na ulicy, by kontrolować sytuację. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że Gabiński każe mu stać przed kamienicą od godziny dwudziestej trzeciej w sobotę do szóstej rano w niedzielę. Kto by tyle wytrzymał? To raz. Jakim cudem nie zwrócił on uwagi patroli milicyjnych, które przecież w tamtym czasie musiały w godzinach nocnych regularnie krążyć po centrum Łodzi? To dwa. Zaskakiwać mogła jeszcze jedna rzecz – że kapitan Żbik pojawia się w tym odcinku dopiero na koniec, praktycznie jest on w „Czarnym parasolu” nieobecny. Widać zresztą, że scenarzysta miał pewien problem, jak sensownie wyjaśnić wprowadzenie go do akcji. Jakoś tam sobie w końcu radzi. Ale właśnie – „jakoś”. „Jakoś” wypadają również rysunki Andrzeja Kamieńskiego, które po zwyżce formy, jaką zaprezentował nie tak dawno Grzegorz Rosiński, musiały wydać się czytelnikom krokiem wstecz, powrotem do niekoniecznie chlubnych tradycji Zbigniewa Sobali. O ile jeszcze Kamieński radził sobie z planem pierwszym, to plan drugi – zwłaszcza przy zbliżeniach – praktycznie nie istniał. Chociaż należałoby rysownika pochwalić za obrazy nocnej Łodzi, te wyszły akurat całkiem atrakcyjnie.
W „Czarnym parasolu” nie zabrakło oczywiście tradycyjnych dodatków. W liście do czytelników, wystosowanym z powodu nadchodzącej wiosny, kapitan Żbik ostrzega młodzież przed wzmożonym ruchem na drogach, którego skutkiem jest większa liczba wypadków samochodowych, a tym samym – przypadków śmierci i kalectwa (podane są nawet konkretne dane statystyczne za 1970 rok). Zwraca się także z apelem, aby pomagać dzieciom przy przechodzeniu przez ulice, co akurat było bardzo rozsądnym postulatem. W rubryce „Za ofiarność i odwagę” przedstawiony został trzydziestojednoletni mieszkaniec Szczecina, Kazimierz Wypych, który 23 września 1970 roku uratował przed pewną śmiercią bawiącego się na torach tramwajowych dwuletniego chłopca, Roberta Izerta. Sam został przy tym potrącony przez wagon i wylądował w szpitalu. W „Kronice MO” z kolei przedstawiono wreszcie wydarzenia z roku 1945, choć ich charakter pozostał taki sam – instalowanie władzy ludowej, tym razem na terenie Białegostoku i okolic. Znów mowa jest o bandach reakcyjnych, co służy jednak głównie podkreśleniu bohaterstwa milicjantów, żołnierzy Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego i miejscowych aktywistów, którzy „doprowadzają po krwawych walkach do rozgromienia dużych nawet grup bandyckich”. Amen!
koniec
18 grudnia 2016

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Hrabia Mieszko Skarbek
Paweł Ciołkiewicz

13 VII 2020

„Zemsta hrabiego Skarbka” to pasjonująca opowieść o zemście, która – jak wiadomo – najlepiej smakuje na zimno. Na planszach komiksu znajdziemy wielką historię, socjologiczny portret dziewiętnastowiecznej Europy, opowieść o regułach rządzących światem sztuki oraz refleksję na temat rosnącej roli prasy. A wszystko to przyprawione awanturniczą historią z piratami w roli głównej. No i oczywiście całość uzupełniają piękne rysunki.

więcej »

Opowieść o bardzie nudziarzu
Marcin Knyszyński

12 VII 2020

Drugi z trzech tomów „Cody” Simona Spurriera i Matiasa Bergary to kolejna wizyta w świecie po magicznej apokalipsie – przewodnikiem jest oczywiście pewien bard, na którego wołają „Hum”. Bohater nadal nie dopiął swego, choć przecież odnalazł tę, której szukał cały pierwszy tom – swoją ukochaną żonę „opętaną przez demona”. Ale gdyby to wystarczyło cała historia zakończyłaby się na pierwszym albumie.

więcej »

Miyamoto Usagi i poszukiwacze zaginionej szkatułki
Agnieszka ‘Achika’ Szady

11 VII 2020

Ten tom ma dwie zalety: po pierwsze, walki są krótkie i jest ich niewiele, po drugie (ważniejsze) – można go polecić osobom, które z tym cyklem jeszcze się nie zetknęły.

więcej »

Polecamy

Kilka słów na pożegnanie

Pilot śmigłowca:

Kilka słów na pożegnanie
— Marcin Osuch

Szczęśliwy finał
— Marcin Osuch

Trochę jak Blueberry
— Marcin Osuch

Nasz polski superman
— Marcin Osuch

Pilot punktuje, „Pilot” dołuje
— Marcin Osuch

W końcu to komiks
— Marcin Osuch

Pożegnanie z Rosińskim
— Marcin Osuch

Rozkaz to rozkaz
— Marcin Osuch

Kapitan zmienia trasę
— Marcin Osuch

Latający dyliżans
— Marcin Osuch

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.