Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 29 listopada 2020
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CCI

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Jerzy Bednarczyk, Zbigniew Gabiński, Grzegorz Rosiński
‹Kapitan Żbik 27: Skoda TW 6163›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKapitan Żbik 27: Skoda TW 6163
Scenariusz
Data wydania1973
RysunkiGrzegorz Rosiński
Wydawca Sport i Turystyka
CyklKapitan Żbik
Gatunekkryminał
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk

Kapitan Żbik: Po nitce do zbrodniarza
[Jerzy Bednarczyk, Zbigniew Gabiński, Grzegorz Rosiński „Kapitan Żbik 27: Skoda TW 6163” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Pożegnanie Grzegorz Rosińskiego z serią przygód kapitana Żbika wypadło nadzwyczaj okazale. „Skoda TW 6163” to znakomity milicyjny kryminał, w którym z godną podziwu drobiazgowością oddano detektywistyczne procedury. Ale też trudno się temu dziwić, skoro za fabułę odpowiadali ceniony dokumentalista Jerzy Bednarczyk oraz pułkownik Zbigniew Gabiński, dyrektor Oddziału Kontroli, Badań i Analiz Komendy Głównej MO.

Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Po nitce do zbrodniarza
[Jerzy Bednarczyk, Zbigniew Gabiński, Grzegorz Rosiński „Kapitan Żbik 27: Skoda TW 6163” - recenzja]

Pożegnanie Grzegorz Rosińskiego z serią przygód kapitana Żbika wypadło nadzwyczaj okazale. „Skoda TW 6163” to znakomity milicyjny kryminał, w którym z godną podziwu drobiazgowością oddano detektywistyczne procedury. Ale też trudno się temu dziwić, skoro za fabułę odpowiadali ceniony dokumentalista Jerzy Bednarczyk oraz pułkownik Zbigniew Gabiński, dyrektor Oddziału Kontroli, Badań i Analiz Komendy Głównej MO.

Jerzy Bednarczyk, Zbigniew Gabiński, Grzegorz Rosiński
‹Kapitan Żbik 27: Skoda TW 6163›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKapitan Żbik 27: Skoda TW 6163
Scenariusz
Data wydania1973
RysunkiGrzegorz Rosiński
Wydawca Sport i Turystyka
CyklKapitan Żbik
Gatunekkryminał
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Przygoda legendarnego rysownika Grzegorza Rosińskiego z kapitanem Janem Żbikiem zaczęła się w 1969 roku od „Diademu Tamary”, potem była „Tajemnica ikony” (1970), następnie pięcioczęściowa miniseria otwarta „Zapalniczką z pozytywką”, zwieńczona zaś „Błękitną serpentyną” (1970-1971), a później jeszcze kapitalna „Czarna Nefretete” (1971) i dylogia „Człowiek za burtą” plus „Gotycka komnata” (1972). Trzeba przyznać, że Rosiński miał – w przeciwieństwie chociażby do Bogusława Polcha – spore szczęście, trafiały mu się bowiem naprawdę dobre scenariusze, których dramatyzm potrafił podkreślać odpowiednio atrakcyjnymi ilustracjami. Wszystko, co dobre, musi jednak kiedyś się skończyć. Dla Rosińskiego ostatnim „Żbikiem” okazała się „Skoda TW 6163”, przedstawiająca dość banalną historię kryminalną, ale za to jak opowiedzianą!
Także w tym przypadku niezwykle istotni są dwaj scenarzyści. Pułkownika Zbigniewa Gabińskiego, dyrektora Oddziału Kontroli, Badań i Analiz Komendy Głównej MO, czytelnicy serii poznali już dwa lata wcześniej dzięki ciekawej, chociaż dalekiej od rewelacji, dylogii „Czarny parasol” i „Studnia”. Jerzy Bednarczyk dopiero tym zeszytem rozpoczął swą przygodę z komiksem. Mimo to wcale nie był debiutantem. Od lat 60. XX wieku kręcił filmy dokumentalne; był także współscenarzystą kilku fabuł, w tym serialu wojennego „Podziemny front” i jego kontynuacji pod postacią „Powrotu doktora von Kniprode” (1965) Seweryna Nowickiego i Huberta Drapelli oraz sensacyjnej, rozgrywającej się na Ziemiach Odzyskanych po 1945 roku, „Pułapki” (1970) Andrzeja Jerzego Piotrowskiego. Jego finezja w wymyślaniu sensacyjnych historii połączona ze znajomością technik kryminalistycznych i procedur milicyjnych przez Gabińskiego dały znakomity efekt. „Skodę TW 6163” czyta się jednym tchem, bez uczucia zażenowania, mimo że przecież wcale nie mamy w niej do czynienia ze zbrodniarzem na miarę Hannibala Lectera.
Akcja rozgrywa się latem. Jest początek lipca, panują nieznośne temperatury, aż asfalt się topi. Zmęczeni milicjanci patrolujący teren zauważają stojący na poboczu, tuż przy lesie, samochód. Jest to o tyle zaskakujące, że stoi on w tym samym miejscu już od kilku godzin. Postanawiają zatem sprawdzić, czy przypadkiem nie stało się coś złego – i znajdują w środku trupa. Ofiarą, postrzeloną w głowę z bliskiej odległości, okazuje się niejaki Jan Pieczynger, prezes powiatowej spółdzielni rzemieślniczej, człowiek o nieposzlakowanej opinii, pracowity i uczciwy. Sprawą zajmują się funkcjonariusze z powiatu, ale gdy informacja o zbrodni dociera do Komendy Głównej, do kapitana Żbika, także on postanawia zlustrować miejsce zdarzenia. Jego doświadczenie okazuje się zresztą niezwykle istotne w dalszym toku śledztwa.
Na pierwszy trop naprowadza milicję rozmowa z żoną Pieczyngera. Okazuje się bowiem, że sześć lat wcześniej wpadł on na ślad afery związanej z kradzieżą skór w spółdzielni. Sprawa zakończyła się procesem i wyrokami skazującymi dla konwojenta i magazyniera. Jeden z nich nie tak dawno wyszedł właśnie na wolność. Drugi trop otwiera przeszukanie biurka w gabinecie prezesa – funkcjonariusz MO znajduje w nim anonim, którego autor wskazuje na dwóch pracowników robiących przekręty. Milicjanci skrupulatnie podążają za każdym z nich. Najistotniejsze okazuje się jednak inne znalezisko – wyrzucony do rzeki przepływającej nieopodal miejsca, w którym zginął Pieczynger, zeszyt uczniowski. Oprócz wypracowań z języka polskiego znajdują się w nim zapisane innym charakterem pisma ciągi cyfr. Co one oznaczają? Dlaczego zeszyt znalazł się w wodzie? Do kogo należy? Na te pytania trzeba dopiero znaleźć odpowiedź. I chociaż kapitan Żbik nie ma żadnej pewności, czy jest to związane ze sprawą, nakazuje przeprowadzenie badań przez grafologów.
Bednarczyk i Gabiński krok po kroku przedstawiają działania funkcjonariuszy, ich żmudną pracę, nierzadko prowadzącą na manowce (nawet jeśli przy okazji udawało się odkryć inne przestępstwa). Czytelnik może przekonać się, jak w rzeczywistości wyglądały procedury, ile czasu zajmowało oddzielenie ziarna od plew oraz jak dużo zależało nie tylko od samych funkcjonariuszy prowadzących dochodzenie, ale również wspomagających ich techników. Świetny scenariusz zyskał też godną siebie oprawę graficzną. W ciągu minionych lat Grzegorz Rosiński wypracował już swój własny styl, którego podstawowymi elementami były niebanalne kadrowanie, dbałość w odzwierciedleniu realiów obyczajowych epoki (architektura, wyposażenie wnętrz, stroje, fryzury), zróżnicowanie fizjonomii postaci pojawiających się na kartach komiksu. Lepiej już – przynajmniej z jego strony – być nie mogło. Biorąc oczywiście pod uwagę zeszytowy format „Żbika” i możliwości peerelowskiej poligrafii. Żałować tylko należy, że to był ostatni raz.
W liście do czytelników kapitan Żbik po raz kolejny podjął temat nieostrożności i braku wyobraźni podczas letnich kąpieli w jeziorach, stawach, sadzawkach. Posłużył się przy tym dramatycznym przykładem z własnej przeszłości, przywołując wydarzenia, których był świadkiem dwadzieścia lat wcześniej (w 1952 roku) podczas obozu Związku Młodzieży Polskiej nad Jeziorem Piaszczystym w Pile, kiedy to utonął jeden z jego kolegów. Nie mniej dramatyczne sceny możemy zobaczyć w cyklu „Za ofiarność i odwagę”, w którym tym razem uhonorowany został członek ORMO Bogdan Szałek. 22 lutego 1972 roku w Luboniu (nieopodal Poznania) uratował on z pożaru w zakładach przemysłu ziemniaczanego Marię Ratajczak. „Kronika MO” z kolei poświęcona została budowaniu zrębów władzy ludowej i organizacji posterunków milicyjnych w Kielcach i na Kielecczyźnie. W zasadzie to notka ta nie różniła się niczym od wielu wcześniejszych, w których zawsze była mowa o tym samym – bohaterstwie funkcjonariuszy w obliczu zagrożeń związanych z działalnością band reakcyjnego podziemia i niedobitków Wehrmachtu.
koniec
19 lutego 2017

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Nie taki potwór straszny, jak go malują
Maciej Jasiński

28 XI 2020

To był 2003 rok. Na ekranach polskich kin wyświetlano jeszcze hit „Władca pierścieni: Dwie wieże”, w polskim parlamencie działała komisja mająca wyjaśnić sprawę afery Rywina, stacja TVN wyemitowała pierwszy odcinek serialu „Na Wspólnej”, siedmiu astronautów zginęło w katastrofie promu Columbia, a Arnold Schwarzenegger został wybrany na urząd gubernatora Kalifornii. W takich to właśnie realiach, za sprawą wydawnictwa Ares, ukazał się komiks „Wiedźmun: Dwie wieże funduszu emerytalnego”, autorstwa (...)

więcej »

Mrok, tajemnice i kolorowe neony
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

28 XI 2020

Zastanawiam się, czy twórcy „LastMan” od początku wiedzieli o czym będzie ich komiks, czy może improwizowali na bieżąco. Ewolucja, jakiej doczekała się ta seria w czwartym tomie jest wręcz porażająca.

więcej »

Człowiek według Harariego
Marcin Osuch

27 XI 2020

Jeszcze nie opadł kurz po sukcesie bestsellerowego „Sapiens. Od zwierząt do bogów” Yuvala Noaha Harariego, a już otrzymujemy wersję komiksową tego dzieła. Czyżby wersja dla młodszych czytelników? Byłbym ostrożny z takim podejściem.

więcej »

Polecamy

Rajner kontra Reiner

Podziemny front:

Rajner kontra Reiner
— Konrad Wągrowski

Wojna o duszę doktora z AK
— Konrad Wągrowski

Noc długich noży
— Konrad Wągrowski

Komandosi z wyobraźni generała
— Konrad Wągrowski

Komiks, którego nie było
— Konrad Wągrowski

Bitwa o szyny
— Konrad Wągrowski

Dobry Niemiec
— Konrad Wągrowski

Granat do studzienki, czyli najśmielsza akcja bojowa
— Konrad Wągrowski

Po twarzy poznasz konfidenta
— Konrad Wągrowski

Wybuch w burdelu
— Konrad Wągrowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.