Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 13 sierpnia 2020
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CXCVIII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Władysław Krupka, Jerzy Wróblewski
‹Kapitan Żbik #48: Skok przez trzy granice›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKapitan Żbik #48: Skok przez trzy granice
Scenariusz
Data wydania1979
RysunkiJerzy Wróblewski
Wydawca Sport i Turystyka
CyklKapitan Żbik
Gatunekkryminał
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk

Kapitan Żbik: Z Bratysławy do Budapesztu
[Władysław Krupka, Jerzy Wróblewski „Kapitan Żbik #48: Skok przez trzy granice” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Rok musieli czekać wielbiciele kapitana – a w zasadzie już majora – Żbika na kontynuację intrygi zapoczątkowanej „Granatową cortiną”. Wielu z nich zdążyło zapewne w tym czasie zapomnieć, o co w ogóle chodziło. Najważniejsze jednak, że chociaż z dużym poślizgiem, „Skok przez trzy granice” w końcu się ukazał. Szkoda, że na tle wielu innych „kolorowych zeszytów” serii prezentował się słabo.

Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Z Bratysławy do Budapesztu
[Władysław Krupka, Jerzy Wróblewski „Kapitan Żbik #48: Skok przez trzy granice” - recenzja]

Rok musieli czekać wielbiciele kapitana – a w zasadzie już majora – Żbika na kontynuację intrygi zapoczątkowanej „Granatową cortiną”. Wielu z nich zdążyło zapewne w tym czasie zapomnieć, o co w ogóle chodziło. Najważniejsze jednak, że chociaż z dużym poślizgiem, „Skok przez trzy granice” w końcu się ukazał. Szkoda, że na tle wielu innych „kolorowych zeszytów” serii prezentował się słabo.

Władysław Krupka, Jerzy Wróblewski
‹Kapitan Żbik #48: Skok przez trzy granice›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKapitan Żbik #48: Skok przez trzy granice
Scenariusz
Data wydania1979
RysunkiJerzy Wróblewski
Wydawca Sport i Turystyka
CyklKapitan Żbik
Gatunekkryminał
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Pomijając wątek związany z uroczystością (a potem towarzyszącej jej imprezą), podczas której kapitan Żbik otrzymał awans na majora, a porucznik Michał na kapitana, w „Granatowej cortinie” (1978) nie wydarzyło się wiele. Do Komendy Głównej MO w Warszawie dotarła wiadomość o tajemniczym wypadku samochodowym w okolicach słowackiej Bratysławy z udziałem polskiego obywatela Mariusza Liska i nieznanej w tamtym momencie z imienia i nazwiska Jugosłowianki z Zadaru. Żbik, sam nie mogąc opuścić stolicy, zdecydował się wysłać do Słowacji Michała (który już był w ogródku, już witał się z gąską, co oznacza tyle, że szykował się na zasłużony urlop); jednocześnie też wydał krakowskiej milicji zadanie zdobycia jak najwięcej informacji na temat denata, który zameldowany był właśnie w stolicy Małopolski. Krótkie rozeznanie wystarczyło, by zdobyć pewność, że Lisek nie prowadził przykładnego życia: szastał forsą, często zmieniał samochody, miał podejrzane kontakty – wszystko to doprowadziło funkcjonariuszy MO do wniosku, że był przemytnikiem na międzynarodową skalę.
Tyle jeśli chodzi o przeszłość. Czego natomiast dowiedzieli się czytelnicy po roku oczekiwania z drugiego odcinka trylogii? Na główną postać tej części wyrasta kapitan Michał, który po spotkaniu z majorem Vondračkiem (ciekawe czy takie właśnie nazwisko oficera słowackiej milicji było pokłosiem wielkiej popularności we wszystkich krajach demokracji ludowej czeskiej piosenkarki Heleny Vondráčkovej?), rusza – wespół z kapitanem Voličkiem – trasą, jaką przed swoją śmiercią przebył Lisek i jego towarzyszka. Z tą różnicą, że wiedzie ona w przeciwną stronę – z Bratysławy do Budapesztu (i dalej, choć jeszcze nie w tym zeszycie, do Zadaru). Wyposażeni są w kilka nowych informacji, dzięki czemu wiedzą mniej więcej, za czym węszyć. Wiedzą więc przede wszystkim, że śmierć Liska nie była przypadkowa, wcześniej bowiem ktoś wsypał mu – do jedzenie albo napoju (co akurat niebawem udaje się wyjaśnić) – tajemniczy środek chemiczny, który spowodował, że mężczyzna zasnął za kierownicą, co stało się bezpośrednią przyczyną tragicznego w skutkach wypadku.
Michał i Voliček zatrzymują się w motelach, w których bywała Jugosłowianka (przy okazji udaje im się ustalić, że to Jovanka Losse), rozmawiają z pracownikami, którzy poszerzają ich wiedzę na temat kobiety – tego, czym się zajmowała, jaki miała charakter, jak często podróżowała tą trasą do Bratysławy (a pewnie i dalej). Wiadomości są bardzo istotne, ale nie przybliżają milicjantów z zaprzyjaźnionych krajów do rozwiązania zagadki śmierci Liska i Losse. Obaj wiele obiecują sobie po spotkaniu z węgierskimi towarzyszami i osobiście z majorem Kertyszem z Budapesztu, którego Michał i Żbik poznali osobiście kilka lat wcześniej, gdy tropili szajkę przemytników działających na Bałkanach, co zostało przedstawione w pięcioczęściowej serii zapoczątkowanej „Zapalniczką z pozytywką”, a zwieńczonej „Błękitną serpentyną” (1970-1971). W tym samym czasie trwa także dochodzenie w Polsce – na polecenie Żbika ciekawe informacje zdobywa porucznik Zakrzewski, chociaż i one raczej mnożą niż rozwiewają wątpliwości, rodzą kolejne pytania. Czytelnicy mogli jednak spać spokojnie, mając stuprocentową pewność, że prędzej czy później na wszystkie pytania zostaną udzielone właściwe odpowiedzi. Co stało się już w następnym zeszycie cyklu – „Zatrzymać niebieskiego fiata…” (1980).
Tradycyjnie nie zabrakło „bonusów”. Na pewno godny pochwały jest list majora Żbika do czytelników, w którym zachęca on młodzież do opiekowania się ludźmi starszymi – często samotnymi, schorowanymi, bezradnymi. Apeluje, by nie pozostawać obojętnym na los swoich sąsiadów, mimo że – to ciekawe – „starzy ludzie otaczani są przez nasze państwo opieką i szacunkiem, o czym świadczą m.in. podwyżki emerytur i rent”. Z czym zapewne wielu z zainteresowanych zgodziłoby się dopiero po długotrwałych torturach. Co jeszcze? Doktor Krzysztof Kondratowicz przedstawił szóstą lekcję samoobrony jiu-jitsu, a w rubryce „Za ofiarność i odwagę” uhonorowano młodego żołnierza, starszego szeregowego Jana Dawidowicza, który 7 marca 1977 roku w Popowie Skwierzyńskim (w obecnym województwie lubuskim) uratował z pożaru pięcioro dzieci (sam wyniósł czworo z nich). Na stronie ostatniej, poza zapowiedzią kolejnego zeszytu, znalazły się kolejne dwie stałe rubryki: „Nauka i technika w służbie MO” oraz „Kronika MO”. W tej pierwszej przedstawiono zasadę działania niemieckiego urządzenia nazywanego Traffiphoto, służącego do rejestrowania na zdjęciach samochodów przejeżdżających przez skrzyżowania na czerwonym świetle, natomiast w tej drugiej opisano proces „utrwalania władzy ludowej” na ziemi chełmskiej w latach 1944-1945. Co jest o tyle istotne, że właśnie tam powołano do życia – pod koniec lipca 1944 roku – pierwszą w wyzwolonej przez Sowietów Polsce komendę powiatową MO. Dalej jest już typowo – o ofiarach poniesionych przez funkcjonariuszy MO i UB oraz działaczy PPR w walce z reakcyjnym podziemiem.
koniec
23 lipca 2017

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Droga nienawiści to droga do pustki
Paweł Ciołkiewicz

12 VIII 2020

„Szczurwysyny” to nie jest komiks lekki, łatwy i przyjemny. Autorzy ukazują z nim koszmarne oblicze wojny i mówią o tym, co robi ona z ludźmi biorącymi w niej udział. Ukazują także jej tragiczne konsekwencje, które zazwyczaj w największym stopniu dotykają zwykłych żołnierzy.

więcej »

Jest inny świat…
Tomasz Nowak

10 VIII 2020

Tom czwarty edycji zbiorczej „Druuny” miał stanowić koniec serii. Trudno tu jednak mówić o jakimś wyraźnym „zakończeniuˮ, skoro w kilkanaście lat później ukazał się dodatkowy tom „zero”, a potem następna jej odsłona… I, w rzeczy samej, ów tom czwarty nie przynosi zdecydowanych rozstrzygnięć. Choć z dzisiejszej perspektywy trudno wnioskować, czy i jakie dalsze losy przewidywał w 2003 roku Serpieri dla swej bohaterki.

więcej »

Batalion Czwartaków gromi Niemców, czyli Gwardia Ludowa w akcji. O pewnym cyklu komiksowym PRL-u
Konrad Wągrowski

9 VIII 2020

Komiksowy cykl „Podziemny front”, wydawany pierwotnie w latach 1969-1972 nie zdobył nigdy rozgłosu porównywalnego do kapitana Żbika. Ale na komiksowym bezrybiu Polski Ludowej i tak ta wojenno-sensacyjna opowieść cieszyła się solidnym zainteresowaniem młodzieży. Nawet pomimo faktu, że słuszna propaganda historyczna była w tym cyklu więcej niż natrętna.

więcej »

Polecamy

Kilka słów na pożegnanie

Pilot śmigłowca:

Kilka słów na pożegnanie
— Marcin Osuch

Szczęśliwy finał
— Marcin Osuch

Trochę jak Blueberry
— Marcin Osuch

Nasz polski superman
— Marcin Osuch

Pilot punktuje, „Pilot” dołuje
— Marcin Osuch

W końcu to komiks
— Marcin Osuch

Pożegnanie z Rosińskim
— Marcin Osuch

Rozkaz to rozkaz
— Marcin Osuch

Kapitan zmienia trasę
— Marcin Osuch

Latający dyliżans
— Marcin Osuch

Zobacz też

Tegoż twórcy

Gdy milicji przydaje się pomoc…
— Sebastian Chosiński

Nadzieja w Montanie
— Sebastian Chosiński

Krótko o komiksach: Winchestery i bandyci
— Marcin Osuch

Krótko o komiksach: Kapitan Żbik - Wiszący rower
— Marcin Osuch

Esensja czyta dymki: Luty 2018 (2)
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

Nasz człowiek w Rio Klawo
— Konrad Wągrowski

Wróblewski był pierwszy!
— Sebastian Chosiński

Esensja czyta dymki: Październik 2017
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Po prostu Relax!
— Marcin Osuch

O kowboju, co kulom się nie kłaniał
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.