Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 17 lutego 2018
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CLXXIII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Marvel: Te pasy i jasne gwiazdy dumnie łopoczące…

Esensja.pl
Esensja.pl
Czy da się stworzyć komiks poświęcony postaci ubranej w amerykańską flagę bez patriotycznego zadęcia? Prawie, o czym świadczy czwarty tom kolekcji Superbohaterowie Marvela „Kapitan Ameryka”.

John Byrne, Roger Stern
‹Superbohaterowie Marvela #4: Kapitan Ameryka›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSuperbohaterowie Marvela #4: Kapitan Ameryka
Tytuł oryginalnyCaptain America
Scenariusz
Data wydania15 lutego 2017
RysunkiJohn Byrne
PrzekładMateusz Jankowski
Wydawca Hachette
CyklSuperbohaterowie Marvela
ISBN978-83-2820-944-2
Format200s. 170×260mm; oprawa twarda
Cena39,99
Gatuneksuperhero
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Mam mieszane uczucia względem Kapitana Ameryki. Patos i szerzenie wartości made in USA są niejako wpisane w jego charakter i niestety czasem dla europejskiego czytelnika z środka kontynentu wręcz nie do przełknięcia. Niemniej od czasu pierwszego zetknięcia się z tą postacią wiele, wiele lat temu, nie przestaje mi się podobać. Moje wewnętrzne dziecko wciąż uważa bowiem, że po prostu świetnie wygląda, czym potrafi rozbudzić wyobraźnię. Tym bardziej cieszę się, że Hachette uraczyło nas zbiorem opowieści o Kapitanie, które nie zawierają co drugą stronę rysunku amerykańskiej flagi, a stanowią kawał solidnej rozrywki w iście przygodowym stylu.
Poprzednie trzy tomu Superbohaterów Marvela prezentowały stosunkowo współczesne historie (przeplatane tymi starszymi), tym razem jednak wszystkie pochodzą z przełomu lat 1980 – 1981 i są zapowiedzią ważnego wydarzenia, a mianowicie świętowaniem czterdziestolecia Kapitana Ameryki (miało to miejsce z 255 zeszycie „Captain America vol. 1”). Za całość odpowiada niebanalny duet – scenariusz napisał ceniony przez czytelników Roger Stern, natomiast rysuje genialny John Byrne, dzięki któremu w dużej mierze grupa X-Men wciąż dziś jest tak popularna.
Ponieważ mamy do czynienia z kilkoma odrębnymi historiami, siłą rzeczy nie wszystkie są w równym stopniu godne uwagi. Na pewno na plan pierwszy wysuwa się ta z zeszytu nr 250, gdzie Kapitan Ameryka dostaje propozycję kandydowania na fotel prezydenta Stanów Zjednoczonych. Jak wynika z posłowia, Stern zaczerpnął ten pomysł od wcześniej pracujących nad tym tytułem Rogera McKenzie′ego i Dona Perlina. Szkoda jednak, że główna idea, by posadzić Steve′a Rogersa w Białym Domu i przez kolejne cztery lata (albo osiem) publikować jego przygody z tego punktu widzenia, nie została zrealizowana. Nie zmienia to faktu, że niniejszy numer należy do jednego z oryginalniejszych, chociażby dlatego, że osią fabuły nie jest okładanie tarczą kolejnych przeciwników.
Pozostałe odcinki jednak pod tym względem są bardziej tradycyjne. Wpierw Kapitan musiał stawić czoła armii androidów stworzonej przez niejakiego Machinesmitha (na gościnną bijatykę wpadnie również Dragon Man). Pomimo swej naiwności jest to dość intrygująco poprowadzona historia. Następnie naprzeciw Kapitana staną owładnięty rządzą mordu Pan Hyde i szantażowany przez niego francuski superłotr Batroc Leaper. To chyba najlżejsza część zbioru, ale jednocześnie najmniej ciekawa. Co tu dużo mówić, różowe wdzianko Batroca powoduje dziś bezwiedny ironiczny uśmiech na twarzy. Wreszcie mamy kolejną świetną, mającą w sobie klimat wiktoriańskiego horroru, opowieść o poszukiwaniu wampira, który może mieć coś wspólnego ze starym wrogiem Rogersa z czasów wojny, niejakim Baronem Bloodem. Z tej okazji otrzymujemy też garść retrospekcji na temat wydarzeń, o których polski czytelnik raczej nie ma zielonego pojęcia, a także przybliża nam się postacie Spitfire i przede wszystkim Union Jacka, którego po lekturze zapragnąłem poznać bardziej szczegółowo (jest to jakiś pomysł na kolejne odsłony Kolekcji Hachette, choć biorąc pod uwagę zagraniczne wydania, na których bazuje polska edycja, marne są na to szanse).
I tym sposobem dochodzimy do jubileuszowego zeszytu, w którym świętuje się czterdzieste urodziny Steve′a. Jak należy się domyślić jest to ponowne przedstawienie jego początków i momentu, kiedy za sprawą superserum z niezgrabnego młodzieńca, którego nie chcieli nawet zaciągnąć do wojska, przemienił się w symbol walki o amerykański sen. Tym samym Superbohaterowie Marvela zrywają z tradycją prezentowania zeszytów archiwalnych, w których debiutowała tytułowa postać zbioru. Niby mamy dokładnie omówione początki Kapitana, ale ja chętnie przeczytałbym reprint klasycznego, pierwszego komiksu mu poświęconego z kultową okładką, na której nokautuje piąchą samego Adolfa Hitlera. Co prawda otrzymujemy odzwierciedlenie tej sceny przez Johna Byrne′a, ale to jednak nie to samo.
Co tu dużo mówić, nowa kolekcja Hachette trzyma poziom i jeśli tak będzie dalej zdeklasuje konkurentów w postaci Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela i Wielkiej Kolekcji Komiksów DC Comics (obie w tej chwili łapią zadyszkę). „Kapitan Ameryka” to jak na razie najlepszy album, jaki się w jej ramach ukazał, co pokazuje, że nawet w niepublikowanych u nas pozycjach z zeszłego wieku tkwi duży potencjał. Jedyne co mnie irytuje, to permanentne używanie zdrobnienia „Kap” w dodatkach przedstawiających jego historię. Horror.
Aha, zapomniał bym – prawie udało się uniknąć patriotycznego zadęcia, nawet w epizodzie poświęconym kandydowaniu na prezydenta, ale szczęśliwie ratuje nas ostatnia strona zbioru z obowiązkową łopoczącą flagą i cytatami hymnu USA.
koniec
18 marca 2017
dodajdo

Komentarze

18 III 2017   09:56:28

"rządza" mordu 😉 Poprawcie szybko.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Solówka Rosomaka – runda druga
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

17 II 2018

Jason Aaron nie jest może wybitny w tym co robi, ale to co robi nie jest miłe… dla Wolverine′a. Z lubością bowiem znęca się nad nim w swoich scenariuszach. Drugi tom ich zbiorczej kolekcji ukazał się właśnie w ramach serii „Marvel Classic” sygnowanej przez Egmont.

więcej »

Niewinna jest, kiedy śni
Paweł Ciołkiewicz

16 II 2018

Chwat Gnat wspólnie ze swoimi kuzynami – Kancjuszem oraz Chichotem kontynuuje niesamowitą przygodę. Zdarzenia nabierają tempa, a w dolinie robi się coraz niebezpieczniej. Powracają demony przeszłości, a wojna znów wisi w powietrzu.

więcej »

Nasz człowiek w Rio Klawo
Konrad Wągrowski

14 II 2018

„Binio Bill” to jeden z ulubionych bohaterów czytelników „Świata Młodych”. Jak jednak po latach bronią się humorystyczny western Jerzego Wróblewskiego i jego najbardziej udany bohater?

więcej »

Polecamy

Koniec nieskończoności

Marvel:

Koniec nieskończoności
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Nieskończoność megalomanii
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ostatnie łowy doktora Octopusa
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Przeczytać Panterę i zapomnieć
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pokręcony komiks
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Warlock raz jeszcze
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Człowiek pociągający za sznurki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pogromca – moja miłość
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Mroczna strona Marvela
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

I ty możesz zostać arachnoidem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Z tego cyklu

Koniec nieskończoności
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Nieskończoność megalomanii
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ostatnie łowy doktora Octopusa
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Przeczytać Panterę i zapomnieć
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pokręcony komiks
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Warlock raz jeszcze
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Człowiek pociągający za sznurki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pogromca – moja miłość
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Mroczna strona Marvela
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

I ty możesz zostać arachnoidem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż autora

Solówka Rosomaka – runda druga
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zagraj to jeszcze raz Sam: Sikory złote pod mankietem odmierzają sekund bieg
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Kumpel z sąsiedztwa z 2099 roku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zagraj to jeszcze raz Sam: 99 czerwonych balonów
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Weekendowa Bezsensja: 60 najgorszych okładek płyt 2017 roku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Mocarny Conan w blasku chwały
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zagraj to jeszcze raz Sam: Anna z dalekiej północy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

10 największych rozczarowań muzycznych 2017
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

O pierwszym Angliku, który został Japończykiem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zagraj to jeszcze raz Sam: Drugi najpiękniejszy cover Stinga
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.