Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 września 2020
w Esensji w Esensjopedii

Zbigniew Gabiński, Jerzy Wróblewski
‹Kapitan Żbik #36: Kryptonim „Walizka”›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKapitan Żbik #36: Kryptonim „Walizka”
Scenariusz
Data wydania1975
RysunkiJerzy Wróblewski
Wydawca Sport i Turystyka
CyklKapitan Żbik
Gatunekkryminał
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk

Kapitan Żbik: Na dworcach w Poznaniu i Bydgoszczy
[Zbigniew Gabiński, Jerzy Wróblewski „Kapitan Żbik #36: Kryptonim „Walizka”” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Dotąd przy „Żbikach” Jerzy Wróblewski współpracował tylko z jednym scenarzystą – Władysławem Krupką. Razem stworzyli dwie trzyczęściowe miniserie, które na trwałe zapisały się w pamięci czytelników (zwłaszcza „trylogia harcerska”). Od tego momentu jednak przez ponad rok na biurko mieszkającego w Bydgoszczy grafika trafiały teksty stworzone przez innych autorów. Pierwszym był „Kryptonim Walizka” Zbigniewa Gabińskiego.

Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Na dworcach w Poznaniu i Bydgoszczy
[Zbigniew Gabiński, Jerzy Wróblewski „Kapitan Żbik #36: Kryptonim „Walizka”” - recenzja]

Dotąd przy „Żbikach” Jerzy Wróblewski współpracował tylko z jednym scenarzystą – Władysławem Krupką. Razem stworzyli dwie trzyczęściowe miniserie, które na trwałe zapisały się w pamięci czytelników (zwłaszcza „trylogia harcerska”). Od tego momentu jednak przez ponad rok na biurko mieszkającego w Bydgoszczy grafika trafiały teksty stworzone przez innych autorów. Pierwszym był „Kryptonim Walizka” Zbigniewa Gabińskiego.

Zbigniew Gabiński, Jerzy Wróblewski
‹Kapitan Żbik #36: Kryptonim „Walizka”›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKapitan Żbik #36: Kryptonim „Walizka”
Scenariusz
Data wydania1975
RysunkiJerzy Wróblewski
Wydawca Sport i Turystyka
CyklKapitan Żbik
Gatunekkryminał
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zbigniew Gabiński nie był wcale komiksowym debiutantem. Do wielkiej rodziny tworzącej serię o kapitanie Janie Żbiku trafił nawet wcześniej niż Jerzy Wróblewski, bo już w 1971 roku. Napisał wówczas, zilustrowany przez Andrzeja Kamieńskiego, scenariusz całkiem udanej dylogii „Czarny parasol” i „Studnia”. Później, we współpracy z reżyserem dokumentalistą, scenarzystą oraz konsultantem filmowym Jerzym Bednarczykiem, był autorem „Skody TW 6163” (1973), jednego z najlepszych odcinków całego cyklu. Skąd te sukcesy? Na pewno nie były przypadkowe. Wszak Gabiński był fachowcem jakich mało. Podobnie jak Krupka, przez długie lata pracował w Komendzie Głównej Milicji Obywatelskiej w Warszawie, pełniąc między innymi stanowisko dyrektora Oddziału Kontroli, Badań i Analiz. Dość powiedzieć, że dosłużył się stopnia pułkownika. Ba! to on wpadł na pomysł publikacji serii opowiadań milicyjnych „Ewa wzywa 07”, która przez dwadzieścia lat – od 1968 do 1989 roku – cieszyła się niemałą popularnością.
Czego można więc było oczekiwać po „Kryptonimie Walizka”? Na pewno świetnie zobrazowanych procedur milicyjnych. To właśnie było mocnym punktem poprzednich komiksów, w których „maczał palce” Gabiński. Akcja tego odcinka zaczyna się na dworcu kolejowym w Poznaniu. Starszemu mężczyźnie zostaje skradziony na peronie neseser, w którym oprócz rzeczy osobistych znajdowała się jeszcze dokumentacja zakładów energetycznych. Czy to właśnie było przyczyną zniknięcia walizki? Mężczyzna informuje o zaistniałej sytuacji funkcjonariusza Służby Ochrony Kolei, a następnie razem z nim udaje się do dworcowego posterunku MO. Milicjanci natychmiast przystępują do akcji – przesłuchują świadków, przekazują informacje obsłudze pociągu, którym mógł odjechać złodziej. Z czasem okazuje się, że to nie jest wcale odosobnione zdarzenie, że podobnych kradzieży było w ostatnim czasie więcej i zdarzały się przede wszystkim w trzech województwach.
Dwa dni później kolejne nesesery znikają na dworcu w Bydgoszczy. Z uwagi na skalę tego procederu powiadomiona zostaje Komenda Główna; sprawa trafia w końcu na biurko kapitana Żbika, który zostaje koordynatorem działań w skali kraju. Wkrótce też pojawia się on w mieście nad Brdą, w którym w tamtym czasie mieszkał, urodzony w Inowrocławiu, Jerzy Wróblewski. Prawdopodobnie więc nie jest to przypadek, że scenarzysta (być może pod wpływem rysownika) zdecydował się umieścić, choć częściowo, akcję w tym miejscu. Dzięki temu Wróblewski ma okazję, by narysować nie tylko dworzec kolejowy, ale także przedstawić kilka innych ujęć rozbudowującego się w dużym stopniu miasta. Z komentarzy Żbika wynika zresztą, że był tu już wcześniej i że jest zaskoczony tym, jak miasto rozwija się i pięknieje w ostatnich latach. Ale to tylko czysto osobisty wtręt, który niewiele ma wspólnego z intrygą.
Funkcjonariusze MO szybko domyślają się, jaką metodę stosuje złodziej (względnie złodzieje) – i jest to pierwszy krok na drodze do sukcesu. Teraz trzeba jedynie wystawić przynętę i zastawić pułapkę, w którą prędzej czy później wpadnie nieuchwytny dotąd przestępca. W tym celu Żbik sprowadza z Warszawy porucznik Olę, czarującą blondynkę, której rysowanie było zapewne sporą frajdą dla Wróblewskiego. Uroda pani milicjant robi bowiem niezwykłe wrażenie i stawia ją w gronie najpiękniejszych kobiet, jakie można było podziwiać w całej serii. W każdym razie na pewno nie ustępuje ona rudowłosej kustosz muzeum w Waśnicach, czyli pani Danucie Zawadzkiej, która urzekła kapitana Żbika w „Gotyckiej komnacie” (1972). Żałować można jedynie, że porucznik Ola ma do odegrania rolę raczej marginalną, a jej pojawienie się przybiera charakter pretekstowy. Ale co tam, w tak zmaskulinizowanym cyklu komiksowym liczy się nawet taki epizod.
Fabularnie „Kryptonim Walizka”, niestety, nie zachwyca. Nie ma w nim nagłych i zaskakujących zwrotów akcji, bohaterom ani przez moment nie zagraża większe niebezpieczeństwo, a drań kradnący nesesery nie ma w sobie nic demonicznego (żeby przynajmniej okazał się szpiegiem polującym na tajne dokumenty!). Zbigniew Gabiński swoim zwyczajem skupia się na procedurach i technice kryminalistycznej, co na pewno miało swoją wartość poznawczą, ale tym razem – w przeciwieństwie chociażby do „Skody TW 6163” – zabiło emocje. Szkoda tym większa, że z kolei Jerzy Wróblewski wykonał swoje zadanie na medal, z dużą precyzją oddając podobieństwo miejsc, w których umieszczono akcję (vide dawne dworce w Poznaniu i Bydgoszczy). Zaskoczeniem dla czytelników mógł natomiast być fakt, że w rubryce „Za ofiarność i odwagę” znalazła się po raz drugi ta sama – umieszczona wcześniej w zeszycie „Zakręt śmierci” (1973) – historia poświęcona ratującemu dzieci z pożaru sierżantowi MO Antoniemu Bednarkowi. Wykorzystano ten sam opis i dialogi, ale rysunki, mimo że podobne, zostały ewidentnie zrobione od nowa przez Wróblewskiego.
Teraz wróćmy do początku zeszytu. W liście do czytelników kapitan Jan Żbik zwracał tym razem uwagę na bardzo istotny – i wciąż aktualny – problem kultury języka. Powołał się przy tym na sytuację, której był świadkiem kilka dni wcześniej, kiedy spotkał na ulicy (domyślamy się, że w Warszawie) grupkę młodzieży szkolnej. Nastoletni uczniowie używali w rozmowie między sobą języka „plugawego” – „same przekleństwa i ordynarne wyrazy”. Nie omieszkał zwrócić im z tego powodu uwagę, uświadomić ich, że źle czynią, co – jeśli wierzyć Żbikowi – spotkało się ze zrozumieniem i skruchą ze strony młodzieży oraz wyrażoną na koniec spotkania obietnicą, że więcej tak robić nie będą. Cóż, Wam także z miejsca przychodzi na myśl grany przez Stanisława Mikulskiego „wujek Dobra Rada”, czyli porucznik MO Lech Ryś z „Misia” (1980) Stanisława Barei? Kolejnym „bonusem” jest, pojawiająca się w „Żbikach” autorstwa Gabińskiego, notka o technikach kryminalistycznych; tym razem możemy poczytać o badaniach materiałów biologicznych (krew, skóra, kości czy włosy) pozostawianych przez przestępców (ale i zwierzęta) na miejscu zdarzenia. W „Kronice MO” z kolei przedstawiono proces tworzenia struktur milicyjnych na wyzwolonym w końcu stycznia 1945 roku Górnym Śląsku (w Katowicach, Bytomiu, Zabrzu i Chorzowie). Ciekawie brzmi zwłaszcza to zdanie: „Praca była trudna i niebezpieczna, wymagała nie tylko wielu wyrzeczeń i poświęceń, ale również doświadczenia politycznego z uwagi na specyficzną sytuację polityczną oraz działalność band reakcyjnego podziemia”.
koniec
23 kwietnia 2017

Komentarze

24 IV 2017   13:47:47

Moje wydanie "Walizki" (prawdopodobnie z 1978 roku) miało w jednym miejscu zła kolejność rysunkow/stron.
Akcja podróży agentów pociągami jest jednak tak "poszarpana" (ciekawy efekt narratorski),
że zauważyłem to dopiero po którymś tam czytaniu zeszytu.
;-)

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Karola los wzniosły, los podły
Tomasz Nowak

24 IX 2020

Pamiętacie Johnhny′ego Rottena wykrzykującego dramatyczne pytanie: Kto zabił Bambi? Okazuje się, że to nie jedyne prawdziwie dramatyczne pytanie popkultury. Jest choćby taki Karol. Ba, powstał poświęcony mu w całości komiks! Ale jedyna wiedza o nim pochodzi z tytułu „Mówili na niego Karol”. Nadal więc pytamy, kim on właściwie jest? A odpowiedź, że to trup wcale nas nie zadowala.

więcej »

Wracamy do Teksasu, tam nie ma ropy
Marcin Osuch

23 IX 2020

Prawie dziesięć lat temu, przy okazji serii zbiorczych „Lucky Luke’ów” w rozmiarze szkolnych zeszytów, wyraziłem nadzieję, że przyjdzie czas, gdy wszystkie te historie zostaną wydane tak jak zostały do tego stworzone, w formacie A4. Od kilku lat Egmont wznawia całą serię właśnie w tym kształcie i ostatnio przyszedł czas na tom osiemnasty – „W cieniu wież wiertniczych”.

więcej »

Cokolwiek ci zrobi, nie krzycz
Marcin Knyszyński

22 IX 2020

Dziś znowu czytamy „Sin City”. Poznaliśmy już brutalnego Marva i poharatanego psychicznie Dwighta. Obaj byli antybohaterami pełną gębą, nie różnili się zbytnio od bandziorów, którym stawiali czoła. Dziś spotkamy Johna Hartigana, pierwszego jednoznacznie pozytywnego mieszkańca Miasta Grzechu – zdecydowanie najmniej cynicznego i zepsutego. Być może dlatego cierpi najbardziej.

więcej »

Polecamy

Komiks, którego nie było

Podziemny front:

Komiks, którego nie było
— Konrad Wągrowski

Bitwa o szyny
— Konrad Wągrowski

Dobry Niemiec
— Konrad Wągrowski

Granat do studzienki, czyli najśmielsza akcja bojowa
— Konrad Wągrowski

Po twarzy poznasz konfidenta
— Konrad Wągrowski

Wybuch w burdelu
— Konrad Wągrowski

Zobacz też

Tegoż twórcy

Gdy milicji przydaje się pomoc…
— Sebastian Chosiński

Nadzieja w Montanie
— Sebastian Chosiński

Krótko o komiksach: Winchestery i bandyci
— Marcin Osuch

Krótko o komiksach: Kapitan Żbik - Wiszący rower
— Marcin Osuch

Esensja czyta dymki: Luty 2018 (2)
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

Nasz człowiek w Rio Klawo
— Konrad Wągrowski

Wróblewski był pierwszy!
— Sebastian Chosiński

Esensja czyta dymki: Październik 2017
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Po prostu Relax!
— Marcin Osuch

O kowboju, co kulom się nie kłaniał
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.