Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 28 listopada 2021
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CCXI

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

John Arcudi, Eric Canete
‹Superbohaterowie Marvela #8: Power Man›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSuperbohaterowie Marvela #8: Power Man
Scenariusz
Data wydania12 kwietnia 2017
RysunkiEric Canete
PrzekładMateusz Jankowski
Wydawca Hachette
CyklSuperbohaterowie Marvela
ISBN978-83-2820-948-0
Format160s. 170×260mm; oprawa twarda
Cena39,99
Gatuneksuperhero
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Marvel: W afro, czy z łysiną?
[John Arcudi, Eric Canete „Superbohaterowie Marvela #8: Power Man” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Power Man (pod tym pseudonimem kryje się Luke Cage) to obecnie chyba najpopularniejszy czarnoskóry bohater Marvela. Jednak w Polsce nie mieliśmy okazji poznać jego solowych przygód. W ósmym tomie sytuację tę stara się ratować kolekcja Superbohaterowie Marvela.

Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Marvel: W afro, czy z łysiną?
[John Arcudi, Eric Canete „Superbohaterowie Marvela #8: Power Man” - recenzja]

Power Man (pod tym pseudonimem kryje się Luke Cage) to obecnie chyba najpopularniejszy czarnoskóry bohater Marvela. Jednak w Polsce nie mieliśmy okazji poznać jego solowych przygód. W ósmym tomie sytuację tę stara się ratować kolekcja Superbohaterowie Marvela.

John Arcudi, Eric Canete
‹Superbohaterowie Marvela #8: Power Man›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSuperbohaterowie Marvela #8: Power Man
Scenariusz
Data wydania12 kwietnia 2017
RysunkiEric Canete
PrzekładMateusz Jankowski
Wydawca Hachette
CyklSuperbohaterowie Marvela
ISBN978-83-2820-948-0
Format160s. 170×260mm; oprawa twarda
Cena39,99
Gatuneksuperhero
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Luke Cage nie był pierwszym Czarnym superbohaterem, ale dzięki serialowi Netflixa stał się prawdziwą gwiazdą, deklasując Czarną Panterę. Król Wakandy jak na razie zaliczył tylko drugoplanową rolę w filmie o Kapitanie Ameryce. Cage wygrywa z nim (a także z Falconem) w jeszcze jednej kategorii, a mianowicie przeciętnemu nastolatkowi (nawet Białemu) łatwiej jest się identyfikować z gościem, rozprawiającym się gołymi pięściami z przestępczym podziemiem Harlemu, niż z władcą fikcyjnego afrykańskiego państwa, czy skrzydlatym członkiem Avengers.
Tradycyjnie SM prezentuje przekrojowe historie poświęcone tytułowej postaci. Na początku otrzymujemy więc opowieść z lat 70., by następnie przejść do bardziej współczesnej (z 2010 roku). Tym razem brakuje jednak zeszytu, w którym Power Man zadebiutował, czyli „Luke Cage, Hero for Hire # 1” z 1972 roku, ale chętni mogą go znaleźć w 110 tomie Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela „Początki Marvela: Lata siedemdziesiąte”. Zamiast tego mamy cztery pierwsze numery połączonych serii „Power Man” i „Iron Fist” ze scenariuszem Chrisa Claremonta i rysunkami aż trzech legend komiksu: Johna Byrne′a, Mike′a Zecka i Sala Buscemy.
Pierwsze lata przygód Luke′a Cage′a stanowiły mieszankę tradycyjnego komiksu superbohaterskiego z popularnych w latach 70. nurtem kina blaxploitation. Był on skierowany do Afroamerykanów zamieszkujących duże miasta. Cechowała go nie tylko intensywna brutalność, ale wprost odwoływał się do stereotypów, które z dzisiejszego punktu widzenia wydają się wręcz rasistowskie. Nie inaczej jest w omawianym komiksie, gdzie bezpardonowo używa się określeń „czarnuch” i „bambus”, co we współczesnych publikacjach natychmiast spotkałoby się z ostrą reakcją organizacji walczących o równouprawnienie.
Sam Cage również padł ofiarą mody lat 70. Być może kiedyś to robiło wrażenie, ale dziś afro, tandetny diadem na czole i żółta koszula z głębokim dekoltem w stylu macho i sztywnym kołnierzem, wywołują lekki uśmieszek politowania. Warto przy okazji zauważyć, że image Iron Fista jest o wiele bardziej uniwersalny i od debiutu nie przeszedł jakiejś radykalnej metamorfozy.
Oldschoolowy jest także scenariusz Claremonta, w którym głównymi przeciwnikami są roboty do złudzenia przypominające ludzi. Czyli standard. Co prawda pojawiło się kilka intrygujących wątków (których zdradzenie oznaczałoby zepsucie przyjemności czytania), ale mimo znajomości konwencji, z tyłu głowy wciąż miałem pytanie, skąd osoba pociągająca za sznurki ma na to wszystko pieniądze. To nie pierwszy genialny konstruktor w historii Marvela, ale tym razem twórca zdecydowanie zaszalał.
Mniej więcej w połowie komiksu przeskakujemy o parę dekad i spotykamy zupełnie innego Luke′a Cage′a, czyli takiego, jakiego odwzorowano w serialu. Jest łysy, umięśniony, z lekkim zarostem i porzucił efekciarski strój superbohatera. Przyznam, że w tej wersji lubię go o wiele bardziej. Jedyne, czego mi brakuje, to tej specyficznej, twardzielskiej postawy z lat 70. Tu bowiem nie tylko złagodził język, ale w gruncie rzeczy stał się pantoflarzem, który bardziej niż przestępców boi się gniewu swej małżonki – Jessiki Jones.
Nie zmienia to faktu, że trzyodcinkowe „Miasto bez litości” ze scenariuszem Johna Arcudiego i rysunkami Erica Canete′a i Pepe Larraza jest o wiele ciekawsze, niż pierwsza historia. Nie ma tu wymyślnych robotów i innych futurystycznych zagrożeń. W zamian pojawiają się jak najbardziej realne problemy, typu wojny gangów, handel narkotykami i nieczyste interesy, polegające na spekulacjach i zastraszaniu. Cage idealnie pasuje do takich sytuacji, o wiele bardziej, niż do walki z kosmicznymi zagrożeniami, którym stawia czoło jako członek kolejnego wcielenia Avengers.
Przyznaję, że kiedy po raz pierwszy przekartkowałem tę pozycję, odrzuciła mnie jej strona graficzna, będąca mieszanką brudu i bezkompromisowości rodem z undergroundu, a przaśnością i pastiszem Cartoon Network. A jednak w przedziwny sposób uzupełnia ona scenariusz i już po przeczytaniu pierwszych stron, stałem się fanem takiego stylu. A tak zupełnie na marginesie, ciekawe, czy okładka zdobiąca pierwszy zeszyt tylko przypadkiem przypomina manierę Mike′a Mignoli przy „Hellboyu”, czy to zamierzona inspiracja?
Co tu dużo mówić, Power Man na pewno zasługiwał na swój własny komiks w ramach Superbohaterów Marvela, a że jego początkowe przygody związane są nierozerwalnie z czasami, w jakich zadebiutował, nie można z tego robić żelaznego zarzutu. Na pewno warto prześledzić ewolucję, jaką przeszła ta postać od momentu powstania. A że całość przez to jest dość nierówna, to trudno. Taką przyjęto formułę kolekcji (która mi bardzo odpowiada).
koniec
3 czerwca 2017

Komentarze

04 VI 2017   17:24:46

A nie Czarna Pantera?

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Klasyka przygodowa: Go east!
Marcin Osuch

28 XI 2021

Można długo dyskutować na temat tego, która powieść Juliusza Verne’a jest najpopularniejsza. Bez wątpienia jednak „W 80 dni dookoła świata” będzie w ścisłej czołówce. A w przeciwieństwie do omawianych wcześniej „Wyspy skarbów” i „Podróży Gulliwera”, jest wielce prawdopodobne, że duża część czytelników Esensji (i nie tylko) ma za sobą lekturę tej książki.

więcej »

Ach, ta Cicca!
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

27 XI 2021

Jedno jest pewne: adnotacja, że trzeci tom serii „Cicca Dum-Dum” (tak, jak poprzednie) jest przeznaczony dla dorosłego czytelnika, nie jest wcale przesadzona. Na każdej stronie znajdziecie tu bowiem porcję większej lub mniejszej pikanterii.

więcej »

Krótko o komiksach: Pod ochroną kruka
Agnieszka ‘Achika’ Szady

26 XI 2021

Magia voodoo, zdolności paranormalne oraz typowe problemy amerykańskiej młodzieży w sympatycznym komiksie dla małych i dużych (ale najlepiej średnich). „Raven” (czyli „Kruk”) to komiks z serii „Młodzi Tytani”, której bohaterami są licealiści obdarzeni jakimś rodzajem supermocy.

więcej »

Polecamy

Łatwe trudnego początki

Polscy podróżnicy:

Łatwe trudnego początki
— Marcin Osuch

Kumpel Mickiewicza
— Marcin Osuch

Prototyp Zagłoby
— Marcin Osuch

Wspomnienia jak żyła złota
— Marcin Osuch

Być jak Kmicic
— Marcin Osuch

Zobacz też

Z tego cyklu

Game over, man, game over!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dużo szumu i do domu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Kosmos taki wielki, a Avengers malutcy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Hail Kapitanie!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Burzy zmysłów nie ma
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ubogi klon
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Przyjdzie Galactus i wyrówna
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pół na pół
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

A co ty robiłeś w 2013 roku?
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tak niewielu decyduje za tak wielu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż twórcy

Kiedy nie wiadomo o co chodzi…
— Marcin Osuch

Tegoż autora

Ach, ta Cicca!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Starzeć się z godnością
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tradycja i postmodernizm
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Po komiks marsz: Listopad 2021
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Sławomir Grabowski, Marcin Knyszyński, Marcin Osuch

Poznajmy ich jeszcze raz
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

12 najbardziej szokujących morderstw Michaela Myersa
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

A Ty co robiłeś tamtego dnia?
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zielona skóra, w której żyje
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pęknięta porcelana
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Prawdziwy Venom, to ten z Eddiem Brockiem!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.