Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 24 lutego 2018
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CLXXIII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Kapitan Żbik: Tarzan w leśnej kniei

Esensja.pl
Esensja.pl
Zamknięcie „trylogii leśnej” rozczarowuje. Poprzednimi zeszytami, choć też nie należały one do arcydzieł, mimo wszystko udało się Władysławowi Krupce podsycić apetyty na atrakcyjny finał. Tymczasem „W potrzasku” to bardzo sztampowy i fabularnie miałki odcinek serii, w którym naiwność akcji przekracza dozwolone logiką granice.

Władysław Krupka, Jerzy Wróblewski
‹Kapitan Żbik #45: W potrzasku›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKapitan Żbik #45: W potrzasku
Scenariusz
Data wydania1977
RysunkiJerzy Wróblewski
Wydawca Sport i Turystyka
CyklKapitan Żbik
Gatunekkryminał
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Opcje są dwie: albo w Komendzie Głównej Milicji Obywatelskiej, albo w wydawnictwie Sport i Turystyka ktoś miał poważne problemy z arytmetyką. Ewentualnie, mimo że potrafił liczyć, postanowił odtrąbić – na wyrost zresztą – propagandowy sukces. O co chodzi? O pojawiający się na okładce komiku ukośny pasek z informacją: „Zeszyt pięćdziesiąty!”. A nie było tak? Otóż nie! „W potrzasku” było bowiem dopiero… czterdziestym piątym odcinkiem serii. Skąd więc wzięła się ta nieszczęsna „pięćdziesiątka”? Wyjaśnienie, wbrew pozorom, nie jest wcale trudne. Do czterdziestu pięciu premierowych historyjek o kapitanie Żbiku ktoś, nie wiedzieć czemu, zdecydował się doliczyć pięcioczęściową „opowieść bułgarską” (otwartą „Zapalniczką z pozytywką”, natomiast zwieńczoną „Błękitną serpentyną”). Pierwotnie ukazała się ona w latach 1970-1971, a już trzy lata później – jako pierwsza w cyklu – miała swoje wznowienie. I oto pięć brakujących zeszytów.
Ta przewrotna arytmetyka mogła mieć jednak także swoje drugie dno. Mijał bowiem właśnie dziesiąty rok od momentu, kiedy rozpoczęto publikację serii. Otwierająca „Kapitana Żbika”, chociaż wtedy jeszcze tego tytułu nie używano, trzyczęściowa opowieść zatytułowana „Ryzyko” trafiła do sprzedaży w 1968 roku. Była zatem okazja, aby poświętować – wręczyć nagrody, premie, a nawet odnotować ów sukces w resortowym, milicyjnym tygodniku „W służbie narodu” (w numerze ze stycznia 1978). Do tego podwójnego jubileuszu odniósł się również sam kapitan Żbik (czyli Krupka) w liście do czytelników. Znalazła się w nim interesująca informacja na temat nakładów serii. Otóż, jak twierdził bohater komiksu, dotychczasowe części ukazywały się w stu albo stu pięćdziesięciu tysiącach egzemplarzy, co dało w sumie sześć milionów zeszytów. A teraz miało być tylko lepiej, ponieważ od „zeszytu pięćdziesiątego” postanowiono zwiększyć nakład do dwustu tysięcy. Kryzys gospodarczy trwał w najlepsze, ale – jak widać – władza ludowa nie zamierzała rezygnować z krzewienia miłości do Milicji Obywatelskiej wśród najmłodszych.
Poprzednie odcinki „trylogii leśnej” – „Kto zabił Jacka?” (1976) oraz „Tajemnicze światło” (1977) – raziły naiwnością; przebijały pod tym względem chyba nawet „trylogię harcerską”. Należało jednak oczekiwać, że może chociaż w finale cieszący się już od kilku lat emeryturą, a więc raczej nie narzekający na brak wolnego czasu, scenarzysta postara się wymyślić interesujące zakończenie. Nic z tego. Trudno pozbyć się wrażenia, że „mięsa fabularnego” starczyło Krupce co najwyżej na dwa zeszyty, ale on z jakiegoś powodu – jeśli zaś nie wiadomo, o co szło, możemy przyjąć, że z dużym prawdopodobieństwem o pieniądze – podjął decyzję o jej zupełnie niepotrzebnym „rozdęciu” do trzech. W efekcie w zeszycie ostatnim, który – przynajmniej w teorii – powinien być najbardziej ekscytujący, dzieje się niewiele. Poza tym że Żbikowi udaje się wreszcie złapać przestępców. Ale w to, że tak się stanie, nikt przecież nie wątpił.
Po przybyciu do leśniczówki Olszynka Żbik i porucznik Michał wraz z leśniczym Piotrem i jego synem Jankiem planują zasadzkę na kłusowników i złodziei drewna. Janek proponuje, by do całej akcji włączyć jeszcze jego kolegę Bronka, a kiedy przychodzi co do czego, kapitan pozwala nawet na wzięcie udziału w obławie Marcie, młodszej siostrze chłopca. W efekcie specjalne komando, które ma pojmać ludzi podejrzewanych również o zabójstwo rolnika w Borówkowie, składa się z trzech dorosłych (w tym dwóch milicjantów), młodego mężczyzny (o Bronku wiadomo tylko tyle, że jest starszy od Janka, mimo że fizycznie wyglądają na równolatków) oraz dwojga dzieci. Osobliwa ekipa, przyznajcie! Na usprawiedliwienie Żbika można dodać jedynie, że Janka i Martę zainstalowano na wieży obserwacyjnej; nie brali więc oni bezpośredniego udziału w polowaniu na bandytów. Biorąc jednak pod uwagę wszechobecną nieufność resortu wobec obywateli, tego typu zabiegi mogły wzbudzać jedynie uśmieszek politowania. Choć młodzi czytelnicy zapewne podchodzili do podobnych „wkrętów” z dużo mniejszym krytycyzmem, wyrabiając w sobie przekonanie, że nawet jeśli kapitan Żbik jest postacią fikcyjną, to w MO musi być jednak całkiem sporo takich sympatycznych, jak on, funkcjonariuszy, u boku których można przeżyć wspaniałą przygodę. Którzy nie tylko wspinają się po drzewach jak Tarzan, ale potrafiliby również swoimi umiejętnościami zawstydzić najbardziej znanych snajperów z czasów drugiej wojny światowej.
„W potrzasku” opiera się na jednym tylko wątku – obławie na kłusowników, która przynosi niespodziewane efekty. Wystarczy bowiem zarzucić jedną sieć, a wpada w nią cała masa ryb. W sumie to bardzo cieszy, że zabójcy Jacka zostali wreszcie złapani i staną przed sądem, ale na pewno zaskakuje ich naiwność. Żbik i Michał zmuszają bowiem bandytów do przyznania się, nie mając przeciw nim w zasadzie żadnych twardych dowodów. A przynajmniej nie w tym momencie. Na dodatek milicjanci postępują w taki sposób, że z ich metodami każdy doświadczony adwokat rozprawiłby się w sądzie w ciągu zaledwie kilku minut, doprowadzając do natychmiastowego zwolnienia swoich klientów z aresztu. Na szczęście kłusownicy – mocni w gębie – są tchórzami i idiotami i postanawiają sami wyłożyć się milicji na talerzu. Jeszcze większą głupotą popisują się natomiast złodzieje drewna. Ale tych przynajmniej można zrozumieć – to prości chłopi z Podlasia, zdemoralizowani i chciwi, ale trzęsący tyłkiem przed każdą władzą. Taki przynajmniej ich portret odmalowuje Krupka. Jaka nauka płynie z tego odcinka serii? Że pomoc funkcjonariuszom MO to gwarancja niezwykłej przygody, którą wspominać będzie się przez lata. A przynajmniej do momentu, gdy Instytut Pamięci Narodowej znajdzie w archiwach notatkę na ten temat.
„W potrzasku” było jednak – na swój sposób – zeszytem wyjątkowym. Nie tylko dlatego, że „jubileuszowym”. Po raz pierwszy od wielu lat zabrakło w nim bowiem rubryki „Za ofiarność i odwagę”. Zamiast niej pojawił się… drugi list Żbika. Co tak ważnego się wydarzyło, że wydawcy zdecydowali się na tak niemiły dla czytelników zabieg? W pewnym sensie coś, co usprawiedliwia ich krok. Kapitan postanowił zaapelować do młodzieży, by ta zaangażowała się w akcję zbierania surowców wtórnych, dochód z której byłby następnie przekazany na budowę Pomnika-Szpitala Centrum Zdrowia Dziecka. Nie zabrakło natomiast innych stałych rubryk. „Naukę i technikę w służbie MO” poświęcono fotogrametrii, czyli sztuce wykonywania planu sytuacyjnego miejsca zdarzenia (wypadku, przestępstwa, katastrofy czy pożaru), co zdecydowanie ułatwiało pracę dochodzeniową. Z kolei w „Kronice MO” mowa jest o utworzonej w sierpniu 1972 roku Akademii Spraw Wewnętrznych, wyższej szkole kształcącej kadry dla Milicji Obywatelskiej i Służby Bezpieczeństwa. W krótkiej notce omówiono jej strukturę oraz cele działania, zachęcając przy tym dyskretnie do podejmowania tam w przyszłości studiów.
koniec
2 lipca 2017
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Zrzucanie jarzma
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

24 II 2018

Seria „Cyann” nie miała szczęścia. Choć składa się tylko z sześciu tomów, ze względu na piętrzące się problemy z wydawcami, potrzebowała aż dwudziestu jeden lat by się zakończyć. Czytając zbiorcze zestawienie ostatnich dwóch albumów („Korytarze międzyczasu” i „Łagodne światy Aldalaranna”) wydane przez Egmont widać, że nie pozostało to bez wpływu na ich jakość.

więcej »

Nie jestem bohaterem
Marcin Osuch

23 II 2018

Komiks z afrykańskimi przygodami Corto uważałem za najlepszy z dotychczas wydanych w Polsce. Po ponownej lekturze podtrzymuję tę opinię.

więcej »

Pieniądze to nie wszystko
Albert Walczak

22 II 2018

Komiksy o Kaczorze Donaldzie, jak i innych disneyowskich bohaterach postrzegane są głównie jako proste opowieści rysowane z myślą o najmłodszych czytelnikach. Istnieje jednak komiks z kaczką w roli głównej, który potrafi zadowolić nawet najbardziej wymagających fanów historyjek obrazkowych. To oczywiście wyróżnione w 1995 r. prestiżową Nagrodą Willa Eisnera „Życie i czasy Sknerusa McKwacza” Dona Rosy.

więcej »

Polecamy

Koniec nieskończoności

Marvel:

Koniec nieskończoności
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Nieskończoność megalomanii
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ostatnie łowy doktora Octopusa
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Przeczytać Panterę i zapomnieć
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pokręcony komiks
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Warlock raz jeszcze
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Człowiek pociągający za sznurki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pogromca – moja miłość
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Mroczna strona Marvela
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

I ty możesz zostać arachnoidem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Z tego cyklu

Na tropie narkotykowej szajki
— Sebastian Chosiński

Korzeń też psuje się od głowy
— Sebastian Chosiński

Miłość, która prowadzi na manowce
— Sebastian Chosiński

Gdy do akcji wkracza SB, zabawa kończy się
— Sebastian Chosiński

Magik na wiejskim odpuście
— Sebastian Chosiński

Romantyczne tête-à-tête i wargi, które mogą cię zdradzić
— Sebastian Chosiński

Danuta czy Krystyna? – zawodna pamięć Żbika
— Sebastian Chosiński

Gorące plaże Adriatyku
— Sebastian Chosiński

Z Bratysławy do Budapesztu
— Sebastian Chosiński

Niespodziewany awans i afera „Żelazo”
— Sebastian Chosiński

Tegoż twórcy

Nasz człowiek w Rio Klawo
— Konrad Wągrowski

Wróblewski był pierwszy!
— Sebastian Chosiński

Esensja czyta dymki: Październik 2017
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Po prostu Relax!
— Marcin Osuch

O kowboju, co kulom się nie kłaniał
— Sebastian Chosiński

Kowboje i obcy
— Konrad Wągrowski

Esensja czyta dymki: Październik 2016
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

Marynistyczny komiks płaszcza i szpady
— Sebastian Chosiński

Przez prerię wzdłuż i wszerz
— Sebastian Chosiński

Bandyci w Dolinie Królów
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Non omnis moriar: Kolejne oblicze rockowego kameleona
— Sebastian Chosiński

Obyś (nie) żył w takich czasach!
— Sebastian Chosiński

W szponach geparda, łapach goryla i paszczy krokodyla
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Ziemia – planeta wybitnych muzyków
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Prostaczek naszych czasów
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Świat cały w lustrze
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Fragmentaryczność na dwa (kontra)basy
— Sebastian Chosiński

Zdrada czai się pod wodą
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Tam i z powrotem, czyli najpierw na Bali, potem do Sztokholmu
— Sebastian Chosiński

Wróblewski był pierwszy!
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.