Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 lutego 2020
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CXCIII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe (wybrane)

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe (wybrane)

więcej »

Zbigniew Gabiński, Andrzej Kamiński
‹Kapitan Żbik #19: Studnia›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKapitan Żbik #19: Studnia
Scenariusz
Data wydaniagrudzień 2016
RysunkiAndrzej Kamiński
Wydawca ONGRYS
CyklKapitan Żbik
ISBN9788361596899
Cena12,00
Gatunekkryminał
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl: 9,97 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Kapitan Żbik: Poznałem go po zielonym neseserze
[Zbigniew Gabiński, Andrzej Kamiński „Kapitan Żbik #19: Studnia” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„Studnia” wieńczy dylogię rozpoczętą „Czarnym parasolem” i jednocześnie wieńczy wkład w serię o kapitanie Żbiku rysownika Andrzeja Kamieńskiego, po którym zapewne żaden z czytelników nie lał rzęsistych łez. Na dłużej zadomowił się natomiast w gronie twórców scenarzysta Zbigniew Gabiński, który kładł przede wszystkim nacisk na techniczne aspekty śledztwa. Postać tytułowa schodziła tym samym na dalszy plan.

Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Poznałem go po zielonym neseserze
[Zbigniew Gabiński, Andrzej Kamiński „Kapitan Żbik #19: Studnia” - recenzja]

„Studnia” wieńczy dylogię rozpoczętą „Czarnym parasolem” i jednocześnie wieńczy wkład w serię o kapitanie Żbiku rysownika Andrzeja Kamieńskiego, po którym zapewne żaden z czytelników nie lał rzęsistych łez. Na dłużej zadomowił się natomiast w gronie twórców scenarzysta Zbigniew Gabiński, który kładł przede wszystkim nacisk na techniczne aspekty śledztwa. Postać tytułowa schodziła tym samym na dalszy plan.

Zbigniew Gabiński, Andrzej Kamiński
‹Kapitan Żbik #19: Studnia›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKapitan Żbik #19: Studnia
Scenariusz
Data wydaniagrudzień 2016
RysunkiAndrzej Kamiński
Wydawca ONGRYS
CyklKapitan Żbik
ISBN9788361596899
Cena12,00
Gatunekkryminał
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl: 9,97 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
W „Czarnym parasolu” (1971) kapitan Żbik odegrał jedynie rolę epizodyczną; pojawił się na kartach komiksu dopiero w finale, głównie po to, aby zorientować się w sytuacji po napadzie na łódzką Centralę Sprzętu Medycznego. Oczywistym więc było, że dopiero w kontynuacji przyjdzie mu wkroczyć do akcji na własnych regułach – po to, aby dopaść złodziei. Złodziei, których czytelnicy poznali już wcześniej. W poprzednim zeszycie scenarzysta przedstawił bowiem bardzo dokładnie, jak wyglądały przygotowania i jaki przebieg miał sam skok na kasę. Wiedzieli zatem to, do czego dzielni funkcjonariusze Milicji Obywatelskiej mieli dopiero dojść. Istotne było jednak to, w jaki sposób przedstawiono przestępców. Ich postaci z miejsca zostały odpowiednio zilustrowane i nacechowane; to typowe „niebieskie ptaki”, wymigujące się od uczciwej pracy dla dobra socjalistycznej ojczyzny. Główny organizator napadu, pan Feliks, jest barmanem w barze piwnym, a jego pomagierzy – „Stary” i „Młody” (niekiedy nazywany także „Szczawikiem”) – to kieszonkowcy, handlujący na bazarze skradzionymi fantami, głównie zegarkami.
Swoją drogą ciekawe byłoby poznanie przeszłości pana Feliksa (której Zbigniew Gabiński jednak nam nie zdradza), bo przecież nie zdarza się często, aby gość pracujący w obskurnym barze potrafił zaplanować i wykonać taką kradzież. Czym parał się wcześniej? Gdzie zdobył niezbędne przy takiej fusze doświadczenie? Niestety, te pytania – a szkoda! – pozostają bez odpowiedzi. W każdym razie zapewne uszłoby mu zapewne to płazem, gdyby nie trzy nieprzewidziane wcześniej elementy. Po pierwsze: kapitan Żbik, który jest jak pies gończy – gdy złapie trop, nie odpuszcza, aż nie dorwie zbrodniarza. Po drugie: rozwinięta technika kryminalistyczna, która pozwala badać nawet próbki zapachów (tak, tak! okażą się one jednym z dowodów przestępstwa). Po trzecie: chciwi i głupi wspólnicy, którzy nie znają słowa „cierpliwość”. Mając takich wrogów, pan Feliks musiał polec. I to niemal dosłownie. Ratunkiem okazuje się bowiem dla niego interwencja funkcjonariuszy…
Ale po kolei. Po dotarciu do Łodzi i zebraniu podstawowych informacji Żbik przystępuje do akcji; wydaje polecenia i od tej pory… czeka. Aż spłyną informacje, dzięki którym będzie można pchnąć śledztwo do przodu. Te informacje to przede wszystkim wykaz złodziei recydywistów, włamujących się na tak zwany „parasol”. To także wieści z laboratorium kryminalistycznego w Warszawie, którego pracownicy pochylają się właśnie nad przekazanymi im zapachami pobranymi z miejsca przestępstwa. Wreszcie wiadomości od usłużnych obywateli, które pozwalają podjąć trop. Szczególnie przydatna okazuje się pewne starsza kobieta, która zwróciła uwagę na idącego ulicą mężczyznę z charakterystycznym neseserem. Jest nitka, teraz trzeba tylko pójść za nią, by dotrzeć do kłębka. Logice przedstawionych wydarzeń trudno cokolwiek zarzucić, choć chyba już wtedy można było wątpić w ich prawdziwość. Czy tak rzeczywiście wyglądały śledztwa prowadzone przez milicjantów? Skoro do dzisiaj nie udało się – przynajmniej oficjalnie – wyjaśnić sprawy napadu na warszawski bank przy ulicy Jasnej, który miał miejsce zaledwie siedem lat wcześniej.
Komiksy o Żbiku pełniły jednak – oczywiście poza czysto rozrywkową (najistotniejszą dla młodych czytelników) – bardzo istotną funkcję propagandową. Miały przedstawiać milicję w jak najlepszym świetle, jako oddanych sprawie profesjonalistów, przed którymi nic się nie ukryje. Ci doskonali funkcjonariusze musieli więc dysponować najnowocześniejszym sprzętem i być niezwykle inteligentni i nie mniej przebiegli od bandytów, których ścigali. Taki właśnie był kapitan Żbik i jego łódzcy pomocnicy. A tak na marginesie: ze „Studni” dowiedzieliśmy się jeszcze jednej istotnej rzeczy o tytułowym bohaterze – że ma w Łodzi bliskiego przyjaciela. Kim on jest? Pomyślcie, z kim mógłby na początku lat 70. ubiegłego wieku przyjaźnić się oficer MO? Z innym gliną? To byłoby nazbyt oczywiste; Gabiński wpycha zatem Żbika w „ramiona” innego przedstawiciela służb mundurowych – oficera wojska. Ot, sojusz milicyjno-wojskowy. O rysunkach Andrzeja Kamieńskiego ponownie niewiele dobrego da się powiedzieć poza tym, że są poprawne. Brak w nich jednak życia; postaci są drętwe, a sam Żbik – lalusiowaty. Zupełnie inny od tego, który pojawił się chociażby w pamiętnej pięcioczęściowej miniserii Grzegorza Rosińskiego i Władysława Krupki.
I zostały nam jeszcze dodatki. List kapitana Żbika do czytelników poświęcony był tym razem kwestii zachowania bezpieczeństwa nad wodą (co pozwala domniemywać, że „Studnia” ukazała się w czasie wakacji albo krótko przed ich rozpoczęciem). Znów trudno jego autorowi nie przyznać racji, gdy nawołuje do odpowiedzialności i zachęca do nauki pływania w ramach lekcji wychowania fizycznego bądź w klubach sportowych. Temu samemu tematowi poświęcona jest także rubryka „Za ofiarność i odwagę”, w której przedstawione zdarzenie, jakie miało miejsce w lipcu 1969 roku na jeziorze w Sławie Śląskiej. Odpoczywający na brzegu trzej mężczyźni z Warszawy – starszy radca Leonard Waszkiewicz, student Stanisław Stankiewicz oraz uczeń Krzysztof Forysiak – uratowali sześć osób, które wpadły do wody po wywróceniu się łodzi. W „Kronice MO” opisano z kolei trud tworzenia struktur milicyjnych w wyzwolonej na początku 1945 roku Warszawie i okolicach, czym zajęli się funkcjonariusze oddelegowani z tymczasowej stolicy Polski Ludowej, czyli Lublina. Znaleźli się wśród nich partyzanci Armii Ludowej i Batalionów Chłopskich, jak i byli powstańcy warszawscy (nazwa „Armia Krajowa” jakoś nie przeszła autorom tej notki przez „usta”).
koniec
25 grudnia 2016

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

To nie przyjaźń, to jakaś matnia
Agnieszka ‘Achika’ Szady

25 II 2020

Zawsze sądziłam, że toksyczne środowisko szkolnych układów towarzyskich pokazywane w amerykańskich filmach dla młodzieży jest przerysowane, aby fabuła była ciekawsza. „Prawdziwe przyjaciółki” sugerują, że jednak nie: komiks oparty jest na wydarzeniach z dzieciństwa autorki. Choć obawiam się, że wiele polskich uczennic mogło mieć zbliżone doświadczenia.

więcej »

Nie obawiajcie się, czytelnicy
Marcin Osuch

24 II 2020

Bardzo, bardzo miłe zaskoczenie. Z lekką taką podejrzliwością podchodziłem do tego komiksu. Paradoksalnie, za sprawą czystego, ale jednocześnie trochę bezpłciowego rysunku. Moje obawy okazały się nieuzasadnione, „Strzeżcie się, olbrzymy” to kawał dobrej zabawy, zarówno dla młodszych, jak i starszych fanów komiksów.

więcej »

Więzień istnienia
Marcin Knyszyński

23 II 2020

„Mister Miracle” ze scenariuszem Toma Kinga, wydany w styczniu w egmontowym cyklu „DC Deluxe”, jest w mojej ocenie jednym z najlepszych komiksów superbohaterskich, jakie możemy obecnie kupić na naszym rynku. I podobnie jak w znakomitym „Visionie” tego samego autora nie chodzi w nim o superbohaterstwo sensu stricto. Oto opowieść o „największym eskapiście świata”, który zapragnął dokonać ucieczki ostatecznej.

więcej »

Polecamy

Komiks nadmiaru

Niekoniecznie jasno pisane:

Komiks nadmiaru
— Marcin Knyszyński

Śledztwo trwa!
— Marcin Knyszyński

Głębokie rozczarowanie
— Marcin Knyszyński

Roślinny kryzys tożsamości
— Marcin Knyszyński

No to łups, Asteriksie? No to łups, Obeliksie!
— Marcin Knyszyński

Siła symbolu
— Marcin Knyszyński

Pajęcze lata Todda McFarlane’a
— Marcin Knyszyński

Bilety w pierwszym rzędzie na koniec wszechświata
— Marcin Knyszyński

Wszystko jest złudzeniem
— Marcin Knyszyński

Wystarczy uwierzyć
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.