Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 września 2020
w Esensji w Esensjopedii

‹Wielka Kolekcja DC #17: Harley Quinn: Preludia i Fantazje›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWielka Kolekcja DC #17: Harley Quinn: Preludia i Fantazje
Data wydaniakwiecień 2017
Wydawca Eaglemoss
CyklWielka Kolekcja DC
Cena39,99
Gatuneksuperhero
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk

DC Comics: Więcej niż tylko dziewczyna Jokera
[„Wielka Kolekcja DC #17: Harley Quinn: Preludia i Fantazje” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Harley Quinn bez wątpienia była najmocniejszą stroną zeszłorocznego filmu „Legion samobójców”, co sprawiło, że nieoczekiwanie wskoczyła do pierwszej ligi przeciwników Batmana. O tym, jak wyglądało jej życie przed tym zdarzeniem można przekonać się sięgając po siedemnasty tom Wielkiej Kolekcji Komiksów DC Comics „Harley Quinn: Preludia i fantazje”.

Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

DC Comics: Więcej niż tylko dziewczyna Jokera
[„Wielka Kolekcja DC #17: Harley Quinn: Preludia i Fantazje” - recenzja]

Harley Quinn bez wątpienia była najmocniejszą stroną zeszłorocznego filmu „Legion samobójców”, co sprawiło, że nieoczekiwanie wskoczyła do pierwszej ligi przeciwników Batmana. O tym, jak wyglądało jej życie przed tym zdarzeniem można przekonać się sięgając po siedemnasty tom Wielkiej Kolekcji Komiksów DC Comics „Harley Quinn: Preludia i fantazje”.

‹Wielka Kolekcja DC #17: Harley Quinn: Preludia i Fantazje›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWielka Kolekcja DC #17: Harley Quinn: Preludia i Fantazje
Data wydaniakwiecień 2017
Wydawca Eaglemoss
CyklWielka Kolekcja DC
Cena39,99
Gatuneksuperhero
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Ustalmy to od razu – komiks ten czyta się bardzo przyjemnie, a niektóre pomysły scenarzysty Karla Kesela na prawdę potrafią zaintrygować i sprawić, że ma się wrażenie, iż chciał stworzyć coś więcej, niż tylko zabawną historyjkę. Harley Quinn okazała się na tyle malowniczą postacią, że bez problemu udźwignęła ciężar głównej postaci. Pomógł jej w tym oddział barwnych charakterów pojawiających się na drugim planie. A wszystko to bez udziału Batmana (w pełnym rynsztunku).
A teraz po pochwale czas na wbijanie szpil, albowiem w pewnym sensie „Preludia i fantazje” okazują się lektura rozczarowującą. I nie chodzi tylko o to, że otrzymujemy otwarte zakończenie bez sfinalizowania wielu wątków. W końcu to tylko siedem epizodów serii, która doczekała się 38 odcinków. Mam jednak wrażenie, że Kesel tworząc scenariusz nie mógł zdecydować się, czy chce pójść na całość i napisać psychodeliczne, zabawne czytadło, w którym humor mieszałby się z makabrą (powiedzmy, że nieodległe klimatem od mniej krwawych poczynań Lobo), czy też pod płaszczykiem satyry zamierzał przemycić garść gorzkich refleksji.
Za tym pierwszym przemawia druga część tomu, kiedy to Quinn z uśmiechem na ustach zaczyna realizować swój plan pozostania pełnoprawną negatywna bohaterką Gotham, której nikt nie kojarzyłby z Jokerem. Dużo tu się dzieje, Harley sypie czerstwymi żartami, a zarówno scenarzysta, jak i rysownik bawią się formą (na przykład w pewnym momencie kreska staje się niebezpiecznie cartonnetwoorkowa, by za chwilę wrócić do normy). Niestety jest to mniej ciekawa odsłona „Preludiów i fantazji”. Choć nabijanie się z superbohaterów w czasie babskiego wieczoru organizowanym przez Harley, na którym pojawiają się takie znakomitości, jak Catwoman i Poison Ivy, może się podobać, to już napad na dom Bruce′a Wayne′a należy do tych bardziej sztampowych zagrań.
Zdecydowanie lepiej wypada jednak pierwsza część komiksu, w której Quinn odkrywa, że uwolniony przez nią z Arkham Joker nie odwzajemnia jej wielkiego uczucia. Do tego dochodzi świadomość, że nie jest zaliczana do panteonu największych złoczyńców nawiedzających Gotham (zabrakło jej nawet w poświęconym superłotrom parku rozrywki). Była więc szansa na rozbudowanie osobowości Harley, by udowodnić, że faktycznie zasługuje na osobną serię. Do tego należy dodać dramaty postaci drugoplanowych. Tu na pierwszy plan na pewno wyłania się koleś, który chce przyłączyć się do gangu, ponieważ uważa, że wygląda jak Joker. Choć i tak wszystkich kasuje jeden z pomocników złoczyńcy, który otwarcie przyznaje, że nie lubi przemocy, ale ma żonę i dziecko i chce ich wyrwać z biedy – jeśli nawet nie za pomocą kradzieży, to po jego śmierci rodzina będzie mogła wydać jego skrupulatnie prowadzony pamiętnik. Jeśli książki Masy piszącego o polskiej mafii stały się bestsellerami, to co dopiero działoby się z opublikowanymi wspomnieniami wspólnika największego wroga Batmana!
Ciekawym zabiegiem jest także rozwój romansu naszej bohaterki z Poison Ivy… a właściwie jego braku. Bluszcz bowiem jest jej aniołem stróżem, ale póki co wygląda to na platoniczną miłość, albowiem serce Harley wciąż należy do Jokera. Choć przez cały czas udaje, że tak nie jest.
Równie niejednoznaczny stosunek, co do scenariusza mam do oprawy graficznej. Terry Dodson (tusz kładzie jego żona – Rachel, to się dopiero nazywa udany związek!) prezentuje niezbyt lubiany przeze mnie kreskówkowy styl, który tu jednak jest do zaakceptowania z racji bezpośredniego nawiązania do początków Harley Quinn, która jako jedna z nielicznych zadebiutowała właśnie w serialu animowanym, a nie na kartach komiksu. Poza tym trzeba uczciwie przyznać, że Dodson wie, jak zwizualizować męskie fantazje, albowiem sama Quinn, jak i większość kobiet przewijających się w tej historii wygląda co najmniej obłędnie seksownie (ze szczególnym wskazaniem na niemal nagie zabójczynie Bonnie Hoffman i Carmen Leno). Z drugiej strony mamy do czynienia z fatalnie narysowanym Jokerem i mocno niedorobionym Two Face′em. Natomiast Bruce Wayne zyskał facjatę włoskiego aktora przedwojennego kina z wyjątkowo krzaczastymi brwiami.
Na deser otrzymujemy 12 zeszyt „The Batman Adventures”, czyli komiksowy debiut Harley Quinn. Jeśli podobały wam się animowane przygody Batmana, to i tę pozycję pokochacie. Nie tylko za podobną kreskę, ale również za zwięzłą, przygodową fabułę.
Jak już wspomniałem, „Preludia i fantazje” są bardzo udanym czytadłem, choć chciałoby się, by bardziej pogłębiono psychologiczny aspekt szaleństwa Harley. Ale być może to tylko ja mam wygórowane oczekiwania, albowiem wszystko i tak jest przecież żartem.
koniec
29 kwietnia 2017

Komentarze

29 IV 2017   15:59:41

Taka ciekawostka: Joker :)

A nie, jak w recenzji, Jocker.

30 IV 2017   12:14:01

Tak to jest gdy oddaje się tekst na ostatnią chwilę. Dziękuję za zwrócenie uwagi. Poprawione.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Karola los wzniosły, los podły
Tomasz Nowak

24 IX 2020

Pamiętacie Johnhny′ego Rottena wykrzykującego dramatyczne pytanie: Kto zabił Bambi? Okazuje się, że to nie jedyne prawdziwie dramatyczne pytanie popkultury. Jest choćby taki Karol. Ba, powstał poświęcony mu w całości komiks! Ale jedyna wiedza o nim pochodzi z tytułu „Mówili na niego Karol”. Nadal więc pytamy, kim on właściwie jest? A odpowiedź, że to trup wcale nas nie zadowala.

więcej »

Wracamy do Teksasu, tam nie ma ropy
Marcin Osuch

23 IX 2020

Prawie dziesięć lat temu, przy okazji serii zbiorczych „Lucky Luke’ów” w rozmiarze szkolnych zeszytów, wyraziłem nadzieję, że przyjdzie czas, gdy wszystkie te historie zostaną wydane tak jak zostały do tego stworzone, w formacie A4. Od kilku lat Egmont wznawia całą serię właśnie w tym kształcie i ostatnio przyszedł czas na tom osiemnasty – „W cieniu wież wiertniczych”.

więcej »

Cokolwiek ci zrobi, nie krzycz
Marcin Knyszyński

22 IX 2020

Dziś znowu czytamy „Sin City”. Poznaliśmy już brutalnego Marva i poharatanego psychicznie Dwighta. Obaj byli antybohaterami pełną gębą, nie różnili się zbytnio od bandziorów, którym stawiali czoła. Dziś spotkamy Johna Hartigana, pierwszego jednoznacznie pozytywnego mieszkańca Miasta Grzechu – zdecydowanie najmniej cynicznego i zepsutego. Być może dlatego cierpi najbardziej.

więcej »

Polecamy

Komiks, którego nie było

Podziemny front:

Komiks, którego nie było
— Konrad Wągrowski

Bitwa o szyny
— Konrad Wągrowski

Dobry Niemiec
— Konrad Wągrowski

Granat do studzienki, czyli najśmielsza akcja bojowa
— Konrad Wągrowski

Po twarzy poznasz konfidenta
— Konrad Wągrowski

Wybuch w burdelu
— Konrad Wągrowski

Zobacz też

Z tego cyklu

Klasyczny dramat o miłości, zbrodni i zemście
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Poczęcie Damiana
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Minus dziesięć do Punktów Poczytalności
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ziemskie okno życia
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Catwoman w Sin City
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Telefony, telefony…
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

…i po świętach
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Święta, święta…
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Kobieta ich bije…
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tata w opałach
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż autora

Uważaj na przyjaciół swoich
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Elfy najeżdżają Polskę
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

50 najlepszych filmów o żywych trupach według czytelników Esensji
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Moon Knight nad kukułczym gniazdem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Autor, który zbyt się spieszył
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wakacyjny leksykon filmów o żywych trupach. Część 9
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Geniusze i przeciętniacy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wakacyjny leksykon filmów o żywych trupach. Część 8
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zakuj, zdaj… nie zgiń
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wakacyjny leksykon filmów o żywych trupach. Część 7
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.