Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 24 września 2020
w Esensji w Esensjopedii

Gou Tanabe
‹H.P. Lovecraft: Kolor z innego wszechświata›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
100,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułH.P. Lovecraft: Kolor z innego wszechświata
Scenariusz
Data wydania10 maja 2017
RysunkiGou Tanabe
Wydawca Studio JG
Cena29,99
Gatunekmanga
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk

Kolor cierpienia
[Gou Tanabe „H.P. Lovecraft: Kolor z innego wszechświata” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Stwierdzenie, że niedoceniany za życia Howard Phillips Lovecraft stał się dziś kultowym autorem odciskającym swe piętno na niemal całej współczesnej kulturze popularnej już od dawna jest truizmem. Będące jego obsesją plugawe potwory skryte w morskich głębinach, pradawni bogowie, upadłe cywilizacje oraz intruzi z odległych wszechświatów należą dziś do kanonicznego zestawu tematów opowieści grozy, a wielu autorów w mniej lub bardziej otwarty sposób nawiązuje do twórczości samotnika z Providence.

Paweł Ciołkiewicz

Kolor cierpienia
[Gou Tanabe „H.P. Lovecraft: Kolor z innego wszechświata” - recenzja]

Stwierdzenie, że niedoceniany za życia Howard Phillips Lovecraft stał się dziś kultowym autorem odciskającym swe piętno na niemal całej współczesnej kulturze popularnej już od dawna jest truizmem. Będące jego obsesją plugawe potwory skryte w morskich głębinach, pradawni bogowie, upadłe cywilizacje oraz intruzi z odległych wszechświatów należą dziś do kanonicznego zestawu tematów opowieści grozy, a wielu autorów w mniej lub bardziej otwarty sposób nawiązuje do twórczości samotnika z Providence.

Gou Tanabe
‹H.P. Lovecraft: Kolor z innego wszechświata›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
100,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułH.P. Lovecraft: Kolor z innego wszechświata
Scenariusz
Data wydania10 maja 2017
RysunkiGou Tanabe
Wydawca Studio JG
Cena29,99
Gatunekmanga
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Swoją przygodę z utworami Lovecrafta kontynuuje również Tanabe Gou. Po mandze „Ogar i inne opowieści” otrzymujemy adaptację jednego z najbardziej znanych i docenianych opowiadań mistrza grozy – „Kolor z innego wszechświata”. O ile trzy opowiadania z pierwszego tomu powstały w latach 1920-1922, o tyle tym razem mangaka sięga po opowiadanie z roku 1927 – z okresu, których uchodzi za najważniejszy w twórczości Lovecrafta. Warto odnotować, że pomiędzy napisaniem opowiadań stanowiących podstawę obu tomów w życiu Lovecrafta miało miejsce wiele ważnych zdarzeń kształtujących jego twórczość. Przede wszystkim w roku 1924, ku zaskoczeniu wielu swoich znajomych, samotnik z Providence nie tylko się ożenił, ale także opuścił rodzinne miasto, z którego do tej pory wyjeżdżał tylko sporadycznie i zazwyczaj na krótko. Wraz ze swoją żoną Sonią Greene przez dwa lata mieszkał mianowicie w Nowym Jorku. Był to niezwykle trudny dla niego okres, gdy kończące się kolejnymi niepowodzeniami poszukiwania stałego zatrudnienia, przeplatały się z traumatycznymi doświadczeniami kształtującymi – kontrowersyjne z dzisiejszej perspektywy – poglądy autora. Po powrocie zaczął pisać najważniejsze w swoim dorobku dzieła składające się na tzw. „mitologię Cthulhu”, w których wielu interpretatorów doszukuje się dziś przejawów rasizmu Lovecrafta będącego rezultatem nowojorskich doświadczeń.
O ile w pierwszym tomie mangi Tanabe Gou zawarte były przepełnione grozą opowieści o pradawnych cywilizacjach pozostawiających na ziemi potworne ślady swej bytności („Świątynia”, „Ogar”, „Zapomniane miasto”), o tyle tym razem kluczową rolę odgrywa strach przed tajemniczymi istotami z odległych galaktyk. „Kolor z innego wszechświata” to w gruncie rzeczy studium nieokreślonego lęku oraz narastającej bezsilności wobec mocy o nieznanym pochodzeniu, znajdującej się poza ludzkimi możliwościami poznawczymi. Śledzimy tu mianowicie przygnębiające i przerażające losy bogobojnej rodziny Gardnerów, zamieszkującej górzyste tereny gdzieś na zachód od Arkham. Wszystkie nieszczęścia, jakie ich dotknęły, zapoczątkował meteoryt, który spadł na teren sadu Nahuma Gardnera. Natury tego obiektu nie byli w stanie ustalić nawet uczeni z pobliskiego Uniwersytetu Miskatonik. O całym zdarzeniu prawdopodobnie szybko by zapomniano, gdyby nie to, że po tym jak meteoryt zniknął, zaczęły się dziać rzeczy straszne. Początkowo nic nie zapowiadało tragedii. Drzewa w sadzie Nahuma obrodziły rzadkiej urody, ogromnymi owocami i gospodarz cieszył się spodziewanymi zbiorami. Radość właściciela sadu była jednak krótka, bo okazało się, że są one całkowicie niejadalne. Roślinność i zwierzęta z okolicy, w której spadł meteoryt również zaczęły przejawiać właściwości sprzeczne z naturą, a nad całym terenem unosiła się trudna do opisania, fascynująca i przerażająca zarazem poświata. Można byłoby zapewne powiedzieć, że tereny te zaczęły wyglądać pięknie, gdyby nie to, że urągające naturze deformacje trwożyły okolicznych mieszkańców i sprawiały, że zaczęli oni stopniowo odwracać się od rodziny Gardnerów. Mijały miesiące a Nahum Garnder, jego żona i trzech synów również zaczęli ulegać straszliwej i nieuchronnej przemianie.
Tanabe Gou w intrygujący sposób kreuje tę duszną i złowieszczą atmosferę, choć oczywiście buduje ją za pomocą zupełnie innych środków od tych, jakimi po mistrzowsku posługiwał się Lovecraft. Mangowa adaptacja jego prozy – zupełnie pozbawionej dialogów oraz gęstej od ornamentowych opisów niemożliwych do nazwania zjawisk przyrodniczych – stanowiła nie lada wyzwanie, z którego autor wybrnął obronną ręką. W zgodzie z duchem opowieści samotnika z Providence, Gou skoncentrował się na wyeksponowaniu tragedii człowieka, który choć jest raz po raz boleśnie doświadczany przez los, nie podejmuje żadnych starań, by zmienić swoją sytuację. Narastająca apatia samego Nahuma oraz całej jego rodziny jest niezwykle poruszająca. Przywiązany do swojej ziemi człowiek cierpliwie znosi wszelkie niedogodności i nawet przez chwilę nie rozważa najbardziej – mogłoby się zdawać – oczywistej opcji, czyli opuszczenia przeklętego terenu. Wbrew wszelkim okolicznościom trwa i bezradnie obserwuje, jak jego życie rozpada się na kawałki pod wpływem tajemniczej i nieuchwytnej siły o nieznanym pochodzeniu. W tych cierpieniach towarzyszy mu czytelnik, zastanawiając się dlaczego ten człowiek nie przerwie tego pasma udręk. Czemu, dla dobra swojej rodziny, nie porzuci przeklętego ternu i nie ucieknie.
Do stworzenia złowieszczej atmosfery w znacznym stopniu przyczyniają się mroczne rysunki Tanbe Gou. Autor z duża dbałością o szczegóły odtwarza zarówno niezwykłe krajobrazy, jak i przerażenie malujące się na twarzach bohaterów. Kadrowanie jest – podobnie zresztą jak oparta na opisach proza Lovecrafta – dość statyczne, co pozwala skoncentrować się na detalach. Autor skupia się na wykreowaniu niepokojącego klimatu za pomocą odpowiedniej gry światła i cienia. Rysunki utrzymane są w mrocznej tonacji, którą mangaka uzyskuje za pomocą dużych ilości tuszu i rastrów o zróżnicowanej fakturze wzbogacanych precyzyjnym kreskowaniem. Szczególne wrażenie robią próby uchwycenia wymykającego się opisowi koloru, który stanowi kluczową - choć określaną jedynie przez analogie - figurę stylistyczną w opowiadaniu Lovecrafta. O ile pisarz mógł mówić o nim, jako o czymś, co „mieniło się roztęczem najobłędniejszych odcieni jakiejś schorzałej barwy pierwotnej, nieznanej w ziemskiej palecie barw”, o tyle rysownik musiał jednak jakoś to zjawisko ukazać na czarnobiałych rysunkach. Wydaje się, że mangaka znalazł dobre rozwiązanie kontrastując fosforyzujące światło z zalegającymi wokół ciemnościami raz za pomocą białego tuszu nakładanego na czarne powierzchnie, raz za pomocą delikatnie różniących się odcieni szarości.
„Kolor z innego wszechświata” w interpretacji Tanabe Gou stanowi interesującą adaptację dzieła Lovecrafta. Autorowi udało się odtworzyć atmosferę narastającego lęku oraz sprzecznej z naturą grozy. Mieszanka przerażenia i zniechęcenia, jaka staje się udziałem rodziny Gardnerów została ukazana w bardzo sugestywny sposób, a powolny i nieubłagany proces popadania w obłęd oraz kolejne fazy społecznej marginalizacji są bardzo przekonujące. Podczas lektury mangi warto koncentrować się właśnie na tej atmosferze, a nie na sekwencji zdarzeń mających doprowadzić do jakiegoś spektakularnego finału. Najbardziej znaczące nie jest tu bowiem zakończenie, ale wszystko to, co do niego prowadzi. Warto delektować się sugestywnymi obrazami stworzonymi przez Tanabe Gou, a po skończonej lekturze koniecznie trzeba sięgnąć po opowiadanie Lovecrafta.
koniec
26 maja 2017

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Wracamy do Teksasu, tam nie ma ropy
Marcin Osuch

23 IX 2020

Prawie dziesięć lat temu, przy okazji serii zbiorczych „Lucky Luke’ów” w rozmiarze szkolnych zeszytów, wyraziłem nadzieję, że przyjdzie czas, gdy wszystkie te historie zostaną wydane tak jak zostały do tego stworzone, w formacie A4. Od kilku lat Egmont wznawia całą serię właśnie w tym kształcie i ostatnio przyszedł czas na tom osiemnasty – „W cieniu wież wiertniczych”.

więcej »

Cokolwiek ci zrobi, nie krzycz
Marcin Knyszyński

22 IX 2020

Dziś znowu czytamy „Sin City”. Poznaliśmy już brutalnego Marva i poharatanego psychicznie Dwighta. Obaj byli antybohaterami pełną gębą, nie różnili się zbytnio od bandziorów, którym stawiali czoła. Dziś spotkamy Johna Hartigana, pierwszego jednoznacznie pozytywnego mieszkańca Miasta Grzechu – zdecydowanie najmniej cynicznego i zepsutego. Być może dlatego cierpi najbardziej.

więcej »

Skąd jesteś, Ziemianko?
Tomasz Nowak

21 IX 2020

Wszystkich cierpliwie śledzących przez lata wzloty i upadki „Armady” od zawsze dręczyło pytanie o pochodzenie Navis. I oto, w oczekiwanej od trzech lat, dwudziestej odsłonie sagi, prawda zostaje ujawniona. Nareszcie! Choć wypada bardziej prozaicznie, niż można by oczekiwać.

więcej »

Polecamy

Komiks, którego nie było

Podziemny front:

Komiks, którego nie było
— Konrad Wągrowski

Bitwa o szyny
— Konrad Wągrowski

Dobry Niemiec
— Konrad Wągrowski

Granat do studzienki, czyli najśmielsza akcja bojowa
— Konrad Wągrowski

Po twarzy poznasz konfidenta
— Konrad Wągrowski

Wybuch w burdelu
— Konrad Wągrowski

Zobacz też

Tegoż twórcy

Ciemność widzę
— Paweł Ciołkiewicz

„Nie umarło, co spoczywać w uśpieniu wieki całe może”
— Paweł Ciołkiewicz

Tegoż autora

Nic nie jest tak skomplikowane, jak się wydaje
— Paweł Ciołkiewicz

Ratunku!!! Człowieki atakują!
— Paweł Ciołkiewicz

Abrakadabra to czary i magia…
— Paweł Ciołkiewicz

Duchy umarłych
— Paweł Ciołkiewicz

My name is Brazil. Bruno Brazil
— Paweł Ciołkiewicz

Droga nienawiści to droga do pustki
— Paweł Ciołkiewicz

Czarująca feeria
— Paweł Ciołkiewicz

Witajcie w Blackwood College
— Paweł Ciołkiewicz

Nic nie może przecież wiecznie trwać
— Paweł Ciołkiewicz

Rewolwerowcy i potwory
— Paweł Ciołkiewicz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.