Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 8 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CCXI

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Władysław Krupka, Jerzy Wróblewski
‹Kapitan Żbik #33: Dwanaście kanistrów›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKapitan Żbik #33: Dwanaście kanistrów
Scenariusz
Data wydania1975
RysunkiJerzy Wróblewski
Wydawca Sport i Turystyka
CyklKapitan Żbik
Gatunekkryminał
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk

Kapitan Żbik: Zanim „narodził” się Waldemar Marszałek
[Władysław Krupka, Jerzy Wróblewski „Kapitan Żbik #33: Dwanaście kanistrów” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Od „Dwunastu kanistrów” zaczęła się całkowita dominacja Jerzego Wróblewskiego w serii opowieści o kapitanie Żbiku. Od tej pory do samego końca już tylko on będzie odpowiadał za stronę graficzną kolejnych zeszytów. W tym względzie na pewno wyszło im to na dobre. Scenariuszowo będzie bardzo różnie, choć akurat trylogia o motorowodniaku Kaziku Bujakowskim nie wypada wcale źle.

Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Zanim „narodził” się Waldemar Marszałek
[Władysław Krupka, Jerzy Wróblewski „Kapitan Żbik #33: Dwanaście kanistrów” - recenzja]

Od „Dwunastu kanistrów” zaczęła się całkowita dominacja Jerzego Wróblewskiego w serii opowieści o kapitanie Żbiku. Od tej pory do samego końca już tylko on będzie odpowiadał za stronę graficzną kolejnych zeszytów. W tym względzie na pewno wyszło im to na dobre. Scenariuszowo będzie bardzo różnie, choć akurat trylogia o motorowodniaku Kaziku Bujakowskim nie wypada wcale źle.

Władysław Krupka, Jerzy Wróblewski
‹Kapitan Żbik #33: Dwanaście kanistrów›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKapitan Żbik #33: Dwanaście kanistrów
Scenariusz
Data wydania1975
RysunkiJerzy Wróblewski
Wydawca Sport i Turystyka
CyklKapitan Żbik
Gatunekkryminał
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Początek wielkiej popularności sportów motorowodnych w Polsce datuje się na koniec lat 70. ubiegłego wieku, gdy pierwsze sukcesy zaczął odnosić najwybitniejszy przedstawiciel tej dyscypliny w naszym kraju, czyli Waldemar Marszałek. Dość powiedzieć, że w tamtych czasach zdarzały się nawet transmisje telewizyjne z wyścigów na łodziach. Mogłoby się więc wydawać, że trylogia „Dwanaście kanistrów”, „Zakręt śmierci” oraz „W pułapce” powstała na fali sukcesów Marszałka, który hurtowo zdobywał tytuły mistrza świata, Europy i Polski. Nic bardziej mylnego, miniseria, za której scenariusz odpowiada Władysław Krupka, swoje pierwsze – i, jak dotąd, jedyne – wydanie miała w… 1974 roku. Była zarazem drugim minicyklem, który zilustrował Jerzy Wróblewski (wcześniej odpowiadał on za trylogię „harcerską”, to jest „Wieloryba z peryskopem”, „Wiszący rower” i „Tajemniczego nurka”). I tak już pozostało do samego końca publikacji „Kapitana Żbika”, czyli do 1982 roku. W tym czasie – czytaj: w ciągu dekady – spod ręki bydgoszczanina wyszły dwadzieścia cztery zeszyty. To rekord, do którego żaden inny grafik nawet się nie zbliżył.
Główną postacią „Dwunastu kanistrów” (i dwóch pozostałych odcinków) jest młody motorowodniak Kazimierz Bujakowski. To bardzo zdolny sportowiec, na co dzień trenujący w klubie „Korona”, którego zawodnicy przygotowują się właśnie do udziału w mistrzostwach (prawdopodobnie Europy, choć nie jest to powiedziane wprost). Kilka dni wcześniej odbywają się w kraju zawody kwalifikacyjne; ich obsada jest międzynarodowa, ale to ma akurat mniejsze znaczenie – dla Kazika najważniejsze jest, by wypaść jak najlepiej, bo tylko tak ma szansę zakwalifikować się na turniej organizowany poza granicami. Trener Jan w niego wierzy, prezes także ma nadzieje na dobry występ Bujakowskiego, tylko kierownik drużyny z jakiegoś powodu nastawiony jest sceptycznie. Na szczęście Kazik „rozbija bank” i w swoim biegu odnosi zwycięstwo oraz zdobywa puchar; to otwiera mu drogę do wyjazdu z resztą ekipy. Jest z tego bardzo zadowolony; radość tę podzielają także jego dziewczyna Jola i jej matka. A mimo to widać wyraźnie, że mężczyznę coś dręczy; ma jakieś niesprecyzowane podejrzenia co do uczciwości prezesa klubu.
Po zawodach Kazik postanawia uczcić sukces, wybierając się z Jolą na tańce. Los sprawia, że spotyka tam nie tylko prezesa „Korony” i kierownika klubu, ale również… kapitana Żbika (uwaga! uwaga! w towarzystwie seksownej blondynki). Żbik zna Bujakowskiego od dwóch lat, gdy jako wielki miłośnik sportów motorowodnych zaczął przychodzić na zawody. Kazik postanawia opowiedzieć mu o swoich podejrzeniach co do nieczystych interesów prezesa, ale tak się składa, że milicjant następnego dnia wyjeżdża z Warszawy w sprawach służbowy, a kiedy wróci, nie będzie już w kraju sportowca. W efekcie umawiają się na spotkanie po mistrzostwach. A to dużo czasu. Zwłaszcza gdy ktoś zaczyna czyhać na twoje życie. Rozmowa Bujakowskiego ze Żbikiem nie uchodzi bowiem uwagi prezesa, który drżąc teraz o własną przyszłość, postanawia przedsięwziąć drastyczne kroki. Więcej zdradzić nie można.
W przeciwieństwie do poprzedniej miniserii Władysława Krupki i Jerzego Wróblewskiego (vide „Wieloryb…” i dalej), która powstała z myślą o młodszych nastolatkach, odbiorcami „Dwunastu kanistrów” są dorośli czytelnicy. Tak przynajmniej mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Ale czy tak jest na pewno? Wgłębiając się w scenariusz, łatwo zauważyć, że fabuła przedstawiona jest w sposób zaskakująco naiwny; na dodatek dobijają ją łopatologiczne dialogi, w które Krupka wciska nie tylko pochwały pod adresem Milicji Obywatelskiej, ale także wyjątkowo denerwujące z perspektywy czasu umoralniające nauki dla obywateli (które były zauważalne już w „Niewygodnym świadku”). Jaki z tego można wyciągnąć wniosek? Że mimo „dorosłego” tematu, odbiorcą komiksu ponownie miały być głównie dzieci. By ułatwić im zrozumienie intrygi, scenarzysta zdecydował się na jej uproszczenie i zinfantylizowanie. Bohaterów zaś odmalował bez jakichkolwiek półcieni: są albo krystalicznie czyści i uczciwi (jak Kazik) bądź podstępni i zakłamani (jak prezes „Korony”).
Przed tygodniem żaliliśmy się także na opublikowany w poprzednim zeszycie wyraziście propagandowy styl listu kapitana Żbika do czytelników. Tym razem jednak Krupka – autor „wstępniaków” – postanowił przebić sam siebie. Dość powiedzieć, że naczelnym tematem swych rozważań uczynił zbliżające się obchody trzydziestolecia powstania Milicji Obywatelskiej i Służby Bezpieczeństwa (zaplanowane na 7 października 1974 roku). Z tej okazji ukazał się apel, w którym czytamy między innymi: „Jeżeli chcecie w przyszłości zostać pracownikami naszego resortu – spróbujcie już teraz zacząć poznawać jego historię. Nawiążcie kontakty z komendantami jednostek MO w miejscowości, w której mieszkacie i dopomóżcie im w zbieraniu materiału dokumentalnego potrzebnego do zorganizowania Izb Pamięci. Postarajcie się dowiedzieć o losach tych funkcjonariuszy MO, którzy w pierwszych latach powojennych walczyli o umocnienie władzy ludowej. (…) Proponuję, abyście zorganizowali wśród swoich rówieśników grupy, które zajmą się poznawaniem historii MO i SB na Waszym terenie”. Najbardziej aktywni w tym dziele mogli liczyć – co obiecał im Żbik (Krupka) – na specjalne nagrody i dyplomy. Czy to wymaga jakiegokolwiek komentarza?
W rubryce „Za ofiarność i odwagę” przypomniano wydarzenie, jakie miało miejsce 8 kwietnia 1970 roku w okolicach Kuźnicy Białostockiej. Sierżant Jerzy Obrębalski oraz kapral Janusz Sawicki zauważyli w rzece Łosośnej samochód. Z miejsca rzucili się do ratowania uczestników wypadku; wyciągnęli z wody dwóch mężczyzn, niestety nie udało im się uratować trzeciego. Z kolei w „Kronice MO” przedstawiono tym razem ciąg dalszy wydarzeń z 1945 roku w województwie pomorskim. Czytelnicy dowiedzieli się, że po wyzwoleniu Koszalina (w marcu) z miejsca przystąpiono do tworzenia tam Komendy Powiatowej i komisariatów milicji (początek maja). Zacytowano również wspomnienia niejakiego Jana Piotrowskiego, który w 1939 roku trafił na tam do obozu jenieckiego, z którego udało mu się jednak uciec. Korzystając z pomocy miejscowych Polaków, ukrywał się aż do nadejścia wojsk radzieckich i polskich. Jako że znał teren i autochtonów, powierzono mu obowiązki komendanta. Co należało do jego zadań? Proszę: „Już w pierwszych dniach naszej służby mieliśmy trzy potyczki zbrojne z większymi grupami niemieckimi, a w codziennej służbie zabezpieczaliśmy porządek i mienie powojenne”.
koniec
2 kwietnia 2017

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ona też miała kiedyś siedem lat
Agnieszka ‘Achika’ Szady

8 XII 2021

Spora część szóstego tomu „Monstressy” została poświęcona pewnemu zdarzeniu z jej dzieciństwa – i o dziwo nie jest to szkolenie na maszynę do zabijania, jakie widzieliśmy wcześniej. Potem jednak z sielskich mórz południowych wracamy w sam środek wojny.

więcej »

Sporo waty
Marcin Knyszyński

7 XII 2021

Najdziwniejszym członkiem ekipy Czarnego Młota był od zawsze Pułkownik Randall Weird – w końcu pseudonim zobowiązuje. Ostatni komiks Jeffa Lemire’a wydany w Polsce poświęcony jest mu w całości. Weird głównym bohaterem – wybór trochę dziwny (a jakże!), bo zbyt wdzięcznym materiałem na protagonistę ten facet po prostu nie jest.

więcej »

Czym jest magia?
Marcin Knyszyński

6 XII 2021

Wydawnictwo Egmont kończy rok 2021 aż trzema komiksami z „Uniwersum Sandmana”. Jeden z nich otwiera całkiem nową serię, dwa pozostałe to kontynuacje znanych już historii. Zajmijmy się dziś jednym z nich – otwieramy drugi tom „Ksiąg magii”.

więcej »

Polecamy

Łatwe trudnego początki

Polscy podróżnicy:

Łatwe trudnego początki
— Marcin Osuch

Kumpel Mickiewicza
— Marcin Osuch

Prototyp Zagłoby
— Marcin Osuch

Wspomnienia jak żyła złota
— Marcin Osuch

Być jak Kmicic
— Marcin Osuch

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.