Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 24 września 2020
w Esensji w Esensjopedii

Jerzy Bednarczyk, Jerzy Wróblewski
‹Kapitan Żbik #38: SP-139-WA zaginął!›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKapitan Żbik #38: SP-139-WA zaginął!
Scenariusz
Data wydania1975
RysunkiJerzy Wróblewski
Wydawca Sport i Turystyka
CyklKapitan Żbik
Gatunekkryminał
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk

Kapitan Żbik: „Zeppelin” pod Warszawą
[Jerzy Bednarczyk, Jerzy Wróblewski „Kapitan Żbik #38: SP-139-WA zaginął!” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„SP-139-WA zaginął!” to chyba najbardziej „rozgadany” zeszyt z przygodami kapitana Żbika. Dialogi dominują tu zdecydowanie nad stroną graficzną, na dodatek fabularnie też dzieje się sporo. Utrudnia to oczywiście odbiór komiksu, ale nie obniża jego oceny. Wręcz przeciwnie, raczej rodzi żal, że wydawcy nie zdecydowali się opowiedzieć tej historii w dwóch – albo i nawet trzech – częściach.

Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: „Zeppelin” pod Warszawą
[Jerzy Bednarczyk, Jerzy Wróblewski „Kapitan Żbik #38: SP-139-WA zaginął!” - recenzja]

„SP-139-WA zaginął!” to chyba najbardziej „rozgadany” zeszyt z przygodami kapitana Żbika. Dialogi dominują tu zdecydowanie nad stroną graficzną, na dodatek fabularnie też dzieje się sporo. Utrudnia to oczywiście odbiór komiksu, ale nie obniża jego oceny. Wręcz przeciwnie, raczej rodzi żal, że wydawcy nie zdecydowali się opowiedzieć tej historii w dwóch – albo i nawet trzech – częściach.

Jerzy Bednarczyk, Jerzy Wróblewski
‹Kapitan Żbik #38: SP-139-WA zaginął!›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKapitan Żbik #38: SP-139-WA zaginął!
Scenariusz
Data wydania1975
RysunkiJerzy Wróblewski
Wydawca Sport i Turystyka
CyklKapitan Żbik
Gatunekkryminał
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Dla scenarzysty Jerzego Bednarczyka było to drugie podejście do kapitana Żbika; wcześniej do spółki z pułkownikiem MO Zbigniewem Gabińskim stworzył jeden z najlepszych zeszytów w całej serii, czyli „Skodę TW 6163” (1973). Nad „SP-139-WA zaginął!” pracował już samodzielnie. Przypomnijmy: Bednarczyk był znany już wówczas jako reżyser filmów dokumentalnych oraz (współ)scenarzysta kilku fabuł wojenno-sensacyjnych; wiedział więc, jak konstruować narrację w taki sposób, aby zaciekawić widza. Co sprawdziło się także w przypadku komiksu. Tym bardziej że, choć akcja działa się oczywiście współcześnie (to jest w połowie lat 70. XX wieku), autor zahaczył również o bliski mu okres drugiej wojny światowej. Przywołał bowiem niezwykle interesujący epizod, który powszechnie znany stał się dopiero przed dekadą za sprawą nagrodzonego Oscarem dramatu „Fałszerze” Austriaka Stefana Ruzowitzky’ego.
A wszystko zaczyna się bardzo niewinnie. Trzej chłopcy – Emil, Piotr i Marek – są zapalonymi modelarzami; popołudniami, po lekcjach, uczęszczają na zajęcia do pracowni modelarskiej w Pałacu Młodzieży (będącym częścią Pałacu Kultury i Nauki). Budują zdalnie sterowany samolot, z którym za kilka dni mają wziąć udział w zawodach. Kiedy wychodzą do domu, jest już późno. Jeden z chłopców, który rozdzielił się od kolegów, zostaje zaatakowany na ulicy przez chuliganów; chcą od niego pieniędzy na alkohol. Zaalarmowani jego wołaniem, przybiegają dwaj pozostali, pojawia się też – idealnie w punkt – milicyjna nyska. W efekcie opryszkowie, nie chcąc wylądować w „pace”, rozbiegają się. Ale jeszcze wrócą! Tymczasem następnego dnia młodzi konstruktorzy wybierają się ze swoim instruktorem, panem Władysławem, za miasto, aby wypróbować samolot. Niestety, pogoda jest wyjątkowo niesprzyjająca; z pietyzmem budowany model ginie w śnieżnej chmurze i nie sposób go odnaleźć.
Za radą instruktora nastolatkowie zamieszczają ogłoszenie w gazecie. Co przynosi pożądany skutek. Po dwóch dniach do Emila dzwoni mieszkający pod Warszawą Franek, który zauważył samolot zahaczony o barkę stojącą na zamarzniętym Zalewie Zegrzyńskim. Emil postanawia nie zwlekać i jedzie po model wcześnie rano, jeszcze przed lekcjami. Na wskazany przez Franka stateczek dostaje się po lodzie. Jakież więc jest zdziwienie chłopca spod Warszawy, kiedy po południu widzi, że samolot tkwi wciąż w tym samym miejscu. Na szczęście dostał od przyjezdnego numer telefonu do Marka i teraz natychmiast go zawiadamia. Parę godzin później cała trójka – Marek, Piotr i Franek – dostaje się na barkę i… uwalnia zamkniętego w jednej z kajut Emila, który opowiada im, co się stało. Że został złapany przez wyjątkowo podejrzanych mężczyzn. Zdziwienie chłopca jest jeszcze większe, kiedy znajduje niezwykle cenny, wydrukowany w 1906 roku, znaczek pocztowy. To „Zeppelin”, którego wartość sięga nawet tysiąca dolarów (według przelicznika sprzed czterdziestu lat!).
Chłopcy – uświadomieni lekturą wcześniejszych zeszytów o przygodach Żbika – nie zwlekają z powiadomieniem milicji. Sprawa trafia na biurko samego kapitana, który zarządza oględziny barki. Bandytów wprawdzie już tam nie ma, ale pozostawili po sobie masę śladów, w tym resztki farby drukarskiej, jaka używana była na terenie Niemiec przed wojną. Podejrzenie, że przestępcy „produkowali” fałszywe znaczki pocztowe nasuwa się więc samo. Ale skąd mają odpowiedni materiał? Skąd tak specyficzne umiejętności? Odpowiedzi na te pytania można zdobyć tylko, zagłębiając się w przeszłość. Choć z pomocą przychodzi też zwykłe szczęście. Milicjantom udaje się bowiem zatrzymać w Warszawie niejakiego „Kawkę”, uciekiniera z poprawczaka – jednego z tych, którzy zaczepili młodego modelarza przed PKiN-em, który obecny był także na barce, kiedy przetrzymywano tam Emila. Teraz wystarczy już tylko po nitce do kłębka dotrzeć do pozostałych.
Nie jest to jednak wcale takie proste. Wymaga od kapitana Żbika wielu zabiegów, w które funkcjonariusz MO wciąga też młodziutkiego Emila – wszak chłopiec jest jedyną osobą, która widziała twarze pozostałych z poszukiwanych przestępców. Rysownik Jerzy Wróblewski nie miał tym razem prostego zadania. Musiał uporać się z masą tekstu, na dodatek mając do dyspozycji zaledwie trzydzieści jeden plansz. A „mięsa fabularnego” starczyłoby spokojnie na dwa, nawet trzy zeszyty. I trochę szkoda, że wydawcy nie zdecydowali się na rozbicie tej opowieści na więcej odcinków. Wyszłoby to na dobre także czytelnikom. Historia zyskałaby więcej oddechu; byłoby też miejsce, aby rozbudować kilka interesujących wątków pobocznych, zwłaszcza zaś tego, który nawiązywał do drugiej wojny światowej i słynnej akcji o kryptonimie Bernhard, polegającej na fałszowaniu przez więźniów obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen brytyjskich funtów i amerykańskich dolarów. A tak zabrakło miejsca, tym bardziej że Bednarczyk nie ograniczał swej wyobraźni i oddał w ręce grafika opowieść z dużym rozmachem.
Temu zeszytowi towarzyszyły aż cztery dodatki. Najmniej interesujący był „list kapitana Żbika”, w którym bohater komiksu po raz kolejny – wcześniej zrobił to już w „Niewygodnym świadku” (1973) – zachęcał młodzież do wstępowania w szeregi Milicji Obywatelskiej i Służby Bezpieczeństwa. Tym razem jednak rozpisał się na dobre, bardzo szczegółowo wyjaśniając, jakie towarzyszą temu obostrzenia i jakie należy spełnić kryteria. W rubryce „Nauka i technika w służbie MO” przybliżono czytelnikom wykorzystanie przez funkcjonariuszy mikroskopów elektronowych. To musiało robić w 1975 roku wrażenie, zwłaszcza że – jak napisano – „obecnie buduje się już wysokonapięciowe mikroskopy elektronowe dające powiększenie rzędu 100.000 razy”. Ufff! Pod takim mikroskopem zobaczyć można dosłownie wszystko. Bohaterem historii przedstawionej w „Za ofiarność i odwagę” był tym razem Mieczysław Cybula, sierżant MO z Brzeska, który 12 lutego 1972 roku uratował z pożaru, który był skutkiem wybuchu gazu ulatniającego się z kuchenki, pięćdziesięcioletnią Kazimierę Orlińską i jej matkę. Z kolei w „Kronice MO” przedstawiono wydarzenia, jakie miały miejsce zimą i wiosną 1945 roku na Opolszczyźnie. Chodziło oczywiście o tworzenie struktur MO w tym regionie oraz o walkę z niedobitkami wehrmachtowskimi i gestapowskimi, jak również z polskim reakcyjnym podziemiem. Dziwić może tylko – z perspektywy czasu – wtręt o wyzwoleniu Opola po „wielowiekowej niewoli”. Cóż, na tym właśnie polegała propaganda – robieniu wody z mózgu.
koniec
7 maja 2017

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Wracamy do Teksasu, tam nie ma ropy
Marcin Osuch

23 IX 2020

Prawie dziesięć lat temu, przy okazji serii zbiorczych „Lucky Luke’ów” w rozmiarze szkolnych zeszytów, wyraziłem nadzieję, że przyjdzie czas, gdy wszystkie te historie zostaną wydane tak jak zostały do tego stworzone, w formacie A4. Od kilku lat Egmont wznawia całą serię właśnie w tym kształcie i ostatnio przyszedł czas na tom osiemnasty – „W cieniu wież wiertniczych”.

więcej »

Cokolwiek ci zrobi, nie krzycz
Marcin Knyszyński

22 IX 2020

Dziś znowu czytamy „Sin City”. Poznaliśmy już brutalnego Marva i poharatanego psychicznie Dwighta. Obaj byli antybohaterami pełną gębą, nie różnili się zbytnio od bandziorów, którym stawiali czoła. Dziś spotkamy Johna Hartigana, pierwszego jednoznacznie pozytywnego mieszkańca Miasta Grzechu – zdecydowanie najmniej cynicznego i zepsutego. Być może dlatego cierpi najbardziej.

więcej »

Skąd jesteś, Ziemianko?
Tomasz Nowak

21 IX 2020

Wszystkich cierpliwie śledzących przez lata wzloty i upadki „Armady” od zawsze dręczyło pytanie o pochodzenie Navis. I oto, w oczekiwanej od trzech lat, dwudziestej odsłonie sagi, prawda zostaje ujawniona. Nareszcie! Choć wypada bardziej prozaicznie, niż można by oczekiwać.

więcej »

Polecamy

Komiks, którego nie było

Podziemny front:

Komiks, którego nie było
— Konrad Wągrowski

Bitwa o szyny
— Konrad Wągrowski

Dobry Niemiec
— Konrad Wągrowski

Granat do studzienki, czyli najśmielsza akcja bojowa
— Konrad Wągrowski

Po twarzy poznasz konfidenta
— Konrad Wągrowski

Wybuch w burdelu
— Konrad Wągrowski

Zobacz też

Tegoż twórcy

Gdy milicji przydaje się pomoc…
— Sebastian Chosiński

Nadzieja w Montanie
— Sebastian Chosiński

Krótko o komiksach: Winchestery i bandyci
— Marcin Osuch

Krótko o komiksach: Kapitan Żbik - Wiszący rower
— Marcin Osuch

Esensja czyta dymki: Luty 2018 (2)
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

Nasz człowiek w Rio Klawo
— Konrad Wągrowski

Wróblewski był pierwszy!
— Sebastian Chosiński

Esensja czyta dymki: Październik 2017
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Po prostu Relax!
— Marcin Osuch

O kowboju, co kulom się nie kłaniał
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.