Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 12 grudnia 2019
w Esensji w Esensjopedii

Władysław Krupka, Jerzy Wróblewski
‹Kapitan Żbik 29: Wiszący rower›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKapitan Żbik 29: Wiszący rower
Scenariusz
Data wydania1973
RysunkiJerzy Wróblewski
Wydawca Sport i Turystyka
CyklKapitan Żbik
Gatunekkryminał
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk

Kapitan Żbik: A Żbika ciągle brak…
[Władysław Krupka, Jerzy Wróblewski „Kapitan Żbik 29: Wiszący rower” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Taka sytuacja zdarzyła się po raz pierwszy od początku serii – kapitan Żbik, choć wymieniany jest z nazwiska, nie pojawił się w drugim pod rząd zeszycie. To wynik rewolucji, jaką cykl przeszedł wraz z objęciem posady rysownika przez Jerzego Wróblewskiego (choć oczywiście nie on za to odpowiadał). Od tej chwili wątek kryminalny miał być podporządkowany wątkowi przygodowo-edukacyjnemu. I taki właśnie jest „Wiszący rower”.

Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: A Żbika ciągle brak…
[Władysław Krupka, Jerzy Wróblewski „Kapitan Żbik 29: Wiszący rower” - recenzja]

Taka sytuacja zdarzyła się po raz pierwszy od początku serii – kapitan Żbik, choć wymieniany jest z nazwiska, nie pojawił się w drugim pod rząd zeszycie. To wynik rewolucji, jaką cykl przeszedł wraz z objęciem posady rysownika przez Jerzego Wróblewskiego (choć oczywiście nie on za to odpowiadał). Od tej chwili wątek kryminalny miał być podporządkowany wątkowi przygodowo-edukacyjnemu. I taki właśnie jest „Wiszący rower”.

Władysław Krupka, Jerzy Wróblewski
‹Kapitan Żbik 29: Wiszący rower›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKapitan Żbik 29: Wiszący rower
Scenariusz
Data wydania1973
RysunkiJerzy Wróblewski
Wydawca Sport i Turystyka
CyklKapitan Żbik
Gatunekkryminał
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wierni czytelnicy zeszytów z kapitanem Żbikiem musieli być nieźle zaskoczeni, gdy nagle – począwszy od 1973 roku – seria, dotychczas jednoznacznie kojarząca się z klasycznymi peerelowskim opowieściami kryminalnymi dla dorosłych czytelników (vide „Kocie Oko”, „Czarna Nefretete” czy „Skoda TW 6163”), ni stąd, ni zowąd zaczęła skręcać w stronę mocno zaprawionych propagandą historyjek dla młodzieży. I to tej młodszej, ze szkół podstawowych. Bardzo widoczne było to już w otwierającym kolejną miniserię „Wielorybie z peryskopem”, a przyklepane zostało w następującym po nim „Wiszącym rowerze”. Bohaterami tych odcinków „Kapitana Żbika” (i jeszcze kolejnego, „Tajemniczego nurka”) byli przede wszystkim dwaj nastoletni harcerze, Marek i Zbyszek, którzy w drugim miesiącu wakacji wybrali się na obóz na Mazury.
Tam spotkała ich niebezpieczna przygoda. Podekscytowani opowieściami o tajemnicy skrywanej w zameczku stojącym na wyspie pośrodku jeziora, postanowili przyjrzeć się bliżej ruinie. Płynąc dokoła, natrafili na łódkę, z której dwaj miejscowi chłopcy – ich rówieśnicy – łowili ryby. Nagle, mimo że tafla jeziora była nadzwyczaj spokojna, pojawiła się fala, która wywróciła łódź. Przybysze rzucili się na pomoc i uratowali miejscowych, czym zaskarbili sobie wdzięczność ich samych i ich rodziców. Szukając jednak odpowiedzi na pytanie, co spowodowało wypadek, Marek i Zbyszek doszli do dość zaskakujących wniosków – że był to… wieloryb. Na dodatek, co stwierdzili po dalszej obserwacji jeziora, gdy ponownie ukazał im się ten dziwny stwór – wieloryb z peryskopem. Pocieszeniem dla zdezorientowanych harcerzy był jedynie fakt, że za kilka dni w obozie pojawić ma się słynny kapitan Żbik – może on znajdzie rozwiązanie tej niecodziennej zagadki.
Nic dziwnego, że po takiej zapowiedzi czytelnik spodziewał się słynnego milicjanta już w kolejnej odsłonie cyklu. Tymczasem w „Wiszącym rowerze” ponownie go nie uświadczymy. Jest za to rozbudowana opowieść na temat życia harcerskiego. Chłopcy stoją na nocnej warcie, biorą udział w podchodach, oddają hołd żołnierzom Armii Czerwonej i Wojska Polskiego („ludowego”), którzy trzy dekady wcześniej wyzwalali te ziemie spod hitlerowskiej okupacji (a w zasadzie podbijali je, bo przecież przed wojną należały one do Niemiec, ale to dla peerelowskich propagandystów było rzeczą drugo-, a może nawet trzeciorzędną), składając kwiaty pod stojącym na odsłoniętym wzgórzu betonowym pomnikiem. Harcerski obóz odwiedza też miejscowy komendant Milicji Obywatelskiej, aby oficjalnie podziękować Markowi i Zbyszkowi (choć na początku nie wie jeszcze, że to o nich chodzi) za uratowanie życia Józkowi i Heńkowi. Po prostu – sielanka! Harcerze, milicjanci i duchy czerwonoarmistów.
Gdzie jest w tym wszystkim wątek kryminalny? Na marginesie. Chłopcy w wolnych chwilach próbują zracjonalizować sobie to, co widzieli na jeziorze. Bo przecież to niemożliwe, aby ukazał im się prawdziwy wieloryb. Mimo to, mając podejrzenia, że w okolicy dzieje się coś niedobrego, obserwują teren. Podczas podchodów rzuca im się w oczy zawieszony na brzozie rower. Kto go tam ukrył? I dlaczego? Miejscowy grzybiarz, który nie chciał, aby mu go skradziono, podczas gdy on będzie szukał kurek i borowików? W każdym razie Marek i Zbyszek postanawiają sprawdzić, kim jest ten pomysłowy człowiek, co prostą drogą prowadzi ich do kolejnego intrygującego odkrycia. Fabularnie w „Wiszącym rowerze” nie dzieje się wiele. Scenarzysta więcej uwagi, niż pielęgnowaniu kryminalnej strony opowieści, poświęca życiu harcerskiemu, co oczywiście jest w jakimś (nawet dużym) stopniu podszyte wymogami propagandy. Dla starszego czytelnika była ona zapewne denerwująca, młodszy – wychowany już w tej rzeczywistości – mógł z niej nawet nie zdawać sobie sprawy. Od strony graficznej z kolei zeszytowi trudno byłoby cokolwiek zarzucić. Wróblewski znajdował się w świetnej formie i jego charakterystyczne, hiperrealistyczne rysunki były prawdziwą ozdobą tego, jak i wszystkich kolejnych – z wyłączeniem dylogii „Na zakręcie” i „Niewygodny świadek” – zeszytów.
List kapitana Żbika do czytelników różnił się tym razem od poprzednich. Władysław Krupka – bo to on je pisał – nawiązał do ogłoszonego w wydanym w 1972 roku zeszycie „Pogoń za lwem” konkursu pod hasłem: „Co chciałbyś zmienić na lepsze w swoim najbliższym otoczeniu, tam, gdzie mieszkasz – w swojej wsi, miasteczku, mieście?”. Sądząc z liczby nagrodzonych, konkurs cieszył się sporym zainteresowaniem. Zwycięzcy zostali wymienieni z nazwiska, przy okazji dowiedzieli się także, co otrzymają w nagrodę – zegarek, materac pływający, sprzęt sportowy, ale także albumy i książki. W rubryce „Za ofiarność i odwagę” uhonorowano tym razem czternastu strażaków-ochotników z Nysy, którzy 24 marca 1972 roku ugasili pożar w miejscowych Zakładach Zbożowo-Młynarskich, nie tylko ratując ludzi, ale przy okazji także majątek wart – uwaga! uwaga! – 10 milionów złotych. W „Kronice MO” natomiast pojawiła się notka o instalowaniu struktur służb porządkowych na wyzwalanych od lutego do kwietnia 1945 roku „prastarych ziemiach polskich Pomorza Zachodniego”. Ciekawostką może być fakt, że pierwszą Komendę MO, której podlegać miał ten obszar, utworzono nie w Szczecinie, ale w… Pile.
koniec
5 marca 2017

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Odnaleźć harmonię
Paweł Ciołkiewicz

11 XII 2019

Po komiksowej biografii Artemizji Gentileschi wydawnictwo Marginesy oferuje kolejną opowieść o niezależnej kobiecie. Z siedemnastego wieku przeskakujemy wprawdzie do lat dwudziestych XX wieku, ale bohaterka jest bardzo podobna. Tamara Łempicka to również silna i zdeterminowana artystka, wykraczająca poza horyzont swojej epoki.

więcej »

Sandman 2.0?
Marcin Knyszyński

9 XII 2019

W zeszłym miesiącu pisaliśmy o komiksie „Sandman Uniwersum” – swego rodzaju wprowadzeniu do czterech nowych serii kontynuujących dzieło Neila Gaimana. Dziś przyszła pora na pierwszą z nich – tę najbardziej „sandmanowską”, będącą bezpośrednim przedłużeniem fabuły i estetyki opowieści o „Śnie z Nieskończonych”. Odwiedzamy „Śnienie” – domenę Morfeusza. Królestwo opuszczone już dwukrotnie.

więcej »

„Martwi żyją, a żywi są martwi”
Paweł Ciołkiewicz

8 XII 2019

Na kolejną odsłonę postapokaliptycznej opowieści o mieście Bardo przyszło nam czekać dwa lata. W tym czasie zmienił się wydawca komiksu, ale nie stylistyka, w jakiej autorzy przedstawiają swoją depresyjną historię. Mrok, poczucie beznadziei oraz wszechobecna inwigilacja towarzyszą nam na każdym kroku.

więcej »

Polecamy

Roślinny kryzys tożsamości

Niekoniecznie jasno pisane:

Roślinny kryzys tożsamości
— Marcin Knyszyński

No to łups, Asteriksie? No to łups, Obeliksie!
— Marcin Knyszyński

Siła symbolu
— Marcin Knyszyński

Pajęcze lata Todda McFarlane’a
— Marcin Knyszyński

Bilety w pierwszym rzędzie na koniec wszechświata
— Marcin Knyszyński

Wszystko jest złudzeniem
— Marcin Knyszyński

Wystarczy uwierzyć
— Marcin Knyszyński

Odkryj się sam
— Marcin Knyszyński

Protestujemy, ale co dalej?
— Marcin Knyszyński

Rozgrzewka do tańca rzeczywistości
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Gdy milicji przydaje się pomoc…
— Sebastian Chosiński

Nadzieja w Montanie
— Sebastian Chosiński

Krótko o komiksach: Winchestery i bandyci
— Marcin Osuch

Krótko o komiksach: Kapitan Żbik - Wiszący rower
— Marcin Osuch

Esensja czyta dymki: Luty 2018 (2)
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

Nasz człowiek w Rio Klawo
— Konrad Wągrowski

Wróblewski był pierwszy!
— Sebastian Chosiński

Esensja czyta dymki: Październik 2017
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Po prostu Relax!
— Marcin Osuch

O kowboju, co kulom się nie kłaniał
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.