Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 maja 2020
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CXCVI

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Jerzy Bednarczyk, Zbigniew Gabiński, Jerzy Wróblewski
‹Kapitan Żbik #41: Wodorosty i pasożyty cz.2›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKapitan Żbik #41: Wodorosty i pasożyty cz.2
Scenariusz
Data wydania1976
RysunkiJerzy Wróblewski
Wydawca Sport i Turystyka
CyklKapitan Żbik
Gatunekkryminał
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk

Kapitan Żbik: Nie straszni nam szpiedzy z Zachodu!
[Jerzy Bednarczyk, Zbigniew Gabiński, Jerzy Wróblewski „Kapitan Żbik #41: Wodorosty i pasożyty cz.2” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Mająca swe premierowe wydanie w połowie lat 70. ubiegłego wieku dylogia „Wodorosty i pasożyty” robiła wielkie wrażenie. Przede wszystkim dlatego, że opowiadała klasyczną historię szpiegowską, kojarzącą się zazwyczaj z filmami sensacyjnymi ze zgniłego Zachodu. Na dodatek na kartach komiksu można było zobaczyć „wielki świat”, do którego przeciętny obywatel Polski Ludowej nie miał dostępu.

Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Nie straszni nam szpiedzy z Zachodu!
[Jerzy Bednarczyk, Zbigniew Gabiński, Jerzy Wróblewski „Kapitan Żbik #41: Wodorosty i pasożyty cz.2” - recenzja]

Mająca swe premierowe wydanie w połowie lat 70. ubiegłego wieku dylogia „Wodorosty i pasożyty” robiła wielkie wrażenie. Przede wszystkim dlatego, że opowiadała klasyczną historię szpiegowską, kojarzącą się zazwyczaj z filmami sensacyjnymi ze zgniłego Zachodu. Na dodatek na kartach komiksu można było zobaczyć „wielki świat”, do którego przeciętny obywatel Polski Ludowej nie miał dostępu.

Jerzy Bednarczyk, Zbigniew Gabiński, Jerzy Wróblewski
‹Kapitan Żbik #41: Wodorosty i pasożyty cz.2›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKapitan Żbik #41: Wodorosty i pasożyty cz.2
Scenariusz
Data wydania1976
RysunkiJerzy Wróblewski
Wydawca Sport i Turystyka
CyklKapitan Żbik
Gatunekkryminał
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Życie w PRL-u raziło siermiężnością. Zwłaszcza w latach 60. XX wieku, to jest w czasach Władysława Gomułki. I chociaż w następnej dekadzie, czyli za „panowania” jego następcy, Edwarda Gierka, Polska Ludowa otworzyła się na świat – to „otwarcie” było tak naprawdę dostępne nielicznym. Większość musiała zadowolić się możliwością kupna „małego fiata” bądź radzieckiego kolorowego telewizora marki „Rubin”. W sklepach pojawiła się Pepsi i gumy do żucia z Kaczorem Donaldem. A to jednak było trochę za mało, aby poczuć się pełnoprawnym obywatelem Europy. Zwłaszcza gdy mieszkało się w blokach z wielkiej płyty. Gdy więc w zachodnich filmach widziało się normalny świat, rodziła się ekscytacja nim. Podobnie było w przypadku komiksów. Czytelnicy „Kapitana Żbika” po raz pierwszy przeżyli to uczucie przy okazji publikacji pięcioczęściowej serii zapoczątkowanej „Zapalniczką z pozytywką” (1970-1971), po raz drugi – pięć lat później, gdy ukazały się podzielone na dwa zeszyty „Wodorosty i pasożyty”.
Przypomnijmy: to klasyczna historia dotycząca szpiegostwa przemysłowego. Mający siedzibę w Paryżu międzynarodowy koncern „Colourtrust” chce za wszelką cenę zdobyć genialny wynalazek polskiego inżyniera Stefana Gajdy – farbę antykorozyjną „Stega”, która sprawia, że na kadłubach statków pływających po morzach i oceanach nie osiadają żadne paskudztwa. Wychodząc z założenia, że podczas uczciwego przetargu mogą zostać przebici przez konkurencję, postanawiają pójść na skróty i wynajmują agencję szpiegowską „Interscience”. To ludzie bez skrupułów. Są gotowi sięgnąć po każdy środek prowadzący do celu. A jednak z Gajdą coś im nie wychodzi. Włamanie do jego willi w Juracie nie przynosi pożądanych efektów; nie udaje się również wciągnąć inżyniera w aferę kryminalną podczas jego pobytu na kongresie naukowym w Paryżu. W efekcie szef agencji postanawia zaktywizować piękną Krystynę Körkö, która wraz ze swoim mężem Ismetem (pochodzącym z przedwojennej Polski Tatarem) ma zdobyć zaufanie Stefana.
I to się małżeństwu Körkö udaje. Druga część komiksu zaczyna się od wspólnego powrotu Gajdy, Krystyny i Ismeta z Francji do Polski (jak do tego doszło, jest oczywiście wyjaśnione w części pierwszej). W czasie podróży nawiązują ze sobą tak bliskie relacje, że inżynier nie ma żadnych obiekcji, aby przedstawić nowych znajomych swej narzeczonej, lekarce Ewie. Ta jest urzeczona zwłaszcza Krystyną. Bez obaw i żadnych podejrzeń Gajda zaprasza panią Körkö do Gdyni na oficjalny pokaz działania wymyślonej przez niego farby, a potem – w ramach rewanżu – przyjmuje wraz z Ewą zaproszenie do ich domku nad jeziorem. Nie wiedząc oczywiście, że to bardzo podstępnie obmyślona pułapka. Na szczęście nad wszystkim jednak czuwa kapitan Żbik, który z bezpiecznej odległości przygląda się rozwojowi sytuacji, aby w odpowiednim momencie wkroczyć do akcji i ratować z pajęczyny utkanej przez przebiegłych kapitalistów „złote dziecko” polskiej nauki.
Trzeba przyznać, że scenarzyści „Wodorostów i pasożytów”, panowie Jerzy Bednarczyk i Zbigniew Gabiński, przyłożyli się do swego zadania. Ich historia, choć podporządkowana wymogom propagandy Gierkowskiej, jest bardzo zgrabna i zajmująca. Szpiedzy z Zachodu nie są wcale idiotami, których łatwiej wystrychnąć na dudków niż pensjonarkę z prowincji. Choć – dodajmy gwoli ścisłości – nie są też Einsteinami. Ich plan mimo wszystko od pewnego momentu zaczyna się sypać. Ale czy to może dziwić, skoro za swoich przeciwników mają, nawet o tym nie wiedząc, kapitana Żbika i pułkownika Czeladkę, którzy najprawdopodobniej bez większego zachodu wyprowadziliby w pole nawet cały zastęp agentów Jej Królewskiej Mości z licencją na zabijanie… Najistotniejsze jednak, że czyta się ten komiks z prawdziwym zainteresowaniem, a dylematy głównych bohaterów – Gajdy i jego narzeczonej – sprawiają, że długo mamy wątpliwości, czy nie ulegną podszeptom wrogów socjalistycznej ojczyzny.
Do poziomu scenariusza dopasował się także rysownik. Jerzy Wróblewski lubił podobne klimaty; mógł wtedy sobie troszkę pofolgować, rysując w prawdziwie zachodnim stylu. Postaci związane z „Colourtrustem” czy „Interscience” mają ten kapitalistyczny sznyt, nawet jeśli ostre rysy twarzy mają świadczyć przede wszystkim o ich paskudnym charakterze. Do drugiej części „Wodorostów i pasożytów” dorzucono oczywiście wszystkie klasyczne bonusy. Jest więc „orędzie” Żbika do czytelników, w którym po raz kolejny zachęca on młodzież do nauki i studiów w szkołach podoficerskich i wyższych, kształcących przyszłych milicjantów i esbeków. Jest „Nauka i technika w służbie MO”, tym razem poświęcona wykorzystaniu fotografii w kryminalistyce (nie tylko w celu identyfikacji poszukiwanych przestępców). Jest „Kronika MO”, z której dowiadujemy się, że mimo wielkiego wzrostu wykrywalności przestępstw w latach 70., wciąż jeszcze nie udało się zwalczyć wszystkich ich źródeł, to jest alkoholizmu, demoralizacji i pasożytnictwa. Jest wreszcie „Za ofiarność i odwagę” – z opowieścią o bohaterskim czynie członka ORMO Tadeusza Nastarowicza, który 16 lipca 1972 roku z zalewu nieopodal Rawy Mazowieckiej uratował topiące się dwie dorosłe kobiety i dwoje dzieci.
koniec
28 maja 2017

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Szczęście kruche jak porcelana, czyli dziwna niechęć do rysowania nóg
Agnieszka ‘Achika’ Szady

25 V 2020

Tajemniczy wynalazca, potrafiący tworzyć ożywione istoty z porcelany, przygarnia małoletnią złodziejkę. Co może pójść nie tak? Albo raczej: który z co najmniej trzech przewidywalnych tragicznych scenariuszy się ziści?

więcej »

Za Troy!
Paweł Ciołkiewicz

24 V 2020

Można było się tego spodziewać – drugi tom wydania zbiorczego „Odysei Lanfeusta” znów przynosi solidną porcję zwariowanych przygód okraszonych dosadnym i dwuznacznym humorem. Dla miłośników fantasy to nadal lektura obowiązkowa. Niezobowiązująca i bezpretensjonalna rozrywka na najwyższym poziomie.

więcej »

Pilot śmigłowca: Pożegnanie z Rosińskim
Marcin Osuch

24 V 2020

Rok 1976 był przełomowy w karierze Grzegorza Rosińskiego. Wystartował magazyn „Relax”, gdzie rysownikowi zaproponowano stanowisko kierownika artystycznego. Do tego doszły kontakty z wydawcami belgijskimi i perspektywa kariery na rynku frankofońskim. To oznaczało rezygnację z niektórych zobowiązań w Polsce, między innymi z „Pilota śmigłowca”.

więcej »

Polecamy

Pożegnanie z Rosińskim

Pilot śmigłowca:

Pożegnanie z Rosińskim
— Marcin Osuch

Rozkaz to rozkaz
— Marcin Osuch

Kapitan zmienia trasę
— Marcin Osuch

Latający dyliżans
— Marcin Osuch

Nie lataj, synku, nisko i powoli
— Marcin Osuch

Zobacz też

Tegoż twórcy

Gdy milicji przydaje się pomoc…
— Sebastian Chosiński

Nadzieja w Montanie
— Sebastian Chosiński

Krótko o komiksach: Winchestery i bandyci
— Marcin Osuch

Krótko o komiksach: Kapitan Żbik - Wiszący rower
— Marcin Osuch

Esensja czyta dymki: Luty 2018 (2)
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

Nasz człowiek w Rio Klawo
— Konrad Wągrowski

Wróblewski był pierwszy!
— Sebastian Chosiński

Esensja czyta dymki: Październik 2017
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Po prostu Relax!
— Marcin Osuch

O kowboju, co kulom się nie kłaniał
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.