Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 maja 2020
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CXCVI

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Władysław Krupka, Jerzy Wróblewski
‹Kapitan Żbik #44: Tajemnicze światło›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKapitan Żbik #44: Tajemnicze światło
Scenariusz
Data wydania1977
RysunkiJerzy Wróblewski
Wydawca Sport i Turystyka
CyklKapitan Żbik
Gatunekkryminał
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk

Kapitan Żbik: Nadzorca z trzeciego planu
[Władysław Krupka, Jerzy Wróblewski „Kapitan Żbik #44: Tajemnicze światło” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„Nie ma litości dla tych, co czynią ohydę” – śpiewał przed laty w jednym ze swoich solowych projektów Kazik Staszewski. Tym bardziej dla tych, którzy krzywdzą znajdujące się pod ochroną zwierzęta. Jak chociażby jelenia Jacka, który padł ofiarą kłusowników w poprzednim odcinku serii. W jego bezpośredniej kontynuacji, „Tajemniczym świetle”, Władysław Krupka opisuje ciąg dalszy zmagań leśniczego Piotra z nawiedzającymi jego las bandytami.

Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Nadzorca z trzeciego planu
[Władysław Krupka, Jerzy Wróblewski „Kapitan Żbik #44: Tajemnicze światło” - recenzja]

„Nie ma litości dla tych, co czynią ohydę” – śpiewał przed laty w jednym ze swoich solowych projektów Kazik Staszewski. Tym bardziej dla tych, którzy krzywdzą znajdujące się pod ochroną zwierzęta. Jak chociażby jelenia Jacka, który padł ofiarą kłusowników w poprzednim odcinku serii. W jego bezpośredniej kontynuacji, „Tajemniczym świetle”, Władysław Krupka opisuje ciąg dalszy zmagań leśniczego Piotra z nawiedzającymi jego las bandytami.

Władysław Krupka, Jerzy Wróblewski
‹Kapitan Żbik #44: Tajemnicze światło›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKapitan Żbik #44: Tajemnicze światło
Scenariusz
Data wydania1977
RysunkiJerzy Wróblewski
Wydawca Sport i Turystyka
CyklKapitan Żbik
Gatunekkryminał
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wydawcy „Kapitana Żbika” zazwyczaj dbali o to, aby tematyka kolejnych komiksów serii wpisywała się w moment ich ukazania się w sprzedaży. Gdy więc zbliżały się (bądź już trwały) wakacje, bohaterowie najczęściej wypoczywali właśnie od szkolnych obowiązków. Było to o tyle istotne, iż nierzadko fabule podporządkowane były również „listy” kapitana do czytelników. Jaki bowiem sens miałyby ostrzeżenia przed pożarami lasów, gdyby zeszyt trafił do kiosków „Ruchu” na przykład w listopadzie lub w lutym? Należy zatem założyć, że „Tajemnicze światło” – odcinek rozwijający wątki, jakie pojawiły się w „Kto zabił Jacka?” (1976) – znalazł się w sprzedaży późną wiosną bądź wczesnym latem 1977 roku. Choć biorąc pod uwagę cuda, jakie potrafiła wyprawiać peerelowska poligrafia, nikt chyba sobie za to nie da ręki (ani tym bardziej głowy) uciąć.
Przypomnijmy pokrótce, co wydarzyło się w poprzedniej części. Do leśniczówki Olszówka, którą zawiaduje inżynier Piotr, przyjeżdżają krewni z Warszawy, w tym przede wszystkim dwie nastoletnie dziewczynki Magda i Agnieszka. Szybko znajdują one wspólny język ze swoim kuzynostwem, czyli dziećmi leśniczego – nad wiek dojrzałym Jankiem i Martą. Przyjezdni łączą przyjemne z pożytecznym, to jest wypoczynek z pomocą w doglądaniu dzikich zwierząt w lesie. Niestety, spokój wszystkich nadzwyczaj burzy dramatyczne wydarzenie – okrutne (i nie ma w tym ani krzty przesady) zabójstwo, którego ofiarą pada zaprzyjaźniony z dziećmi jeleń Jacek. Bez najmniejszych wątpliwości odpowiadają za to kłusownicy, którzy od jakiegoś czasu grasują w okolicy. Oni także prawdopodobnie odpowiadają za śmierć rolnika we wsi Borówkowo, które właśnie starają się wyjaśnić kapitan Żbik i porucznik Michał.
A jak rozwinęła się fabuła w części drugiej trylogii? Po odnalezieniu Jacka Piotr odsyła wszystkie dzieci do leśniczówki, a sam bada miejsce zdarzenia. Widzi na trawie ślady opon, które prowadzą do leśnej drogi, by potem stać się niewidocznymi. To skłania go do przekonania, że za przestępstwem stoją nie miejscowi, ale przyjezdni; ci pierwsi nie potrzebowaliby przecież samochodu. Sprawa jest na tyle poważna, że Piotr musi jak najszybciej powiadomić swoich przełożonych w nadleśnictwie, koło łowieckie, a nade wszystko komendanta miejscowego posterunku w Jabłonkach. Na przeszkodzie staje mu jednak kolejne nieprzewidziane zdarzenie. Bronek, chłopiec patrolujący las z wieży obserwacyjnej, dostrzega dym i natychmiast informuje o tym leśniczego. Piotr wraz ze wszystkimi dziećmi udaje się we wskazane miejsce, aby ugasić ogień. Akcja kończy się powodzeniem.
I chociaż do rozwoju fabuły wątek ten zbytnio się nie przyczynia, to jednak stanowi dla scenarzysty całkiem zgrabny pretekst, dzięki któremu może on wygłosić kilka istotnych formułek – włożonych przede wszystkim w usta leśniczego i jego syna – dotyczących ochrony przeciwpożarowej lasów. Brzmią one wprawdzie bardzo drętwo, ale nie zapominajmy ani przez moment, kto był ich autorem – major Milicji Obywatelskiej. Lecz nie to jest przecież najważniejsze. Chociaż z opóźnieniem, Piotr dociera w końcu do Jabłonek, gdzie ma okazję spotkać się z kapitanem Żbikiem. Od niego dowiaduje się o nowych okolicznościach sprawy, uzyskuje też zapewnienie, że niebawem funkcjonariusz z Warszawy pojawi się w leśniczówce, aby przyjrzeć się sprawie na miejscu. Żbik nie jest jednak jedynym śledczym prowadzącym dochodzenie w sprawie kłusownictwa; za wyjaśnienie sprawy biorą się bowiem również… Janek i Bronek. I to właśnie oni dokonują zaskakującego odkrycia, które następnie skłania ich do nocnej wyprawy do lasu pod niewiedzę dorosłych.
W „Tajemniczym świetle” Żbik jest tak naprawdę postacią drugo-, jeśli nawet nie trzecioplanową. Owszem, dużo się o nim mówi, ale na kartach komiksu pojawia się zaledwie dwukrotnie – w czasie wspomnianego już spotkania w komisariacie w Jabłonkach oraz w samym finale. Na plan pierwszy wybijają się natomiast Janek i jego ojciec – to na nich spoczywa główny ciężar fabuły, oni popychają akcję do przodu, oni poddają milicjantom pod rozwagę nowe tropy. Chociaż, gwoli ścisłości, Władysław Krupka buduje na marginesie opowiadanej przez siebie historii przekonanie, że Żbik w rzeczywistości wie znacznie więcej, niż jest o tym mowa. A tym samym, że trzyma rękę na pulsie, nic nie pozostawiając przypadkowi i w żaden sposób nie narażając cywilów. Ile w tym prawdy, okaże się w części ostatniej, czyli w zeszycie zatytułowanym „W potrzasku” (tytuł zresztą wyjaśnia już niemal wszystko). Od strony fabularnej „Tajemnicze światło” prezentuje się nieco ciekawiej niż „Kto zabił Jacka?”. Mimo młodzieżowego charakteru, sytuacja staje się coraz poważniejsza, a groza gęstnieje. Groza tym większa, że w finale zeszytu jest mowa o… zbliżających się ku końcowi wakacjach.
List Żbika (Krupki) do czytelników dopasowany jest oczywiście do tematyki komiksu. Kapitan apeluje więc do młodzieży, by ta opiekowała się dzikimi zwierzętami, broniąc ich przed „ludzkim okrucieństwem i bezmyślnością”. Przy okazji, podpierając się autorytetem biskupa (sic!) Ignacego Krasickiego, podkreśla wagę obyczaju łowieckiego i etyki myśliwskiej, które wykluczają kłusownictwo. Jego słowa pozostają w zasadzie aktualne po dziś dzień. W rubryce „Nauka i technika w służbie MO” przybliżone zostało urządzenie służące do kontroli ustawienia świateł głównych pojazdów samochodowych. Brzmi nudnie? I taki też jest ten tekst. Można powątpiewać, czy ktokolwiek – poza samym autorem – był w stanie przeczytać go do końca (no, może jeszcze cenzor dopuszczający komiks do druku).
W „Za ofiarność i odwagę” przedstawione zostało dramatyczne zdarzenie, jakie miało miejsce 24 kwietnia 1974 roku w Skarżysku Kamiennej: idąca do pracy Regina Przydatek potknęła się na torach kolejowych wprost przed nadjeżdżającym pociągiem ekspresowym, co niechybnie zakończyłoby się tragedią, gdyby nie przytomność umysłu niejakiej Reginy Kowalik, która w ostatniej chwili odciągnęła nieprzytomną kobietę w bezpieczne miejsce. Na deser natomiast czytelnicy otrzymali laurkę poświęconą istniejącej od 1956 roku w Iwicznej pod Warszawą Szkole Ruchu Drogowego. Dowiedzieli się z niej między innymi, że uczący się tam funkcjonariusze mogą korzystać z sal wykładowych, specjalistycznych gabinetów, unikalnych pomocy dydaktycznych i najnowocześniejszego sprzętu, w tym motocykli marki „Honda”!
koniec
25 czerwca 2017

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Szczęście kruche jak porcelana, czyli dziwna niechęć do rysowania nóg
Agnieszka ‘Achika’ Szady

25 V 2020

Tajemniczy wynalazca, potrafiący tworzyć ożywione istoty z porcelany, przygarnia małoletnią złodziejkę. Co może pójść nie tak? Albo raczej: który z co najmniej trzech przewidywalnych tragicznych scenariuszy się ziści?

więcej »

Za Troy!
Paweł Ciołkiewicz

24 V 2020

Można było się tego spodziewać – drugi tom wydania zbiorczego „Odysei Lanfeusta” znów przynosi solidną porcję zwariowanych przygód okraszonych dosadnym i dwuznacznym humorem. Dla miłośników fantasy to nadal lektura obowiązkowa. Niezobowiązująca i bezpretensjonalna rozrywka na najwyższym poziomie.

więcej »

Pilot śmigłowca: Pożegnanie z Rosińskim
Marcin Osuch

24 V 2020

Rok 1976 był przełomowy w karierze Grzegorza Rosińskiego. Wystartował magazyn „Relax”, gdzie rysownikowi zaproponowano stanowisko kierownika artystycznego. Do tego doszły kontakty z wydawcami belgijskimi i perspektywa kariery na rynku frankofońskim. To oznaczało rezygnację z niektórych zobowiązań w Polsce, między innymi z „Pilota śmigłowca”.

więcej »

Polecamy

Pożegnanie z Rosińskim

Pilot śmigłowca:

Pożegnanie z Rosińskim
— Marcin Osuch

Rozkaz to rozkaz
— Marcin Osuch

Kapitan zmienia trasę
— Marcin Osuch

Latający dyliżans
— Marcin Osuch

Nie lataj, synku, nisko i powoli
— Marcin Osuch

Zobacz też

Tegoż twórcy

Gdy milicji przydaje się pomoc…
— Sebastian Chosiński

Nadzieja w Montanie
— Sebastian Chosiński

Krótko o komiksach: Winchestery i bandyci
— Marcin Osuch

Krótko o komiksach: Kapitan Żbik - Wiszący rower
— Marcin Osuch

Esensja czyta dymki: Luty 2018 (2)
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

Nasz człowiek w Rio Klawo
— Konrad Wągrowski

Wróblewski był pierwszy!
— Sebastian Chosiński

Esensja czyta dymki: Październik 2017
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Po prostu Relax!
— Marcin Osuch

O kowboju, co kulom się nie kłaniał
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.